1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seriale
  4. >
  5. Zapomniany hit sprzed lat o stracie i budowaniu życia od nowa podbija Netflixa. Widzowie są oczarowani: „Dziś już nie robi się takich seriali”

Zapomniany hit sprzed lat o stracie i budowaniu życia od nowa podbija Netflixa. Widzowie są oczarowani: „Dziś już nie robi się takich seriali”

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Kilka dni temu bibliotekę Netflixa zasilił serial, który wielu widzom może wydawać się znajomy, choć przez lata pozostawał w cieniu bardziej popularnych tytułów początku lat 2000. Familijny dramat o stracie, dojrzewaniu i próbie budowania życia od nowa błyskawicznie wskoczył do top 10 najchętniej oglądanych seriali platformy. I wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek jego drugiego życia.

Na początku lat 2000. telewizja chętnie uciekała od wielkomiejskiego zgiełku w stronę małych, uporządkowanych społeczności, w których każdy zna każdego, a emocje – choć intensywne – rozgrywają się w bezpiecznej, wyciszonej przestrzeni. W tym nurcie mieściły się zarówno „Kochane kłopoty”, jak i „Jezioro marzeń”, a także „Everwood”.

Bohaterem serialu jest Andrew Brown – nowojorski neurochirurg, którego życie rozpada się po nagłej śmierci żony. W jednej chwili bohater traci nie tylko ukochaną osobę, ale też dotychczasową tożsamość: zawodowca pochłoniętego pracą. Zamiast jednak pozostać w Nowym Jorku, podejmuje decyzję o radykalnej zmianie i przeprowadza się z dwójką dzieci do małego miasteczka Everwood w Kolorado, gdzie zaczyna wszystko od nowa. Otwiera skromną przychodnię i próbuje na nowo nauczyć się bycia ojcem dla 15-letniego Ephrama i 10-letniej Delii. Żałoba nie znika jednak wraz ze zmianą kodu pocztowego.

Jednym z najmocniejszych wątków serialu jest relacja ojca z dziećmi – pełna napięć, niedopowiedzeń i prób odbudowania zaufania. Andrew (Treat Williams) nie jest jednak bohaterem jednoznacznym. To człowiek, który przez lata zaniedbywał życie rodzinne, a teraz musi zmierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów. Obok niego równie ważną postacią jest Ephram (Gregory Smith) – zamknięty w sobie, zbuntowany i zagubiony po śmierci matki nastolatek. W tle pojawia się również młodsza córka Andy’ego oraz mieszkańcy Everwood, którzy stopniowo wciągają rodzinę Brownów w swoje nie zawsze łatwe i spokojne życie.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Czytaj także: Masowo wracamy do starych seriali. Dlaczego znów warto zobaczyć „Przystanek Alaska” czy „Miasteczko Twin Peaks”?

„Dziś już nie robi się takich seriali”. Zapomniany hit zachwycił widzów Netflixa

Widzowie, którzy dopiero teraz odkryli „Everwood”, często podkreślają jego kojący charakter. To produkcja, która nie goni za szybkim zwrotem akcji, nie buduje narracji pod algorytmy i nie boi się emocjonalnych pauz. „Wciągający, ciekawy, życiowy. Skłania do refleksji” – to jeden z najczęściej powtarzanych komentarzy. Inni dodają, że „po pierwszym odcinku chce się oglądać dalej”, a jeszcze inni przyznają wprost: „szkoda, że już nie robią takich seriali”. Współczesnemu widzowi może wydać się wręcz zaskakujące, jak dużo uwagi twórcy „Everwood” poświęcili ciszy i niedopowiedzeniom. Każdy z czterech sezonów rozwija się zatem powoli, ale konsekwentnie, pozwalając bohaterom dojrzewać razem z widzem.

Everwood nie jest jednak tylko miejscem na mapie. To również metafora – bezpieczna przystań oraz przestrzeń konfrontacji z własnymi emocjami. Andrew musi bowiem nauczyć się funkcjonowania w społeczności, gdzie każdy ma wobec niego jakieś oczekiwania. W tle pojawiają się też historie mieszkańców miasteczka – młodzieńcze romanse, rodzinne konflikty, wybory moralne i pytania o przyszłość splatające się w opowieść, która – choć osadzona ponad 20 lat temu – wciąż pozostaje zaskakująco aktualna.

Czytaj także: Seriale na Netflixie, które pomagają odzyskać pewność siebie. Podnoszą nastrój i samoocenę lepiej niż nowe ciuchy

Dla wielu widzów sporą atrakcją może być też obsada. W serialu wystąpili bowiem m.in. Chris Pratt, Emily VanCamp oraz Sarah Drew – jeszcze zanim ich kariery nabrały rozmachu, co dodaje „Everwood” uroku. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, widzimy więc, jak wiele talentów dojrzewało w cieniu tej spokojnej, rodzinnej historii.

Powrót „Everwood” na Netflix wpisuje się też w szerszy trend nostalgii za telewizją lat 2000. W czasach, w których seriale bazują na szybkim tempie i intensywnych zwrotach akcji, takie produkcje przypominają o innym modelu opowiadania historii: bardziej kontemplacyjnym, emocjonalnym i skupionym na relacjach. Być może dlatego „Everwood” tak dobrze odnajduje się dziś w streamingowej rzeczywistości. Nie próbuje być nowoczesny, i w tym tkwi jego siła. Przypomina za to, że czasem najważniejsze rzeczy w życiu rozgrywają się w prostych rozmowach i próbach zrozumienia drugiego człowieka.

Wszystkie odcinki „Everwood” dostępne są na Netflixie.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE