Ostatnio wszyscy w Internecie wspominają rok 2016 – czas, kiedy byliśmy młodzi (lub po prostu młodsi), dobrze się bawiliśmy, a życie wydawało się lżejsze i bardziej beztroskie. Wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak dobrze nam się żyje, a teraz tęsknimy za czasami, w których wszystko było bardziej ludzkie. Czy 2026 to – jak twierdzą użytkownicy social mediów – nowy 2016? Sprawdzamy, skąd wziął się ten internetowy fenomen i dlaczego wszyscy wracamy teraz właśnie do tego roku.
Jeśli śledzicie media społecznościowe z pewnością natknęliście się na ten trend. Wraz z 1 stycznia Instagram dosłownie zalała fala zdjęć sprzed 10 lat. Internauci uznali bowiem tę datę „dniem resetu” – powrotem do radosnego roku 2016. Wszyscy zaczęli więc postować stare fotografie i wspominać (jeśli twój feed wygląda jak sprzed dekady, to nie złudzenie optyczne). Wróciły też kolorowe filtry (ci, którzy ich teraz używają, zbierają milionowe zasięgi), wyrazisty makijaż, zadziorne stylizacje i muzyka z tego czasu. Wielu mówi: „2026 to nowy 2016”, a cała reszta… chętnie gra w tę nostalgiczną grę, bo w 2016 roku faktycznie coś „magicznego” wisiało w powietrzu – pewna lekkość, o której istnieniu nie mieliśmy pojęcia.
Cytuając Andy’ego z „The Office”: „Chcielibyśmy wiedzieć, że żyjemy w »starych, dobrych czasach«, jeszcze zanim się one skończą”. Muzyka wydawała się wspólnotowa. Popkultura rozwijała się w tempie, za którym dało się nadążyć. Bez ironii i poczucia żenady używaliśmy filtrów na Instagramie, a odjechane gadżety kupowaliśmy nie dla wartości odsprzedaży, ale przede wszystkim dla zabawy. Życie wydawało się jakby lżejsze. Nic dziwnego, że nostalgizowanie tego roku stało się globalnym internetowym trendem. W Google coraz popularniejsze są wyszukiwania „dlaczego rok 2016 jest tak popularny”, według TikToka liczba wyszukiwań frazy „2016” wzrosła w ciągu ostatniego tygodnia o 452 proc., a przy użyciu filtra „2016” stworzono już ponad 55 milionów filmów.
Dlaczego teraz? I dlaczego akurat rok 2016? Co było w nim wyjątkowego i dlaczego odczuwamy w związku z nim taką nostalgię? Pora przyjrzeć się temu fenomenowi z bliska. Zacznijmy jednak od podstaw, czyli tego, jak wówczas wyglądał świat.
Muzyka
Sama muzyka z 2016 r. potrafi przywołać nostalgię. Chyba każdy zgodzi się, że piosenki miały wtedy swoje unikalne, specyficzne brzmienie. „Work” i inne przeboje Rihanny z jej ostatniego albumu „ANTI” grano wszędzie i to dosłownie non stop. Beyoncé wydała z kolei nagrodzony dwiema statuetkami Grammy krążek „Lemonade”, pokazując wszystkim, że pop może być jednocześnie polityczny, jak i głęboko osobisty.
Wtedy jeszcze wszyscy korzystaliśmy z tych samych playlist. Teraz, dzięki algorytmom, żyjemy w swoich bańkach dźwiękowych. Nie ma już wspólnej „piosenki lata” (w 2016 r. były to „Can’t Stop The Feeling” Justina Timberlake’a i „Ain’t Your Mama” Jennifer Lopez), Spotify po prostu podrzuca nam to, co może nas kręcić. Użytkownicy serwisu zdają się jednak temu opierać, bo jak pokazują statystyki, liczba playlist „2016” wzrosła w zeszłym roku o 71 proc. w porównaniu z rokiem 2024. To dlatego niektóre utwory z tego roku znów są popularne, jak chociażby przeboje, które dekadę temu okupowały szczyty listy przebojów.
Nostalgię podsycają również filmy i seriale. Równo dekadę temu debiutował pierwszy sezon „Stranger Things”. Streaming dopiero raczkował, a my zdecydowanie częściej niż dziś chodziliśmy do kina i oglądaliśmy „regularną” telewizję.
Estetyka
W tamtym czasie nie potrzebowaliśmy estetyki, my nią byliśmy. Pod tym względem rok 2016 był krzykliwy i bezkompromisowo odważny, szczególnie jeśli zestawimy ówczesne trendy z dzisiejszą modą na minimalizm i bardzo spójną, niemal sterylną estetyką clean girl. Wykonturowane twarze, wyraziste brwi, grube kreski eyelinerem, neonowe cienie do powiek, usta w mocnym kolorze – tak wyglądał nasz codzienny (sic!) makijaż. Modowo sporo czerpaliśmy natomiast z grunge’u oraz lat 90. Nie chodziło o subtelność, chcieliśmy być widoczni. Co więcej, wtedy jeszcze można było być kolorowym i nie narazić się na osąd.
Social media
Social media, które w 2016 dopiero co zaczęły się rozwijać, również przyczyniają się do nostalgii za tym rokiem. Wtedy nie rządziły one naszym życiem w takim stopniu, a ich charakter nie był jeszcze tak komercyjny jak dziś. Internet był przestrzeń kreatywną, a nie kapitalistyczną, a ekspresja siebie nie wiązała się z ceną ani strategią kontentową. 2016 był też szczytem internetowej radości: peakiem popularności Tumblra, Snapchata, aplikacji Pokémon Go i viralowych trendów internetowych, często dość głupich, jednak z drugiej strony niesamowicie kreatywnych i dających poczucie wspólnoty, podczas gdy dzisiejsze virale są raczej ukrytymi planami marketingowymi.
W 2016 r. na Instagramie nie było karuzel, rolek i zmęczenia algorytmami. Wszystko kręciło się wokół zdjęć, więc nie martwiliśmy się o Reelsy i relacje. Publikowaliśmy fotki kanapek lub rozmazane selfie z filtrem, podpisem „good vibes only”, masą hashtagów i nikt nie zwracał uwagi na zasięgi. Nasze profile nie były markami, tylko albumami wspomnień. Nie dręczyły nas panele analityczne, a liczba lajków nie miała znaczenia. Nie było strony „Dla Ciebie”, która decydowałaby, co nam się podoba – sami o tym decydowaliśmy. I co najważniejsze – social media były miejscem wspólnoty, nie polem bitwy.
Po 2016 r. kultura internetowa uległa jednak dużej zmianie, a społecznościówki zaczęły iść w coraz to bardziej toksycznym kierunku. Zaszła też pewna zmiana w strukturze Instagrama – aplikacja wprowadziła bowiem funkcję 24-godzinnych relacji, co na zawsze zmieniło sposób, w jaki korzystamy z social mediów na co dzień. Potem nastała era dopracowanych, zoptymalizowanych pod kątem zaangażowania i zapamiętywania TikToków, w których estetyka liczy się bardziej niż dobra zabawa. Nie wspominając już o tym, że teraz postują głównie firmy lub ci, którzy chcą zarobić, a normalsi powoli wycofują się z aktywności.
Dzisiejszy Internet przypomina więc centrum handlowe zarządzane przez sztuczną inteligencję: przesadnie wyselekcjonowane, przeładowane reklamami, pozbawione ludzkiego pierwiastka. To, co kiedyś było wspólnotowe, teraz wydaje się performatywne, podziałowe i wyczerpujące, dlatego zmęczeni algorytmami i „perfekcyjnym” Internetem, powoli rekalibrujemy swoją relację z technologią. Wciąż pozostajemy zalogowani, ale też szukamy oddechu, stąd powrót do analogowych hobby, odtwarzaczy CD i wyjść do kina – aby doświadczyć kultury razem, nie w samotności. Tak czy siak, wizja cyfrowego blackoutu nie wydaje się już dystopijna, lecz coraz bardziej prawdopodobna.
Czytaj także: Analogowy styl życia wraca do łask. Dlaczego w 2026 roku w końcu odłączymy się od ekranów i pokochamy bycie offline?
Polityka i wydarzenia medialne na świecie
Polityka również odgrywa tu ważną rolę. W 2016 r. krajobraz zarówno polityczny, jak i społeczny zaczął zmieniać już w kierunku tego, co obserwujemy obecnie. Rok ten obfitował również w historyczne momenty, które ukształtowały świat. Jeśli chodzi o pożegnania sławnych osób, był to wyjątkowo ponury czas. Odeszły takie legendy jak David Bowie, Prince, George Michael i Alan Rickman. Byliśmy jednak świadkami kilku ważnych wydarzeń na świecie, takich jak referendum w sprawie Brexitu w Wielkiej Brytanii czy pierwszego zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA. I chociaż podziały polityczne w Stanach istniały zawsze, 2016 r. był kluczowym momentem, w którym stały się one bardziej intensywne, co też wywołuje pewne uczucie nostalgii.
Skąd wzięła się zatem ta masowa obsesja na punkcie roku 2016? Odpowiedź wydaje się prosta: trendy w popkulturze wracają mniej więcej co 10 lat, dlatego styl sprzed dekady znów jest na topie. W rzeczywistości jednak zjawisko to jest nieco bardziej złożone. Jak twierdzi Clay Routledge, psycholog zajmujący się badaniem nostalgii, jednym z czynników może być po prostu lęk przed przyszłością. Gdy świat się zmienia lub stawia przed nami jakieś wyzwania, szczególnie u progu nowego roku, chętnie patrzymy wstecz, szukając inspiracji i wskazówek oraz czerpiąc z minionych doświadczeń energię i radość.
Duża w tym zasługa popkultury. Jak wynika z badań, oglądanie starych filmów i seriali, granie w stare gry czy słuchanie starej muzyki poprawia nasze samopoczucie, motywuje nas i dodaje otuchy w cięższych chwilach. Nostalgizowanie 2016 r. może więc pomóc nam przetrwać rok obecny. To po prostu wykorzystanie nostalgii jako mechanizmu radzenia sobie z problemami, ale też dobra okazja do refleksji nad tym, jak przez minioną dekadę zmieniło się nasze życie. Po drugie – ogromny wpływ na to, jak wspominamy 2016 r. ma to, ile mieliśmy wówczas lat. Jeśli byliśmy wtedy młodzi, rok ten mógł być dla nas czasem pierwszych razów, odkrywania siebie i świata – i dlatego dziś ma dla nas większe znaczenie. Nie jest to zatem kwestia przywiązania do danego roku, a ludzka tendencja do faworyzowania wspomnień z dzieciństwa i młodości.
Renesans 2016 r. to jednak nie tylko nostalgia, ale przede wszystkim wyraz buntu. Chcemy, aby Internet i otaczający nas świat znów stały się bardziej ludzkie i dla wszystkich. Pragniemy wrócić do czasów, kiedy tworzyliśmy kulturę, a nie tylko ją konsumowaliśmy, a wirtualny świat był o wiele mniej skomplikowany niż dziś. Tęsknimy za tą spontanicznością i za tym, jak się czuliśmy, i to właśnie dlatego patrzymy na 2016 przez różowe okulary. Pozostaje jeszcze pytanie: czy faktycznie byliśmy wtedy szczęśliwsi, a może po prostu młodsi, przed pandemią i życiowym wypaleniem? I czy 2026 naprawdę musi być nowym 2016? Może po prostu musimy znów poczuć ten luz? Mniej social mediów i kalkulacji, więcej życia, działania i bycia razem...
Skoro tak tęskno nam za 2016, może warto spróbować?