„Nie mogę się do siebie dodzwonić” – to jeden z najczęstszych problemów kobiet na kręgach kobiecych: że ja już nie wiem, kim jestem, co czuję – mówi psycholożka Małgorzata Ohme w podcaście Ukryte piękno magazynu Zwierciadło. W rozmowie z Magdaleną Kuszewską opowiada o kobietach, które przez lata uczyły się spełniać oczekiwania innych, zapominając o własnych potrzebach. Dlaczego tak trudno uznać siebie za wystarczającą? Skąd bierze się lęk przed odrzuceniem? I dlaczego właśnie po czterdziestce wiele kobiet odzyskuje własny głos, także poprzez sposób ubierania się? Sponsorem odcinka jest marka bonprix, świętująca w tym roku swoje 40-lecie.
Wiele kobiet dorasta w przekonaniu, że na uwagę, miłość i akceptację trzeba zapracować. Dziewczynki częściej słyszą, że mają być grzeczne, pomocne, miłe i odpowiedzialne. Dorosłość przynosi kolejne oczekiwania: doskonała matka, świetna partnerka, skuteczna pracowniczka, atrakcyjna kobieta. Lista nie ma końca.
Małgorzata Ohme zwraca uwagę, że źródła tego mechanizmu sięgają bardzo wcześnie. Jak podkreśla, „im bardziej jesteśmy przyjęci bezwarunkowo przez rodzica czy opiekuna i słyszymy: »fajnie, że tu jesteś«, tym bardziej jesteśmy w stanie stawić czoło socjalizacji, bo mamy się od czego odbić”. Właśnie takie doświadczenie buduje fundament poczucia bezpieczeństwa i przekonania, że nie trzeba nieustannie udowadniać swojej wartości.
Psycholożka przypomina również, że „poczucie własnej wartości bierze się z bezwarunkowego przyjęcia. Im więcej tego dostaniemy, tym bardziej mamy poczucie, że jestem wystarczająca”. Problem pojawia się wtedy, gdy przez całe życie próbujemy zasłużyć na coś, co powinno być dane bezwarunkowo.
Polska kultura przez dekady nagradzała kobiety za rezygnowanie z siebie. Opieka nad innymi, poświęcenie i gotowość do ratowania wszystkich stały się niemal społecznym obowiązkiem.
Jak mówi Ohme, „jesteśmy naddające, poświęcające i ratujące. Tak nas społecznie i kulturowo, szczególnie w Polsce, wytresowano”. Jednocześnie słyszymy sprzeczne komunikaty: rozwijaj się, bądź niezależna, stawiaj granice, ale nie przesadzaj. Psycholożka trafnie podsumowuje ten paradoks słowami: „mamy szczególne męczeństwo i dajemy sprzeczny komunikat: bądź asertywna, ale nie za bardzo”.
Nic dziwnego, że wiele kobiet myli poczucie własnej wartości z byciem potrzebną. Dopóki ktoś czegoś od nich oczekuje, czują się ważne. Gdy pojawia się przestrzeń na własne potrzeby, często towarzyszy temu poczucie winy.
Zmiana nie jest trudna dlatego, że wymaga wysiłku. Znacznie trudniejsza okazuje się obawa przed reakcją otoczenia.
Zdaniem Małgorzaty Ohme „najsilniejszy lęk w nas, który nas powstrzymuje, to lęk przed porzuceniem”. Dlatego kobiety tak często rezygnują z marzeń, nowych pasji czy odważniejszych decyzji.
Psycholożka przywołuje historię swojej siostry, która po czterdziestce zaczęła tańczyć. Zamiast wsparcia spotkała się z odejściem wielu znajomych. Takie doświadczenia pokazują, że rozwój potrafi zachwiać dotychczasowym układem relacji. Właśnie dlatego Ohme zachęca kobiety, by pamiętały jedno zdanie: „Dziewczyno, zmieniasz się, to ktoś może być niezadowolony, ale wytrzymaj to niezadowolenie.”
Pomocne bywa również pytanie, które otwiera zupełnie nową perspektywę: „Co byś zrobiła, gdybyś się nie wstydziła?”
Rozmowa nieprzypadkowo dotyka kobiet dojrzałych. Właśnie wtedy wiele z nich przestaje żyć wyłącznie według cudzych scenariuszy.
Jak zauważa Małgorzata Ohme, „pierwszy akt: bycie dla innych, drugi akt: to bycie dla siebie”. Nie oznacza egoizmu, lecz odzyskiwanie kontaktu z własnymi potrzebami. Psycholożka dodaje, że „budowanie tożsamości to eksperymentowanie z różnymi tożsamościami. Pierwszy taki moment przypada na dojrzewanie, a potem po 40.”
Dojrzałość przynosi także inną definicję sukcesu. „Im jestem starsza, widzę, że bogactwo jest czasem” – mówi Ohme, wskazując, że największym luksusem staje się możliwość decydowania o sobie.
Jednym z najbardziej zaskakujących wątków rozmowy okazuje się moda. Magdalena Kuszewska pyta, czy sposób ubierania może wspierać proces zmiany.
Odpowiedź psycholożki jest jednoznaczna. „Ma ogromne znaczenie. To, jak się ubieram, ma ogromne znaczenie dla tego, jak wyrażam siebie i kogo do siebie zapraszam.” Ubranie przestaje być wyłącznie estetyką. Staje się komunikatem wysyłanym zarówno światu, jak i samej sobie.
Nieprzypadkowo partnerem odcinka jest marka bonprix, która obchodzi w tym roku 40-lecie działalności. W czasach, gdy coraz więcej marek pokazuje kobiety w różnym wieku, z różnymi sylwetkami i historiami, moda coraz częściej przestaje być narzędziem oceniania, a zaczyna wspierać autentyczność.
Symboliczny wydaje się również codzienny rytuał, o którym opowiada Ohme. „Nie rozumiem, dlaczego ludzie w domu mają na sobie jakieś wąskie, ciasne rzeczy w swoim sacrum, czyli domu. Ja po powrocie od razu wkładam ulubione dresy, które są też ładne, potem dobre jedzenie i jestem zaopiekowana.” W tych słowach kryje się coś więcej niż modowa rada. Kryje się zgoda na czułość wobec samej siebie.
W świecie pełnym porad dotyczących pewności siebie Małgorzata Ohme proponuje inne słowo – godność.
Przypomina, że „godność pochodzi z duchowości i oznacza, że każdy przychodzi na świat jako wystarczający i kompletny”. Razem z nią otrzymujemy emocje, które pełnią funkcję strażników. Dlatego, jak podkreśla psycholożka, „smutek jest strażnikiem serca”, podobnie jak złość. Nie są przeszkodą, lecz sygnałem, że jakaś ważna potrzeba pozostaje niezauważona.
Finał rozmowy przynosi prostą, ale niezwykle poruszającą odpowiedź na pytanie Magdaleny Kuszewskiej o uznanie siebie. Małgorzata Ohme mówi: „Ja uznaję siebie, dodzwoniłam się do siebie.”
Być może właśnie o tym jest dojrzałość. Nie o perfekcji, nie o ciągłym poprawianiu siebie i nie o zdobywaniu kolejnych osiągnięć. Chodzi o moment, w którym kobieta przestaje pytać świat, czy jest wystarczająca, a zaczyna sprawdzać, czy naprawdę słyszy własny głos.
Sponsorem odcinka jest marka bonprix.