- Książki były moimi rodzicami, rodzeństwem. Książki były moją rodziną, moją kochającą ciepłą rodziną - mówi słynna psycholożka w 6. odcinku, 6. sezonu „Przerwy na kawę z Kasią Miller”. Bo czasem najlepszą rozmowę odbywamy z autorem, którego nigdy nie poznaliśmy. Czasem jedna powieść pomaga zrozumieć siebie bardziej niż dziesiątki porad. Joanna Olekszyk, redaktorka naczelna „Zwierciadła”,rozmawia z Katarzyną Miller o książkach, które wychowują, leczą samotność, uczą odwagi i pokazują, jak zmienia się nasze rozumienie miłości. Rozmowa okazuje się nie tylko podróżą przez literaturę, lecz także opowieścią o dojrzewaniu człowieka.
Nie każda rodzina składa się wyłącznie z ludzi. Czasem tworzą ją historie, bohaterowie i autorzy, którzy pojawiają się we właściwym momencie życia. Katarzyna Miller opowiada o swoim dzieciństwie z niezwykłą szczerością, pokazując, że literatura potrafi wypełnić przestrzeń, której nie udało się zapełnić nikomu innemu.
Jak sama mówi, „książki były moimi rodzicami, rodzeństwem. Książki były moją rodziną, moją kochającą ciepłą rodziną”. W tych słowach nie ma literackiej przesady. Kryje się doświadczenie wielu osób, które właśnie między stronami powieści po raz pierwszy poczuły się bezpiecznie, zauważone i rozumiane.
W tej opowieści samotność nie brzmi jednak jak wyrok. Przeciwnie – staje się przestrzenią rozwoju. Psycholożka wspomina, że właśnie dzięki lekturom „znalazłam w książkach dobrą samotność”, dodając jednocześnie, że odpowiedzialność za własne życie musiała wziąć na siebie bardzo wcześnie, bo już „w wieku dziesięciu i pół roku”. Literatura nie zastąpiła ludzi, ale pozwoliła zbudować wewnętrzny świat, który dawał siłę, gdy rzeczywistość okazywała się zbyt trudna.
Czy książki wpływają na nasze wybory uczuciowe? Pytanie Joanny Olekszyk o literackie zauroczenia otwiera fascynujący wątek dotyczący romantycznych wzorców.
Miller przyznaje z uśmiechem, że przez lata żaden prawdziwy mężczyzna nie zrobił na niej takiego wrażenia jak Rhett Butler z „Przeminęło z wiatrem”. Jak mówi, „chyba nie ma faceta, który by mi się bardziej podobał niż Butler”. Literaccy bohaterowie bywają przecież idealnymi projekcjami naszych pragnień – błyskotliwi, odważni, tajemniczy, nieosiągalni.
Rozmowa szybko schodzi jednak z poziomu romantycznych westchnień na znacznie poważniejszy grunt. Joanna Olekszyk przywołuje książkę „Mit Darcy’ego”, której autorka przekonuje, że kult nieprzystępnych bohaterów mógł wpłynąć na sposób, w jaki kobiety postrzegały relacje z mężczyznami. Miller odpowiada bez wahania, zauważając, że wiele klasycznych historii wysyłało kobietom bardzo niebezpieczny komunikat. Jak podkreśla, „te książki trochę nam mówiły: znoś to”.
Kilka prostych słów wystarcza, by odsłonić mechanizm obecny w kulturze przez całe pokolenia. Literatura nie tylko odbija rzeczywistość. Potrafi również utrwalać przekonania, które później przenosimy do własnego życia.
Najlepsza literatura nie moralizuje. Raczej wyprzedza swoją epokę i pozwala dostrzec zjawiska, których współcześni jeszcze nie potrafią nazwać. Miller nie ma wątpliwości, że „dobrzy pisarze wyprzedzają epoki”. Dlatego klasyka nie starzeje się mimo zmieniających się czasów. Prawdziwie wielkie książki wciąż prowokują do zadawania tych samych pytań: kim jesteśmy, czego się boimy, dlaczego kochamy właśnie tak.
Psycholożka wspomina swoje literackie fascynacje, podkreślając, że poważne czytanie zaczęła od francuskich pisarzy, między innymi François Mauriaca. Fascynowała ją złożoność ludzkiej natury obecna również u Grahama Greene’a. Jednocześnie zwraca uwagę na niezwykle ciekawy mechanizm psychologiczny. Czytając lub oglądając historie, zawsze wydobywamy z nich przede wszystkim to, co w danym momencie najbardziej dotyczy naszego życia. W języku psychologii Gestalt właśnie ten motyw staje się figurą, podczas gdy cała reszta pozostaje jedynie tłem.
Dlatego dwudziestoletni czytelnik i sześćdziesięcioletnia czytelniczka mogą zachwycić się tą samą powieścią z zupełnie innych powodów.
W świecie krótkich filmów i błyskawicznych informacji klasyczna literatura wymaga cierpliwości. Nagrodą okazuje się jednak głębsze rozumienie świata.
Miller opowiada o swojej fascynacji Balzakiem, którego przeczytała niemal w całości. Szczególnie ważna okazała się dla niej „Kobieta trzydziestoletnia”. Powieść pokazuje rzeczywistość, w której trzydziestolatka uchodziła już za dojrzałą matronę, podczas gdy jej nastoletnie córki przygotowywano do zamążpójścia. Dzisiaj psycholożka zachęca młode kobiety, by czytały takie książki nie tylko dla literackiej przyjemności. Historia pozwala bowiem lepiej zrozumieć, jak ogromną drogę przeszły kobiety i dlaczego warto doceniać wolność, która współcześnie wydaje się czymś oczywistym.
Literacki gust nie musi być zamknięty w sztywnych ramach. Obok klasyki może znaleźć się także popularna powieść, jeśli potrafi powiedzieć coś o ludzkich pragnieniach.
Miller z charakterystycznym dystansem wspomina lekturę „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Przyznaje, że przeczytała książkę z przyjemnością, a zamiast oburzenia poczuła podziw dla autorki. Pomyślała bowiem: „co za niegłupia panienka, że spisała swoje fantazje i zarobiła miliony”. W tej krótkiej refleksji pobrzmiewa zgoda na różnorodność literatury. Nie każda książka musi być arcydziełem. Niektóre po prostu trafiają w emocje swoich czasów.
Każdy czytelnik buduje własne rytuały. Dla Joanny Olekszyk poezja przypomina rześki zimowy poranek – pełen świeżości i skupienia. Katarzyna Miller wybiera zupełnie inny moment. Najchętniej sięga po wiersze wieczorem albo jesienią, kiedy świat zwalnia, a cisza pozwala usłyszeć więcej.
Może właśnie dlatego książki pozostają naszymi najwierniejszymi przyjaciółmi. Nie narzucają tempa, nie oceniają i nie przerywają. Czekają cierpliwie na półce, by wrócić do nas dokładnie wtedy, gdy znów okażą się potrzebne. Każda kolejna lektura staje się przecież rozmową nie tylko z autorem, lecz także z samym sobą – trochę innym niż podczas poprzedniego spotkania.