1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. A co powiesz na filozofioterapię? Ekspertka: To filozofia stoi u źródeł współczesnego coachingu

A co powiesz na filozofioterapię? Ekspertka: To filozofia stoi u źródeł współczesnego coachingu

(Fot. VPanteon/Getty Images)
(Fot. VPanteon/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

prof. Lilianna Kiejzik - A co powiesz na filozofioterapię? Ekspertka: To filozofia stoi u źródeł współczesnego coachingu

00:00 09:50
15s
0,5 x
15s
Jesteśmy stworzeni do różnych celów – pisze prof. Lilianna Kiejzik w pierwszym felietonie na łamach SENSu. Może więc lepiej, by każdy z nas robił to, co umie najlepiej: lekarz – leczył, garncarz – lepił garnki, sędzia – sądził, kowal – podkuwał konie. A filozofowanie zostawmy tym, którzy uprawiają filozofię, czyli miłują wiedzę.

Spis treści:

  1. Czym jest filozofia i jak zmieniała się na przestrzeni wieków?
  2. Dlaczego zadawanie pytań jest podstawą filozofii?
  3. Na czym polega metoda sokratejska i dlaczego jest aktualna do dziś?

Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 12/2024.

Od zawsze człowiek potrzebował towarzysza w procesie skłaniającym do myślenia, do racjonalnego oglądu rzeczywistości, do uzmysłowienia sobie własnego potencjału intelektualnego. Najpierw byli to z pewnością rodzice, starszyzna plemienna, także starsze rodzeństwo, rówieśnicy w pewnym okresie, nauczyciele, mentorzy, wreszcie coachowie.

Przez wieki taką funkcję pełnili filozofowie, z czasem zastąpili ich psycholodzy i trenerzy indywidualni, potem psychiatrzy, ale oni wypisywali tylko recepty, a ludzie potrzebowali dyskusji. Ostatnio znowu pojawia się moda na filozofię jako lekarkę duszy, coraz większą renomę zdobywa coaching, bo nie roztrząsa przyczyn, ale kieruje nas ku przyszłości. Spójrzmy zatem, komu i po co potrzebna jest filozofia. I czy ciągle jeszcze jest potrzebna?

Czym jest filozofia i jak zmieniała się na przestrzeni wieków?

Gdy skierujemy wzrok w przeszłość i spojrzymy na kolejne epoki rozwoju intelektualnego człowieka, zauważymy, że filozofia – właściwie od samego początku powstania na przełomie VII i VI wieku p.n.e. – ewoluowała. Najpierw była zainteresowana światem zewnętrznym, przyrodą, co określiła abstrakcyjnym i nieco tajemniczym pojęciem „byt”. Potem rozszerzyła to pojęcie na byt transcendentny, czyli zewnętrzny w stosunku do naszego świata, zaczęła stawiać pytania o to, czym charakteryzuje się ów byt, ile ich jest.

Tylko jeden – jak u Hegla, dwa rodzaje bytu – jak u Platona, czy może więcej – jak u Leibniza? I dalej, jakie są między nimi relacje, czy byty są sobie podporządkowane? Gdy tak dociekała filozofia sedna tych pytań, uwikłała się w sprzeczne interpretacje. Pojawiły się zatem stanowiska monistyczne, dualistyczne i pluralistyczne w nauce o bycie, czyli ontologii.

Potem filozofia przerzuciła się na inne zagadnienia. Pytała już nie o istotę bytu i jego strukturę, ale o to, czy możemy ten byt poznać. I tu także musiała zadowolić się różnymi odpowiedziami, nierzadko przeciwstawnymi. Spór wiodły ze sobą racjonalizm z empiryzmem, zaczęto poszukiwać źródeł wiedzy o świecie i uniwersalnej metody jego poznania.

W czasie wielowiekowych dociekań zmieniały się metody filozofii i zmieniał się sam jej przedmiot. Raz się zawężał, gdy uczeni z triumfem ogłaszali powstanie nowych nauk szczegółowych, to znowu się rozszerzał, gdyż stawał się coraz bardziej abstrakcyjny. Jednocześnie pojawiały się coraz to nowe traktaty objaśniające już nie tyle sam świat, ile celowość naszego, człowieczego w nim istnienia.

Stały się te dzieła filozoficzne swego rodzaju wskazówką, zaleceniem, pokazywały ludziom drogę, którą ci powinni kroczyć, aby życie stało się w miarę możliwości wolne od trosk. Oczekiwano pojawienia się tych traktatów niczym premier w operze, zastępowały bowiem obyczaj, określały standardy, były busolami. I naturalne jest, że filozofia stała się drogowskazem ludzkiego postępowania.

Dlaczego zadawanie pytań jest podstawą filozofii?

Jednak nie stała się filozofia panaceum na wszystkie choroby duszy trapiące ludzkość. Miała także swoje przegrane bitwy lub wiodła na manowce, gdy zwracali się w jej kierunku różnego autoramentu autokraci i niszczyciele wartości. Także Hitler (aby odwołać się tylko do najnowszej historii) przywoływał postać Fryderyka Nietzschego w swych łże-koncepcjach nadczłowieka, choć sam Nietzsche nigdy nie nazywał Niemców nadludźmi.

Mimo tych niewątpliwych wpadek to filozofia, a za nią coaching, ogłosiła, że pomoże współczesnemu człowiekowi odnaleźć zagubione człowieczeństwo. Jednocześnie odstawiono na boczny tor psychiatrów. Chodziło o to, aby kłopotami szarego człowieka zająć się z pomocą środków filozoficznych. Tak doszło do otwarcia w pobliżu Kolonii w Niemczech pierwszego gabinetu filozofoterapii.

W 1981 roku dr Gerd Achenbach zaczął w nim przyjmować klientów – bo przecież nie byli to pacjenci – a już rok później powstało Towarzystwo Praktyki Filozoficznej, którego Achenbach został pierwszym prezesem.

I bez względu na to, że niektórzy widzieli w filozofoterapeutach szkodników, ruch ten rozwija się nadal, dał też impuls (oczywiście nie wyłącznie on jeden) do pojawienia się doradztwa coachingu. Zakłada pomaganie, ale nie poprzez dawanie gotowych rad, ale prowadzenie dyskursu, zadawanie pytań w taki sposób, aby nakierować rozmówcę na wykorzystanie własnych zasobów.

W filozofii nie były to sprawy nowe. Wystarczy wspomnieć sławnego nauczyciela Platona, Sokratesa z V wieku p.n.e., który uczył młodych, zadając im odpowiednio stawiane pytania. Sokrates powiadał, że to człowiekiem (nie światem) trzeba się zainteresować i jego poznawać. On stanowi bowiem jedność z kosmosem i to drugi człowiek może nas czegoś nauczyć. Skoro „wiem, że nic nie wiem”, to drugi człowiek pomoże mi siebie poznać. Głównym celem filozofii stawało się więc poznanie samego siebie. Taka wiedza miała być wiedzą prawdziwą, obejmującą także poznanie cnoty, życia, dobra, a więc tego wszystkiego, co winno być najważniejsze dla każdego z nas.

Na czym polega metoda sokratejska i dlaczego jest aktualna do dziś?

Sokrates szczególnie silnie akcentował pojęcie cnoty, ale rozumiał ją odmiennie niż reszta Greków. Ta „inna” cnota, arete, oznaczała tężyznę fizyczną, dzielność lub sprawność. Dla Sokratesa cnota była dobrem bezwzględnym, gdyż cnota była wiedzą. Nie możemy się jednak nauczyć cnoty wiedzy, a nauczyciel potrzebny jest po to, by za pomocą mądrze zadawanych pytań pomóc uczniowi wydobyć wiedzę na powierzchnię, jeśli ten ją posiada.

Sprawa miała się tak jak w położnictwie – powiadał filozof. Podobnie jak położna pomaga dziecku wydostać się na świat, tak samo nauczyciel pomaga uczniowi wydobyć cnotę wiedzy.

Służyła temu jedna z dwóch metod filozofii, tak zwana metoda majeutyczna (czyli właśnie położnicza). Ale niektórzy ludzie są głupi, nie posiadają cnoty wiedzy i nigdy jej nie posiądą. Tym Sokrates ironicznie udowadniał, że ich „wiedza” jest pozorna, a oni sami są nieukami. W takich przypadkach stosował metodę elenktyczną, czyli zbijania z tropu. Była to niebezpieczna metoda – piętnowała pychę, ośmieszała rozmówcę, który gubił się w zakamarkach dialektyki.

Wyzwalało to także nienawiść w stosunku do Sokratesa i być może tu właśnie tkwiła przyczyna wielkiej niesprawiedliwości, jakiej doznał ze strony Greków. Oskarżono go mianowicie o deprawowanie młodzieży. Były to oczywiście wierutne bzdury, niemniej Sokratesa skazano na śmierć. Pamięć o nim jednak przetrwała.

Pozostał na kartach Platońskich dialogów jako wzór mędrca, osiągnął nieśmiertelność i na zawsze stał się symbolem wielkości i ideałem „miłującego mądrość”. Łatwo zauważyć, że był to inny rodzaj „mądrości”, którego nie znali ludzie mu współcześni.

Była to bowiem mądrość etyczna, oparta na zdrowym rozsądku, dążąca do doskonalenia nie ciała, ale duszy, do umiejętności rozróżniania dobra od zła i do negowania zła.

Nie była to etyka łatwa. Po pierwsze, dlatego że wiedza etyczna wcześniej w ogóle nie istniała, a po drugie, stawiała wymagania, którym nie wszyscy mogli sprostać. Prowadziła do wniosku, że stworzeni jesteśmy do różnych celów i robić powinniśmy to, co umiemy najlepiej: lekarze – leczyć, garncarze – lepić garnki, sędziowie – sądzić, kowale – podkuwać konie, a filozofowie – nauczać o świecie i człowieku.

I tego się trzymajmy.

Lilianna Kiejzik, prof. dr hab. nauk humanistycznych, filozofka i tłumaczka. Obszar jej kompetencji badawczych to historia filozofii, szczególnie zagadnienia religijnej filozofii rosyjskiej, francuskiego strukturalizmu, problematyka „kwestii kobiecej” w filozofii. Pracuje na Uniwersytecie Zielonogórskim. Miłośniczka jamników, pomaga Fundacji „Jamniki Niczyje”

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE