„Emocje są informacjami” – przekonuje psycholożka, Halina Piasecka. Złość może chronić nasze granice, lęk nie zawsze zapowiada katastrofę, a smutek nie jest oznaką słabości. W podcaście „Ukryte piękno” Magdalena Kuszewska rozmawia z autorką książki „Czuję, więc jestem” o tym, dlaczego tak często zamiatamy uczucia pod dywan, jak nauczyć się odczytywać sygnały płynące z ciała i dlaczego odpoczynek bywa dziś większym wyzwaniem niż praca.
Współczesny świat nagradza opanowanie, skuteczność i produktywność. Emocje często traktujemy jak przeszkodę, którą trzeba jak najszybciej usunąć z drogi. Tymczasem – jak pokazuje Halina Piasecka – każde uczucie pełni ważną funkcję. Złość może sygnalizować przekroczenie naszych granic, lęk bywa zaproszeniem do uważniejszego przyjrzenia się sytuacji, a smutek pomaga przeżyć stratę i odzyskać równowagę. Dopiero kiedy zaczynamy je rozumieć, odkrywamy, że nie są naszym przeciwnikiem, lecz sprzymierzeńcem.
Emocja nie jest przecież wyłącznie przeżyciem psychicznym. Jak przypomina Halina Piasecka, stanowi wielowymiarową reakcję organizmu. Szybsze bicie serca, napięcie mięśni czy ścisk w żołądku bywają równie ważnym komunikatem jak myśli pojawiające się w głowie. Organizm często wie wcześniej, że dzieje się coś ważnego.
Wielu z nas żyje w przekonaniu, że nieprzyjemne emocje najlepiej schować głęboko i przeczekać. Psycholożka rozprawia się z tym mitem bez wahania. Zakopane uczucia nie znikają. Wracają zwykle wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy, często z dużo większą intensywnością.
Magdalena Kuszewska przywołuje własne doświadczenie. Przez lata ukrywała trudne emocje w pracy, starając się zachować profesjonalizm. Wieczorem wracały jednak do niej w domu, odbierając spokój i sen. Odpowiedź Haliny Piaseckiej jest jednoznaczna: skoro wypierane emocje wracały ze zdwojoną siłą, organizm wyraźnie pokazywał, że taka strategia nie działa.
Podobny mechanizm psycholożka obserwowała również u siebie. W czasach pracy z dużymi firmami okazywanie emocji często było uznawane za przejaw słabości lub braku profesjonalizmu. W efekcie wiele osób nauczyło się funkcjonować w ciągłym odcięciu od własnych przeżyć. Problem polega na tym, że emocje nie znikają tylko dlatego, że przestajemy je zauważać.
Jedna z najbardziej zaskakujących informacji dotyczy czasu trwania emocji. Według Haliny Piaseckiej fizjologiczny szczyt emocji trwa około 90 sekund. Później najczęściej nie cierpimy już z powodu samego uczucia, ale z powodu historii, które wokół niego budujemy.
Rozmyślamy, analizujemy, wracamy do sytuacji po raz setny, przewidujemy katastrofalne scenariusze albo prowadzimy w głowie niekończące się dialogi. Właśnie dlatego nieprzyjemne emocje wydają się ciągnąć godzinami lub dniami. W rzeczywistości ogromne znaczenie ma sposób, w jaki o nich myślimy.
Zamiast oceniać siebie za złość, zazdrość czy lęk, warto zatrzymać się i sprawdzić, o czym próbują nas poinformować. Halina Piasecka zwraca uwagę, że nawet zazdrość może być cennym drogowskazem. Być może pokazuje kierunek rozwoju, za którym tęsknimy, albo ujawnia potrzebę, której dotąd nie dostrzegaliśmy.
W gabinetach psychologicznych często pojawia się ten sam schemat. Pytanie o emocje spotyka się z odpowiedzią dotyczącą myśli. Klient opisuje natrętne scenariusze, analizuje wydarzenia i tłumaczy swoje zachowanie, ale nie mówi nic o tym, co działo się w jego ciele.
Tymczasem organizm nieustannie wysyła sygnały. Napięcie karku, przyspieszony oddech, ucisk w klatce piersiowej czy trudności ze snem bywają pierwszymi znakami przeciążenia. Ignorowane przez dłuższy czas mogą prowadzić do sytuacji, w której ciało samo wymusi zatrzymanie.
Psycholożka zachęca do prostego ćwiczenia. W chwili silnej emocji warto zatrzymać się choć na minutę i zapytać siebie: co czuję oraz gdzie odczuwam tę emocję w swoim ciele? Dopiero później przychodzi czas na refleksję, co chcemy z tą informacją zrobić. Tak buduje się prawdziwa samoświadomość.
Paradoksalnie problem nie dotyczy wyłącznie trudnych emocji. Wielu ludzi ma również kłopot z przeżywaniem radości, dumy czy satysfakcji.
Magdalena Kuszewska przypomina słowa Haliny Piaseckiej ze spotkania autorskiego wokół książki „Czuję, więc jestem”. Autorka opowiadała wtedy, że zdarzało jej się przeżywać awanse niemal w ukryciu, tak aby nikt nie zobaczył jej entuzjazmu. Takie zachowanie wynikało z przekonania, że profesjonalizm wymaga emocjonalnej powściągliwości.
W efekcie uczymy się tłumić nie tylko złość czy lęk, ale także szczęście. Psycholożka zachęca, aby świadomie praktykować zauważanie i nazywanie również przyjemnych stanów. Radość przeżyta w pełni nie jest oznaką pychy. Stanowi naturalny element zdrowego życia psychicznego.
Jednym z najważniejszych tematów rozmowy okazuje się współczesna obsesja produktywności. Wielu ludzi buduje poczucie własnej wartości niemal wyłącznie na osiągnięciach zawodowych. Sukcesy stają się dowodem na to, że zasługujemy na uznanie.
Halina Piasecka przypomina jednak, że wartość człowieka nie wynika z liczby wykonanych zadań. Każdemu ze swoich klientów powtarza, że jest wartościowy dlatego, że istnieje. Brzmi prosto, ale dla wielu osób pozostaje jedną z najtrudniejszych prawd do zaakceptowania.
Poczucie winy podczas odpoczynku często bierze się właśnie z negatywnego obrazu samego siebie. Wierzymy, że zasługujemy na szacunek wyłącznie wtedy, gdy działamy. Tymczasem odpoczynek jest równie produktywny jak praca. Bez regeneracji nie ma energii, kreatywności ani zdrowia.
Psycholożka proponuje również odejście od modnego hasła work-life balance. Życie nie jest stanem idealnej równowagi. Znacznie bliższa rzeczywistości wydaje się koncepcja work-life rhythm, czyli życia zgodnego z własnym, zmieniającym się rytmem. Czasem więcej miejsca zajmuje praca, innym razem rodzina, rozwój lub odpoczynek. Elastyczność okazuje się cenniejsza od perfekcyjnych proporcji.
Coraz częściej mówi się o stawianiu granic, ale niewiele osób zastanawia się, skąd właściwie te granice się biorą. Zdaniem Haliny Piaseckiej najpierw trzeba wiedzieć, gdzie one przebiegają i jakie wartości stoją za naszymi decyzjami.
Asertywność nie ogranicza się do mówienia „nie”. Oznacza również umiejętność świadomego mówienia „tak”. Szczególnie pomocna bywa rada skierowana do osób, które automatycznie zgadzają się na kolejne prośby. Zamiast odpowiadać odruchowo, warto powiedzieć: „muszę się zastanowić”. Kilka sekund pauzy potrafi całkowicie zmienić jakość podejmowanych decyzji.
Rozmowa w podcaście „Ukryte piękno” rozwija wiele tematów poruszanych przez Halinę Piasecką w książce „Czuję, więc jestem”, wydanej przez Zwierciadło. Publikacja stanowi przewodnik po świecie emocji, ale daleko jej do poradnikowych recept i gotowych rozwiązań. Autorka zachęca przede wszystkim do zatrzymania się, obserwowania siebie i budowania relacji z własnym wnętrzem.
W książce znajdziemy przypomnienie, że zmiany prowadzące do lepszego życia warto wprowadzać małymi krokami. Samoświadomość nie pojawia się z dnia na dzień. Powstaje dzięki regularnemu zadawaniu sobie pytań o własne potrzeby, przekonania i emocje.
Badania, na które powołuje się psycholożka, pokazują zresztą, że im więcej emocji potrafimy rozpoznać i nazwać, tym lepiej sobie z nimi radzimy. W świecie pełnym pośpiechu, przebodźcowania i presji sukcesu może to być jedna z najważniejszych kompetencji przyszłości.
Ten odcinek podcastu „Ukryte piękno” z Haliną Piasecką przypomina o czymś, o czym wielu z nas zapomniało: emocje są z nami zawsze. Nie trzeba się ich bać ani z nimi walczyć. Wystarczy nauczyć się ich słuchać. Często właśnie tam kryje się odpowiedź na pytanie, jak żyć bardziej świadomie, spokojniej i bliżej siebie.