Kalendarzowe lato dopiero się kończy, a szafa już domaga się rewolucji. Groszki mogą udać się na zasłużony urlop – w tym sezonie rządzić będą cztery zupełnie inne wzory, które już inspirują nas do świeżego spojrzenia na jesienny styl.
Chloe (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Choć najmocniej kojarzona ze Szkocją, nigdy nie była jej wyłączną własnością – podobne motywy odnajdziemy też w tkaninach z Afryki Zachodniej czy Azji Południowej. Burberry uczyniło z klasycznego wzoru tartan swój znak rozpoznawczy, ale tej jesieni krata rozdziela się na dwa pozornie sprzeczne nurty. Pierwsza jest niemal eteryczna – Chloé przenosi klasyczny wzór na tiul i organzę, dzięki czemu traci surowy charakter i zaczyna przypominać rysunek na mgle. Druga jest dokładnie odwrotna: krata oversize, z powiększonymi panelami i mocnym kontrastem barw, jak u Loewe, Valentino czy Celine – na płaszczach XXL i kurtkach typu utility, najczęściej na grubej, teksturowanej wełnie.
Nina Ricci (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Panterka, zebra, a nawet wzór skóry węgorza – jesień 2026 stawia na drapieżność. Zwierzęce printy wracają nie jako pojedynczy akcent, lecz jako pełnoprawny neutral, który miesza się z intensywnymi kolorami, zamiast trzymać się defensywnej stylizacji od stóp do głów. Żakiet w panterkę, szpilki w zebrę i dodatek znaleziony na pchlim targu mogą dziś świadomie się ze sobą zderzać, budując maksymalistyczną, nieco bezczelną energię.
Kwiatowy print nie ma już nic wspólnego z wiosną
Dries van Noten (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Meryl Streep jako Miranda Priestly z „Diabeł ubiera się u Prady” skwitowałaby to... wszyscy wiemy jak. A jednak tegoroczny bukiet nie ma nic wspólnego z wiosennym sentymentalizmem. Beż, kremowa biel i brąz wyciągają kwiatowy print z oczywistego kontekstu, przenosząc go w stronę ziemistej palety – bliżej suszonych liści niż łąki w rozkwicie.
Etro (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Najciekawszą historię ma jednak paisley, znany też jako bandana print. Jego korzenie sięgają starożytnej Persji i motywu boteh jegheh – dosłownie „starożytnego wzoru” – którego symbolika do dziś budzi spory: dla jednych to wyobrażenie słońca, dla innych feniksa lub irańskiego symbolu orła. W dawnym Iranie podobny motyw zdobił przedmioty należące do elit; do zachodniej mody trafił za sprawą kaszmirskich szali, a nazwę zawdzięcza szkockiemu miasteczku Paisley, gdzie masowo produkowano jego imitacje. To naturalna kontynuacja trendu boho, który od dwóch lat towarzyszy modzie – w postaci zamszu, frędzli, falbanek i fasonów z lat 70. – tyle że tym razem z domieszką amerykańskiej prowincji.