1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Ani toksyk, ani narcyz. Osoba z borderline potrafi kochać innych bardziej niż siebie. Rozmowa z psycholog Urszulą Struzikowską-Marynicz

Ani toksyk, ani narcyz. Osoba z borderline potrafi kochać innych bardziej niż siebie. Rozmowa z psycholog Urszulą Struzikowską-Marynicz

(Fot. KatarzynaBialasiewicz/Getty Images)
(Fot. KatarzynaBialasiewicz/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Aleksandra Urbaniak - Ani toksyk, ani narcyz. Osoba z borderline potrafi kochać innych bardziej niż siebie. Rozmowa z psycholog Urszulą Struzikowską-Marynicz

00:00 21:35
15s
0,5 x
15s
Wampiry, toksycy, osoby niezrównoważone – takie etykiety często przypisuje się ludziom z diagnozą borderline. Uprzedzenia wobec tej grupy widać nawet w potocznym języku, w zwrotach typu: „chyba masz bordera”, które funkcjonują jako obelga. Sytuacji nie poprawia wysyp domorosłych psychologów z internetu, którzy zachęcają do autodiagnoz i „tropienia” niepokojących objawów. Psycholożka Urszula Struzikowska-Marynicz w rozmowie z nami prostuje najbardziej krzywdzące i niesprawiedliwe stereotypy na temat borderline oraz wyjaśnia skomplikowaną etiologię tego zaburzenia osobowości.

Aleksandra Urbaniak: Borderline to kolejny po narcyzmie „modny” termin psychologiczny. Czy uważa Pani, że internetowe treści o tym zaburzeniu, np. karuzele na Instagramie, są pozytywnym zjawiskiem i mogą pomóc osobom niezdiagnozowanym – czy wręcz przeciwnie?

Urszula Struzikowska-Marynicz: To zależy do czego te karuzele wykorzystujemy, a także od tego, czy bazujemy na rzetelnej wiedzy specjalistycznej, czy powielamy krzywdzące stereotypy albo tworzymy przekazy wzmacniające stygmatyzację psychiatryczną i lęk przed różnego rodzaju diagnozami. Z niepokojem i smutkiem obserwuję profile niektórych twórców (nie dziwi mnie, że nie posiadają żadnego przygotowania merytorycznego), którzy przestrzegają nas, odbiorców tych treści przed relacjami z „wampirami” i „toksykami”, „narcyzami” i „borderami”. Te krzywdzące uproszczenia nikomu nie pomagają – wzmacniają za to lęk człowieka przed człowiekiem, podtrzymują uproszczenia, które nie prowadzą do poznania i zrozumienia mechanizmów, jakie wywołują ciekawość i emocje, a także sprawiają, że „normalsi” kręcący tego rodzaju rolki ujawniają nierzadko własne nieprzepracowane trudności, schematy, wrogość czy liczne heurystyki poznawcze nieposiadające naukowego podłoża. Należy rozróżnić popsychologię od psychologii jako dyscypliny naukowej.

Czy w swojej praktyce zauważyła Pani wzrost osób zgłaszających się z podejrzeniem diagnozy borderline? Czy w Pani gabinecie pojawiła się kiedyś osoba, która zaczęła u siebie podejrzewać borderline po obejrzeniu treści na ten temat w internecie?

Tak i sądzę, że ma to związek ze wzrostem gotowości społecznej do sięgania po pomoc specjalistyczną, m.in. w zakresie zdrowia psychicznego. Ponadto żyjemy w kulturze przeterapeutyzowania, gdzie nasze naturalne, ludzkie tendencje i słabości mamy w zwyczaju sprowadzać do domorosłych diagnoz i do chowania się za diagnozą, pozbywając się w ten sposób odpowiedzialności za przeżywane i manifestowane trudności. Zdarza się, że na konsultację psychologiczną zgłaszają się osoby wyrażające niepokój mówiąc na przykład „Proszę pani, ja chyba mam…” – i tutaj padają różne impresje autodiagnostyczne. Z jednej strony to dobrze, że obserwujemy swoje zdrowie psychiczne i z coraz większą świadomością próbujemy się o nie zatroszczyć. Z drugiej strony jednak często poświęcamy uwagę temu, co ma nam dolegać i co w nas nie działa; analizujemy, dlaczego czujemy się chorzy, słabi, wadliwi, do naprawy. A człowieka się nie naprawia tylko pracuje z nim indywidualnie nad odzyskaniem równowagi wewnętrznej, która jest punktem wyjścia dla szeroko rozumianego zdrowia psychicznego.

Co uważa Pani za największe nieporozumienie związane z borderline, które wymaga kategorycznego sprostowania?

Jest kilka takich „perełek”. Na przykład to, że osoby z borderline (BPD) są „toksyczne”, albo że ich trudności są nieuleczalne, że borderline jest chorobą psychiczną czy też, że osoby z BPD nie potrafią kochać, a jedynie manipulują, wykorzystują i ranią. Inne to na przykład mit o tym, że osoby mierzące się z borderline nie stworzą bliskich i udanych związków albo że histeryzują i przesadzają, że są niebezpieczne i nieprzewidywalne. Jako psycholog nie mogę zgodzić się z żadną z tych tez.

Najbardziej uderza mnie jednak to, że oceniamy człowieka przez pryzmat diagnozy i próbujemy „wróżyć” jego przyszłość. Niektóre ludzkie zachowania potrafią być raniące i szkodliwe dla relacji, stąd uproszczone określanie ich mianem „toksycznych”. Do takich zachowań należy na przykład silne kontrolowanie partnera, konsekwentna i często manifestowana zazdrość albo przemoc. Należy jednak pamiętać, że zachowania te nie są zarezerwowane dla osób z diagnozą borderline. Nie każda osoba z tą diagnozą będzie przejawiała takie zachowanie, a także nie każda, która je przejawia, ma borderline! Osoby z borderline potrafią kochać i kochają, nierzadko bardziej innych niż siebie, co jest dużym problemem. Zależy im na bliskości z drugą osobą, lecz jednocześnie upragniona bliskość jest dla nich ryzykowna: obawiają się zranienia, odrzucenia, unieważnienia, nadużycia. Nierzadko dlatego, że takie były ich wcześniejsze doświadczenia, w których bliskość, bezbronność, zaufanie i miłość wiązały się z zagrożeniem zaniedbaniem, przemocą, nadużyciem lub warunkowaniem bliskości i miłości. „Na miłość i szacunek należy sobie zasłużyć” – ile razy jako społeczeństwo powielamy ten krzywdzący przekaz wpływający na dzieciństwo wielu z nas?

Jak Pani wspomniała, osoby z borderline są niezwykle wyczulone na punkcie porzucenia. Panicznie boją się, że osoby, które są dla nich ważne, ich opuszczą. Czy może Pani szerzej wyjaśnić, dlaczego?

Rzeczywiście tak jest i nazywamy to schematem opuszczenia i niestabilności więzi, a także pozabezpiecznym stylem przywiązania. Wiąże się z tym wysoki poziom czujności na wyobrażone, spodziewane czy rzeczywiste sygnały o zagrożeniu. To, co dla przeciętnej osoby będzie do zaakceptowania – na przykład fakt, że ktoś przez kilka godzin nie odpisał na smsa – dla osoby z BPD będzie punktem wyjścia dla tworzenia różnych katastroficznych scenariuszy, co mogło pójść nie tak, i zabezpieczania się na wypadek porzucenia. Powodem jest zazwyczaj repertuar doświadczeń wczesnodziecięcych dotyczący tego wszystkiego, z czym wiązało się zaufanie, bliskość i miłość do rodzica lub opiekuna. Dziecko mogło się nauczyć, że miłość może być warunkowana staraniami, że może zniknąć bez ostrzeżenia albo że „bliskie relacje” to relacje, w które wpisane są nadużycia, przemoc czy niezaangażowanie.

Innym powodem jest rozproszone poczucie własnej tożsamości, które zależy od bieżących emocji osoby zmagającej się z borderline. Pod wpływem emocji może ona czuć nadzieję na bliskość i stabilność relacji, czuć się w niej dobrze sama ze sobą, a innym razem przeżywać poczucie winy i wstydu, za które spodziewa się kary czy odrzucenia ze strony partnera. Czyli wewnętrzna surowość projektowana jest na najbliższe otoczenie – wyobrażam sobie, że to, co pomyślałabym czy wyrządziłabym sobie, zostanie mi wyrządzone z rąk innych osób.

Paradoks borderline polega na tym, że osoby z BPD mierząc się z intensywnym lękiem przed odrzuceniem podejmują zachowania, które mają równie intensywnie temu odrzuceniu zapobiec, co w efekcie przynosi straty relacyjne. Na przykład osoba może być przekonana, że nie jest dość dobrą partnerką dla kogoś i może tak się z innymi porównywać, rywalizować czy starać się być lepszą, że staje się to przytłaczające dla partnera, który zamiast być w relacji z osobą, którą pokochał, obcuje na co dzień z jej lękiem i kompensacją osobistych kompleksów. A to kończy się wycofaniem się partnera i utwierdzeniem się osoby z BPD, że to wycofanie jest jej winą i jest spowodowane tym, jaką ona jest osobą. I tu koło się zamyka, a im więcej takich doświadczeń, tym silniejsze przekonania na nich oparte – przekonania o niezasługiwaniu na miłość i byciu kimś wybrakowanym, wadliwym.

W swojej książce, rozważając różne przyczyny borderline, wymienia Pani m.in. unieważnienie emocjonalne, którego osoby z tym zaburzeniem często doznają w dzieciństwie ze strony rodziców. Coś takiego zwykle kojarzymy z rodzinami chaotycznymi, w potocznym języku – „patologicznymi”. Ale co najciekawsze dla mnie, borderline może dotknąć dzieci z rodziny „doskonałej”, w której nie ma przemocy, dziecko ma zapewnione wszystkie potrzeby i wygody, a opiekunowie się kochają. Jak to wytłumaczyć?

Przywykliśmy do pewnych schematów i obrazów, tymczasem podział na złe i dobre domy to tylko spolaryzowany i uproszczony sposób postrzegania wielu zależności międzyludzkich. Rozwój borderline zależy od kilku czynników. Na przykład od tego, jakie potrzeby i wygody zapewniała rodzina. Sam dach nad głową, spełnianie zachcianek i inwestowanie w rozwój dziecka i jego potrzeby może nie zaspokoić tych najważniejszych: potrzeby stałości obiektu, miłości i kochania dziecka przede wszystkim i mimo wszystko, a nie za coś i wtedy, gdy dziecko przynosi do domu kolejny dyplom, medal czy piątkę.

Światowy autorytet w przedmiocie badań i popularyzowania wiedzy na temat borderline, prof. Marsha Linehan, w jednej ze swoich publikacji wskazała na typy rodzin „unieważniających”: rodzina chaotyczna, w której dominuje poczucie zagubienia i dezorientacji, rodzina „doskonała”, w której utożsamia się presję i perfekcjonizm z dobrym i zaangażowanym rodzicielstwem, a także rodziny „wypierające”. W tych ostatnich, mimo starań, relacje nie są głęboko bliskie, a o emocjach rozmawia się rzadko albo wcale, więc sama emocjonalność wydaje się czymś tajemniczym, a nawet zagrażającym. Przez to stanowi nierzadko rodzinny temat tabu. Pojawianie się emocji może budzić lęk i dystansowanie się pozostałych członków rodziny od siebie nawzajem. Jeszcze jednym powodem wskazanego przez Panią zjawiska może być fakt, że za rozwój borderline odpowiadają czynniki biopsychospołeczne. Stąd nie można obwiniać za jego wystąpienie środowiska rodzinnego, ponieważ istotne są także uwarunkowania biologiczne, takie jak mniejsza niż u przeciętnej populacji wielkość hipokampa i ciała migdałowatego skutkująca nadreaktywnością struktur mózgowych związanych z emocjonalnością, pamięcią i nadawaniem sensu doświadczeniom.

Czy można zdefiniować zasady wychowania dziecka, które zminimalizują ryzyko wystąpienia w przyszłości zaburzeń typu borderline?

Jak wspomniałam, nie wszystko zależy od wychowania. Natomiast każdy człowiek potrzebuje stałości i przewidywalnych warunków relacji. Najważniejszym elementem dla stałości naszego poczucia siebie, a także samej relacji, jest tworzenie bezpiecznej, stabilnej więzi z dzieckiem, która nie znika pod wpływem emocji czy rozczarowania. Na podstawie tych doświadczeń u dziecka kształtuje się styl przywiązania. Najlepiej, aby ten był bezpieczny, czyli taki, w którym dziecko w relacji z rodzicem nauczyło się na poziomie poznawczym i emocjonalnym, że opiekun i jego reakcje są dla dziecka przewidywalne, opiekun jest emocjonalnie dostępny, a nie tylko przebywa obok, że reaguje na potrzeby dziecka, więc mimo zmieniających się okoliczności ono jest dla opiekuna widoczne, ważne i ich relacja nie zmienia się, a więź nie kończy się wraz ze zmianą okoliczności, w których istnieje. Na podstawie tych doświadczeń dziecko, a później człowiek dorosły, będzie wyobrażał sobie to, co zna i co może wydarzyć się w relacji. Ważnym elementem wychowania jest także uprawomocnienie i walidacja emocji, bez ich dzielenia na dobre i złe, na aprobowane i na te, których nie wolno czuć. Przez taki podział ludzie myślą, że skoro czują złość czy zazdrość, to oznacza to, że są ludźmi „złymi”, niewartymi zaufania, szacunku czy miłości. To jedne z wyobrażeń na temat siebie, które dokuczają osobom z borderline. Innymi ważnymi elementami wychowania są przede wszystkim granice własne wobec siebie i innych, a także uczenie dziecko regulacji emocjonalnej i wspieranie kształtowania jego autonomii i asertywności.

Porozmawiajmy o borderline w kontekście związków romantycznych. Na co musi się przygotować osoba, która dowiaduje się, że jej partner/partnerka ma taką diagnozę? Wyobrażam sobie, że spoczywa na niej duży ciężar pracy emocjonalnej nad związkiem. Co jest najważniejsze w utrzymaniu tego typu relacji?

Musi się przygotować na lęk przed odrzuceniem. Na to, że diagnoza może być wyciągana w konflikcie: „Myślisz tak, bo mam borderline?”, „Pewnie chcesz mnie zostawić, bo kto by chciał kogoś z diagnozą!”. Musi się też liczyć z tym, że diagnoza będzie służyć usprawiedliwianiu się: „To nie ja, tylko moje borderline! Wiesz, jak mam!”. Takie reakcje się zdarzają. Partnerka/partner z borderline może przeżywać różne intensywne emocje, które szybko przechodzą w inne, a także odczuwać lęk przed tym, że zostanie oceniona/oceniony i porzucona/porzucony. Trzeba przygotować się także na impulsywne obwinianie raz siebie, a raz partnera.

Natomiast sama diagnoza zazwyczaj nie zmienia diametralnie relacji, w której już wcześniej występowały problematyczne zachowania. Mogły to być: potrzeba kontroli, domaganie się zapewnień o wierności i miłości, podejmowanie impulsywnych decyzji i zachowań czy też zmienne postrzeganie partnera oparte raz na idealizowaniu go, a innym razem na dewaluowaniu z powodu rozczarowania czy sabotowania bliskości. Osoba z borderline często bowiem interpretuje bliskość jako zagrożenie.

A jako przyjaciel/przyjaciółka osoby z borderline – jak reagować, gdy bliska nam osoba się „odpala”, przypisuje nam nieprawdziwe intencje i dąży do konfliktu?

Tak samo jak na projekcję dokonywaną przez osobę bez borderline – stawiając granice. To, co można zrobić, to przedstawić jasno swój punkt widzenia i intencję, jednak bez tłumaczenia się czy wdawania w konflikt. Można powiedzieć na przykład: „Ja powiedziałem to czy tamto i miałem przez to na myśli to czy tamto. To jest sens mojej wypowiedzi, reszta jest sposobem, w jaki to słyszysz”, „Widzę, że pomyślałeś teraz o czymś, co cię zdenerwowało”, „Mam wrażenie, że zinterpretowałeś moje słowa/ zachowanie w sposób, który cię zaniepokoił, co to było?”, „Rozumiem, że cię to zabolało, jednak nie taka była moja intencja”. Nasza reakcja ma zawierać komunikat: widzę cię, szanuję, co czujesz, jednak to, co robię, nie jest tym samym co to, co o tym sądzisz. Warto zaznaczyć, że to ważny temat i spróbujmy wrócić do niego za chwilę (gdy emocje opadną). Należy uznać emocje bez potwierdzania interpretacji. Natomiast nie warto próbować udowadniać jak jest ani reagować atakiem na atak, bo to nierzadko utwierdza osoby z borderline, że jednak ich podejrzenia były słuszne, skoro prezentujemy wrogość. A od niej jest już tylko krok do wyobrażenia sobie, że jest się unieważnionym, poniżonym i porzuconym.

Załóżmy, że podejrzewam u siebie borderline. Do kogo udać się po pomoc w pierwszej kolejności – psychologa, psychiatry, psychoterapeuty? Jakie kroki po kolei podjąć?

Można zwrócić się do każdego z tych specjalistów. Po konsultacji zazwyczaj ustala się, co dalej, jakie są możliwości i zalecenia, wydawane są nierzadko dane teleadresowe poradni zdrowia psychicznego, grup wsparcia, dziennych czy stacjonarnych oddziałów psychiatrycznych i innych form wsparcia i leczenia. Wszystko zależy od bieżącej sytuacji i stopnia nasilenia objawów zaburzenia organizacji osobowości. Podstawową formą leczenia jest indywidualna, systematyczne oraz długoterminowa psychoterapia, niekiedy wspierana leczeniem farmakologicznym (leki przeciwlękowe, antydepresyjne i stabilizujące nastrój). Borderline nierzadko współwystępuje z innymi diagnozami: depresją, zaburzeniami lękowymi czy zaburzeniami odżywiania. Wraz ze specjalistą ustala się plan leczenia, wybór nurtu, w którym będzie prowadzona psychoterapia, a także ewentualną konieczność wsparcia farmakologicznego. Specjalista objaśnia też procedurę postępowania na wypadek wystąpienia kryzysów psychicznych czy zaostrzenia objawów patologicznych, zwłaszcza tych mogących zagrażać własnemu życiu czy bezpieczeństwu innych. Dotyczy to wykazywania zachowań agresywnych czy stosowania przemocy (podkreślmy jednak, że nie jest to regułą i nie u każdego wystąpi!).

W leczeniu borderline wykorzystuje się różne metody terapii. Od czego zależy wybór konkretnej?

Myślę, że od podejścia, które wydaje się nam bliższe i bardziej dla nas zrozumiałe, ale także od stopnia intensywności objawów i poziomu, na którym funkcjonuje osoba z diagnozą. Ważne jest to, jakie objawy dominują i czy współwystępują wraz z nimi inne diagnozy. Jeśli przykładowo częstym problemem jest dokonywanie samouszkodzeń i podejmowanie różnego rodzaju zachowań ryzykownych, to być może lepiej sprawdzą się nurty psychoterapii oparte na bardziej wymiernych metodach pracy, takie jak terapia dialektyczno-behawioralna DBT czy poznawczo-behawioralna CBT. Jeśli dominują trudności w rozumieniu siebie i innych, pomocna może okazać się psychoterapia oparta na metalizacji (MBT). Jeśli zauważalne dla pacjenta są jego liczne schematy, to świetnym modelem pracy jest terapia schematów, natomiast jeśli pacjent funkcjonuje względnie dobrze i ma ku temu zasoby, warto zaangażować się w psychoterapię psychodynamiczną. Wielu pacjentów skarży się jednak na niecierpliwość czy trudność z przeżywaniem „ciszy po drugiej stronie fotela”, gdyż w ostatnim z przytoczonych nurtów psychoterapeuta wydaje się mniej aktywny, przez co ta sytuacja może budzić obawę przed postawą rzekomo niezaangażowaną. W takiej sytuacji jak na tacy dostajemy liczne projekcje pacjenta. Nie każdy ma zasoby, by się z nimi mierzyć, dlatego też nierzadko z tego powodu psychoterapia jest przez osoby z borderline przerywana.

Czy jako społeczeństwo mamy jakiś wpływ na występowanie zaburzenia osobowości borderline? Co możemy zrobić dla osób posiadających taką diagnozę?

Tak. Za etiologię, czyli proces powstawania borderline, odpowiadają czynniki biologiczne, psychologiczne oraz społeczne. Sam człowiek jest istotą biopsychospołeczną, a więc istotny jest kontekst, w którym żyje. Człowiek nie rozwija się w próżni. Jeśli kultura, którą tworzymy i w której żyjemy naznaczona jest surową krytyką oraz tendencją do oceniania i odrzucania, a także tworzenia podziałów społecznych, to w takiej kulturze lęk przed odrzuceniem, ośmieszeniem się i narażeniem na wykluczenie społeczne będzie większy. Jeśli jako społeczeństwo stygmatyzujemy osoby posiadające diagnozy psychiatryczne, sprzyjamy także procesowi ich autostygmatyzacji, co wpływa na ich obraz siebie, przyszłości, zaburzeń i ich leczenia. Wówczas osoby te mają większą tendencję do niedowierzania diagnozie, odrzucania jej, do mierzenia się ze swoimi trudnościami, wstydem, poczuciem wyobcowania i negatywnego wyróżniania się, a także utratą wiary w skuteczność leczenia, jakim jest psychoterapia oraz ewentualna farmakoterapia. Osoby posiadające różne zaburzenia natury psychicznej tym częściej będą ukrywały swoje objawy i potrzeby, im bardziej diagnoza będzie narażona na stygmatyzację. Zauważmy, że istnieją diagnozy, które budzą z marszu empatię czy współczucie, których przestaliśmy się jako społeczeństwo obawiać – są to choćby ADHD, depresja czy ChAD. Nie dorośliśmy jeszcze do podobnej łaskawości wobec diagnozy borderline, które kojarzy nam się głównie z wybuchami gniewu, nieprzewidywalnością zachowań, agresją i autoagresją, burzliwymi relacjami oraz „toksycznymi” związkami. To niekoniecznie obraz relacji z osobą z BPD, choć istotnie, w skrajnych sytuacjach te problemy oczywiście mają szansę wystąpić. Pamiętajmy jednak, że skrajności są zazwyczaj najmniej prawdopodobne. Borderline to spektrum różnych trudności, co oznacza, że posiada trzy poziomy natężenia cech. Nie wszystkie objawy „z listy” muszą występować u każdej osoby z BPD. Jako społeczeństwo nie powinniśmy dopuszczać do tego, by nasz społeczny głos przemawiał jako społeczny dowód słuszności i był internalizowany przez osoby mierzące się z patologicznie intensywną formą lęku przed odrzuceniem.

Więcej na temat borderline dowiesz się z książki „Borderline. I co dalej?” Urszuli Struzikowskiej-Marynicz, wyd. RM

(Fot. wydawnictwo RM) (Fot. wydawnictwo RM)

Urszula Struzikowska-Marynicz, psycholożka i socjolożka. Prowadzi wsparcie psychologiczne oraz interwencję kryzysową dla osób, par i rodzin. Współpracuje z jednostkami pomocy społecznej, mediami, jest konsultantką merytoryczną publikacji z dziedziny psychologii, prowadzi szkolenia oraz Gabinet Pomocy Psychologicznej „Psychovital” w Krakowie; www.struzikowskamarynicz.pl.

(Fot. archiwum prywatne) (Fot. archiwum prywatne)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE