„Pracujesz nad przekładem 5 lat, a potem i tak przeczyta go tylko garstka osób. Ale i tak zawsze sądziłam, że warto to robić” – mówi Emily Wilson, tłumaczka m.in. „Odysei” Homera. Jakież było zdziwienie translatorki, gdy okazało się, że jej przekład spotkał się z wielokrotnie większą popularnością, niż sobie wcześniej wyobrażała. A to, po części, dzięki „Odysei” Nolana.
Emily Wilson jest profesorką filologii klasycznej na University of Pennsylvania. W roku 2017 zapisała się w historii jako pierwsza kobieta, która przetłumaczyła „Odyseję” z greki homeryckiej. Jak podkreśla, wcale nie chce, by jej dzieło uważano za przełomowe, bo tak naprawdę istnieje wiele ekspertek w jej dziedzinie. Inne badaczki również z sukcesem działają na polu filologii klasycznej, jednak po prostu żadna nie zajęła się wcześniej akurat tłumaczeniem tego dzieła Homera.
Przekład Wilson od początku budził zainteresowanie. Nie tylko tym, że dokonała go kobieta, ale i swoją prostotą. W jej przekładzie nie ma archaicznego języka, jest za to współczesna angielszczyzna. Badaczka podkreśla, że nie chodziło jej jednak o uwspółcześnianie Homera na siłę, a o oddanie emocji bohaterów w sposób, który przemówi do dzisiejszego czytelnika.

Tłumaczka nie spodziewała się, że jej przekład zdobędzie większą popularność niż wcześniejsze. I tak było do czasu, gdy najpierw Christopher Nolan nie ogłosił, że nakręci „Odyseję”, a potem – że za podstawę scenariusza posłuży twórcom filmu przede wszystkim przekład Wilson. W końcu film tym lepiej trafi do widza, im bardziej będzie dla niego przystępny w odbiorze. I właśnie tym reżyser motywował swoją decyzję dotyczącą wyboru tłumaczenia Wilson.
Badaczka podkreśla, że dla niej samej starożytna grecka literatura, mitologia stanowiły fascynujące opowieści już od czasów dzieciństwa i tej fascynacji postanowiła poświęcić swoją karierę naukową. Bez względu na to, jak dobrze będą się czytać jej prace. Jak poinformowało wydawnictwo WW Norton & Co., które opublikowało przekład Emily Wilson, książka sprzedała się już w ponad milionie egzemplarzy. Sprzedaż ta błyskawicznie wzrosła najpierw po ogłoszeniu prac nad filmem, a potem w okolicy jego premiery.
Wilson podkreśla więc, jak bardzo ją cieszy, że jej sposób czytania „Odysei” trafił do milionów nowych odbiorców i najprawdopodobniej stanie się dla wielu z nich pierwszym spotkaniem z jednym z najważniejszych dzieł światowej literatury.
Co ciekawe, Emily Wilson zdradziła, że nigdy nie miała bezpośredniego kontaktu z Christopherem Nolanem, choć nadal ma nadzieję, że kiedyś uda im się porozmawiać. Badaczka dodała, że prywatnie również się cieszy z popularności jej przekładu, bo film sprawił, że zainteresowały się nim nawet jej córki. „No dobrze, nie film i nie Nolan konkretnie, ale Zendaya. Po tym, jak córki zobaczyły jej zdjęcie z moim przekładem w ręku, momentalnie uznały, że warto mu się przyjrzeć. W końcu Zendaya jest najważniejsza!”.
Sukces przekładu Emily Wilson to tylko jeden z dowodów na to, że filmy często wzbudzają zainteresowanie książkami, na podstawie których powstały. Tak było w wielu przypadkach, m.in.: „Gdzie śpiewają raki”, „Kulawe konie”, „Lekcje chemii”, „Gra o tron”, „Przeminęło z wiatrem”. Często te tytuły były popularne, zanim zostały sfilmowane, jednak po emisji filmów na ich podstawie sprzedaż jeszcze bardziej poszybowała w górę.