Old money style, old money manicure, old money… face? Twórcy w mediach społecznościowych nie ustają w analizach najbardziej aktualnych symboli bogactwa i elitarności. Tropienie wyznaczników przynależności do klasy wyższej stało się obsesją społeczeństwa, które żyje w czasach pauperyzacji luksusu. Skoro dziś każdy „szarak” posiadający kartę kredytową może kupić sobie kardigan Loro Piana, torebkę Louis Vuitton albo zrobić lifting brwi – to jak rozpoznać, kto jest prawdziwym przedstawicielem starych elit, a kto udającym elitę nuworyszem? Internetowi twórcy coraz częściej sugerują, że wyznacznikiem czyjejś klasy społecznej staje się… twarz.
A konkretnie to, w jakim stopniu została poprawiona przez lekarza medycyny estetycznej i chirurga. W przypadku zabiegów odmładzających i operacji plastycznych mamy do czynienia z tym samym mechanizmem, który można było zaobserwować w momencie, gdy klasa średnia zaczęła masowo sięgać po dobra luksusowe wcześniej zarezerwowane tylko dla najbogatszych. Wówczas to loga marek uchodzących dotychczas symbol elitarności, takie jak LV, zaczęły kojarzyć się wielu ludziom z czymś masowym, przez co utraciły swój pierwotny status i stały się emblematem „new money” – klasy ludzi szybko bogacących się, ale pozbawionych spuścizny i kapitału kulturowego. W efekcie prawdziwe „elity” zaczęły dystansować się od najsłynniejszych marek luksusowych i zaczęły nosić drogie, wysokiej jakości ubrania bez metek i widocznych logo.
Zjawisko to już pół wieku temu opisał francuski socjolog Pierre Bourdieu, który zauważył, że to, co początkowo jest symbolem wysokiego statusu, traci swoją moc wyróżniającą, kiedy staje się powszechne. Dokładnie ten sam proces zachodzi na gruncie medycyny estetycznej i chirurgii plastycznej.
Twarz Lauren Sanchez Bezos uchodzi za czołowy przykład, jak wygląda rich face (Fot. Taylor Hill/Getty Images)
Im powszechniejsze i bardziej dostępne stają się zabiegi medycyny estetycznej, tym bardziej kobiety ze „starych” elit się od nich dystansują. Im więcej przedstawicieli klas niższych nosi na twarzy ślady estetycznych ingerencji, tym mniej pożądane staje się posiadanie idealnej „instagramowej” twarzy po wielu przeróbkach.
Ta teza, forsowana dziś przez internetowych znawców trendów, jest zbieżna z mechanizmem socjologicznym opisanym przez Burdieu. Twórcy z Instagrama i Tiktoka tłumaczą ją odwołując się do różnic między rich face i old money face. Pierwsze określenie dotyczy ludzi bogatych, ale pochodzących z klas niższych, drugie – przedstawicieli prawdziwych, „starych” elit, którzy pieniądze i dobry gust otrzymali w spadku.
– Rich face jest wygładzona, napięta, wygląda idealnie na zdjęciach. Służy do sygnalizowania statusu i zamożności – tłumaczy twórczyni internetowa Angelina Brewers. – Kiedyś służyły do tego torebki od projektantów, a teraz całkowicie przerobiona twarz.
Kim Kardashian i Kris Jenner (Fot. Kevin Mazur/MG26/Getty Images)
Jako przykłady rich face zwykle podaje się zoperowane twarze celebrytek: Kris Jenner, Kim Kardashian, Lauren Sánchez Bezos czy Christina Aguilera. To kobiety znane z zamiłowania do poprawek, które w klinikach chirurgii plastycznej zostawiają duże kwoty, aby zachować młody wygląd i wpisywać się w aktualne kanony piękna obowiązujące w mediach społecznościowych. Dla takich osób aparycja jest wszystkim, bo w dużej mierze to na niej zbudowały swój autorytet i popularność. Lansują przy okazji najbardziej pożądany typ urody, do którego aspirują przedstawicielki klas niższych: z dużymi ustami, wyrazistymi kośćmi policzkowymi, niemal perfekcyjnie gładkim czołem i oślepiająco białym uzębieniem.
Christina Aguilera (Fot. Shane Anthony Sinclair/Getty Images)
Internautowi komentatorzy przeciwstawiają im old money face – twarze kobiet, które nie korzystają z zabiegów odmładzających i bez skrępowania pokazują światu swoje zmarszczki oraz inne niedoskonałości.
Christy Turlington (Fot. Kristina Bumphrey/Variety via Getty Images)
– Old money face jest nietknięta, można zobaczyć na niej emocje, widać na niej zmarszczki, piegi, słowem nie jest tak spreparowana – zauważa tiktokerka Jenny Park.
– Naturalna, wypielęgnowana, nietknięta przez chirurga – opisuje old money face wspomniana wcześniej Brewers.
Kate Winslet (Fot. Samir Hussein/WireImage via Getty Images)
Za przykłady znanych osób, które stronią od poprawek, służą m.in. Christy Turlington, Pamela Anderson, Isabella Rossellini lub Kate Winslet. Twórcy internetowi zauważają też, że od przerabiania twarzy odżegnują się przedstawicielki elit arystokratycznych, na przykład księżniczka Anna. Co ciekawe, także jedne z najbogatszych kobiet świata, jak Melinda Gates, była żona Bila Gatesa, czy córka właściciela koncernu LVMH Delphine Arnault, są zwolenniczkami naturalnego wyglądu.
Delphine Arnault (Fot. Mustafa Yalcin/Anadolu via Getty Images)
Skąd tak odmienne podejście do poprawek u kobiet z elit, które dysponują ogromnymi pieniędzmi i stać je na usługi najwybitniejszych specjalistów? Mają w końcu wystarczająco dużo zasobów, by kupić sobie permanentny wygląd 35-latki. Mimo to czują się dobrze w swojej skórze i nie czują potrzeby zmieniania w sobie czegokolwiek.
Wszystko sprowadza się do tego, czy czujemy przymus udowadniania sobie i innym, że jesteśmy kimś lepszym. Jedna z instagramerek w swojej rolce ujęła to bardzo trafnie:
„Prawdziwy status nie wymaga potwierdzenia”
Jeśli twoje bogactwo jest czymś, w czym dorastałaś i co towarzyszy ci od początku życia, nie musisz nikomu pokazywać, że stać cię na młodszą twarz. To proste wyjaśnienie może tłumaczyć, dlaczego kobiety z tak zwanych „wyższych sfer” zupełnie nie czują przymusu poprawiania urody. Nie jest to dla nich pole, na którym muszą się wykazywać. Tak naprawdę, gdy należysz do tradycyjnych elit, nikomu nie musisz dowodzić swojej wartości – ani poprzez epatowanie logami projektantów, ani idealnie gładką, młodą twarz. Pieniądze są dla ciebie czymś w gruncie rzeczy przyziemnym, dlatego możesz wręcz gardzić nadmiernym zbytkiem i wydawaniem dużych kwot ich tylko na siebie. To coś, co w kręgach arystokratycznych elit uchodzi za zachowanie w złym guście.
A jednak sprowadzenie odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie tylko do przywileju dobrego urodzenia byłoby znacznym uproszczeniem. W końcu nie tylko kobiety dobrze urodzone mogą mieć cel, by zachować twarz w nienaruszonym stanie. Decydują się na to także wspomniane aktorki czy modelki – niekoniecznie pochodzące z bogatych rodów. Co nimi kieruje?
Wbrew pozorom, odpowiedzią także może być status, ale rozumiany inaczej. Nie wyłącznie przez pryzmat bogactwa materialnego, lecz duchowego i kulturowego. Gdy człowiek jest bogaty wewnętrznie i ma do zaoferowaniu światu coś więcej niż tylko swój wygląd, to nie przykłada do niego aż tak wielkiej wagi.
Może właśnie dlatego na poprawki nigdy nie zdecydowała się Kate Winslet, która od początku swojej kariery jest wielką orędowniczką naturalności i sprzeciwia się presji idealnego wyglądu nakładanej na kobiety. Dla niej dojrzałość nie jest czymś, z czym trzeba walczyć albo co wymaga kamuflażu, bo obok zmarszczek łączy się z wielkim przywilejem: większą samoświadomością i wolnością w wyrażaniu siebie.
„Stajemy się bardziej kobiece, silniejsze, bardziej seksowne. Coraz bardziej odnajdujemy siebie, mamy możliwość mówić otwarcie tego, co myślimy, i nie bać się, co inni o nas pomyślą. Nie przejmujemy się już aż tak bardzo tym, jak wyglądamy. Myślę, że to wspaniałe” – tak aktorka odpowiedziała na pytanie o to, jak czuje się po przekroczeniu czterdziestki.
Być może jest to też powód, dla którego Melinda Gates, mimo majątku szacowanego na 30 miliardów dolarów, wciąż wygląda na swój wiek – eksżona Bila Gatesa jest bowiem wielką filantropką, dla której działalność charytatywna jest na pierwszym miejscu.
Melinda French Gates (Fot. Jose Sarmento Matos/Bloomberg via Getty Images)
Podobnymi wartościami w życiu kieruje się też była supermodelka Christy Turlington, której piękną twarz zdobią zmarszczki. 57-latka od dekad angażuje się w działalność społeczną i charytatywną. Posiada własną fundację na rzecz polepszenia opieki okołoporodowej Every Mother Counts, a także biega maratony w szczytnych celach, pomagając zbierać środki dla potrzebujących. Znalazła się nawet na liście Time100 Philantrhropy honorującej znane osoby o największych dokonaniach w dziedzinie dobroczynności. Na jej Instagramie obok profesjonalnych zdjęć z sesji można znaleźć materiały promujące rozmaite wydarzenia i akcje charytatywne.
Może właśnie dlatego Christy i inne podobne jej kobiety z showbiznesu nie przerobiły swojej twarzy na rich face? Gdy jesteś blisko ludzi, widzisz skalę ich trudności i dzielisz się z nimi dobrem, jedna czy dwie zmarszczki więcej przestają mieć znaczenie. Zyskujesz zupełnie inną perspektywę. W jednym z wywiadów modelka wypowiedziała słowa, które dobrze oddają jej życiową filozofię i podejście do starzenia się:
„Podziwiam kobiety, które powstrzymały się od poprawiania i zmieniania swojego wyglądu. Uwielbiam oglądać prawdziwe twarze. Twarze ludzi, którzy przeżyli swoje życie. Powiedziałabym, że moimi ikonami piękna są takie osoby jak Jane Birkin. Lubię patrzeć na twarze takie jak jej, choć dziś coraz rzadziej mamy okazję je oglądać. Jane starzała się na swoich warunkach. Pod koniec swojego życia była równie piękna, jak na samym jego początku”.