„Rodzice to nasza pierwsza najważniejsza miłość” – mówi Katarzyna Miller w podcaście „Przerwa na kawę o miłości”. W rozmowie z Joanną Olekszyk psychoterapeutka opowiada o relacjach, które kształtują nas na całe życie. O wdzięczności, buncie, rozczarowaniu i o tym, dlaczego prawdziwa bliskość z rodzicami często zaczyna się dopiero wtedy, gdy przestajemy ich idealizować. Sponsor odcinka jest marka Pandora.
Relacja z rodzicami nie jest zamkniętą historią. Zmienia się przez całe życie. W dzieciństwie potrzebujemy opieki, w okresie dorastania walczymy o niezależność, a później często próbujemy odnaleźć równowagę między bliskością a autonomią.
Dojrzała miłość do rodziców nie oznacza ślepego zachwytu ani wymazania wszystkich krzywd. Oznacza zgodę na prawdę. Na dostrzeżenie zarówno tego, co otrzymaliśmy, jak i tego, czego zabrakło.
Miłość romantyczna rozpala wyobraźnię, inspiruje literaturę, kino i piosenki. Znacznie rzadziej zastanawiamy się nad uczuciem, które pojawia się wcześniej i zostawia równie głęboki ślad. Relacja z rodzicami jest pierwszym doświadczeniem miłości, jakie poznajemy. Właśnie dlatego potrafi być jednocześnie najpiękniejsza i najbardziej skomplikowana.
W najnowszym odcinku podcastu „Przerwa na kawę o miłości” Joanna Olekszyk, redaktorka naczelna „Zwierciadła”, rozmawia z Katarzyną Miller o tym, czy miłość do rodziców rzeczywiście przychodzi nam naturalnie i dlaczego tak wielu dorosłych ludzi przez lata próbuje uporządkować tę relację.
– „Rodzice to nasza pierwsza najważniejsza miłość” – przypomina psychoterapeutka. W tych kilku słowach kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego rodzinne więzi bywają tak silne, nawet jeśli towarzyszą im żal, gniew czy poczucie niespełnienia.
W kulturze, która często wymaga od dzieci bezwarunkowego posłuszeństwa, bunt nadal bywa postrzegany jako coś niewłaściwego. Katarzyna Miller proponuje inne spojrzenie.
– „Trzeba trochę popyskować rodzicom” – mówi bez ogródek.
Według niej zdrowe oddzielanie się od rodziców jest niezbędnym etapem dorastania. Bez niego trudno zbudować własną tożsamość, własne przekonania i własny sposób przeżywania świata. Szczególnie dotyczy to dziewczynek wychowywanych do nadmiernej grzeczności.
– „Mamusie chcą, żeby córka była uległa, a wtedy ona się zatrzymuje w emocjonalnym rozwoju” – zauważa psycholożka.
Wielu z nas wynosi z domu przekonania, które później utrudniają budowanie satysfakcjonującego życia. Słyszymy, że nie warto być zbyt dobrym, że szlachetność nie popłaca, że świat premiuje spryt i twardość. Jak zauważa Joanna Olekszyk, często od rodziców słyszymy, że „nie opłaca się być dobrym, szlachetnym, bo dostaje się po tyłku”. Takie komunikaty zostają z nami na długo i wpływają na sposób, w jaki budujemy relacje z innymi ludźmi.
Przez ostatnie lata wiele mówiło się o błędach wychowawczych i traumach wyniesionych z domu. Psychoterapia pomogła nazwać wiele zranień, ale czasami wahadło wychyla się w drugą stronę.
– „Rozumiem bunt dzieci, ale zaczęłam rozumieć, jak rodzicom z tym jest. Dzieci potrafią dać do wiwatu. Rodzice głównie potrzebują usłyszeć: dziękuję” – przyznaje Katarzyna Miller.
Psychoterapeutka przypomina również, że dzieci z natury koncentrują się przede wszystkim na sobie.
– „Dzieci są piekielnie egocentryczne, co jest naturalne, bo są nastawione na swój rozwój” – wyjaśnia.
Dopiero dorosłość daje szansę spojrzenia na rodzinne historie z szerszej perspektywy. Pojawia się wtedy pytanie, które w rozmowie stawia Joanna Olekszyk: czy my w ogóle rozumiemy swoich rodziców?
Do gabinetów terapeutycznych często trafiają osoby, które chcą naprawić relację z matką lub ojcem. Katarzyna Miller zauważa jednak pewną prawidłowość.
– „Najczęściej problem z rodzicami mają ci, którzy jeszcze nie wydorośleli i największe pretensje mają do rodziców” – mówi.
Nie oznacza to unieważniania trudnych doświadczeń. Psychoterapeutka podkreśla, że poszukiwanie źródeł problemów jest ważne.
– „Dużo ludzi nas oskarża, że zwalamy całą winę na rodziców, ale to nie jest prawda. Chodzi o to, żeby szukać źródła” – tłumaczy.
Prawdziwa dojrzałość zaczyna się jednak wtedy, gdy potrafimy zobaczyć rodziców nie jako bohaterów lub winowajców, ale zwykłych ludzi ze swoimi ograniczeniami.
– „Jeśli popracujemy nad przyjęciem siebie, to dużo łatwiej nam przyjąć rodziców takich, jakimi byli. Zaczynamy rozumieć, że tyle dali, co mieli” – mówi Miller.
W tym miejscu pojawia się również temat wdzięczności. Coraz częściej można usłyszeć zdanie: „Ja się nie prosiłam na ten świat”. Psychoterapeutka nie pozostawia wątpliwości:
– „Jesteśmy rodzicom winni wdzięczność za życie”.
Współczesna psychologia coraz częściej podejmuje temat odcinania się od toksycznych relacji rodzinnych. Czy brak kontaktu z rodzicami może być dobrą decyzją?
Odpowiedź Katarzyny Miller jest daleka od prostych recept.
– „To zależy, czasem trzeba” – mówi.
Każda historia jest inna. Bywają sytuacje, w których dystans chroni zdrowie psychiczne i pozwala odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Istnieją jednak także rodziny, które z pozoru funkcjonują idealnie.
Paradoksalnie i tam mogą pojawiać się problemy.
– „Tu też bym się bała, że jest zbyt duża zależność i przywiązanie dziecka do rodziców” – zauważa psychoterapeutka.
Bo równie trudne jak odrzucenie może być nadmierne związanie swojego życia z oczekiwaniami matki czy ojca. Pytanie o granicę między własnymi marzeniami a realizowaniem niespełnionych ambicji rodziców pozostaje jednym z najważniejszych tematów dorosłości.
Sponsorem odcinka jest marka Pandora, która od lat przypomina, że miłość ma wiele odcieni i nie ogranicza się wyłącznie do relacji romantycznych. Kampania BE LOVE zachęca do dostrzegania codziennych gestów troski, wdzięczności i bliskości – również tych kierowanych do rodziców. Czasem jedno szczere „dziękuję” znaczy więcej niż najbardziej wzniosłe deklaracje. A właśnie od takich małych gestów często zaczyna się dojrzalsza, bardziej świadoma miłość.
Sponsorem odcinka jest marka Pandora.