Dominika Tworek - Już jej niosą suknię z welonem? Po co współczesne kobiety biorą ślub
00:00
14:25
Moi znajomi, na wieść, że biorę ślub, niemal równie często jak słowem „gratuluję” reagowali pytaniem: „Po co ci to?”. Dla niektórych to dziwne, że wyemancypowana trzydziestolatka ochoczo poddaje się temu – powtarzając za kanadyjskim psychologiem Jordanem Petersonem – dobrowolnemu niewolnictwu.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 07/2025.
Na ślub zdecydowaliśmy się zimą i bardzo chcieliśmy, by odbył się jak najszybciej. Gdy na początku marca zadzwoniłam do urzędu stanu cywilnego, okazało się, że najbliższe wolne daty przypadają dopiero na koniec września. Na szczęście zwolniło się jedno okienko – czerwcowa sobota. Czy ograniczona dostępność terminów wskazuje, że wiele osób wciąż bierze sobie do serca słowa piosenki Kazika sprzed lat: „Łączmy się w pary, kochajmy się”? Oczywiście statystycznie obserwujemy wyraźny spadek – w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba ślubów cywilnych zmniejszyła się o 30 proc. – jednak według danych GUS w ubiegłym roku na zawarcie małżeństwa wciąż zdecydowało się ponad 130 tysięcy par.
Historycznie małżeństwo było przede wszystkim sposobem na zabezpieczenie majątku, pozycji społecznej i przyszłości rodziny. Często decyzję o ślubie przyspieszała ciąża – etykieta „panny z dzieckiem” wiązała się bowiem z ostracyzmem. Ale dlaczego współcześnie ludzie decydują się na przysięgę, skoro nie jest ona już społecznym przymusem?
– Głównym motywatorem do wzięcia ślubu jest silne uczucie miłości – mówi Katarzyna Krzywicka-Zdunek, badaczka społeczna i marketingowa z IRCenter, współtwórczyni platformy Socjolożki.pl. Wygląda więc na to, że „zmierzch miłości romantycznej”, o którym ostatnio tak często słyszymy, to raczej fakt medialny niż rzeczywistość.
Miłość jako wartość nadal pozostaje wysoko ceniona – i to w wielu kulturach – co pokazały niedawne badania dr Marty Kowal, psycholożki relacji z Uniwersytetu Wrocławskiego. Zapytano 86 tysięcy osób z 90 krajów, czy byłyby skłonne wejść w związek małżeński ze swoim idealnym partnerem – takim, który spełniałby wszystkie wymarzone cechy. Był jednak pewien haczyk: w tej relacji miałoby nie być miłości. W niemal wszystkich krajach, 86 na 90, większość badanych odpowiedziała, że nie zdecydowałaby się na taki związek. Cztery państwa odstające od tej tendencji to: Ghana, Maroko, Iran i Uganda.
Jak podkreśla badaczka, wynik nie oznacza, że mieszkańcy tych krajów nie cenią miłości. Raczej pokazuje, że wobec instytucji małżeństwa respondenci przyjęli bardziej pragmatyczne kryteria. Wróćmy jednak na własne podwórko.
Katarzyna Krzywicka-Zdunek podkreśla, że także w Polsce dla wielu osób liczy się wymiar pragmatyczny, czyli łatwiejsze funkcjonowanie w sferze formalnoprawnej.
– Ślub w naszym kraju wciąż pozostaje instytucją, która funkcjonuje bardzo dobrze mimo osłabienia tradycyjnych podpór, takich jak religia czy presja społeczna. Wynika to z faktu, że system prawny nadal premiuje związki małżeńskie. Dotąd nie pojawiła się też realna alternatywa, brak zalegalizowanych związków partnerskich.
Kiedy pytam, jakie gwarancje bierzemy więc pod uwagę, moja rozmówczyni odpowiada: – Zakładamy, że jeśli dojdzie do rozstania, a mamy wspólne dzieci, możliwe będzie ustalenie alimentów czy kwestii opieki nad nimi. W Polsce wciąż jest wiele samotnych matek. Kobiety mają świadomość, że samodzielne wychowywanie dzieci nie jest łatwe. Jeśli ojciec dziecka nagle zrezygnuje z relacji i zniknie bez słowa, istnieją narzędzia prawne, które pozwalają dochodzić swoich praw i zapewnić dzieciom zabezpieczenie. Podobnie w sytuacji nieszczęśliwego wypadku: gdy mamy wspólnotę majątkową, dużo łatwiej uporządkować kwestie formalne i dochodzić roszczeń finansowych.
Coś się jednak zmieniło. Jeszcze do lat 90. XX wieku ślub definiował moment wejścia w dorosłość. Oznaczał założenie rodziny, pojawienie się dzieci i rozpoczęcie samodzielnego życia. Z czasem jednak mediana wieku zawierania pierwszego małżeństwa zaczęła się przesuwać. Kiedyś wynosiła około 23 lat w przypadku kobiet i 25 w przypadku mężczyzn, obecnie to mniej więcej 29 i 31 lat.
– Dziś mamy już inne wyznaczniki dorosłości – zauważa Katarzyna Krzywicka-Zdunek. – Z prowadzonych przeze mnie badań wynika, że niektórzy młodzi ludzie za jej początek uznają samodzielne umawianie się do lekarza. Ślub oznacza coś w rodzaju „hiperdorosłości”, przy czym jego znaczenie jako rytuału przejścia pozostało, tyle że przesunął się moment.
Ważnym motywem skłaniającym ludzi do zawarcia małżeństwa pozostaje potrzeba bezpieczeństwa i trwałości relacji. Ślub – w bardzo osobistym wymiarze – sprawia, że związek przestaje wydawać się czymś całkowicie tymczasowym. U osób o bardziej impulsywnej naturze czy zero-jedynkowym sposobie postrzegania świata argument: „to może się rozstańmy”, pojawia się nawet przy drobnych konfliktach; sama odnajdywałam w sobie ten sposób myślenia. Podobne doświadczenia wracały także w rozmowach, które prowadziłam z bliskimi mi kobietami.
Małżeństwo oczywiście nie odbiera możliwości odejścia, ale sprawia, że decyzja o rozstaniu nie jest podejmowana pod wpływem chwili. To daje wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa.
Socjolożka z Uniwersytetu Łódzkiego dr Julita Czernecka podkreśla, że formalizacja wciąż pozostaje wartością stabilizującą relację dla wielu osób. – Pandemia uświadomiła nam, że potrzebujemy innych blisko siebie, by dobrze funkcjonować, choć to, w jakiej konfiguracji podtrzymujemy więzi z drugim człowiekiem, pozostaje dziś kwestią większej dowolności. Mamy przecież możliwość kohabitacji – ślub faktycznie przestał być warunkiem koniecznym, by mieć dzieci, kupić mieszkanie czy prowadzić wspólne gospodarstwo domowe.
Polska jest pod tym względem bardzo ciekawym miejscem. Z jednej strony po latach 90. silnie wybiły się wartości indywidualistyczne, z drugiej – kolektywizm i tradycja wciąż są w nas zakorzenione. Dlatego nie dziwi mnie, że nadal chcemy brać śluby. Badaczka zwraca jednak uwagę na zmianę podejścia do ślubnej przysięgi. Czy przyrzeczenie „nie opuszczę cię aż do grobowej deski” ma dziś jeszcze dla ludzi wartość?
– W kontekście współczesnej liczby rozwodów może ono brzmieć jak forma myślenia życzeniowego. Zakładamy, że „nas to akurat nie dotyczy”. Mam wrażenie, że mimo składania sobie takich deklaracji gdzieś z tyłu głowy coraz częściej pojawia się świadomość, że relacja małżeńska nie jest czymś nierozerwalnym – podkreśla.
Im bardziej niepewne czasy – w tle obecnie są wojna, doświadczenie pandemii, kryzys klimatyczny czy ogólne poczucie niestabilności – tym częściej towarzyszy nam poczucie lęku. Ten często trudny do uchwycenia wewnętrzny niepokój może sprawiać, że dziś silniej niż jeszcze kilka lat temu potrzebujemy trwałych punktów oparcia. Ślub bywa więc postrzegany jako swoisty gwarant bezpieczeństwa w świecie pełnym niepewności.
– Wystarczy wspomnieć, że w czasie drugiej wojny światowej zawierano wiele spontanicznych ślubów; często po bardzo krótkim czasie znajomości. W sytuacji realnego zagrożenia życia i niepewności jutra ludzie żyli przede wszystkim „tu i teraz”, bo przyszłość w każdej chwili mogła zostać przerwana. Tego rodzaju doświadczenie sprzyjało zarówno większej odwadze w podejmowaniu decyzji życiowych, jak i silniejszej potrzebie bliskości – przekonaniu, że razem łatwiej stawić czoła nieznanemu – zwraca uwagę dr Czernecka.
Nie ulega wątpliwości, że bycie we dwoje daje poczucie większego oparcia. W dobrej relacji oznacza to nie tylko emocjonalne wsparcie, lecz także większą stabilność codziennego funkcjonowania – od spraw finansowych po zwykłą organizację życia. W tym sensie związek może realnie wpływać na jakość życia. Być może właśnie dlatego, poza romantycznym wymiarem, ludzie wciąż decydują się na małżeństwo: szukają w nim także współpracy i codziennej równowagi. Wiemy też, że dobry związek po prostu nas uszczęśliwia.
Najdłuższe badanie dotyczące szczęścia (rozpoczęte w 1934 roku na Uniwersytecie Harvarda i prowadzone do dziś) początkowo miało sprawdzać, co wpływa na życiowy sukces mężczyzn. Z czasem do badania dołączyły także kobiety. W pierwszych etapach skupiano się na mierzalnym „sukcesie” – dochodach, statusie materialnym czy osiągnięciach zawodowych. Później badacze zaczęli analizować długość życia oraz zdrowie fizyczne i psychiczne.
Okazało się, że kluczowe znaczenie mają dobre bliskie relacje. Ludzie, którzy dzielą z innymi zarówno codzienne radości, jak i troski, żyją przeciętnie dłużej i cieszą się lepszym zdrowiem. To badanie dotyczyło w większym stopniu mężczyzn, dlatego o kobiecą perspektywę pytam socjolożkę Katarzynę Krzywicką-Zdunek. – Z moich badań wynika, że jeśli kobieta czuje się bezpiecznie w domu, czyli w swoim „wewnętrznym świecie”: ma zapewnione podstawowe potrzeby, dobrze dogaduje się z partnerem i ma względną stabilność finansową – łatwiej jest jej wychodzić na zewnątrz i realizować się społecznie. Jeśli tego bezpieczeństwa brakuje, staje się to znacznie trudniejsze i często wiąże się z wewnętrznym napięciem i szarpaniną – mówi.
Sam ślub jest także momentem wspólnego świętowania w gronie bliskich. Przy jednym stole spotykają się różne pokolenia, dawne historie splatają się z nowymi nadziejami, a codzienne podziały na chwilę tracą znaczenie. Ceremonia staje się nie tylko początkiem małżeństwa, lecz także przypomnieniem, że człowiek najpełniej przeżywa szczęście wtedy, gdy może dzielić je z innymi.
– Dla wielu par jest to bardzo ważny moment symboliczny – nie tylko w wymiarze emocjonalnym, ale też społecznym. W polskim kontekście kulturowym ślub pozostaje silnie zakorzeniony w tradycji i często bywa postrzegany jako etap uporządkowania oraz celebracji związku. Jednocześnie wiąże się z otrzymaniem silnego wsparcia społecznego, bo świętujemy przecież we wspólnocie – mówi dr Czernecka.
To świętowanie potrafi jednak słono kosztować. Wiele par, żeby urządzić ślub i wesele, bierze kredyt, który później spłacają przez lata. Gdy zapytałam ChatGPT o aktualny koszt organizacji wesela na 150 osób, przeczytałam, że realnie trzeba liczyć około 100 tysięcy złotych. „To już standard, nie luksus” – dopisał agent SI.
– Mam wrażenie, że dziś wiele osób bardzo chce, by ich ślub był wyjątkowy. Pojawiają się różne sposoby podkreślania, że „nasza para, nasza droga, nasz związek” są unikalne: od fajerwerków przez lot balonem po podróż motocyklem. Coraz częściej obserwujemy niestandardową oprawę ceremonii. Może to wynikać z faktu, że żyjemy w kulturze silnie akcentującej indywidualność i stawiającej „ja” w centrum uwagi. Oczywiście większość z nas ma swoją niepowtarzalną historię, ale jednocześnie pojawia się potrzeba wyraźnego zaznaczenia jej wyjątkowości. Jakby miłość dało się zmierzyć oprawą, w jaką ją wsadzimy – kwituje socjolożka miłości z Uniwersytetu Łódzkiego.
Sama szybko zorientowałam się, że branża ślubna jest po prostu świetnie działającym biznesem. Wszystko, co nagle staje się „ślubne”, automatycznie kosztuje dwa albo trzy razy więcej.
Ten sam bukiet kwiatów, który normalnie kupujesz za 200 złotych, po dodaniu słowa „ślub” osiąga cenę 500. Podobnie jest z salą, dekoracjami, fotografem czy strojem. Kiedy podczas wizyt w salonach ślubnych usłyszałam, że średni koszt sukni wynosi 7 tysięcy złotych, poczułam, że nie chcę brać udziału w tym wyścigu.
Katarzyna Krzywicka-Zdunek zauważa, że rzadziej zwracamy uwagę na to, że ślub jest także wydarzeniem o wymiarze klasowym, szczególnie wśród środowisk aspirujących do klasy średniej. Skala wesela, wybór lokalu, fotografa, tańce, słodkie stoły czy fotobudki są de facto performance’em. Francuski socjolog Pierre Bourdieu nazwałby to zapewne performance’em kapitału ekonomicznego i kulturowego. Społeczne oczekiwanie jest takie, że związek zostanie przypieczętowany ślubem, a samo wydarzenie będzie rodzinną celebracją, podczas której rodzina ma okazję się zaprezentować, także pod względem możliwości finansowych.
Nasz ślub był skromny. Odbbył się w zaprzyjaźnionym lokalu obok domu. Sukienkę uszyła mi przyjaciółka, przyjaciel ułożył bukiet z polnych kwiatów, muzykę zagrali znajomi, a zdjęcia zrobił ktoś, kto po prostu miał na to ochotę. Nie chciałam dnia wyreżyserowanego co do sekundy ani stresu wynikającego z pogoni za ideałem. Chciałam tylko, żeby bliscy nam ludzie przyszli i tego dnia dobrze się razem z nami bawili.