Ida Marszałek - Czy w imię sztuki można krzywdzić? W „Gorzkich świętach” Pedro Almodóvar przeprowadza artystyczny rachunek sumienia
00:00
06:14
„Ból i blask" (2019) był do tej pory najbardziej autobiograficznym filmem w karierze Pedra Almodóvara. Jednak zaprezentowane na tegorocznym Festiwalu w Cannes „Gorzkie święta”, mogą go zdetronizować. Hiszpański reżyser powraca do tematu tworzenia z goryczą i samokrytycyzmem. Nie zostawia na sobie suchej nitki.
Swoje strachy Pedro Almodóvar upycha w kolejnych skrzyniach szkatułkowej opowieści. Wielowątkowa fabuła, jak zwykle w jego przypadku, wije się i kręci, jednak przesłanie jest silne w swej prostocie. Największą obawą reżysera jest nie to, czy uda mu się jeszcze stworzyć kolejne opus magnum, ale to, ile osób skrzywdzi, próbując to osiągnąć. W najnowszym filmie Almodóvar zdaje się zerkać przez ramię na ponad 40 lat swojej drogi artystycznej, wspomina tych, których jego kinematografia trafiła rykoszetem i wyraża skruchę. „Gorzkie święta” uświadamiają, kto płaci najwyższą cenę za każde wybitne dzieło.
Kadr z filmu „Gorzkie święta” (Fot. materiały prasowe Gutek Film)
Raúl (Leonardo Sbaraglia) jest słynnym reżyserem, który zmaga się z kryzysem – twórczym i osobistym. Z długich godzin spędzanych przed laptopem, z uporczywego stukania w klawiaturę nie płynie żadna satysfakcja, jego asystentka krytykuje monotematyczność scenariuszy, a znacznie młodszy partner, Santi (Quim Gutiérrez), przypomina o nieubłaganym procesie starzenia. Raúl nie zamierza się jednak poddawać, tym bardziej, że inspiracje same pchają mu się przed nos. Z tragedii, które spotykają ludzi z jego otoczenia, plecie losy filmowych postaci. Nie prosi o pozwolenie i nie zważa na konsekwencje, bo święcie wierzy, że dzieło tego kalibru usprawiedliwia wszystko.
W „Gorzkich świętach” to, co najbardziej znaczące wydarza się zatem w ramach umysłu Raúla. Snuta przez niego metafantazja mówi jednak więcej niż kiedykolwiek chciałby zdradzić. Bohaterką jego przełomowego scenariusza jest Elsa (Bárbara Lennie), reżyserka dwóch niszowych filmów, która musiała zrezygnować ze swoich nieopłacalnych marzeń i zająć się znacznie bardziej przyziemną produkcją reklam. Mimo rozwijającej się relacji z młodszym i całkowicie oddanym jej strażakiem-striptizerem (Patrick Criado) oraz licznych sukcesów zawodowych, Elsa nie jest w stanie przegnać ze swojego życia melancholii, której fizycznym objawem jest obezwładniająca migrena. Uczucie straty towarzyszy bohaterce stale, a od śmierci matki niebezpiecznie się wzmaga. Jedynym, co będzie w stanie przywrócić ją do życia jest stworzenie nowego scenariusza. Gdy jej przyjaciółka Patricia (Victoria Luengo) przeżywa zdradę partnera, Elsa zabiera ją na bożonarodzeniowy wypad na Lanzarote, by każda z nich w spokoju mogła pogrążyć się w żałobie – pierwsza po miłości życia, druga po mamie, z którą nie dane jej było się pożegnać. Święta stają się niespodziewanie gorzkie, kiedy Patricia odkrywa, że bez swojej zgody została bohaterką nowego scenariusza przyjaciółki.
Kadr z filmu „Gorzkie święta” (Fot. materiały prasowe Gutek Film)
Zbieżność osób i faktów nie może być przypadkowa. Raúl, a poprzez niego także Elsa, pierwiastek męski i żeński, są niezaprzeczalnymi alter ego samego Almodóvara. Z życiorysu reżysera przejmują straszliwe bóle głowy, ataki paniki, rozpacz po utracie matki, do której hiszpański twórca – od jej śmierci w 1999 roku – wciąż obsesyjnie powraca. Uczucie braku w „Gorzkich świętach” jest niczym stale zaogniona rana, być może dlatego, że w 2024 roku Almodóvar musiał pogodzić się z kolejną stratą – swojej muzy i wieloletniej przyjaciółki, Marisy Paredes. Pośród tylu punktów wspólnych z biografią reżysera, autotematyzm jego nowego filmu tym bardziej przypomina bolesne wyznanie.
Jak przytomnie zauważa Almodóvar w akt tworzenia wpisana jest krzywda, a w DNA twórcy element egocentryzmu. Gdyby wielcy artyści tego świata zważali na uczucia innych, spora część wybitnych dzieł nigdy by nie powstała. Reżyser nie opowiada się klarownie po żadnej stronie dylematu, w którym moralność zderza się z wartością artystyczną, za to wyraźnie nad nim ubolewa. Raúl i Elsa portretowani są jako emocjonalne i narracyjne wampiry, które wykorzystują momenty słabości swoich bliskich, by czerpać z nich pełnymi garściami. Pytanie o to, gdzie leży etyczna granica inspiracji zazębia się z inną palącą wątpliwością: komu należą się prawa do filmu – temu, który powiela cudze życie, czy temu, kto naprawdę je przeżył?
Kadr z filmu „Gorzkie święta” (Fot. materiały prasowe Gutek Film)
Almodóvar dywaguje nad twórczą toksyną, ale nie omieszka również zachwycić się jej cudownymi właściwościami. Bohaterowie „Gorzkich świąt” płaczą do piosenek Chavela Vargas, żyją w kunsztownych wnętrzach i nurzają się w typowych dla reżysera wyrazistych barwach. Almodóvar pieczołowicie konstruuje swoje kadry, ale właściwości, na które przede wszystkim zwraca uwagę, nie są namacalne. „Kino ma w sobie coś z przeczucia” – mówi w filmie Elsa, leżąc w tym samym szpitalu, w którym kiedyś kręciła film. Prosi o zmianę sali, bo w tej, w której mieli ją pierwotnie umieścić, akurat rozegrała się scena śmierci. Podobne pętle fabularne będą ją nieustannie prześladować, miejsca i sytuacje, będą powracać niczym bumerang. W filmie Almodóvara to, co napisane też nieustannie przeplata się z tym, co przeżyte, faktyczne z wyobrażonym. Dowodząc, że nie tyle sztuka imituje życie, co życie sztukę.
Premiera filmu „Gorzkie święta” w reżyserii Pedra Almodóvara jest zaplanowana na 28 sierpnia 2026 roku.