Do Chorwacji jeździmy od lat – bo jest tam ciepłe morze, piękne miasteczka i dobra kuchnia, czyli wszystko, co kojarzy się z udanymi wakacjami, a nie wymaga wyprawy na drugi koniec świata. Tyle że coraz częściej za tę popularność płacimy tłokiem, również poza ścisłym wakacyjnym sezo-nem. I właśnie dlatego zaczynam zmieniać zdanie na temat miejsc, których kiedyś podczas urlopu raczej unikałam – dużych hotelowych resortów.
Kierunek: Zadar
Chorwacja od lat jest jednym z ulubionych wakacyjnych kierunków Polaków i nietrudno zrozumieć dlaczego. Można tu dojechać samochodem, lot trwa niewiele ponad dwie godziny, a na miejscu dostajemy właściwie wszystko, czego oczekujemy od południa Europy. Ciepłe morze w kolorze błękitu, wyspy rozsypane wzdłuż wybrzeża, stare miasta, dobrą kuchnię i krajobrazy, dla których nie trzeba przemierzać połowy świata.
Okolice Zadaru mają jeszcze jedną zaletę: pozwalają codziennie robić coś innego. Sam Zadar można zwiedzać niespiesznie, włócząc się po mieście – od rzymskiego forum, kamiennych uliczek i kościoła św. Donata po współczesne Morskie Organy, na których muzykę grają fale. Niedaleko, w lagunie, leży niewielkie miasteczko Nin, są też wyspy archipelagu zadarskiego, góry i parki narodowe.
Najbliżej, około 40 minut jazdy od Zadaru, leży Paklenica, gdzie Adriatyk niemal styka się z górami. Park obejmuje południowe zbocza Velebitu, głębokie kaniony Velika i Mala Paklenica, lasy bukowe i sosnowe oraz około 150–200 kilometrów szlaków i ścieżek. To jedno z najważniejszych miejsc w Chorwacji dla miłośników trekkingu i wspinaczki.
Fot. materiały prasowe
Zupełnie inny krajobraz oferują Kornati – niezwykły archipelag nagich, jasnych wysp rozsypanych po intensywnie niebieskim Adriatyku. Park obejmuje 89 wysp, wysepek i skał, ale jego największą część stanowi morze. Najlepiej poznawać go z pokładu łodzi: wpływać do niewielkich zatok, pływać i oglądać charakterystyczne skaliste klify. Żeby tu dotrzeć, można też wykupić zorganizowany rejs statkiem z Zadaru.
Na jednodniową wycieczkę z Zadaru można wybrać się także do Parku Narodowego Krka, słynącego z kaskad i wodospadów tworzących się na wapiennych progach rzeki. Najbardziej znany jest monumentalny Skradinski buk, ale warto zobaczyć również Roški slap oraz położony na niewielkiej wyspie Visovacu klasztor franciszkanów. Nieco dalej znajdują się Jeziora Plitwickie – system 16 jezior połączonych wodospadami, jeden z najbardziej rozpoznawalnych krajobrazów Chorwacji.
W ciągu jednego pobytu można zobaczyć zupełnie różne oblicza Dalmacji: od skalistych wysp i turkusowego morza po wodospady, kaniony i prawdziwie górskie krajobrazy.
Fot. materiały prasowe
Piękne widoki sprawiają, że Chorwacja jest niezwykle popularna. W sezonie turystów jest dużo, a miejsca, które jeszcze kilka lat temu uchodziły za „nieodkryte”, dziś bez trudu odnajdujemy w telefonie. Instagram, Google Maps i podróżnicze blogi zrobiły swoje. Mała zatoczka przestała być gwarancją pustej plaży, podobnie jak nocleg w niewielkiej miejscowości nie musi już oznaczać ciszy.
Przez lata wierzyłam, że najlepszym sposobem na spokojne wakacje jest unikanie resortów. Im mniejszy hotel, bardziej niepozorna miejscowość i trudniej dostępna plaża, tym lepiej. Ostatnio zaczynam jednak przekonywać się, że może być odwrotnie.
Paradoks resortu
Falkensteiner Resort Punta Skala w Petrčane pod Zadarem zmienił moje wyobrażenie o tym, jak wygląda wypoczynek w dużym hotelowym kompleksie. Na plus. Przede wszystkim dlatego, że trudno odczuć tutaj jego skalę. Resort zajmuje cały półwysep, a poszczególne jego części są od siebie wyraźnie oddzielone.
To pomysł prosty, ale zaskakująco skuteczny. Rodziny z dziećmi mają Family Hotel Diadora – z basenami, strefami zabaw i atrakcjami pomyślanymi właśnie dla najmłodszych. Dziecięcy raj zaczyna się już w pokojach, gdzie w części rodzinnych apartamentów są nawet miniścianki wspinaczkowe.
Pięciogwiazdkowy Hotel & Spa Iadera ma zupełnie inny charakter: spokojniejszy, nastawiony na wellness, dobrą kuchnię i wypoczynek. Dzięki temu nikt nie musi dostosowywać swoich wakacji do cudzych. Dzieci mogą być dziećmi, a dorośli szukający ciszy nie muszą liczyć na szczęście przy wyborze leżaka.
Fot. materiały prasowe
I właśnie przestrzeń wydaje mi się tu największym luksusem.
Nie marmur, wielkość pokoju czy liczba gwiazdek, ale fakt, że nie trzeba o walczyć o miejsce na plaży, wolny leżak przy basenie, spokojny stolik na kolację czy kawałek cienia. Można przejść wzdłuż brzegu bez poczucia, że jest się uwięzionym na ograniczonym terenie, znaleźć swoje miejsce nad wodą, potem zniknąć na kilka godzin w spa i mieć wrażenie, że ludzi wokół jest zaskakująco mało. Jest też cisza, bo nie ma tu wieczornych czy porannych animacji przy basenie, ani muzyki dobiegającej z restauracji.
Hotel zwrócony w stronę morza
Iadera stoi na samym końcu półwyspu i to położenie właściwie definiuje cały budynek. Jego falującą bryłę zaprojektowali Boris Podrecca i Matteo Thun, a architektura została pomyślana tak, by maksymalnie otworzyć wnętrza na otoczenie. Pokoje mają wysokie przeszklenia od podłogi do sufitu, a z wielu z nich widać Adriatyk. Morze towarzyszy nam więc od rana. Widzimy je z balkonu, podczas spaceru, przy basenie i przy kolacji. Nie jest atrakcją, do której trzeba dojść z hotelu – raczej jego naturalnym przedłużeniem.
Lunch z widokiem
Jedzenie jest tu zresztą osobnym tematem. Nie oznacza to konieczności powrotu do tej samej restauracji rano i wieczorem. Hotelowa restauracja stawia na kuchnię śródziemnomorską i dalmatyńską – są ryby, owoce morza, risotta, makarony i lokalne produkty. Na terenie hotelu są jednak także trzy restauracje à la carte. Spice idzie w stronę Azji, Planika specjalizuje się w daniach z grilla, stekach i pizzy, natomiast Bracera jest poświęcona temu, co w Dalmacji najważniejsze: rybom i owocom morza. I właśnie Bracera najlepiej pokazuje, co oznacza tutejsze położenie. Restauracja ulokowana jest tuż przy brzegu morza, między drzewami, praktycznie nad samą wodą. Ryby pochodzą od lokalnych rybaków, a wieczorem do kolacji dochodzi zachód słońca nad Adriatykiem. To jeden z tych momentów, kiedy nie potrzeba skomplikowanej gastronomii: świeża ryba z grilla, kieliszek wina, drzewa nad głową i widok na wodę kilka metrów dalej wystarczają. Nikt tu nie patrzy w telefon, siedząc przy stoliku, nawet jeśli przyszedł zjeść samotnie.
Fot. materiały prasowe
Godzina, która robi różnicę
Osobnym powodem, żeby nie opuszczać hotelu, jest Acquapura SPA. Ma 6000 m kw., więc określenie „hotelowe spa” brzmi w jego przypadku dość skromnie. Są tu baseny wewnętrzne i zewnętrzne z wodą słoną, strefy relaksu, hammam oraz rozbudowany kompleks saun, m.in. sauna fińska, bio sauna, łaźnia parowa solna i sauna ziołowa. W zabiegach pojawiają się składniki kojarzące się z Dalmacją – sól morska, lawenda, rozmaryn czy nieśmiertelnik. Ale nawet najlepsza lista składników nie opowie tego, co naprawdę istotne: tutejsze masaże są po prostu świetne. Po godzinie intensywnego ugniatania spiętych pleców i karku wychodzi się z gabinetu z tym rzadkim poczuciem, że ciało naprawdę odpuściło. Jak nowonarodzona – i tym razem nie jest to tylko spa-marketingowa figura retoryczna.
Fot. materiały prasowe
Zresztą nie warto spieszyć się z wyjściem. Po zabiegu można przejść do jednej ze stref wypoczynku, popływać, zostać w saunie albo po prostu patrzeć na wodę. I znów wracamy do tego samego słowa: przestrzeń. W spa o powierzchni małego centrum handlowego można spokojnie znaleźć miejsce, w którym jest się właściwie samemu.
Resort w nowoczesnym wydaniu
Nie zamierzam rezygnować z małych chorwackich miejscowości, rodzinnych restauracji i poszukiwania zatoczek, do których trzeba zejść stromą ścieżką. To nadal jedna z największych przyjemności podróżowania wzdłuż Adriatyku.
Ale Punta Skala zmieniła moje myślenie o dużych hotelach. Być może w czasach, kiedy wszyscy szukamy tych samych „ukrytych perełek”, prawdziwie ekskluzywne stają się miejsca stworzone do odpoczynku. Takie, gdzie jest przestrzeń, cisza, wolne leżaki i zieleń. I możliwość zdecydowania rano, czy dziś chcemy zwiedzać Zadar, wypłynąć na morze, czy przez kilka godzin nie robić absolutnie nic.
Luksus nie oznacza tu kolejnych atrakcji, jest nim raczej to, że możesz odpoczywać tak, jak lubisz i nikt przez kilka dni nie będzie wchodził ci w drogę, jeśli nie masz na to ochoty.