1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. „Bądź jak drag queen” i inne lekcje z filmów Pedro Almodóvara

„Bądź jak drag queen” i inne lekcje z filmów Pedro Almodóvara

Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe

Odsłuchaj artykuł

Angelika Kucińska - „Bądź jak drag queen” i inne lekcje z filmów Pedro Almodóvara

00:00 08:59
15s
0,5 x
15s
Lubi, gdy historia skręca w niedorzecznie absurdalnie rejony, ale niech nikt nie da się zwieść tym frywolnym wywijasom. Nawet z najbardziej surrealnych filmów Pedra Almodóvara płyną głęboko życiowe lekcje. Tuż przed kolejną premierą przypominamy, czego nauczyło nas kino hiszpańskiego reżysera.

Pedro Almodóvar lubi wracać w wywiadach do bon motu o tym, że ucieczka w fantazję jest skuteczną strategią przetrwania w mało fantazyjnej rzeczywistości. Mówiąc w największym skrócie: potrzebujemy fikcji kina, literatury, muzyki, żeby żyć. „Dorastając w maleńkich społecznościach, zrozumiałem, że jestem inny. Ludzie traktowali mnie jak innego. Życie na prowincji przerażało mnie” – mówił kilka lat temu w rozmowie z „The Guardian”. „Zacząłem regularnie chodzić do kina, gdy mieszkaliśmy w Orellanie i nie przestałem, kiedy przeprowadziliśmy się do wsi niedaleko. Odkryłem filmy, a wraz z nimi równoległą rzeczywistość, która fascynowała mnie dalece bardziej niż codzienne życie”. W końcu lat 60. ubiegłego wieku Almodóvar, wówczas niespełna dwudziestoletni, zamieszkał w Madrycie. Wiedział, że chce zostać reżyserem. Zaczynał od eksperymentalnych krótkich metraży, w latach 80. cieszył się już uznaniem hiszpańskiego środowiska, budował swoją oddaną widownię, która kochała go za kampową przesadę i ekscentrycznych bohaterów i bohaterki: od niezaspokojonych nimfomanek, przez pyskate drag queens, po romantycznych psychopatów. Z każdą kolejną produkcją międzynarodowe wpływy Almodóvara rosły, ale było też widać, że reżyser lubi się powtarzać – i robi to świadomie, wręcz z perwersyjnym zapałem. Wraca do porzuconych wcześniej wątków i scen, a fundamentem jego twórczości jest kilka kluczowych refleksji na temat świata. 28 sierpnia do kin w Polsce wejdą „Gorzkie święta”, najnowszy film Almodóvara. To świetna okazja, żeby przypomnieć te podstawowe morały płynące z historii opowiadanych przez Hiszpana.

Po pierwsze: Żałobę trzeba przeżyć

Po premierze filmu „Wszystko o mojej matce”, Roger Ebert, jeden z najbardziej opiniotwórczych amerykańskich krytyków filmowych, zastanawiał się, jak podchodzić do kina Almodóvara. Oglądać je jak zmyślne satyry, kręcone w histerycznej tonacji oper mydlanych? A może brać zupełnie serio, bo to w końcu także skłaniające do zadumy, dociążone psychodramy, nawet jeśli ekstrawagancka scenografia przeczy powadze? Siłą najlepszych filmów hiszpańskiego reżysera jest kompromis między estetyczną prowokacją a psychologiczną głębią. „Wszystko o mojej matce” opowiada historię samotnej matki, która po tragicznej śmierci nastoletniego syna rusza na poszukiwania ojca chłopaka i jednocześnie zaprzyjaźnia się z aktorką, za którą gonił chłopak, gdy wpadł pod samochód. Uniwersum rozrasta się o kolejne postaci i zaskakujące sojusze, ale nawet z najbardziej nieoczekiwanych zwrotów akcji wybrzmiewa wyraźnie, że „Wszystko o mojej matce” jest przede wszystkim studium żałoby. O żałobie traktuje również najnowszy film Almodóvara „Gorzkie święta”, w którym czterdziestoletnia bohaterka po śmierci matki rzuca się w pracę, byle tylko się nie rozpaść. Almodóvar za każdym razem, gdy dotyka żałoby, zdaje się mówić, że są straty, których nie da się zastąpić i ból, od którego nie da się uciec. To trzeba przeżyć.

Po drugie: Płeć? A po co to komu?

„Faceci nie mają monopolu na wąsy. Zresztą facet z wąsami jest albo gejem, albo faszystą. Albo jednym i drugim” – mówi Kika, tytułowa bohaterka czarnej komedii o nieroztropnej kosmetyczce uwikłanej w miłosny trójkąt z synem, który jednak nie umarł, i jego ojczymem, który pisze powieść o homoseksualnej seryjnej morderczyni. Pedro Almodóvar zaczął kręcić pełnometrażowe filmy niedługo po śmierci Franco, posępnego generała, który niepodzielnie rządził Hiszpanią do połowy lat 70. W manierycznym, pstrokatym, pulsującym kolorami kinie autora „Kiki” manifestowało się więc totalne nieskrępowanie – ta wspaniale bezwstydna wolność, której łaknęła Hiszpania przez prawie czterdzieści lat dyktatury. Almodóvar odrzucał tradycyjne role płciowe, a w swoich filmach regularnie dawał głos osobom transpłciowym. „Wiem, jak wyglądało ich życie. To temat, w którym niemal się wyspecjalizowałam” – opowiadał w wywiadzie dla „Vanity Fair”. „Z dużym zainteresowaniem obserwuję różnice między pokoleniami. Kolejne generacje różnią się w podejściu do zmian ciała, uosabiają inne ideały kobiecości. Na szczęście codzienność młodych osób transpłciowych też jest już inna. Żadna z tych, które znam dzisiaj, nie jest skazana na życie na ulicy. Bliscy wspierają je w procesie tranzycji”. Mądra popkultura otwiera publiczność na wszystko co inne: kulturę, wrażliwość, doświadczenie, historię. Na drugiego człowieka.

Po trzecie: Nie oceniaj człowieka po przeszłości

„Przyświeca mi jeden cel: wykazać się empatią wobec każdej z postaci” – a to już cytat z wywiadu, którego Pedro Almodóvar udzielił brytyjskiemu dziennikowi „The Times”. Almodóvarowi często dostawało się – i wielokrotnie słusznie – za to, że nie zajmuje kategorycznego stanowiska wobec ewidentnych oprawców ze swoich filmów i relatywizuje przestępstwa popełniane w afekcie. Bo na przykład seks z baletnicą w śpiączce jest gwałtem, a nie wyrazem uczucia beznadziejnie zakochanego pielęgniarza – odsyłam do filmu „Porozmawiaj z nią”. Z czasem na szczęście reżyser porzuca wątpliwe moralnie tropy i używa empatii trochę inaczej. Żeby pokazać, jak traumatyczne doświadczenia z przeszłości kształtują naszą teraźniejszość. Żeby przypomnieć, że za każdym człowiekiem stoi zniuansowana, często niełatwa historia. Żeby namówić, by empatię okazać też sobie. Ta ostatnia refleksja wybrzmiewa z dubeltową siły z filmu „Ból i blask” z Antonio Banderasem, świetnym w roli reżysera filmowego, którego boli, że jego blask być może przeminął.

Po czwarte: Siostrzeństwo ratuje życie

Almodóvar zawsze potrafił pisać kobiece bohaterki. Pełnokrwiste, mroczne, harde, wrażliwe, łakome życia, głośne i wolne. A zasiedlający jego film tłum ekspresywnych matek, córek i kochanek wielokrotnie dowodził, że nic nie złamie kobiety, za którą stoją lojalne przyjaciółki i wyrozumiałe powiernice. O tym jest przecież „Volver”, bezdyskusyjnie jeden z najlepszych filmów w dorobku Almodóvara, gdzie reżyser w abstrakcyjnej tragikomedii z duchami wykłada niezbite argumenty za uzdrawiającą mocą międzypokoleniowych kobiecych sieci wsparcia. O tym jest „W pokoju obok” z 2024 roku, gdzie umierająca na raka kobieta prosi przyjaciółkę, by towarzyszyła jej w ostatnich momentach. „Przesłaniem filmu jest miłość. Ważna zwłaszcza dziś, gdy świat się coraz bardziej polaryzuje, a media używają mowy nienawiści. Nienawiść to najgorsza z emocji. Tam, gdzie jest nienawiść, nie ma demokracji” – wyjaśniał reżyser na łamach „Vanity Fair” i dodawał, że szczególną formą miłości jest ta platoniczna, realizująca się w przyjaźni. „.Przyjaźń nie niesie ze sobą komplikacji właściwych dla uczuć romantycznych, które szybko gasną. W najlepszym wypadku romantyczna relacja może przerodzić się w głęboką przyjaźń. Tylko że dziś żyjemy w świecie, który jest zaprzeczeniem miłości. Pomyślmy o tym”.

Po piąte: Bycie naprawdę sobą to najwyższy akt odwagi

„Bycie autentycznym sporo kosztuje, proszę pani. I nie można skąpić na takich rzeczach, bo jesteś tym bardziej autentyczna, im bardziej przypominasz osobę, którą pragnęłaś się stać” – peroruje Agrado, transpłciowa pracownica seksualna z „Wszystko o mojej matce”, w swoim ikonicznym monologu. Gdy w mediach społecznościowych przemielono koncepcję osobistej autentyczności tak, że stała się przezroczysta, warto przypomnieć sobie, czym właściwie jest. I być sobą tak zuchwale, jak zuchwale są sobą kobiety z filmów Almodóvara.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE