Aleksandra Nowakowska - Wydaje się, że narcyz widzi w lustrze tylko siebie. Psychoanalityk: „To lustro jest puste”, a ego narcyza – bardzo słabe
00:00
18:27
Silne ego w języku psychologicznym nie jest tym, za co dość powszechnie je uważamy. Nie jest związane z silną potrzebą zaistnienia, przymusem działania czy odnoszenia sukcesów w świecie – tak objawia się kruche ego, charakterystyczne na przykład dla rysu narcystycznego. Czym w istocie ego jest?
- Czym właściwie jest ego i dlaczego nie należy utożsamiać go z egoizmem czy przesadną pewnością siebie? Psychoanalityk jungowski Tomasz J. Jasiński tłumaczy, że ego jest centrum naszej świadomości i „rodzajem kompasu, dzięki któremu orientujemy się w świecie”.
- Silne ego nie oznacza potrzeby dominowania ani ciągłego udowadniania swojej wartości. Przeciwnie – jak wyjaśnia ekspert, osoby narcystyczne mają w istocie kruche, słabe ego, a pozorna siła może być jedynie mechanizmem obronnym.
- Skąd bierze się siła naszego ego? Jasiński mówi o znaczeniu pierwszych lat życia i relacji z opiekunami, ale także późniejszych doświadczeń. To właśnie w kontakcie ze światem rozwija się struktura, która pomaga nam przechodzić przez kryzysy i życiowe wyzwania.
- Żyjemy jednak w warunkach, które nie sprzyjają budowaniu stabilnego „ja”. Ekspert opowiada o kulturze narcystycznej, wpływie zbiorowej presji i tłumaczy, dlaczego dojrzałe ego powinno przypominać raczej dyrygenta orkiestry niż wszechwładnego szefa.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 05/2026.
Aleksandra Nowakowska: Czym – w ujęciu jungowskiej psychologii głębi i psychoanalizy – jest ego?
Tomasz J. Jasiński: W podstawowym znaczeniu to pojęcie, które oznacza w psychice centrum świadomości. Jest ono punktem indywidualnej tożsamości.
Ego po łacinie znaczy „ja”, dotyczy więc wszystkiego, o czym myślę, co czuję, co przeżywam, jak mówię. Ale nie jest centrum psychiki w ogóle.
U podstaw psychologii analitycznej leży zasada, zgodnie z którą to wszystko, co znajduje się poza świadomością, a więc to, co nieświadome, też ma swoje centrum.
W psychologii jungowskiej psychikę rozumie się jako strukturę opartą na wzajemnym powiązaniu różnych kompleksów psychicznych, zaś ego jest jednym z nich. Kompleksy można porównać do węzłów połączonych w sieć wzajemnych powiązań. To skupiska energii psychicznej zorganizowane wokół pewnego, mówiąc obrazowo, jądra grawitacji. Ego ma szczególne znaczenie w relacji do innych kompleksów, bo jest jądrem świadomości.
Wokół niego zorganizowane jest wszystko to, co mieści się w obszarze świadomego – to, z czego zdajemy sobie sprawę, co wiemy, co zapamiętaliśmy, co rozpoznajemy.
Jaka jest rola ego w funkcjonowaniu psychiki?
Ego organizuje doświadczenie – wewnętrzne i zewnętrzne. W tym sensie jest rodzajem kompasu, dzięki któremu orientujemy się w świecie. Nawiguje nas przez terytorium, które nazywamy życiem. Z punktu doświadczania siebie samego jest centrum tożsamości. Reprezentuje pewną stałość.
Zmieniamy się – zmienia się nasz wygląd, osobowość, poglądy, można powiedzieć, że wszystko się zmienia, ale istnieje w nas coś, co sprawia, że kładziemy się spać jednego dnia, wstajemy rano następnego i poznajemy siebie, wiemy, że to ciągle my. Za ciągłością przeżywania samego siebie stoi właśnie ego.
W psychologii mówi się, że można mieć słabą lub silną strukturę ego. Co to oznacza?
Jeżeli popatrzymy na ego jako na instancję wewnątrzpsychiczną, która pomaga nam orientować się w świecie: realizować różne zadania, podejmować wyzwania, przechodzić przez kryzysy – zrozumiemy, że nie jest ono jakimś gotowym tworem, pojawiającym się niczym królik z kapelusza.
Na koncepcji rozwoju ego oparta jest psychologia rozwojowa. Kiedy przychodzimy na świat, nasze ego jest zalążkowe. Można powiedzieć, że z biegiem czasu buduje się poprzez to, jak się rozwijamy, jak uczestniczymy w życiu i jak przechodzimy przez różne doświadczenia. Z punktu widzenia psychologii rozwojowej formatywne jest przede wszystkim to, co nas spotyka w pierwszych latach życia, zwłaszcza ze strony podstawowych opiekunów.
Proces rozwoju ego realizuje się w interakcji ze światem. Ingerencje otoczenia bywają twórcze, wspierające, ale też trudne, raniące, uszkadzające. Sumą tych wszystkich doświadczeń jest specyfika rozwoju ego, czyli naszego ja.
Jeżeli los organizuje nam życie w ten sposób, że na najwcześniejszym etapie wydarzają się rzeczy sprzyjające harmonijnemu rozwojowi psychiki, nasze ego zyskuje na sile. Takie ego będzie potem mogło w autonomiczny, niezależny sposób radzić sobie z różnymi trudnościami życiowymi. Na pewnym poziomie podstawowe kryzysy dotykają przecież każdego, ale charakter naszej odpowiedzi na nie wynika w dużej mierze z tego, jak solidnie zbudowane jest ego. Takie jest znaczenie ego w języku psychologicznym.
W potocznym języku jest inaczej. O silnym ego mówi się na przykład w związku z zaburzeniem narcystycznym. Z jednej strony przyjmuje się, że ego pomaga zdobyć sukces w świecie, zaistnieć, ale – przez pryzmat na przykład narcyzmu – wyklucza empatię, a zostawia działanie jedynie dla dobra własnego interesu.
Można odnieść wrażenie, że potoczne rozumienie tego słowa jest zaprzeczeniem tego, czym jest tak naprawdę ego z punktu widzenia psychologii. Ciekawe było to, co pani powiedziała o potrzebie zaistnienia. Czy byłoby to wyrazem silnego ego, czy też odwrotnie? Ponieważ moglibyśmy powiedzieć, że jeśli ktoś ma silną potrzebę zaistnienia, to znaczy, że tak naprawdę jeszcze nie zaistniał. Natomiast ktoś, kto jest osadzony w swoim istnieniu, najczęściej nie ma tego rodzaju potrzeby, a przynajmniej nie w ten sposób, jaki sugeruje masowe rozumienie owej „potrzeby zaistnienia”.
Według wykładni psychologicznej osoby narcystyczne mają słabe ego, jego struktura jest krucha. Na jej straży stoją tak zwane obrony narcystyczne, które omyłkowo mogą być postrzegane jako wyraz silnego ego.
Jungista James Hollis powiedział, że żyjemy obecnie w kulturze adolescencyjnej, czyli z punktu widzenia rozwojowego – niedojrzałej czy też zorganizowanej wokół pewnego określonego etapu rozwojowego. Jest ona związana ze sposobem przeżywania świata, przypominającego nastoletni etap rozwoju psychicznego.
Popularne skojarzenie z mitem o zapatrzonym we własne odbicie Narcyzie ukazuje nam obraz młodzieńca zakochanego w sobie – staje się on dla siebie całym światem. Natomiast w znaczeniu psychologicznym obraz sytuacji narcystycznej wygląda tak naprawdę inaczej.
Widzimy bowiem osobę, która szuka w lustrze siebie, jednak z lustra, by tak rzec, nikt nie odpowiada spojrzeniem. To jest puste lustro. Nie ma odbicia.
Zgodnie z psychologią rozwojową budowanie tożsamości wynika z rozpoznawania siebie w oczach innych na najwcześniejszym etapie życia. Podstawowe znaczenie przypisuje się w tym procesie relacji dziecka z matką. W tej relacji jest coś podstawowego, jeżeli chodzi o wyłanianie się obrazu siebie. Mitologiczny Narcyz go nie odzwierciedla, jest kimś, kto poszukuje siebie, ale nie może siebie odnaleźć. W powszechnym zrozumieniu narcyz to często ten, kto używa siły, jest pewny siebie, ma „mocne” ego, ale tak naprawdę ta moc nie dotyczy struktury świadomości. W języku psychologii jungowskiej to byłaby bardziej moc obron psychicznych lub też sztywnej persony.
Persony, czyli maski? Czegoś w rodzaju obrazu, jaki przedstawiamy światu?
Tak. Taka maska ma wtedy charakter obronny, jest niefunkcjonalna, można właśnie powiedzieć, że jest sztywna. I jak to maska – coś maskuje, zasłania. W przypadku osoby narcystycznej zasłania pewien brak wewnętrzny. Praktyka kliniczna pokazuje, że taka osoba w głębszych warstwach psychiki jest niepewna siebie, niestabilna. Głęboko w sobie doświadcza całej masy lęku kompensowanego agresją. Tak naprawdę nie ma tam punktu odniesienia, nie ma środka. Często więc taka osoba przeżywa wewnętrzną pustkę.
Narcyz jest w swoim odczuciu albo bogiem, albo niczym.
Hillman gdzieś powiedział, że „wszystko” łatwo zamienia się w „nic”. To są dwa bieguny jednej sytuacji, między którymi osoba z rysem narcystycznym przeskakuje. Pustka maskowana jest głęboką nieświadomą fantazją o pełni, wyobrażeniem, że jestem bogiem, a wszystko jest moim tworem, moją emanacją.
W języku psychologii nazywamy to stanem inflacji psychicznej, pewnego rodzaju „rozdęcia”. Totalna inflacja maskuje przerażającą pustkę wewnątrzpsychiczną, która może być źródłem lęku anihilacyjnego – stanu niemal nie do przeżycia.
Jest to pustka, która nie ma granic. Można to sobie wyobrazić jak dryfowanie w otchłani kosmicznej, która jest bezgraniczna i w której nic od nas nie zależy. Byłby to skrajny obraz sytuacji, w której nie ma wystarczająco solidnej, stabilnej struktury ego, która zapewnia grawitację i umożliwia życiową nawigację. Silne ego jest kompasem w poruszaniu się po codzienności, bo potrzeba mocnej organizującej struktury, żeby każdego ranka wstać z łóżka i wywiązywać się ze swoich zobowiązań.
Zwykle nie przysparza to problemów, jeśli mamy świadomość tego, kim jesteśmy i czego chcemy. Trzeba też jednak odróżnić sytuację, w której ktoś działa z pozycji rozpoznania własnej siły od takiej, w której ktoś stosuje rozwiązanie siłowe. Warto odróżnić samorealizację od przymusu działania, który jest obroną przed doświadczeniem wewnętrznej pustki. Jeśli jestem w sobie ugruntowany, to nie mam przymusu działania. Nie mam potrzeby zaistnienia, wypełniania ruchem pustki.
Oczywiście życie przynosi sytuacje, w których mocne rozwiązania są potrzebne, żeby obronić się, postawić granice, wyrazić niezgodę. Potrzeba nam więc mocnego ego jako wewnętrznej instancji, która będzie „superwizować” używanie siły, żeby nie odbywało się ono bezrefleksyjnie i bez kontroli.
Czy agresja – również ta wypływająca z narcyzmu – wiąże się ze słabym ego?
W psychoanalitycznym czy symbolicznym znaczeniu można powiedzieć, że każde działanie jest jakimś wyrazem agresji. Wynika ona z pewnych rezerwuarów energii psychicznej. Sama w sobie nie jest więc aktem przemocy – to dosyć istotne rozróżnienie, którego brakuje przy narcystycznej organizacji psychiki, kiedy ego jest kruche. Z zewnątrz pewne sytuacje wyglądają podobnie. Jeśli nie mamy w sobie wewnętrznego rozeznania, agresja jest niekontrolowana i zasila różne formy przemocy – fizycznej, psychicznej, emocjonalnej.
Z jednej strony żyjemy w kulturze narcystycznej ze słabym ego, a z drugiej – na poziomie świadomości zbiorowej – o czym pisze Jerome S. Bernstein w książce „Życie na pograniczu” – panuje jednostronność, wynikająca z nadmiernego rozrostu zachodniego ego opartego na racjonalizmie i poczuciu sprawczości. To się nie wyklucza?
Bernstein pisze o ewolucji psychicznej, a więc o rozwoju psychiki w znaczeniu zbiorowym. To nie przekłada się w prosty sposób na proces indywidualny. Zwraca on jednak uwagę na fakt, że ego w obrazie świadomości zbiorowej jest „przerośnięte”, co odpowiada rozdętym zbiorowym przekonaniom o sobie samym. Świadomość zbiorowa dotarła niejako do jakiegoś krańca. A że to, co zbiorowe, silnie wpływa na indywidualność, żyjemy w skrajnie niekorzystnych warunkach dla budowania dobrej struktury wewnętrznej, czyli również do budowania silnego ego. To z kolei sprawia, że coraz trudniej radzić nam sobie z wyzwaniami tego świata.
Według Bernsteina dzieje się tak, ponieważ zmarginalizowaliśmy treści nieświadome, zarówno na poziomie psychiki indywidualnej, jak i zbiorowej, tracąc kontakt z naturą. Podlegamy więc coraz szerszym wpływom tego, co nieświadome. Koncepty kulturowe i różne normy społeczne nie chronią nas wystarczająco przed tym niekontrolowanym procesem.
Nasze świadome decyzje coraz bardziej powodowane są tym, co nieświadome. Inflacyjna fantazja o totalnej kontroli prowadzi więc do braku kontroli.
Można powiedzieć, że to, co często bierzemy za racjonalne działanie, tak naprawdę nim nie jest. Ktoś może sprawiać wrażenie osoby decyzyjnej, sprawnie funkcjonującej w świecie, a nawet odnosić w nim sukces, jednak uważna analiza mogłaby ujawnić, że niewiele jest osoby w tej osobie. Działają natomiast inne czynniki, które organizują jej decyzje.
Czynniki zewnętrzne?
Gdy mowa o nieświadomości, rozróżnienie między tym, co zewnętrzne, a tym, co wewnętrzne, jest upraszczające. W kontekście zbiorowej nieświadomości i procesów globalnych ten podział w pewnym sensie traci znaczenie. Gdzie bowiem umieszczona jest tak rozumiana psychika – na zewnątrz czy wewnątrz? Samo to pytanie jest już konsekwencją podziału, to znaczy naszego pomysłu, że jest coś w nas i coś poza nami. Z punktu widzenia psychologii nieświadomego na pewnym poziomie jest to jedynie kategoryzacja naszego umysłu.
Możemy jednak powiedzieć, że chodzi o czynniki, które są zewnętrzne w stosunku do ego.
Słabe ego poddane jest działaniu kompleksów psychicznych. Na poziomie zbiorowym potężne oddziaływanie mają na nas kompleksy kulturowe.
Pochodzą one z innego obszaru rzeczywistości psychicznej niż kompleksy indywidualne, ale ich wpływ jest podobny. Znaczenie solidnej struktury świadomej dotyczy obu kategorii wpływów. Jeśli bowiem chcę sobie poradzić czy ze swoimi wewnętrznymi napięciami, czy ze zbiorową presją – potrzebuję czegoś namacalnego, w czym jestem solidnie zakorzeniony. Tym punktem odniesienia jest mocna struktura ego.
Bernstein zauważa, że efektem rozrostu ego jest kompleks ego, który objawia się inercją psychiczną i wręcz wstrętem do jakości transracjonalnych. Jak to może się przejawiać na gruncie indywidualnej psychiki?
Tym, że wszystkie czynniki, które pochodzą spoza niego, są przeżywane jako zagrożenie i z tego powodu odcinane. Jest to wyrazem działania obron ego. Tymczasem proces rozwojowy opiera się na konfrontacji z czymś obcym, odległym, innym. Ego tylko w ten sposób może się powiększyć i konsolidować. Dowiadujemy się, kim jesteśmy, i rośniemy w reakcji na coś innego niż my, począwszy od najwcześniejszych doświadczeń.
Osobowość narcystyczna nie dopuszcza obcych jakości, które są dla kruchego obrazu siebie zagrażające. Podkreślmy, że narcyzm jest tylko jedną z możliwych sytuacji będących konsekwencją słabego ego. Dotyczy ono różnego rodzaju zaburzeń czy układów charakteryzujących się głęboko nieświadomym funkcjonowaniem.
Pozostawiając język psychopatologii, możemy powiedzieć, że sytuacja zdrowia wymaga pewnej równowagi we wzajemnych relacjach z kompleksami psychicznymi.
Rolę ego w relacji do innych kompleksów możemy sobie wyobrazić jako rolę dyrygenta orkiestry, w której przecież każdy z muzyków ma pewien obszar autonomii, a jednocześnie jest prowadzony. W ten sposób powstaje muzyka symfoniczna, w odróżnieniu od kakofonicznej. Ego odgrywa więc funkcję organizującą, by można było doświadczyć swojego indywidualnego niepowtarzalnego potencjału tak, jak każde wykonanie dzieła muzycznego jest jedyne w swoim rodzaju. Pojawia się tu tym samym kwestia rozpoznania własnego potencjału i takiego pokierowania sobą, by móc go zrealizować na tyle, na ile jest to możliwe. Jest taki pogląd w psychologii, że właśnie tak rozumiana samorealizacja przynosi nam poczucie spełnienia, satysfakcji, a może nawet szczęścia.
Pomoże w tym silne ego?
Jest to trochę bardziej złożona sytuacja, bo potrzebny jest kontakt ego z resztą struktury psychicznej. Samo ego może w swojej arogancji uznać, że to ono wie najlepiej, jaki jest nasz potencjał i co ma z niego wyniknąć. Wtedy mamy do czynienia z postawą: „nie obchodzi mnie nic więcej niż czubek własnego nosa”.
Niemiecki jungista Erich Neumann wprowadził koncepcję „osi ego-jaźń”, która opisuje proces dojrzewania i rozwoju psychicznego w terminach rozwoju relacji ego z jaźnią, czyli z centrum całości psychiki.
Ego potrzebuje zdolności do dialogowania z pozaświadomymi, większymi od niego elementami psychiki, włączając w to rzeczywistość archetypową. Jaźń też jest instancją psychiczną, która nie jest ego, czyli nie jest mną, lecz posiada własną mądrość i autonomię.
Bez takiej umiejętności możemy bardzo skutecznie wspinać się po drabinie rozwoju osobistego, aby na pewnym etapie wspinaczki zorientować się, że przystawiliśmy drabinę do niewłaściwej ściany.
Tomasz J. Jasiński, psychoanalityk jungowski, tłumacz. Jest członkiem zarządu Studiów Kulturowych „Raven” i Polskiego Stowarzyszenia Psychoanalizy Jungowskiej, zrzeszonego w International Associacion for Analytical Psychology, szkoleniowcem oraz superwizorem