1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Gdy miłości boimy się bardziej niż samotności. Ta przewrotna czarna komedia z HBO Max bezlitośnie obnaża problemy współczesnych związków

Gdy miłości boimy się bardziej niż samotności. Ta przewrotna czarna komedia z HBO Max bezlitośnie obnaża problemy współczesnych związków

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Pierwszy romantyczny wyjazd Iris i Isaaca miał być początkiem czegoś wyjątkowego. Zamiast tego między kochankami dochodzi do zupełnie nieprzewidywalnej konfrontacji dwóch skrajnie różnych wizji związku. Ten niepozorny film z oferty HBO Max to świeży, przewrotny rom-com o współczesnych relacjach, lęku przed zaangażowaniem i tym, co dzieje się, gdy oczekiwania wobec drugiej osoby rozmijają się z rzeczywistością. Idealny na seans z drugą połówką, który dostarcza rozrywki, ale też zmusza do refleksji i prowokuje do dyskusji.

Nowy film Sophie Brooks bierze na warsztat popularne dziś, szczególnie wśród pokolenia Z, situationshipy – relacje zawieszone gdzieś pomiędzy przyjaźnią a związkiem, w których jedna strona często chce więcej niż druga. Reżyserka z uwagą przygląda się więc związkom pełnym niepewności, niedopowiedzeń i trudności z nazwaniem własnych emocji, a także romantycznym fantazjom i unikowym strategiom obronnym.

Czytaj także: Jak kochać partnera unikowego, który boi się bliskości? Terapeutka daje 4 wskazówki, jak budować z nim więź, nie raniąc siebie

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Główni bohaterowie, Iris (Molly Gordon) i Isaac (Logan Lerman), reprezentują bowiem dwa skrajnie różne podejścia do bliskości. Ona szuka prawdziwego zaangażowania i romantycznej więzi, on zdaje się unikać odpowiedzialności, jaką niesie za sobą poważny związek. Zderzając ze sobą osobę, która chce budować relację za wszelką cenę, z kimś, kto boi się utraty niezależności, twórczyni pokazuje więc, jak łatwo współczesne romanse mogą stać się polem walki między potrzebą wolności a pragnieniem bezpieczeństwa.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Historia opiera się co prawda na dość prostym pomyśle, ale szybko okazuje się, że film nie jest typowym love story. Brooks mocno czerpie bowiem z kultowego thrillera „Misery”, bawiąc się motywem przymuszenia do relacji i zamieniając go w absurdalny komentarz na temat współczesnej miłości. Przewrotny twist polega natomiast na tym, że zamiast wielkich romantycznych gestów mamy niezręczność, neurotyczność i próbę odnalezienia się w świecie, w którym coraz trudniej określić, czym właściwie jest związek.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Największą siłą filmu są jednak jego bohaterowie – postacie dalekie od ideału, ale dzięki temu bardzo ludzkie i pełne uroku. Ich wady i odmienne spojrzenia na relacje sprawiają, że widz może się z nimi nie zgadzać, ale naprawdę trudno ich nie polubić. Wcielający się w nich aktorzy tworzą natomiast wiarygodną i pełną napięcia relację, która jest jednocześnie zabawna i wzruszająca, a chemia między bohaterami pozwala filmowi działać nawet wtedy, gdy fabuła świadomie balansuje na granicy absurdu.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Warto też pokreślić, że film sprawnie łączy humor z bardziej gorzką refleksją. Pod lekką, komediową warstwą kryje się bowiem opowieść o samotności, potrzebie akceptacji i problemach z komunikacją w relacjach, która z odpowiednim dystansem pokazuje, jak bardzo nasze wyobrażenia o miłości potrafią rozmijać się z tym, czego naprawdę potrzebujemy. I właśnie dzięki temu świetnemu wyczuciu współczesnych problemów związkowych film wyróżnia się więc na tle klasycznych komedii romantycznych.

Czytaj także: Sekret udanych związków? Dobra komunikacja

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

To po prostu rom-com na miarę naszych czasów: zabawny, trochę dziwny, momentami absurdalny, ale zaskakująco trafny w obserwacji dzisiejszych relacji. Bywa chaotyczny, czasem celowo niezręczny, ale właśnie w tej niedoskonałości tkwi jego urok. To sprawia, że „No, hej!” idealnie sprawdzi się jako lekki seans na wieczór z drugą połówką albo znajomymi, który dostarcza nie tylko rozrywki, ale też zostawia przestrzeń do rozmowy o tym, czego właściwie dziś oczekujemy od miłości.

„No, hej!” obejrzeć można m.in. na platformach HBO Max, Prime Video i Apple TV+.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Czytaj także: Ukryte perełki na HBO Max. Trudno mi było uwierzyć, że znalazłem tam tak znakomite seriale

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE