1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda
  4. >
  5. Coco Chanel pożyczała koszule od kochanka. 188-letnia firma, która je szyła, została właśnie kupiona przez Chanel

Coco Chanel pożyczała koszule od kochanka. 188-letnia firma, która je szyła, została właśnie kupiona przez Chanel

(fot. Spotlight/Launchmetrics)
(fot. Spotlight/Launchmetrics)
Coco Chanel pożyczała koszule od swojego ukochanego, brytyjskiego biznesmena i gracza w polo Boya Capela. Ta drobna, prywatna anegdota sprzed niemal 100 lat nagle nabiera nowego znaczenia; Chanel ogłosił bowiem przejęcie Charvet, najstarszej na świecie firmy koszulowej, działającej przy paryskim Place Vendôme od 1838 roku.

Relacja obu domów została formalnie przypieczętowana już w październiku zeszłego roku, kiedy Matthieu Blazy – inspirowany stylem Coco – zaprojektował wspólnie z Charvet trio koszul na swój debiutancki pokaz dla Chanel, dostępnych wyłącznie w butikach domu, w cenie około 4 tys. dolarów za sztukę. Jedną założyła w pierwszym rzędzie Nicole Kidman, drugą kilka tygodni później Jacob Elordi. Teraz ta współpraca poszła o krok dalej: Chanel kupuje Charvet w całości.

Cichy fenomen ekskluzywnej francuskiej marki koszul

Charvet do dziś działa dokładnie tak samo dyskretnie, co w dniu otwarcia: bez sklepu internetowego, kampanii w social mediach, czy choćby planów na drugą lokalizację. Marka istnieje w jednym miejscu – siedmiopiętrowej kamienicy przy Place Vendôme 28 – i oferuje ponad 6 tys. tkanin do wyboru oraz 128 kolorów zamszowych kapci. Ta obsesyjna dbałość o szczegół i brak rozgłosu sprawiły, że biała torba z logo marki, rozpoznawalna tylko dla wtajemniczonych, od dekad krąży po lotniskowych poczekalniach klasy biznes.

Przez blisko 200 lat klientami domu byli między innymi Marcel Proust, Émile Zola, Charles de Gaulle, John F. Kennedy i Karl Lagerfeld. Jeszcze wcześniej lojalnym klientem był sam Edward VII, który przyznał Charvet królewski warant – rzadkość dla marki spoza Wielkiej Brytanii. Na liście fanów pojawiają się też Gary Cooper, David Hockney i Sofia Coppola, choć sama firma nigdy oficjalnie nie potwierdza, kto u niej kupuje – klienci sami, raczej mimochodem, zdradzają, że tam bywali.

„Vanity Fair” nazwał Charvet anomalią współczesnego luksusu, bo choć nie posiadają e-commerce, katalogu i najmniejszej ochoty na modernizację, marka nigdy nie była tak rozpoznawalna jak teraz. Koszula szyta na miarę zaczyna się tu od 900 dolarów, model gotowy – od 500, co plasuje Charvet mniej więcej w okolicach cenowych Dries Van Noten czy Ralph Lauren Purple Label, ale zdecydowanie poniżej The Row, Saint Laurent czy Loewe. Cały rytuał – od przekroczenia progu butiku po ręcznie wypisywany paragon – jest częścią doświadczenia, za które klienci płacą równie chętnie, co za samą koszulę.

Dlaczego rodzina Colbanów zdecydowała się sprzedać Charvet?

Rodzina Charvetów prowadziła firmę do 1965 roku, kiedy sprzedała ją dostawcy tkanin Denisowi Colbanowi. Dziś kierują nią jego dzieci, Jean-Claude i Anne-Marie Colban – i to oni, jak zapewnia Pavlovsky, byli pomysłodawcami sprzedaży, bo żadne z ich dzieci nie planowało przejąć rodzinnego biznesu. Analitycy Bernsteina wycenili markę na około 100 mln euro, przy przychodach rzędu 10–15 mln euro rocznie. Rodzina zostaje na pokładzie jeszcze przynajmniej rok, by czuwać nad zmianą warty, a Charvet – zamiast dołączyć do grupy rzemieślniczych „maisons d'art” Chanel, takich jak hafciarnia Lesage czy złotnik Goossens – zostanie samodzielną marką, podobnie jak Eres czy Orlebar Brown.

Pokazu mody Charvet raczej się nie doczekamy, ale reszta kolekcji wciąż czeka tam, gdzie zawsze: za drzwiami przy Place Vendôme.

Źródło: Vanessa Friedman, „Chanel Is Buying the World's Oldest Shirt Maker”, The New York Times [dostęp: 09.07.2026]

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE