Wkładasz ulubione legginsy przed treningiem i pewnie nie zastanawiasz się, co właściwie masz na sobie. A szkoda, bo syntetyczna odzież sportowa potrafi kryć więcej niebezpiecznej chemii, niż mogłabyś podejrzewać.
To brzmi jak zła wiadomość prosto z laboratorium, ale warto ją znać: syntetyczna odzież sportowa – legginsy, biustonosze, skarpety funkcyjne – może zawierać bisfenol A (BPA), czyli związek, który miesza w gospodarce hormonalnej. Znajdziesz go nie tylko w plastikowych opakowaniach, ale i w samej tkaninie, którą nosisz na skórze. A im więcej się pocisz i im cieplej ci się robi podczas treningu, tym łatwiej BPA wnika w organizm.
Sprawę pogłębia opinia Komisji Naukowej do Spraw Bezpieczeństwa Konsumentów (SCCS) z 2024 roku, która drastycznie zaostrzyła dopuszczalne normy BPA w odzieży – tolerowana dzienna dawka bisfenoli została obniżona aż o 20 000 razy. Innymi słowy: to, co jeszcze niedawno uchodziło za nieszkodliwe śladowe ilości, dziś budzi realny niepokój, zwłaszcza przy długim, codziennym kontakcie ze skórą.
Odzież z recyklingu może zawierać jeszcze więcej szkodliwych substancji
Tu małe zaskoczenie: ubrania z materiałów pochodzących z recyklingu, choć – jak mogłoby się wydawać – lepsze dla planety, bywają gorsze dla skóry. Najnowsze badania pokazują, że tkaniny z recyklingu zawierają niemal dwa razy więcej BPA niż te z surowców pierwotnych – i, co ciekawe, to, co wchłaniasz przez skórę, może być równie groźne, a czasem groźniejsze, niż to, co zjadasz.
Naukowcy przyznają wprost, że trudno ocenić pełną skalę problemu – substancji w ubraniach jest zbyt wiele, a ich wzajemne oddziaływanie wciąż mało zbadane.
– Nie mamy dobrych danych, które pozwalają ustalić bezpieczny limit dla pojedynczej substancji. A nawet jeśli każda z osobna mieści się w normie, nie wiemy, co dzieje się, gdy działają razem – mówi dr Irina Mordukhovich z Harvardu, która badała, dlaczego stewardesy linii Alaska Airlines masowo skarżyły się na zdrowie po zmianie uniformów.
Podobne wnioski wyciągnęła Kirsten Overdahl z Duke University, która latami sprawdzała barwniki używane w odzieży i odkryła, że większość z nich nigdy nie została porządnie przebadana pod kątem bezpieczeństwa dla skóry. A kalifornijscy naukowcy, testując popularne skarpety i biustonosze sportowe – między innymi Nike, Athelty, Hanes, Champion, New Balance czy Fruit of the Loom – znaleźli w nich BPA w ilościach nawet kilkanaście razy przekraczających normy.
Jak kupować nietoksyczne ubrania sportowe?
Całe szczęście nie jesteśmy skazane wyłącznie na tkaniny, które proponuje sportowy mainstream. Na jogę czy pilates wystarczy bawełna organiczna albo lyocell; przy bieganiu i siłowni lepiej sprawdzi się wełna merino, która odprowadza wilgoć i szybko wysycha. Odrobina elastanu jest zwykle nieunikniona, warto jednak szukać składu z przewagą naturalnych włókien – a grono marek, które biorą to sobie do serca, stale rośnie. Oto cztery z nich, które stawiają przede wszystkim na zdrowie, wygodę w trakcie ćwiczeń i zrównoważoną produkcję, a przy okazji są stylowe.
Breath
Polska marka Breath stawia na lokalną, transparentną produkcję – krótkie serie mają ograniczać nadprodukcję i ślad węglowy, a producentów marka dobiera spośród tych stosujących zamknięty obieg wody czy fotowoltaikę. Tencel, modal, len, wiskoza ecovero, bambus i bawełna organiczna trafiają do kolekcji dopiero po sprawdzeniu certyfikatów – gwarancji, że są bezpieczne dla skóry.
ZUBEK
Projekt dwóch sióstr z Zurychu i Polski udowadnia, że naturalne włókno nie musi oznaczać bezkształtnej bluzy w burym kolorze. Sztandarowe legginsy z wełny merino o gramaturze od 270 gsm mają utrzymać kształt przy przysiadach i wytrzymać HIIT czy hot jogę, nie tylko spacer do kawiarni, a tkanina Seacell z islandzkich alg uwalnia do skóry wapń, magnez i żelazo.
Monika Kamińska
Projektantka pracuje wyłącznie z wełną, lnem, jedwabiem i bawełną, a tkaniny na kolekcję sportową kupuje od tych samych dostawców, u których zaopatrują się Chanel, Tom Ford czy Yves Saint Laurent, głównie we włoskiej Bielli i angielskim Huddersfield. Każdy metraż osobiście zatwierdza sama Kamińska; cała linia activewear ma certyfikaty The Woolmark Company i ZQRX, a bawełna – OEKO-TEX. Marka szyje w krótkich seriach, więc rozmiary znikają szybko, ale warto zapisać się na powiadomienie, bo zwykle wracają.
Dilling
Skandynawska marka od 1916 wierna jest etycznie pozyskiwanej wełnie merynosów z Patagonii i Urugwaju, barwionej we własnej duńskiej farbiarni bez metali ciężkich, z certyfikatem Nordic Swan Ecolabel. Miękka, oddychająca odzież – polecana też alergiczkom – wciąż powstaje w tej samej litewskiej szwalni, dziś zatrudniającej 270 osób.