Na początku potrafią oczarować. Są opiekuńczy, charyzmatyczni, zabawni albo niezwykle troskliwi. Problem w tym, że właśnie te cechy – doprowadzone do skrajności – mogą z czasem zamienić relację w źródło frustracji i cierpienia. Coach relacji Clayton Olson wyjaśnia, dlaczego niektóre typy mężczyzn tak łatwo zdobywają sympatię, a jednocześnie często tworzą niezdrowe związki.
Na początku znajomości łatwo ulec pierwszemu wrażeniu. Charyzma, pewność siebie, troskliwość czy poczucie humoru potrafią skutecznie przysłonić to, co ujawnia się dopiero po kilku miesiącach wspólnego życia. Jak podkreśla Clayton Olson, coach relacji, który od ponad 20 lat pomaga ludziom budować zdrowe związki i większą pewność siebie, problemem rzadko jest sama cecha charakteru. Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy staje się ona jedyną strategią funkcjonowania w związku. W efekcie relacja przestaje opierać się na partnerstwie, a zaczyna przypominać układ sił, z którego trudno się uwolnić.
Na początku daje poczucie bezpieczeństwa. Zawsze służy radą, pomaga rozwiązywać problemy i sprawia wrażenie osoby, na której można polegać bez względu na okoliczności.
Z czasem jednak troska zaczyna przypominać kontrolę. Taki mężczyzna przestaje traktować partnerkę jak równą sobie osobę, a coraz częściej zachowuje się wobec niej jak rodzic wobec dziecka. Poucza, poprawia, decyduje, co jest dla niej najlepsze. Paradoksalnie prowadzi to do sytuacji, w której kobieta zaczyna buntować się lub wycofywać, bo nikt nie chce być stale wychowywany przez partnera.
Czytaj także: „Czy mam daddy issues?” Odpowiedz na 12 pytań i sprawdź, czy twoje problemy mają głębsze źródło
Jest spontaniczny, odważny i nie przejmuje się opinią innych. Właśnie ta autentyczność bywa niezwykle pociągająca.
Problem polega na tym, że równie konsekwentnie kieruje się wyłącznie własnymi potrzebami. Jeśli zapragnie czegoś innego lub zainteresuje się kimś nowym, nie będzie miał większych oporów, by za tym pójść. Emocjonalna nieprzewidywalność sprawia, że trudno zbudować z nim stabilny, długoterminowy związek.
Empatyczny, uprzejmy i zawsze gotowy do pomocy. To partner, którego bez obaw można przedstawić rodzinie i przyjaciołom.
Jednak za tą pozorną perfekcją często kryje się trudność z wyrażaniem własnych potrzeb. Taki mężczyzna za wszelką cenę chce zadowolić innych, dlatego tłumi emocje i unika konfliktów. W efekcie partnerka nigdy nie ma pewności, co naprawdę myśli i czuje. Relacja staje się powierzchowna, bo szczerość zostaje zastąpiona nieustannym spełnianiem cudzych oczekiwań.
Lubi ratować, rozwiązywać problemy i pojawiać się wtedy, gdy druga osoba najbardziej go potrzebuje. Na początku wydaje się idealnym partnerem.
Z czasem jednak taka dynamika może prowadzić do uzależnienia emocjonalnego. Kobieta stopniowo przestaje wierzyć we własną sprawczość, a mężczyzna zyskuje przewagę wynikającą z roli wybawcy. Zdrowy związek opiera się na wzajemnym wsparciu, a nie na przekonaniu, że jedna osoba nie poradzi sobie bez drugiej.
Czytaj także: I wybaw nas od wybawców. Jak działa syndrom rycerza na białym koniu w relacjach?
Jest odpowiedzialny, rozsądny i świetnie zorganizowany. W życiu zawodowym takie cechy często prowadzą do sukcesu.
W relacji mogą jednak zamienić partnerstwo w projekt do zarządzania. Taki mężczyzna skrupulatnie liczy obowiązki, wydatki i wkład każdej ze stron, zapominając, że bliskość nie jest transakcją. Związek potrzebuje czasem spontaniczności, czułości i gotowości do dawania bez oczekiwania natychmiastowego odwzajemnienia.
Jest zabawny, spontaniczny i wnosi do życia dużo lekkości. Potrafi sprawić, że codzienność staje się przygodą.
Problem pojawia się wtedy, gdy unika odpowiedzialności. Piotruś Pan składa obietnice, których nie realizuje, odkłada ważne decyzje i nie chce mierzyć się z trudnymi emocjami. Partnerka z czasem może zacząć mieć poczucie, że to ona dźwiga cały ciężar wspólnego życia, podczas gdy on wciąż zachowuje się tak, jakby dorosłość go nie dotyczyła.
Wie, jak sprawić, by kobieta poczuła się wyjątkowa. Mówi dokładnie to, co chciałaby usłyszeć, okazuje zainteresowanie i potrafi stworzyć atmosferę intensywnej fascynacji.
Kiedy jednak etap zdobywania dobiega końca, jego zaangażowanie często gwałtownie słabnie. Dla uwodziciela największą nagrodą bywa sam podbój, a nie budowanie trwałej relacji. Gdy pojawia się codzienność i konieczność tworzenia prawdziwej bliskości, szybko traci zainteresowanie.
Clayton Olson podkreśla, że większość mężczyzn przejawia od czasu do czasu cechy każdego z tych typów i samo w sobie nie jest to powodem do niepokoju.
„Prawda jest taka, że większość mężczyzn ma w sobie po trochu każdą z tych cech. Kłopot pojawia się dopiero wtedy, gdy jedna z nich całkowicie dominuje” – zaznacza ekspert.
Zdrowy związek wymaga elastyczności, wzajemnego szacunku i partnerstwa, a nie odgrywania jednej, niezmiennej roli. To właśnie umiejętność dostosowania się do różnych sytuacji i otwartość na potrzeby drugiej osoby sprawiają, że relacja ma szansę przetrwać próbę czasu.
Źródło: Clayton Olson, „7 Types Of Men Who Seem Great At First But Actually Make Relationships Totally Miserable”, yourtango.com [dostęp: 01.07.2026]