„Są wielcy nieobecni, siedzi taki z gazetą i nie zauważa dziecka. Są tacy, którzy kochają bardziej matkę i tacy, którzy piją, ale tu też jest wiele odcieni” – mówi Kasia Miller w rozmowie z Joanną Olekszyk i zaprosza do rozmowy o jednej z najbardziej niedocenianych relacji w naszym życiu. Bo choć zwykle więcej mówi się o wpływie matki, psycholożka przekonuje, że to właśnie ojciec często buduje fundament naszego poczucia bezpieczeństwa, kobiecości, męskości i późniejszych związków. W 7. odcinku podcastu „Przerwa na kawę z Kasią Miller” nie ma łatwych ocen ani prostych recept. Jest za to szczera rozmowa o wielkich nieobecnych, nowych ojcach i dzieciach, które – nawet jako dorośli – wciąż czekają, aż tata naprawdę je zobaczy.
Zdaniem Kasi Miller szczególnie bolesne jest to, że przez pokolenia wielu ojców po prostu oddało wychowanie dzieci kobietom. Część z nich uważała, że to nie ich zadanie, inni czekali wyłącznie na syna, nie dostrzegając córek. Tymczasem nieobecność ojca nie znika wraz z dzieciństwem. Zostawia ślad, który potrafi wybrzmiewać przez całe dorosłe życie.
Co dzieje się z dzieckiem, kiedy ojciec wycofuje się z relacji? Psycholożka zwraca uwagę, że w takiej sytuacji to matka zaczyna całkowicie definiować obraz ojca i kształtować więź dziecka z nim. Bywa, że taki układ odpowiada obu dorosłym – mężczyzna koncentruje się na świecie zewnętrznym, pracy i obowiązkach, a kobieta staje się niekwestionowaną królową domu. Problem pojawia się wtedy, gdy dziecko traci możliwość budowania własnej relacji z ojcem, niezależnej od konfliktów czy emocji między rodzicami.
Nieobecność nie zawsze oznacza pusty fotel przy stole. Czasem ma twarz mężczyzny siedzącego obok z gazetą, zatopionego we własnym świecie, który fizycznie jest w domu, ale emocjonalnie pozostaje poza zasięgiem dziecka. Kasia Miller nazywa ich „wielkimi nieobecnymi” i pokazuje, jak wiele odcieni może mieć ojcowskie wycofanie.
Psycholożka zauważa, że są ojcowie, którzy bardziej kochają swoje partnerki niż dzieci, tacy, którzy uciekają w pracę, i tacy, którzy znikają przez uzależnienie. Ale są też mężczyźni odsunięci od rodzicielstwa nie z własnej woli. Jak mówi, zdarza się, że pod wpływem alkoholu wcale nie stają się agresywni, lecz spokojni, jednak i tak zostają usunięci na margines życia rodzinnego. Każda z tych historii wygląda inaczej, lecz efekt bywa podobny – dziecko dorasta z poczuciem braku.
Psycholożka podkreśla jednak, że coraz częściej obserwuje zupełnie inny model. Pojawia się nowe pokolenie ojców, którzy nie wstydzą się pchać wózka, gotować czy brać urlopu rodzicielskiego. Dla nich dziecko nie jest dodatkiem do życia, ale jego integralną częścią. To zmiana kulturowa, która może wpłynąć na kolejne pokolenia.
Dla dziewczyn relacja z ojcem ma wyjątkowe znaczenie. To właśnie on staje się pierwszym mężczyzną, od którego uczą się, czym jest szacunek, czułość i zainteresowanie.
Kasia Miller wraca pamięcią do własnego dzieciństwa. Opowiada o ojcu, z którym jeździła pod namiot na Mazury, grała w koszykówkę, uczyła się odwagi i prowadziła wielogodzinne rozmowy o religii. Był agnostykiem, zachęcał ją do myślenia i zadawania pytań. Jednocześnie z czasem coraz bardziej oddalał się od jej matki i wycofywał z życia rodzinnego.
To wspomnienie dobrze pokazuje, że relacje rodzinne rzadko są czarno-białe. Można być obecnym i jednocześnie nieobecnym. Można kochać dziecko, ale nie dać mu tyle bliskości, ile naprawdę potrzebowało.
W rozmowie pojawia się piękne wspomnienie, które wiele mówi o sposobie budowania relacji. Kasia Miller opowiada, że ojciec nigdy nie traktował jej jak kruchej księżniczki. Nazywał ją raczej „fajnym załogantem”. Uczył ją walczyć, grać w koszykówkę, radzić sobie w trudnych sytuacjach i dostrzegać wartość dobrych mężczyzn.
To właśnie dzięki niemu – jak przyznaje – nauczyła się rozumieć mężczyzn, zamiast się ich bać. Widzi też, jak często współcześnie mężczyźni tracą własny potencjał, bo nie pozwala im się przeżywać emocji i budować bliskich relacji.
Jednocześnie psycholożka nie idealizuje swojego taty. Wspomina, że jego miłość bywała warunkowa. Oczekiwał od niej, że zawsze będzie „dzielną, ogarniętą Kasią”. Kiedy nie radziła sobie z matematyką, potrafił wybuchnąć złością. To przypomnienie, że nawet kochający rodzice zostawiają w nas ślady, nad którymi później pracujemy.
Według Kasi Miller ojciec powinien umieć zobaczyć kobiecość swojej córki i powiedzieć jej, że jest piękna, wartościowa i że już niedługo zacznie wzbudzać zainteresowanie mężczyzn. Takie słowa nie mają nic wspólnego z przekraczaniem granic. Wręcz przeciwnie – budują poczucie bezpieczeństwa i zdrową samoocenę.
Psycholożka opowiada też o niezwykle ważnej rozmowie ze swoim ojcem, który przekonał ją, że wartość kobiety nie kończy się wraz z młodością. Powtarzał, że młode dziewczyny są piękne, ale prawdziwie fascynująca kobieta to taka, która przeżyła życie, zna siebie, swoje ciało i rozumie relacje. Dzięki temu – jak przyznaje – nigdy nie bała się starzenia.
Moment dojrzewania bywa trudny także dla ojców. Część z nich nagle przestaje przytulać córkę, sadzać ją na kolanach czy okazywać czułość. Nie dlatego, że przestają ją kochać, ale dlatego, że sami nie wiedzą, jak odnaleźć się w nowej sytuacji.
Problem polega na tym, że najczęściej niczego nie wyjaśniają.
Kasia Miller uważa, że warto byłoby po prostu powiedzieć córce, co się zmienia i dlaczego. Zamiast milczenia pojawia się wtedy zrozumienie. Niestety zdarzają się również ojcowie, którzy próbują oswoić własny dyskomfort żartami. Komentarze o wyglądzie nastolatki, złośliwości w rodzaju „jak ty się ubrałaś?” albo „zaraz wrócisz z brzuchem” mogą głęboko zranić dziewczynę, która i tak przeżywa jeden z najbardziej wrażliwych momentów swojego życia.
Na końcu rozmowy pojawia się pytanie, które zadaje sobie wielu dorosłych: co zrobić, kiedy ojciec wraca po latach i oczekuje bliskości, a może nawet opieki?
Kasia Miller nie proponuje prostych odpowiedzi. Przypomina jednak, że to właśnie rodzice najłatwiej wyprowadzają nas z równowagi, dlatego podczas terapii tak często ćwiczymy rozmowy właśnie z nimi. Nawet jeśli mamy pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat.
Bo relacja z ojcem nie kończy się wraz z dzieciństwem. Ona dojrzewa razem z nami. Czasem boli, czasem daje siłę, czasem wymaga przepracowania. Ale niemal zawsze pozostaje jedną z najważniejszych historii, jakie nosimy w sobie.