Alina Gutek - Czy mężczyźni gorzej radzą sobie z emocjami? Psycholog: „Niezależnie od wychowania statystycznie mężczyzna jest mniej reaktywny”
00:00
17:18
Mężczyźni uczą się języka emocji, żeby zyskać we współczesnym świecie skuteczność – uważa psycholog Paweł Droździak.
- Dlaczego mężczyznom czasem trudno mówić o emocjach? Psycholog Paweł Droździak tłumaczy, jak wpływają na to biologia, wychowanie i społeczne oczekiwania wobec męskości.
- „Niezależnie od wychowania statystycznie mężczyzna jest mniej reaktywny” – mówi ekspert i wyjaśnia, dlaczego tłumienie lęku czy bezradności może prowadzić do złości, rywalizacji i budowania emocjonalnego pancerza.
- Milczenie nie zawsze oznacza odrzucenie. Dla wielu mężczyzn wycofanie się z rozmowy jest sposobem na odzyskanie kontroli i poradzenie sobie z silnymi emocjami.
- Czy większa otwartość emocjonalna rzeczywiście ułatwia związki? Ekspert pokazuje, czego kobiety i mężczyźni mogą nie rozumieć w swoich reakcjach i czym tak naprawdę jest dojrzałość emocjonalna.
Wywiad pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 08/2026
Alina Gutek: My, kobiety, mamy taki problem z męskimi emocjami, że nie wiemy, dlaczego emocje, takie jak radość, są przez nich słabo wyrażane albo wręcz skrywane, a inne, jak złość, wyrażane nadmiarowo. Powie nam pan, dlaczego tak się dzieje?
Paweł Droździak: Zacznę od tego, że obserwuję dwie wizje męskich emocji. Pierwsza jest taka, że mężczyzna ma takie same emocje jak kobieta, ale nie wypada mu się do tego przyznawać. Ta wizja, dominująca w poradnikach, zakłada, że istnieje prawdziwa emocjonalność, do której on miałby odnaleźć dostęp na skutek nauki nazw emocji, formułowania tego, co czuje. I że gdy odnajdzie ten dostęp, to stanie się trochę bardziej komunikowalny z kobietą, bo ona dostęp do swoich emocji ma. Druga wizja jest taka, że mężczyźni nie mają tych samych emocji, bo czują inaczej i reagują inaczej, i że to wrodzone.
Która z tych wizji jest panu bliższa?
Musimy zastanowić się najpierw, czym są emocje. Zwyczajowo mówimy o myślach, emocjach i sygnałach z ciała. Ale rzeczywistość biologiczna nie zna czegoś takiego jak czysta myśl, czysta emocja, czysty sygnał z ciała. Nie ma możliwości zbadania emocji tak, jak się bada krew. Nie da się oddzielić emocji od myśli, te akty są całościowe w człowieku, dzieją się w ciele i mózgu, a wchodzą w nie różne rzeczy: nadawanie sensu, znaczenia, skojarzenia, podprogowe reakcje, pobudzenia, głębokie przekonania, nawyki. Uczymy się nazywania tego, że teraz czuję złość, smutek, radość. To w zasadzie nauka języka, która jest kulturowa. Bo jak popatrzymy na różne kultury, to listy emocji wcale się nie pokrywają.
A czy mężczyźni i kobiety różnią się pod względem reakcji emocjonalnych?
Wszyscy różnią się od wszystkich, ale statystyka potrafi wyodrębniać coś takiego jak grupy. Stąd na przykład możemy powiedzieć, że pewne wzorce reakcji emocjonalno-myślowo-cielesno-poznawczych są statystycznie bardziej prawdopodobne u mężczyzn, a inne u kobiet. I te różnice mają analogie u innych gatunków.
Bo na przykład pobudzenie czysto fizyczne wynika w dużej mierze z hormonów, a profil hormonalny mężczyzny jest zupełnie inny niż profil hormonalny kobiety. Co innego więc wywołuje poczucie zagrożenia u niego, co innego u niej, inaczej na to zagrożenie reagują. Zatem nasze przeżycia i reakcje na nie są trochę inne. I to jest ta część, która jest wrodzona.
Na to oczywiście nakłada się trening, czyli wychowanie i społeczne doświadczenia. Na tę bazę biologiczną, która od początku jest inna. Ten trening też jest inny. I mamy w efekcie dużą trudność w porozumieniu i zrozumieniu się nawzajem. Stąd zapotrzebowanie na to, żeby nauczyć facetów komunikacji. Bo kobiety czasem trafiają na mężczyzn atrakcyjnych pod wieloma względami, ale bez kontaktu, nieumiejących operować językiem emocji.
Moim zdaniem to nie jest tylko kwestia operowania językiem. My, kobiety, chcemy przede wszystkim, żeby on był emocjonalnie dostępny, czuły, bardziej reaktywny.
Dawniej powiedzielibyśmy, że chodzi o to, żeby był człowiekiem o lepszym sercu. Dziś mówimy o kompetencjach emocjonalnych, ale koniec końców to będzie ta sama treść. Bardziej wrażliwym, mniej nastawionym na podkreślanie statusu i zadania. I z tym wielu mężczyzn ma trudność.
Czy dlatego, że nie nauczono ich tego jako chłopców?
W pewnym stopniu tak.
Na przykład jeśli w domu i w otoczeniu przeżycia związane ze smutkiem, lękiem, bezradnością albo troską, czyli te wszystkie „osłabiające”, nie były odzwierciedlane albo były karane zawstydzaniem, czasem nawet kwestionowaniem płciowej tożsamości, to mężczyzna będzie uciekał od tego w kompensację.
Czyli mocniej podkreślał status, rywalizację, złość, stereotypowo męskie atrybuty, używki, skrajne doświadczenia. I może też zaprzeczać związkowi tego zawstydzania z tą kompensacją, co dodatkowo całościowo osłabi jego zdolność rozumienia wewnętrznych procesów psychicznych – własnych i cudzych. Jeśli zaś otoczenie te doświadczenia związane z wrażliwością dopuszczało, dorosły mężczyzna też będzie miał większą emocjonalną elastyczność, co bardzo szybko wyczuwa się w kontakcie. Jest jednak granica tej wyuczalności.
Niezależnie od wychowania statystycznie mężczyzna jest mniej reaktywny.
Dlaczego?
Bo ewolucja mężczyzn przebiegała w innych warunkach niż kobiet. On musiał działać często w warunkach dużego ryzyka, zagrożenia, a komunikowanie emocji w takich sytuacjach nie służyło czemukolwiek. On mógł być przestraszony, ale musiał działać pomimo emocji.
I tak jak ewolucja nie wybaczała mężczyźnie braku tej zdolności, tak i współczesne otoczenie też raczej nie nagradza mężczyzn, jeśli w kryzysowej sytuacji zamiast mobilizacji wchodzą w wywody o własnych lękach.
Do pewnego momentu to może być dobrze widziane, bo niejako pogłębia tę postać, ale tylko pod warunkiem, że ostatecznie on się z zadania jednak nie wycofa. Statystycznie mężczyźni jeżdżą samochodem szybciej, dużo mniej dbają o zdrowie. I w jakiejś części to bywa efekt treningu w wypieraniu się własnej wrażliwej części, ale w dużej mierze to jest po prostu fizjologia. I co więcej – gdyby mężczyzna stał się całkiem inny, kobieta wcale nie byłaby tym zachwycona.
Nie byłaby? Przecież chcemy, żeby czasem coś do nich dotarło.
Trudno żyć z mężczyzną, który nie rozumie, czym jest życie psychiczne. Równie trudno, tylko inaczej, byłoby żyć z takim, który rozumie tylko to. Prawdopodobnie najlepiej byłoby, gdyby on mógł być świadomy tego, co się z nim dzieje wewnętrznie, skupiałby się na procesach psychicznych innych osób, ale jednocześnie nie tracił nic ze swojej przedsiębiorczości, odporności i skuteczności. I to poniekąd współcześnie się dzieje, ale w trochę inny sposób, niż zakładano.
Bo na przykład wielu mężczyzn zorientowało się już, że odniesienie się do własnych emocji może być dobrym argumentem w rozmowie. I zaczęli używać tego instrumentalnie. Czytałem ostatnio tekst pewnego filozofa, który zauważył, że kiedyś studenci mówili częściej „myślę, że...”, a teraz mówią: „czuję, że...”.
Co w tym złego?
Jeśli zamiast „myślę, że” mamy w dyskusji „czuję, że”, to znika obowiązek argumentowania, bo emocji się nie uzasadnia. One są niedyskutowalne. Jeśli staną się święte, oznacza to zupełną zmianę reguł komunikacji społecznej, w której ten, kto zakomunikuje emocję, jednocześnie ustanowi władzę podobną do tej, którą kiedyś się miało, mówiąc, że „coś mi zostało objawione”. Jeśli zamiast „myślę, że”, coraz częściej pojawia się „czuję, że”, to zmieniają się reguły debaty. Emocje trudniej poddać wspólnemu sprawdzaniu niż argumenty. Jeśli stają się uprzywilejowanym źródłem prawdy, zmienia się też sposób zdobywania wpływu społecznego. I mężczyźni szybko zaczęli się uczyć tego języka, bo zauważyli, że bywa skuteczniejszy niż klasyczne argumentowanie.
Powiedział pan, że mężczyźni są mało reaktywni. Ale nie w wyrażaniu takich emocji jak złość, agresja. Dlaczego to akurat potrafią?
Po części przez kompensację. Cokolwiek kojarzy się z bezradnością, łatwo to pokryć czymś, co kojarzy się odwrotnie. Właśnie z walką. Czyli często im więcej traumatycznego materiału wewnątrz, tym większe kolce i grubszy pancerz. A po części to sama biologia. Cała trudność właśnie w tym, żeby to rozróżnić.
Wydaje mi się, że mężczyźni mają problem nie tyle z nazywaniem emocji, ile z ich regulowaniem.
Jest też coś takiego jak pewna wewnętrzna logika procesów psychicznych. Na przykład rozumienie, że szybkie i głośne mówienie może przykrywać niepewność. Czyli to zdolność dostrzegania, że nie wszystko jest tym, na co wygląda. Bez tego nie ma regulacji. Ale jedną z rzeczy, które budzą chyba najwięcej dyskusji i niepokojów, jest sposób „dochodzenia do siebie”, który często u mężczyzn polega na przeczekaniu, aż równowaga powróci.
I to jest ta ich regulacja?
Tak. Regulacja emocji u mężczyzny niekoniecznie przebiega przez werbalizację. I jeżeli kobieta jest nauczona, że brak rozmowy to rodzaj separacji, odrzucenia, to jak usłyszy, że on nie chce rozmawiać, jest przerażona. Bo to oznacza dla niej, że on sobie nie radzi, że pomogłoby mu opowiedzenie o emocjach.
Pomogłoby?
Niekoniecznie. Niektórzy ludzie rzeczywiście odczuwają ulgę, kiedy opowiedzą drugiej osobie o tym, co przeżywają. A ta osoba dzięki temu może zrozumieć partnera i zaopiekować się jego emocjami.
Ale część ludzi nie potrzebuje zaopiekowania się emocjami, potrzebuje odzyskać kontrolę. Mężczyzna w takiej sytuacji na ogół nie chce wtedy rozmawiać. Dlaczego? Bo chce odzyskać kontrolę i wyregulować emocje. Szczególnie jeśli nie jest pewien, na ile druga strona naprawdę jest gotowa jego przeżycie pomieścić.
A wybuchy agresji to też regulacja emocji?
Trzeba rozróżnić agresję instrumentalną, rywalizacyjną i wybuchy wynikające z przeciążenia i utraty kontroli. To zupełnie różne zjawiska. Przykładowo w obronie grupy mamy tę pierwszą, a podczas meczu mamy drugą z pewnymi elementami pierwszej. A przy napadzie zazdrości u mężczyzny z potężnym lękiem o niestabilność relacji albo z wielkim deficytem w zakresie poczucia własnej wartości mamy tę trzecią. Jest jeszcze agresja sadystyczna. Mamy też złość, która przykrywa stany kryzysowego załamania: lęku, rozpaczy itd. W różnych kulturach, środowiskach i okolicznościach jest różne przyzwolenie na te rodzaje i na formy, w jakich to się przejawia. Czasem na przykład pewna agresja zastępcza może być stosowana jako ostatni, awaryjny regulator. I wtedy ktoś na przykład wychodzi i krzyczy albo w coś kopie, a później się stopniowo wycisza.
I co z tego ma?
Kontroluje emocje po to, żeby znów mógł myśleć.
Mężczyźni dość dobrze rozumieją, że często nie oczekuje się od nich opowiadania o emocjach, tylko działania mimo emocji. Utrata kontroli sama w sobie często jest kompromitacją.
Jeśli polityk zacznie krzyczeć, rzuci w kogoś szklanką albo kompletnie się rozsypie, przestaje wyglądać jak ktoś zdolny do przewodzenia. Dlatego ludzie często próbują odzyskać równowagę poza spojrzeniem innych.
Psychologia zauważa coś takiego jak normatywna męska aleksytymia, czyli trudność w rozpoznawaniu i nazywaniu własnych emocji. To dla mężczyzn duża przeszkoda relacyjna?
Mężczyźni są diagnozowani w spektrum autyzmu wielokrotnie częściej niż kobiety. To dziś bardzo szeroka i coraz częściej krytykowana kategoria, ale coś jednak pokazuje.
Są ludzie, którzy relacje społeczne rozumieją bardziej przez wyuczone modele, konstrukcje językowe i świadomie wytrenowane zachowania niż przez spontaniczne wyczucie sytuacji. I to bywa realny problem, bo nie w każdej sytuacji taka bardziej teoretyczna orientacja społeczna działa równie dobrze jak intuicja. Ale czasem to właśnie ona pozwala w ogóle się w tych relacjach poruszać.
Będę się upierać, że mówienie o emocjach wcale nie jest przereklamowane. Pozwala ludziom widzieć w sobie nawzajem człowieka, odwoływać się do wrażliwości, empatii.
Oczywiście. Dodałbym jednak, że da się też używać języka wrażliwości i empatii i ogólnie całego arsenału nazywania emocji w sposób instrumentalny, aby osiągać swoje całkiem nieempatyczne cele.
Czasem zdolność do samoopisu oznacza wrażliwość i głębię, ale może też oznaczać egocentryzm. Jesteśmy już społecznie na takim poziomie rozwoju edukacji psychologicznej, że warto zacząć pokazywać i ten aspekt, bo dziś on już zaczyna być widoczny. Wcześniej nie był.
Daniel Goleman ukuł pojęcie inteligencji emocjonalnej, które opisuje tak zwane miękkie kompetencje człowieka. Podobno kobiety są bardziej inteligentne emocjonalnie niż mężczyźni.
Inteligencja emocjonalna ma wiele różnych definicji i nie jest pojęciem zbyt precyzyjnym. Istnieje na przykład dobrze umocowana teoria wielkiej piątki, opisująca model osobowości człowieka na pięciu wymiarach. Jeden z nich to ugodowość, a inny to neurotyzm. Jeśli weźmiemy kogoś, kto ma wysoką ugodowość i niski neurotyzm, to praktycznie wyjdzie niemal to samo, co wysoka inteligencja emocjonalna wedle jej starszych definicji. Ponieważ kobiety uzyskiwały średnio wyższe wyniki na skali ugodowości, automatycznie wychodziło też, że mają wyższą IE. Mężczyźni raczej słabo poruszają się w psychologicznej konwencji, ale na przykład przewidywanie, co inni zrobią, wychodzi im tak samo dobrze, jak kobietom. Podobnie jak harmonijne współdziałanie w grupie osób tej samej płci. Tu zdaje się nawet nieco lepiej. Czyli sporo też zależy od tego, co przez tę IE rozumiemy.
Co powinniśmy wiedzieć, żeby lepiej zrozumieć męskie emocje?
Dam małą podpowiedź.
Mężczyzna wie dwie rzeczy: że jego skuteczność w dowożeniu jest bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na jego atrakcyjność i że nie powinien tego głośno mówić. Jeżeli kobieta chce nauczyć mężczyznę werbalizacji emocji, to on może obawiać się, że to obniży jego skuteczność, czyli de facto, że go to osłabi.
To nie jest więc tak, że on się nie umie tego nauczyć, tylko chodzi o to, żeby miał z tego jakąś korzyść, bo bardzo często on tej korzyści nie widzi. I po drugie – nie lekceważyłbym procesu dochodzenia do równowagi, odzyskiwania kontroli poprzez milczenie. Ten proces nie zawsze jest destrukcyjny. Może tak być, ale bardzo często on z powodu odpowiedzialności za dom próbuje odzyskać kontrolę i dopiero wtedy może rozmawiać. Mężczyźni mówią mi, że gdyby opowiedzieli żonie o kłopotach w pracy, to mieliby nie jeden kłopot, tylko dwa, bo ona przejęłaby się tym jeszcze bardziej niż on. Jeżeli więc uczysz faceta, żeby werbalizował emocje, to uczysz go, żeby zwracał się do ciebie o opiekę. Pytanie więc, czy ty masz siłę na tę opiekę.
Jasne, że kobieta by tę siłę znalazła.
Jeżeli powiedziałaby: „Nawet gdyby wywalili cię z pracy, to jakoś damy radę”, byłoby super. Ale bardzo wiele kobiet tak nie mówi, tylko panikuje. Powiem, jak faceci mi o tym opowiadają: „Gdy przyznam się do swoich problemów, to przez dwa tygodnie nie będzie w domu spokoju, bo ona tyle czasu nie może dojść do siebie”. Czasem to wykręt z jego strony, ale czasem może być w tym trochę prawdy.
Dojrzałość emocjonalna to jest to, do czego powinniśmy dążyć – i mężczyźni, i kobiety?
Według mnie dojrzałość emocjonalna to nic innego jak zdrowie psychiczne. Oznacza, że nie reagujemy nadmiernie impulsywnie, że potrafimy działać pomimo emocji, rozumieć różnice między tym, co subiektywne, a tym, co obiektywne.
Paweł Droździak, psycholog. Pracuje z dorosłymi mającymi trudności w kontroli zachowań impulsywnych i będących w kryzysie życiowym. Współautor książki „Blisko, nie za blisko” oraz autor książki „Zdrada. (Nie)wierna towarzyszka związków”.