1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Potrzeba cudu. Rodzice zaginionego Krzysztofa Dymińskiego o poszukiwaniach, które nie mają końca

Potrzeba cudu. Rodzice zaginionego Krzysztofa Dymińskiego o poszukiwaniach, które nie mają końca

Agnieszka i Daniel Dymińscy nieustannie poszukują syna (Fot. archiwum rodzinne)
Agnieszka i Daniel Dymińscy nieustannie poszukują syna (Fot. archiwum rodzinne)

Odsłuchaj artykuł

Ida Marszałek - Potrzeba cudu. Rodzice zaginionego Krzysztofa Dymińskiego o poszukiwaniach, które nie mają końca

00:00 23:40
15s
0,5 x
15s
„W takiej sytuacji łapiesz się absolutnie wszystkiego. Jeżeli zgłasza się do mnie pani, która rozmawia z psami i kotami i prosi, żebym przysłała jej zdjęcie mojego psa, bo ona go zapyta, to ja jej to zdjęcie wyślę. Należy zadać sobie pytanie, czy nie zatracam się w rozpaczy i tęsknocie do tego stopnia, że przestaję odróżniać rzeczywistość od bajki. Ale codziennie, gdy kładę się spać, marzę o tym, by we śnie przyszła do mnie odpowiedź.” – mówi mi Agnieszka Dymińska, mama Krzysztofa, który trzy lata temu zaginął w okolicy Mostu Gdańskiego w Warszawie. Z Agnieszką i Danielem Dymińskimi spotykam się na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Bella Tofifest w Toruniu, by porozmawiać o „Bez końca”, filmie Michała Marczaka, który dokumentuje ich niekończące się poszukiwania.

Ida Marszałek: Czy możemy cofnąć się w czasie do tego dnia, kiedy wasz syn zaginął? Co się wtedy wydarzyło?

Agnieszka Dymińska: To był 27 maja 2023 roku. Obudziliśmy się rano i Krzyśka nie było w domu. O 10 rano miał mieć spotkanie przygotowujące do bierzmowania, poszłam go obudzić, ale jego nie było. Pomyślałam sobie, że może korzysta z dolnej łazienki, ale tam go nie było. Potem pomyślałam sobie, że poszedł do garażu po wodę. Tam też go nie było. Poszłam do męża i powiedziałam, że nie mogę go znaleźć.

Daniel Dymiński: Zaczęliśmy dzwonić na jego telefon, nie odpowiadał. Zadzwoniliśmy do znajomych Krzyśka. Powiedzieli, że nic nie mówił, że go nie będzie na spotkaniu do bierzmowania, więc tam pojechaliśmy. Wszyscy się zjechali, a jego nie było. Wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. Zgłosiłem sprawę na policję. Kiedy składałem zeznania, Agnieszka przywiozła jego szczoteczkę do zębów, do pobrania DNA.

Czy Krzysztof miał w zwyczaju znikać bez wieści?

Agnieszka: Nie. To bardzo dobry, świadomy i odpowiedzialny chłopak. Miał wtedy szesnaście lat, a więc był już młodym dorosłym. Zawsze respektował rodzinne zasady. Mieliśmy dobre relacje. Dzień wcześniej był Dzień Matki, syn przyjechał do mnie do pracy, dał mi kwiaty, zachowywał się normalnie. Pierwsze, nad czym się zastanawiałam to, jak on mógł wyjść spod tej ciepłej kołdry, nad ranem, kiedy było tak zimno. Na dworze były wtedy jakieś 3 stopnie.

Zauważyliście jakąkolwiek zmianę w jego zachowaniu? W filmie wspominacie o problemach sercowych.

Daniel: Nie chcemy spekulować, co mogło się wydarzyć, bo po prostu tego nie wiemy. To wie tylko Krzysiek. Wolimy trzymać się faktów, tego, co udało się ustalić w śledztwie. W piątek, czyli dzień przed zniknięciem, zawieźliśmy go do szkoły, potem odwiedził Agnieszkę w pracy, później pojechał do dziewczyny, na której mu zależało. Wrócił do domu, położył się i korespondował z tą dziewczyną do późna w nocy. Rano wstał, wziął plastikową różę, którą od niej dostał i po prostu wyszedł. Ostatni raz monitoring zarejestrował go na Moście Gdańskim. Kamery zamontowane w tamtym miejscu są obrotowe. Więc w pewnym momencie znika z pola widzenia. Z tego mostu da się zejść w tym czasie, kiedy monitoring go nie obejmuje. Nie ma jednoznacznego dowodu, że Krzysiek utonął lub zszedł na dół.

Agnieszka: Pokazano nam ujęcie z tego monitoringu, żebyśmy mogli stwierdzić, czy to faktycznie jest Krzysztof. Widzieliśmy, jak syn stoi na dolnym poziomie mostu, na ścieżce rowerowej. Barierka jest tam wyższa na całej długości, wyższa od barierki przy ścieżce dla pieszych, po drugiej stronie mostu.

Daniel: Nie zostawił żadnej wiadomości poza notką na Instagramie: „Dziękuję, żegnajcie”.

Kadr z filmu dokumentalnego „Bez końca” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu dokumentalnego „Bez końca” (Fot. materiały prasowe)

W „Bez końca” pokazany jest moment, kiedy, ty Danielu, przeglądasz treści na TikToku syna. Niektóre filmiki są wstrząsające. W żartobliwy sposób sugerują zachowania samobójcze.

Daniel: Krzyś repostował i oglądał te filmy na TikToku, tak jak miliony nastolatków. To jest świat, w którym żyją i specyficzny humor, który nie musi być traktowany dosłownie. Ale istnieje też takie niebezpieczeństwo. Ważny jest moment, w którym młoda osoba otrzymuje takie informacje, jej stan psychiczny, aktualne problemy, czy środowisko, w którym się znajduje. Informacje podawane przez social media mogą wówczas przyczynić się do podjęcia decyzji, której nie da się cofnąć.

Agnieszka: Zwłaszcza wieczorami, kiedy dziecko zostaje samo ze swoimi myślami. Nie wiemy, o czym myślał Krzysiek wieczorem. Nie da się 24 godziny na dobę kontrolować dziecka, ale my też nie chcemy tego robić. Bo nie jesteśmy od kontroli, tylko od rozmowy. I rozmawialiśmy na wiele tematów. Krzysiek często pokazywał nam jakieś śmieszne filmiki i śmiał się, że ich nie rozumiemy. Tłumaczył nam skróty, których używają z kolegami. Krzysztof wiedział, że może się do nas zwrócić z każdym problemem.

Daniel: Big Tech'y powinny być odpowiedzialne za treści, których dostarczają. Nie chodzi o to, by zabronić dostępu, ale opracować algorytmy, które będą czuwać nad zawartością. Nie ma co się oszukiwać, korporacje technologiczne są administratorami i właścicielami tych treści. Mogliby je z łatwością usunąć lub zablokować, ale tego nie robią, bo na tym zarabiają. W tym rola ustawodawców, żeby wprowadzić odpowiednie regulacje i ogromne kary, jeśli nie będą przestrzegane.

Czy oglądając te repostowane treści miałeś w sobie taki niepokój, że tej części swojego syna nie znałeś?

Daniel: Nie zmieniły mojego przekonania, że znaliśmy go doskonale. Krzysiek miał około 160 repostowanych treści na TikToku, z tego trzy filmiki, które zostały pokazane w dokumencie mogły dotyczyć treści suicydalnych. Natomiast znakomita większość dotyczyła historii, to była jego wielka pasja. Telefon to jest tylko część rzeczywistości. Tak jak powiedziała doktor Halszka Witkowska, nam, rodzicom, wydaje się, że jeśli korzystamy z mediów społecznościowych, z Internetu, przebywamy dokładnie w tym samym miejscu, co nasze dzieci. Nie, nie przebywamy. Jesteśmy na innym etapie rozumienia tego świata, tę samą treść odbieramy zupełnie inaczej. Oni mają swoje kliki, my mamy swoje.

Agnieszka: Na samym początku śledztwa jeden z funkcjonariuszy powiedział nam, że zobaczymy, ile zaskakujących rzeczy się jeszcze dowiemy o naszym synu. Później powiedziałam temu policjantowi, że nic mnie nie zaskoczyło.

W jednej ze scen, Danielu, mówisz do reżysera, Michała Marczaka, że zniknięcie Krzysztofa sprawiło, że zacząłeś bardziej doceniać to, co masz. Że teraz będziesz się więcej uśmiechał, mimo tego, co mogą pomyśleć inni. Czy spotkaliście się z oceną tego, w jaki sposób przeżywacie zniknięcie syna? Czy ludzie mają konkretne wyobrażenie tego, jak powinna wyglądać rozpacz?

Agnieszka: Usłyszałam, że byłam złą matką. Że nie płaczę przed kamerami, więc jestem zimna i wyrachowana. Że mam poukładane kolorystycznie książki na półce, więc na pewno trzymałam Krzyśka krótko na smyczy. Że powinnam leżeć na podłodze i rwać włosy z głowy. Żadna z osób piszących te komentarze nie zna ani mnie, ani mojego syna. Spekulacje mocno nas dotknęły. Mimo że nie znajdowaliśmy żadnego racjonalnego powodu, ciągle się zastanawialiśmy, czy w jakikolwiek sposób się do tego nie przyczyniliśmy, czy nie powiedzieliśmy czegoś nieodpowiedniego. To są miliony pytań, które sobie zadajesz i nie znajdujesz odpowiedzi. Poczucie winy jest ogromne.

Daniel: Duży w tym udział również mediów społecznościowych. Dają pole do wypowiedzi osobom spędzającym czas atakując tych, którzy i tak są już w bardzo ciężkim stanie. Wielokrotnie prosiłem tych bohaterów zza monitora o rozmowę na żywo, zapraszałem na łódkę, żeby pomogli mi szukać. Wtedy już tego bohaterstwa nie było. Od prawa do wolnej wypowiedzi do hejtu droga jest czasem naprawdę krótka. Jeśli ma się podejrzenia, że w rodzinie mogło być coś nie tak, od tego jest policja, a nie Facebook.

Agnieszka: Publicznymi wypowiedziami otworzyliśmy drzwi do naszego domu. Prawda jest jednak taka, że za porządek pod postem, podcastem odpowiada jego twórca. Niestety często nic w tej sprawie nie robią. Nie mam problemu z komentarzami dotyczącymi mojego wyglądu, używanych przeze mnie słów. Natomiast jeśli ktoś ocenia mnie jako matkę, wyrokuje, co się stało i tworzy pomówienia, to już inna sprawa. Nieusuwane komentarze są powielane i w ten sposób powstają fake newsy.

Daniel: Znajdują się osoby, które próbują na tym zarabiać. Monetyzują treści na temat mojego syna, organizują fałszywe zbiórki na poszukiwania Krzysztofa.

Agnieszka: Jedna dziewczyna posunęła się do tego, że na poparcie swoich teorii przerabiała nasze zdjęcia za pomocą sztucznej inteligencji. Próbujemy walczyć z takimi przypadkami. Zbudowaliśmy stronę dyminski.pl, żeby zgromadzić rzetelne informacje na temat tego, co się wydarzyło.

Kadr z filmu dokumentalnego „Bez końca” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu dokumentalnego „Bez końca” (Fot. materiały prasowe)

W maju 2024 roku zainicjowaliście też kampanię społeczną „Gdzie jesteś?”. Dbacie między innymi o to, by rodziny osób zaginionych otrzymywały wsparcie psychologiczne oraz ekspercką pomoc w poszukiwaniach.

Agnieszka: Wiele rodzin nie występuje publicznie właśnie z powodu ostracyzmu. Nie chcą być twarzą tej sprawy, boją się oceny. Nie mają zasobów i determinacji, żeby się z tym mierzyć. I dla nich nawet jeden negatywny wpis może mieć daleko idące konsekwencje. Chcieliśmy, by mieli kogoś, z kim bez strachu podzielą się tym, co czują.

Daniel: Apelowaliśmy do prasy i w ramach parlamentarnego zespołu do spraw zaginięć przeprowadziliśmy warsztaty dla dziennikarzy, jak pisać o kryzysach samobójczych dzieci, jak o tym mówić z poszanowaniem dla dziecka i jego rodziców. Już wyrażenie „ucieczka z domu” jest bardzo stygmatyzujące. Sugeruje, że działo się coś, co nakłoniło dziecko do ucieczki. Zasada jest tak naprawdę prosta: jeśli czujemy, że możemy zadać ból, to tego nie róbmy.

Czy wy otrzymaliście należytą opiekę od służb po zaginięciu Krzysztofa?

Agnieszka: Nie i uważam, że to zawieszenie, w którym teraz żyjemy, to wina policji, która nie podjęła na czas odpowiednich czynności. Nie obwiniam przy tym poszczególnych ludzi, a procedury. Chcieliśmy pomóc służbom, być partnerami, współpracować, ale jedyne, o co nas poprosili to nagłaśnianie zaginięcia w mediach społecznościowych. To nie wygląda tak, jak na filmach. Po prostu kazali mi siedzieć w domu i czekać, a ja przecież chcę szukać swojego dziecka, mieć jakąś moc sprawczą. Po miesiącu zaczęliśmy mocniej dopytywać: w którym miejscu szukali, jakimi metodami. Usłyszeliśmy, że jesteśmy upierdliwi. Że nie mogą powiedzieć, bo to działania operacyjne. Do tej pory nie mamy dostępu do akt.

Daniel: Szybko zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak. Podczas własnych poszukiwań zatrzymaliśmy patrol policji i zapytaliśmy, czy szukają Krzyśka. Oni nie mieli pojęcia, że ktoś taki zaginął. Podeszliśmy do kolejnego patrolu i też nic nie wiedzieli. Trzeci – to samo. Dowiedzieliśmy się, że to nie jest tak, że policjant jeździ samochodem, ma wizerunek zaginionej osoby i przygląda się przechodniom. Dopiero, kiedy jest interwencja, ktoś się pobije, ktoś śpi na przystanku, pije alkohol, wtedy policja podjeżdża, legitymuje i sprawdza w systemie, czy ta osoba jest zaginiona. Nie ma w Polsce ściśle opracowanych, logicznych procedur zaginięć czytelnych dla wszystkich.

Agnieszka: Wysłaliśmy kilkanaście pism. Prosiliśmy, błagaliśmy: musicie jak najszybciej go odnaleźć. Każda sekunda, każdy dzień jest na wagę złota. Każdy kolejny dzień uniemożliwia odnalezienie go w tej rzece.

Daniel: Poprosiliśmy o zdjęcia z drona. Okazało się, że nie nagrywają lotu dronem. Potem zapytaliśmy o nagrania z sonaru. Odpowiedzieli, że też nie nagrywają. A przecież te nagrania są niezbędne! Jak się płynie po rzece łatwo coś przeoczyć. Dopiero później, analizując zdjęcia, można sprawdzić dokładnie. Ja wszystko nagrywam i archiwizuję. W filmie znalazł się nawet moment, nie zainscenizowany, kiedy łódka służb płynie trochę przed nami, przepływa po lewej stronie, a my chwilę później znajdujemy w rzece ciało, którego policja nie zauważyła.

Mogliście liczyć tylko na siebie. Po trzech latach ciągłych poszukiwań staliście się ekspertami od terenu rzeki. Zgromadziliście wokół siebie grono ekspertów, profesjonalny sprzęt, niektóre narzędzia Daniel skonstruował własnoręcznie.

Daniel: Na początku zainwestowaliśmy wszystkie nasze oszczędności. Ale szybko okazało się, że sami nie damy rady. Podstawowy sprzęt do poszukiwania na Wiśle to grubo ponad 100 tysięcy złotych, nie mówiąc o tym profesjonalnym. Zgłosiliśmy się po pomoc do społeczeństwa i dzięki zbiórce mogliśmy zebrać sprzęt, który pomaga w poszukiwaniu Krzyśka, ale też innych osób. Najcenniejszym darem, jaki możemy dać innym, jest czas. Dysponując wiedzą i czasem, możemy zaoferować rodzinom zaginionych chociaż nadzieję.

Agnieszka: Podzieliliśmy się intuicyjnie, według możliwości. Daniel ma potrzebę działania w terenie, ja nie udźwignęłabym Wisły emocjonalnie. Ktoś musi być w domu i odbierać telefony, więc ta rola przypadła mnie. Szybko okazało się, że przez samo nagłaśnianie zaginięcia Krzyśka, pomagamy innym. Dzięki zgłoszeniom, które do nas przychodziły, odnaleźliśmy już dwie żywe zaginione osoby. O to właśnie chodzi w naszej inicjatywie – żeby ludzie stali się uważni.

Sami nie macie domknięcia, ale staracie się podarować je innym. Od rozpoczęcia poszukiwań Daniel odnalazł i zwrócił rodzinom już siedem ciał. W „Bez końca” został pokazany moment, kiedy znajdujesz w rzece człowieka. Co wtedy czułeś?

Daniel: Kiedy to się dzieje nie mam w sobie strachu. Wręcz przeciwnie, ogarnia mnie ogromny spokój. Świat wokół się zatrzymuje, a ja myślę tylko o tej osobie. Kim była w życiu, co robiła. Jak się czuła podejmując taką decyzję. Czy to był wypadek, czy to była próba samobójcza. Identyfikuję się z nią. To daje mi energię do dalszego działania. Kiedyś, po zakończonych poszukiwaniach, osoba z rodziny zaginionego powiedziała mi: „Teraz osiągnęliśmy pewien spokój”. Nikt nie myśli o tym czasie, o zawieszeniu, w którym tkwią bliscy, którzy cały czas czekają, bez żadnych wieści. Bez możliwości pożegnania się z ukochaną osobą, która jest ich całym światem. Patrząc na Mariusza, ojca zaginionej Gabrysi ze Stalowej Woli, któremu pomagaliśmy w poszukiwaniach, widziałem samego siebie.

Agnieszka: Żaden ojciec nie powinien musieć szukać swojego dziecka, tak, jak robi to mój mąż.

Kadr z filmu dokumentalnego „Bez końca” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu dokumentalnego „Bez końca” (Fot. materiały prasowe)

Czujecie, że kolejne odnalezione osoby przybliżają was do syna?

Daniel: Zawsze z nimi wewnętrznie rozmawiam. Proszę, że jeśli tam gdzieś widzą Krzyśka, żeby mi podpowiedziały. Tak naprawdę ta rzeka jest jedynym miejscem, w którym możemy poczuć, że Krzysiek jest blisko.

Agnieszka: Ja myślę, że jeśli on już nie żyje, to jest nad Wisłą albo w domu. Czasem, kiedy robię w ogródku, mam takie niejasne przeczucie, że zaraz do mnie przyjdzie. Po trzech latach wciąż łapię się na tym, że mówię: „Krzysiek, chodź mi pomóc”.

Czy po tych trzech latach jest wam choć trochę lżej?

Agnieszka: Momentami jest nawet gorzej, bo na początku miałam jeszcze nadzieję na jasną odpowiedź. Na pewno nie myślimy o tym przez cały czas, bo byśmy zwariowali, musieliśmy nauczyć się z tym żyć. Nie chcemy, żeby zaginięcie Krzyśka definiowało całe nasze życie. Są momenty, w których siedzimy i płaczemy, bo po prostu mamy potrzebę i pozwalamy sobie na to. Ale też często rozmawiamy o nim, wspominamy miłe rzeczy, numery jakie wywijał. Był po prostu wspaniały. Miał takie śmiejące się, ciepłe oczy i dar przyciągania ludzi.

W „Bez końca” wymienionych zostaje wiele teorii, co mogło stać się z Krzysztofem. Z każdej strony sypią się rady, co do sposobu poszukiwań. To musiało być strasznie przytłaczające.

Agnieszka: W takiej sytuacji łapiesz się absolutnie wszystkiego. Jeżeli zgłasza się do mnie pani, która rozmawia z psami i kotami i prosi, żebym przysłała jej zdjęcie mojego psa, bo ona go zapyta, to ja jej to zdjęcie wyślę. Kwestia tego, czy ja w to uwierzę, czy nie, czy to mi pomoże, czy mi zaszkodzi. Trzeba też uważać na naciągaczy, którzy żerują na takiej bezbronności. Należy zadać sobie pytanie, czy nie zatracam się w rozpaczy i tęsknocie do tego stopnia, że przestaję odróżniać rzeczywistość od bajki. Ale codziennie, gdy kładę się spać, marzę o tym, by we śnie przyszła do mnie odpowiedź.

Daniel: Niepoddawanie się tym pokusom wymaga spokoju i zimnej krwi. My nie wzbranialiśmy się przed różnymi teoriami, bo nikt nas nie nauczył, w jaki sposób działać po zaginięciu, szczególnie długotrwałym. Policja nie dysponuje taką wiedzą, nie ma też centrum poszukiwań, które pokierowałoby rodziną. Wszystkiego uczyliśmy się na własnej skórze, weryfikowaliśmy też otrzymane informacje z ekspertami, którzy przyłączyli się do poszukiwań. Naszymi doświadczeniami dzielimy się na stronie gdziejestes.org, stworzyliśmy taki nawigator poszukiwań, żeby inni mieli łatwiej.

Kadr z filmu dokumentalnego „Bez końca” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu dokumentalnego „Bez końca” (Fot. materiały prasowe)

Centymetr po centymetrze przeszukujesz dno mulistej Wisły, przesiewasz piasek, chodzisz z wykrywaczem metalu, w zimie kujesz lód. Wieczorami analizujesz zdjęcia. Dziadek Krzysztofa zwraca uwagę, że istnieje granica obsesji. Czy myślisz, że mogłeś ją przekroczyć? Ty też jesteś przecież synem i w pewnym momencie twój ojciec zaczyna cię tracić na rzecz Wisły.

Daniel: Cały czas się nad tym zastanawiam i boję się, że mogłem już ją przekroczyć. Agnieszka, rodzina, mój tata pomagają mi twardo stąpać po ziemi i stawiać sobie pewne bariery. Z drugiej strony, trudno jest mi sobie wyobrazić, że przestanę szukać mojego syna.

Agnieszka: To tak, jakbyśmy to my musieli podjąć tę decyzję, czy Krzysiek żyje, czy nie żyje. Koniec poszukiwań oznaczałby, że już zdecydowaliśmy. Żaden rodzic nie podejmie decyzji o śmierci dziecka, jeżeli nie ma stuprocentowego przekonania.

Właściwie zrzucono na was tę decyzję.

Agnieszka: Ponosimy konsekwencje zniknięcia Krzyśka na różnych poziomach. W szkole musieliśmy odebrać jego świadectwo. To było bardzo bolesne, wejść do szkoły, zobaczyć młodych ludzi w jego wieku. W zeszłym roku, gdy skończył 18 lat, zadzwoniła do mnie Pani z urzędu, że zna naszą sytuację, ale w związku z tym, że Krzysiek jest pełnoletni, ma stawić się na komisję wojskową. Mieliśmy napisać podanie i wyjaśnienie. To jest takie ciągłe rozdrapywanie rany.

Myślę, że wasza historia może być przestrogą dla młodych ludzi, którzy znajdują się na skraju. Pokazuje, że ich czyny mają potworne konsekwencje nie tylko dla nich samych, ale również dla bliskich. Udowadnia, jakie spustoszenie zostawia za sobą znikająca osoba.

Daniel: To jest ogromna wartość filmu „Bez końca”. Po pierwszych pokazach, młody chłopak nagrał głosówkę Michałowi [Marczakowi], że już niemal podjął decyzję samobójczą, ale po obejrzeniu dokumentu powiedział sobie, że nigdy tego nikomu nie zrobi. O to właśnie chodzi, żeby film stał się impulsem do rozmowy. Teraz są takie czasy, że każdy jest coraz bardziej samotny. Zamykamy się w sobie, a czasem wystarczy po prostu się odezwać, pokonać wstyd i poprosić o pomoc. Z takim przesłaniem zwróciliśmy się do młodzieży w drugiej odsłonie naszej kampanii społecznej, z hasłem: „Gdziekolwiek jesteś, nie jesteś sam”.

Agnieszka: Michał nie stworzył sztucznej sensacji. To nie jest kronika śledcza, tylko film, z którego faktycznie można czerpać. „Bez końca” zadaje też dużo pytań, ale nie daje jasnych odpowiedzi. Udowadnia, że taki dramat może się wydarzyć dosłownie w każdej, nawet kochającej się, rodzinie.

Kadr z filmu dokumentalnego „Bez końca” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu dokumentalnego „Bez końca” (Fot. materiały prasowe)

Czyli dokument „Bez końca” przysłużył się działaniom społecznym, które już wcześniej aktywnie prowadziliście.

Daniel: Portal branżowy Film w Szkole rekomenduje „Bez końca” pedagogom do wyświetlania uczniom szkół średnich. Firma Think Film w ramach współpracy z dokumentem działa z WHO i z Parlamentem Europejskim nad zmianami prawnymi.

Agnieszka: Podeszliśmy do tego jak do misji. Liczyliśmy, że uratujemy jak najwięcej osób. Przestaliśmy zadawać sobie pytanie: „dlaczego nas to spotkało?”, zaczęliśmy myśleć: „co możemy z tym zrobić?”.

Czy obecność ekipy filmowej w waszym życiu była dużym utrudnieniem?

Daniel: Nie było momentu, żeby Michał i jego ekipa przeszkadzali nam w poszukiwaniach. A wręcz byli dla nas dużą pomocą.

Agnieszka: Ekipa zaczęła dopełniać nasze życie. Realizując ten projekt czuliśmy się potrzebni. Było nam dobrze, że są ludzie w naszym domu, że nie jesteśmy tam sami. Stali się częścią naszej rodziny. Kiedy skończyły się zdjęcia, nagle zrobiło się pusto.

Jaka była wasza reakcja, gdy zobaczyliście się na ekranie?

Daniel: Trudno mi było sklecić zdanie.

Agnieszka: Jak zobaczyłam film pierwszy raz na wielkim ekranie, na otwarciu festiwalu Millennium Docs Against Gravity, stwierdziłam, że jest straszny. Cały seans trzymaliśmy się z Danielem mocno za ręce. Mimo tego, że dzieliłam to przeżycie z tyloma osobami i tak było to dla mnie bardzo intymne. Bardzo dotknęło mnie to, że zobaczyłam mojego męża na tym wielkim ekranie, na tej wielkiej wodzie, w tej malutkiej łódeczce, jak dziubie bosakiem i kamerami podwodnymi na środku rzeki. Pomyślałam wtedy, że potrzeba cudu.

W jednej ze scen w filmie role zostają odwrócone. To ty, Danielu, pytasz Michała, jaki jest według niego sens tego wszystkiego. Czy udało wam się znaleźć odpowiedź?

Daniel: Chyba relacja z drugim człowiekiem. To, żebyśmy mieli, dla kogo żyć. Żebyśmy nie zatracili się w codziennym życiu i dostrzegali innych wokół siebie.

Agnieszka: Być może naszym celem było właśnie to, co nas spotkało. Żebyśmy mogli wytyczyć drogę dla innych.

Krzysztof Dymiński w wieku 16 lat, na moment przed zaginięciem (Fot. archiwum rodzinne) Krzysztof Dymiński w wieku 16 lat, na moment przed zaginięciem (Fot. archiwum rodzinne)

Krzysztof Dymiński nadal pozostaje osobą zaginioną. Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje na jego temat, prosimy o zgłoszenie się do najbliższej komendy policji lub o telefon na numer 112.

Film „Bez końca” wejdzie na ekrany kin 11 września 2026 roku.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE