Pierwszy romantyczny wyjazd Iris i Isaaca miał być początkiem czegoś wyjątkowego. Zamiast tego między kochankami dochodzi do zupełnie nieprzewidywalnej konfrontacji dwóch skrajnie różnych wizji związku. Ten niepozorny film z oferty HBO Max to świeży, przewrotny rom-com o współczesnych relacjach, lęku przed zaangażowaniem i tym, co dzieje się, gdy oczekiwania wobec drugiej osoby rozmijają się z rzeczywistością. Idealny na seans z drugą połówką, który dostarcza rozrywki, ale też zmusza do refleksji i prowokuje do dyskusji.
Nowy film Sophie Brooks bierze na warsztat popularne dziś, szczególnie wśród pokolenia Z, situationshipy – relacje zawieszone gdzieś pomiędzy przyjaźnią a związkiem, w których jedna strona często chce więcej niż druga. Reżyserka z uwagą przygląda się więc związkom pełnym niepewności, niedopowiedzeń i trudności z nazwaniem własnych emocji, a także romantycznym fantazjom i unikowym strategiom obronnym.
Czytaj także: Jak kochać partnera unikowego, który boi się bliskości? Terapeutka daje 4 wskazówki, jak budować z nim więź, nie raniąc siebie
(Fot. materiały prasowe)
Główni bohaterowie, Iris (Molly Gordon) i Isaac (Logan Lerman), reprezentują bowiem dwa skrajnie różne podejścia do bliskości. Ona szuka prawdziwego zaangażowania i romantycznej więzi, on zdaje się unikać odpowiedzialności, jaką niesie za sobą poważny związek. Zderzając ze sobą osobę, która chce budować relację za wszelką cenę, z kimś, kto boi się utraty niezależności, twórczyni pokazuje więc, jak łatwo współczesne romanse mogą stać się polem walki między potrzebą wolności a pragnieniem bezpieczeństwa.
(Fot. materiały prasowe)
Historia opiera się co prawda na dość prostym pomyśle, ale szybko okazuje się, że film nie jest typowym love story. Brooks mocno czerpie bowiem z kultowego thrillera „Misery”, bawiąc się motywem przymuszenia do relacji i zamieniając go w absurdalny komentarz na temat współczesnej miłości. Przewrotny twist polega natomiast na tym, że zamiast wielkich romantycznych gestów mamy niezręczność, neurotyczność i próbę odnalezienia się w świecie, w którym coraz trudniej określić, czym właściwie jest związek.
(Fot. materiały prasowe)
Największą siłą filmu są jednak jego bohaterowie – postacie dalekie od ideału, ale dzięki temu bardzo ludzkie i pełne uroku. Ich wady i odmienne spojrzenia na relacje sprawiają, że widz może się z nimi nie zgadzać, ale naprawdę trudno ich nie polubić. Wcielający się w nich aktorzy tworzą natomiast wiarygodną i pełną napięcia relację, która jest jednocześnie zabawna i wzruszająca, a chemia między bohaterami pozwala filmowi działać nawet wtedy, gdy fabuła świadomie balansuje na granicy absurdu.
(Fot. materiały prasowe)
Warto też pokreślić, że film sprawnie łączy humor z bardziej gorzką refleksją. Pod lekką, komediową warstwą kryje się bowiem opowieść o samotności, potrzebie akceptacji i problemach z komunikacją w relacjach, która z odpowiednim dystansem pokazuje, jak bardzo nasze wyobrażenia o miłości potrafią rozmijać się z tym, czego naprawdę potrzebujemy. I właśnie dzięki temu świetnemu wyczuciu współczesnych problemów związkowych film wyróżnia się więc na tle klasycznych komedii romantycznych.
Czytaj także: Sekret udanych związków? Dobra komunikacja
(Fot. materiały prasowe)
To po prostu rom-com na miarę naszych czasów: zabawny, trochę dziwny, momentami absurdalny, ale zaskakująco trafny w obserwacji dzisiejszych relacji. Bywa chaotyczny, czasem celowo niezręczny, ale właśnie w tej niedoskonałości tkwi jego urok. To sprawia, że „No, hej!” idealnie sprawdzi się jako lekki seans na wieczór z drugą połówką albo znajomymi, który dostarcza nie tylko rozrywki, ale też zostawia przestrzeń do rozmowy o tym, czego właściwie dziś oczekujemy od miłości.
„No, hej!” obejrzeć można m.in. na platformach HBO Max, Prime Video i Apple TV+.