„Jak jestem zadowolona z siebie, to nie męczę ludzi” – mówi Kasia Miller. I jednym zdaniem podważa mit, że miłość do siebie jest egoizmem. W piątym odcinku podcastu „Przerwa na kawę z Kasią Miller o miłości” psycholożka i Joanna Olekszyk, redaktorka naczelna „Zwierciadła”, rozmawiają o tym, dlaczego samotność nie musi boleć, czemu warto zostać swoją najlepszą przyjaciółką i jak przestać żyć wyłącznie dla innych. Sponsorem odcinka jest Pandora.
Miłość do siebie przez lata miała złą prasę. Kojarzyła się z narcyzmem, egoizmem albo pustym hasłem z mediów społecznościowych. Tymczasem – jak przekonuje Kasia Miller – bez zdrowej relacji z samą sobą trudno stworzyć dobrą relację z kimkolwiek innym. W najnowszym odcinku podcastu rozmowa schodzi znacznie głębiej niż do popularnych porad o „self care”. Dotyka samotności, poczucia własnej wartości, odwagi bycia sobą i tego, dlaczego największą życiową relacją pozostaje ta, której nigdy nie możemy zakończyć.
Jednym z najważniejszych wątków rozmowy jest rozróżnienie pojęć, które w codziennym języku często wrzucamy do jednego worka. Kasia Miller przypomina, że warto oddzielić egoizm od egotyzmu i egocentryzmu. Troska o siebie nie oznacza przecież lekceważenia innych. Wręcz przeciwnie – dopiero człowiek, który zna swoje potrzeby i potrafi o siebie zadbać, jest w stanie budować zdrowe relacje.
Psycholożka wraca do własnego życiowego odkrycia. Jak przyznaje, prawdziwym przełomem było dla niej uświadomienie sobie, że „zawsze i do końca będę tylko ze sobą”. To właśnie wtedy zaczęła zadawać sobie pytanie, kogo właściwie powinna brać pod uwagę w pierwszej kolejności. W tej perspektywie samotność przestaje być karą. „Jak jestem sama, to nie jestem samotna, tylko ze sobą” – tłumaczy, pokazując, że największy komfort daje umiejętność dobrego towarzyszenia samej sobie.
Presja społeczna przez dekady przekonywała nas, że samotność oznacza porażkę. Joanna Olekszyk zauważa, że wielu z nas od dziecka słyszało ostrzeżenia: jeśli czegoś nie zrobimy, jeśli nie będziemy wystarczająco dobrzy, zostaniemy sami.
Kasia Miller pokazuje jednak zupełnie inną perspektywę. Wspomina okres, kiedy niepokoiło ją, że telefon milczy, a gdzieś indziej – tam, gdzie jej akurat nie ma – dzieje się coś ważnego. Dziś patrzy na to z uśmiechem. Jak mówi, najbardziej lubi być sama właśnie dlatego, że „ciekawie jest tam, gdzie ja jestem”. To zdanie brzmi jak antidotum na współczesny lęk przed pominięciem i ciągłą potrzebę bycia online.
Media społecznościowe przekonały nas, że warto mieć jak najwięcej kontaktów. Tymczasem psychologia coraz częściej pokazuje coś przeciwnego. Kasia Miller zwraca uwagę, że dopiero dziś naprawdę zaczynamy rozumieć, iż posiadanie ogromnego grona znajomych wcale nie musi być wartością. Prawdziwa przyjaźń i miłość należą do tych relacji, które zdarzają się rzadko i właśnie dlatego są tak cenne.
To ważna zmiana myślenia. Zamiast kolekcjonować znajomości, warto pielęgnować te, które pozwalają czuć się naprawdę zauważonym.
W rozmowie pojawia się również temat ciszy. Joanna Olekszyk zauważa, że kiedy zostajemy sami, wracają do nas myśli, których wcześniej nie słyszeliśmy przez codzienny hałas. Często są niewygodne, dlatego uciekamy od nich.
Kasia Miller przyznaje, że sama jest niemal po równo ekstrawertyczką i introwertyczką. Potrzebuje ludzi, ale równie mocno potrzebuje samotności, by odpocząć i odzyskać kontakt ze sobą. Dostrzega też osoby, które nieustannie szukają towarzystwa tylko po to, by zagłuszyć własne emocje. Tymczasem prawdziwe spotkanie z samym sobą wymaga odwagi.
Miłość do siebie łatwo dziś pomylić z perfekcyjnym wizerunkiem. Joanna Olekszyk zwraca uwagę, że współczesna kultura nakłada na nas wyjątkowo wyśrubowane kanony piękna. W efekcie hasło „kochaj siebie” często kończy się kolejną presją, by wyglądać idealnie.
Psycholożka proponuje znacznie prostszą definicję. Chodzi o bycie swoją najlepszą przyjaciółką. Troska o siebie to nie tylko wygląd, ale przede wszystkim codzienne wybory: dobra dieta, ruch, odpoczynek, wartościowe relacje i czułość wobec własnych granic. To miłość praktykowana każdego dnia, a nie kolejny obowiązek do odhaczenia.
Nie każdy wynosi z domu przekonanie, że jest ważny. Kasia Miller otwarcie mówi o tym, że ogromną rolę odegrały w jej życiu osoby, które zobaczyły w niej wartość. Najpierw była licealna przyjaciółka, później chrzestna, a także ludzie, którzy powtarzali jej, że dobrze się z nią rozmawia. Jak podkreśla, czasem wystarczy, by „ktoś cię ujrzał, że jesteś istotą”. To doświadczenie potrafi zmienić całe życie.
Psycholożka dodaje, że wiele osób nie potrzebuje zostać najlepszymi ani błyszczeć. Między przekonaniem „jestem najlepsza” a „jestem do niczego” rozciąga się ogromna przestrzeń zwyczajnego, spokojnego „po prostu sobie być”. I właśnie tam rodzi się prawdziwe poczucie własnej wartości.
Rozmowa dotyka także współczesnych wyzwań. Kasia Miller zauważa, że zaciekawienie światem i drugim człowiekiem jest jedną z najważniejszych kompetencji, tymczasem coraz częściej przegrywa z niekończącym się scrollowaniem ekranów. Miłość do siebie nie polega przecież na nieustannym patrzeniu na własne odbicie, lecz na rozwoju, odkrywaniu nowych doświadczeń i odwadze sprawdzania, kim jesteśmy w różnych sytuacjach.
Dlatego psycholożka zachęca choćby do samodzielnych wyjazdów. To właśnie poza codziennymi rolami najłatwiej zobaczyć siebie na nowo. Jak sama przyznaje, takie doświadczenia pozwoliły jej przekonać się, że nigdy do końca nie wiemy, jak zachowamy się w nowych okolicznościach. I właśnie dlatego pozostajemy dla siebie fascynującą zagadką.

Na zdjęciu: Katarzyna Miller i Joanna Olekszyk mają na sobie biżuterię Pandora w ramach KAMPANII BE LOVE.
Sponsorem odcinka jest marka Pandora, która w kampanii BE LOVE przypomina, że miłość ma wiele twarzy. Nie ogranicza się wyłącznie do romantycznych gestów – zaczyna się od życzliwości, troski i autentyczności wobec siebie oraz innych. To spojrzenie doskonale współbrzmi z przesłaniem rozmowy Joanny Olekszyk i Kasi Miller. Bo zanim nauczymy się kochać partnera, rodzinę czy przyjaciół, warto nauczyć się być dla siebie kimś, z kim naprawdę dobrze spędza się życie. A przecież – jak przypomina psycholożka – z tą jedną osobą zostaniemy już na zawsze.