1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Praca
  4. >
  5. Psycholog: Brak sukcesu zawodowego może uruchamiać w mężczyźnie lęk, że kobieta odejdzie do innego

Psycholog: Brak sukcesu zawodowego może uruchamiać w mężczyźnie lęk, że kobieta odejdzie do innego

(Fot. Aleksandra Zaborowska)
(Fot. Aleksandra Zaborowska)
Jeśli zdarzy się tak, że nie trzeba będzie pracować, a auta będą same nas wozić, to dla wielu mężczyzn może to oznaczać głęboki kryzys. Bo praca porządkuje ich życie i miejsce w świecie – twierdzi psychoterapeuta Paweł Droździak.

Spis treści:

  1. Dlaczego mężczyźni definiują się przez pracę?
  2. „Pracuj po to, żebyś w ogóle mógł być z kimś”: praca definiuje męskość?
  3. Jak reaguje mężczyzna, gdy partnerka zarabia więcej?
  4. Jak kariera ojca wpływa na życie rodzinne?
  5. Męska definicja sukcesu
  6. Work-life balance: dlaczego dla wielu mężczyzn to mit?
  • Psycholog Paweł Droździak zauważa, że niewielka część kobiet i mężczyzn może nazwać pracę swoją pasją. Dla większości panów praca staje się jednak ważnym elementem budowania poczucia własnej wartości.
  • Jak dodaje ekspert: „To przez nią mężczyzna odpowiada sobie i innym na pytanie, kim jest i ile znaczy”. Utrata pracy przez mężczyznę zazwyczaj w większym stopniu rozregulowuje życie rodziny niż sytuacja, w której to kobieta traci zatrudnienie.
  • W relacjach partnerskich brak sukcesu zawodowego może uruchamiać w mężczyźnie lęk, że kobieta odejdzie do kogoś innego.
  • Paweł Droździak dodaje, że dla wielu mężczyzn relaks nie jest czymś naturalnym, pojawia się wtedy, gdy czują, że „wygrali” i osiągnęli cel.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 04/2026.

Dlaczego mężczyźni definiują się przez pracę?

Alina Gutek: Podobno na pytanie: „Kim jesteś?”, kobiety odpowiadają na ogół: matką, żoną, a mężczyźni: dyrektorem, prawnikiem itp. Czy to prawda, że panowie definiują się przez pracę? I z czego to wynika – czy stąd, że jest duża presja społeczna na ten aspekt ich życia?

Paweł Droździak: Zacznę od uwagi, że zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet jest pewna grupa szczęśliwców, którzy pracują dlatego, że to ich pasja. Może nawet pracowaliby bez pieniędzy. Dla nich definiowanie się przez pracę jest czymś naturalnym i w odniesieniu do tej grupy płeć nie ma znaczenia. Tyle że to mniejszość. W praktyce większość ludzi, niezależnie od płci, nie doświadcza pracy jako realizacji pasji, tylko jako konieczności.

W dominującym męskim wzorcu kulturowym praca pełni jednak dodatkową funkcję: staje się podstawowym nośnikiem tożsamości. To przez nią mężczyzna odpowiada sobie i innym na pytanie, kim jest i ile znaczy.

Czyli definiuje się przez pracę.

Tak, ale równie istotne jest to, że jest tak definiowany przez otoczenie. W sytuacjach społecznych pytanie „Czym się zajmujesz?” działa jak test pozycji. I mężczyźni bardzo dobrze wiedzą, że od tej odpowiedzi zależy sposób, w jaki będą postrzegani.

W badaniach empirycznych, takich, które analizują długoterminowe wzorce zachowań, a nie tylko deklaracje, widać wyraźnie, że u mężczyzn utrata pracy lub spadek dochodów silnie koreluje z kryzysami relacyjnymi, rozpadem związków, czy pogorszeniem zdrowia psychicznego całej rodziny. Gdy kobieta traci pracę, te zależności są zazwyczaj słabsze.

Kobieta szuka wtedy wsparcia, a mężczyzna zapada się w sobie?

Działa tu kilka nakładających się mechanizmów. W wielu rodzinach obniżenie poczucia bezpieczeństwa u mężczyzny bardzo szybko rezonuje w całym systemie rodzinnym. Zmiany zachodzące w innych jego częściach nie zawsze mają tak bezpośredni efekt zwrotny.

Istotny jest też sposób, w jaki wielu mężczyzn przeżywa swoją pozycję w relacji. W ich wewnętrznym doświadczeniu skuteczność zawodowa bywa silnie spleciona z poczuciem atrakcyjności i prawa do bycia w związku. Często towarzyszy temu przekonanie, że są w relacji dlatego, że coś „wnoszą” z zewnątrz: pieniądze, stabilność, bezpieczeństwo.

W praktyce klinicznej widać, że ten obraz jest dużym uproszczeniem i nie oddaje złożoności relacji, ale dla wielu mężczyzn pozostaje ważnym punktem odniesienia. U kobiet praca częściej pełni funkcję zabezpieczającą. Bywa sposobem chronienia autonomii i zmniejszania lęku przed zależnością, zwłaszcza w perspektywie ewentualnego rozpadu związku.

„Pracuj po to, żebyś w ogóle mógł być z kimś”: praca definiuje męskość?

Dziewczynki słyszą od matek: masz być niezależna, pracuj. A co słyszą chłopcy?

Obecnie nic spójnego. A każda niespójność skutkuje próbą jej naprawienia, często utwierdzeniem jakiegoś prostego stereotypu, który wyjaśni, czemu coś się nie zgadza.

Z jednej strony chłopcy słyszą: „Możesz być, kim zechcesz” – mówione wprost, a z drugiej, nie wprost: „Zapewniaj poczucie bezpieczeństwa”. Ostatecznie uczą się tego jako kodu, czyli dochodzą do wniosku, że trzeba głośno deklarować tylko pierwsze, a pamiętać, że wszyscy dookoła myślą tylko drugie.

I znów – to nie jest prawda, ale umysł chłopaka bardzo często z tego rozszczepienia przekazów właśnie taki wniosek wyciąga i z tym zostaje. Czyli „Pracuj po to, żebyś w ogóle mógł być z kimś”. To coś zupełnie innego niż „Pracuj po to, żebyś nie musiała być z kimś”, co słyszy kobieta. Często w parach pojawiają się konflikty na temat tego, ile on i ona wkładają w pracę zawodową wysiłku, jak ich to angażuje, a ile zajmuje im praca w domu. Tu reakcje partnerów idą według innego wzorca. Na przykład jeśli kobieta wyraża niezadowolenie z partnera, z tego, że mało się udziela w domu, to bardzo często jego reakcja jest taka: będę dowoził jeszcze więcej, będę wzmacniał swoją pozycję i zyskiwał w jej oczach. Ewentualnie ucieknę z domu tam, gdzie wszystko działa według znanych mi reguł, które rozumiem.

Praca staje się wtedy zasłoną dymną, która zapewnia mu święty spokój. Ale kobieta też ucieka czasem w pracę.

Tak, tylko że zazwyczaj w innym celu. Gdy zaczyna tracić poczucie bezpieczeństwa w relacji, praca może stać się dla niej sposobem na odzyskanie niezależności. Wtedy konflikt nie dotyczy samej pracy, lecz tego, ile każda ze stron „płaci” za nią emocjonalnie.

Jak reaguje mężczyzna, gdy partnerka zarabia więcej?

A co czuje mężczyzna, który zarabia mniej niż kobieta? Czuje się zagrożony?

Dla wielu mężczyzn jest to doświadczenie zagrażające. Nawet jeśli partnerka realnie nie ocenia go przez pryzmat zarobków, on często zakłada, że tak jest. Pojawia się lęk, czy nadal będzie dla niej interesujący, czy pozostanie „sprawczy” w jej oczach. Nie chodzi tu o rywalizację z kobietą, lecz o głęboko zakorzenioną potrzebę zrobienia na niej wrażenia.

Obecnie, wcale nie tak rzadko, pary zgodnie postanawiają, że on zostaje w domu, a ona idzie do pracy, bo lepiej zarabia. Czy taka sytuacja jest mimo wszystko dla niego trudna?

Psychicznie bywa bardzo trudna. Nawet jeśli na poziomie codziennego funkcjonowania wszystko działa, w mężczyźnie może narastać lęk, że partnerka zwiąże się z kimś bardziej sprawczym, silniejszym symbolicznie. W jego wyobrażeniu ten „inny” mężczyzna miałby to, czego on sam, jak czuje, nie ma: pozycję, władzę, uznanie wśród innych mężczyzn. Ten lęk bywa głęboki i z czasem może pchać do poszukiwania potwierdzenia własnej sprawczości gdzie indziej, na przykład w relacji z inną kobietą, przy której znów mógłby poczuć się kimś, kto imponuje. Nie musi to prowadzić do zdrady ani do rozpadu relacji, ale bywa źródłem napięć – zwłaszcza w sferze erotycznej, gdzie dynamizm i sprawczość odgrywają istotną rolę.

Mężczyźni zajmujący się domem, kiedy ich żony robią karierę, są w dalszym ciągu w mniejszości. Natomiast od lat w większości są ci nieobecni. Tak jak bohater filmu „Wartość sentymentalna”, który słyszy od dorosłych córek: „Nie było cię z nami przez całe życie”. Co za tą nieobecnością stoi: potrzeba samorealizacji czy presja społeczna?

Myślę, że działa tu zarówno presja społeczna, jak i potrzeba samorealizacji. Jeśli spojrzymy na relację ojca z synem w dwóch wariantach – ojca intensywnie pracującego oraz ojca bardziej obecnego w domu – to widać, że znaczenie tej relacji zmienia się wraz z wiekiem dziecka.

We wczesnym dzieciństwie, mniej więcej między trzecim a piątym rokiem życia, fizyczna obecność ojca sprzyja budowaniu bliskiej i bezpiecznej relacji. Dla starszego chłopca coraz istotniejsze staje się to, jak może on opowiedzieć ojca światu.

Rówieśnikom i innym ważnym osobom z otoczenia. Nie chodzi tu o sam fakt pracy czy pozostawanie w domu, lecz o narrację, w jakiej ta rola jest osadzona. Ojciec, który przeżywa swoją pozycję jako sensowną i czytelną, może być dla syna ważnym punktem odniesienia niezależnie od tego, jak wygląda podział ról w rodzinie.

Z czasem coraz większe znaczenie zyskuje więc wymiar symboliczny ojcostwa: to, czy ojciec jest kimś, kogo można przedstawić jako wzór. Dla syna coraz mniej liczy się to, że ojciec jest stale obecny fizycznie i dostępny tu i teraz, a coraz bardziej to, kim on jest i co sobą reprezentuje. Obecność pozostaje istotna, ale jej sens się zmienia. Praca ojca ma więc formatywne znaczenie dla dzieci, choć one nie zawsze zdają sobie z tego sprawę.

Jak kariera ojca wpływa na życie rodzinne?

Praca ojca bywa dla dzieci doświadczeniem ambiwalentnym.

Z jednej strony pamiętają jego nieobecność i brak codziennego kontaktu, z drugiej korzystają z tego, co ta praca wnosi do życia rodziny, często nie łącząc jednego z drugim.

Podobna ambiwalencja pojawia się czasem w relacjach partnerskich.

Zdarza się, że wysoka sprawczość zawodowa jednego z partnerów wiąże się z jego mniejszą dostępnością w domu, a jednocześnie realnie wpływa na poczucie bezpieczeństwa, stabilność czy możliwości drugiej strony. Dla części kobiet pozycja partnera i to, co ona symbolicznie oznacza, nie jest czymś, co chciałyby łatwo odrzucić.

Ale jednocześnie praca partnera to częste źródło ich cierpień.

Bo rzeczywistość zawodowa rządzi się innymi regułami niż życie domowe, a kompetencje sprawdzające się w jednym obszarze nie zawsze przekładają się na drugi. Zdarza się, że ktoś świetnie funkcjonujący w roli menadżera wraca do domu i nadal komunikuje się w tym samym trybie. Dyrektywnym, zadaniowym, pozbawionym uważności na drugą osobę. Partnerka chciałaby rozmowy, a on pozostaje w roli, która dobrze działa w pracy, ale w relacji okazuje się destrukcyjna.

Szczególnie często widać to u mężczyzn, których tożsamość bardzo silnie oparła się na szybkim sukcesie zawodowym. Kariera zaczyna wówczas dominować nad innymi obszarami życia, a wzorce funkcjonowania z pracy przenoszone są do domu bez refleksji nad ich konsekwencjami.

Męska definicja sukcesu

Czym dla mężczyzny jest sukces?

Dla wielu mężczyzn sukces wiąże się z pozycją wśród innych mężczyzn. Z poczuciem sprawczości, skuteczności, czasem z pasją, a czasem po prostu z doświadczeniem panowania nad rzeczywistością. To często sposób organizowania poczucia własnej wartości: pokazania sobie, ojcu czy innym mężczyznom, że potrafię, że mam wpływ. W takim przeżywaniu sukcesu kryje się też pewne rozumienie roli w rodzinie jako kogoś, kto bierze odpowiedzialność, nadaje kierunek i coś zapewnia. Dla wielu mężczyzn to poczucie skuteczności jest bardzo istotnym elementem ich tożsamości.

A jeśli mężczyzna nie będzie miał poczucia sukcesu, to co?

To nie będzie czuł się pewnie jako facet. I może zacząć uciekać w alternatywne wersje rzeczywistości.

Generalnie jeśli mężczyzna czuje się niepewnie jako facet, jako partner, to zaczyna obawiać się, że jego partnerka znajdzie sobie kogoś innego. I wtedy ich relacja się pogarsza.

Nie w takim sensie, że kobieta realnie traci nim zainteresowanie, tylko że on zaczyna tak o niej myśleć, niejako uprzedzająco tak na nią reagować. I paradoksalnie wtedy może tę relację zniszczyć.

W dawnych czasach zbieracko-łowieckich mężczyzna pracował, żeby zapewnić rodzinie wyżywienie, nie więcej. Dzisiaj pracuje bez opamiętania, nawet jak ma dużo na koncie. Pieniądze są dla mężczyzn ważne?

Pieniądze są dowodem jego skuteczności, to prosty miernik – można podać kwotę i to coś znaczy. Nie chodzi o same pieniądze, wbrew pozorom dla wielu facetów rzeczy materialne nie są tak istotne, mężczyźni ich nie fetyszyzują. Wielu myśli, że na randkę lepiej podjechać dużym autem, bo wtedy zrobią większe wrażenie. Ale jeżeli przesadzą z ostentacją, efekt może być odwrotny.

Work-life balance: dlaczego dla wielu mężczyzn to mit?

Praca jest też po to, żeby nadać życiu sens. Czy dzisiaj mężczyźni biorą ten aspekt pod uwagę?

Myślę, że tak, to nas strukturyzuje. Kiedy mężczyzna nie ma pracy, która go pochłania, to często wędruje w kierunku używek. Robi to dlatego, że nie ma tego czegoś, co by go zmuszało do wysiłku, bo potrzebuje silnych doznań. Mężczyzna, gdy pracuje, to ma nastawienie na własną korzyść, mierzalny efekt – że przywiezie do domu pieniądze, prestiż. Dla niego istotne jest, na ile to, co robi, wpisuje się w strukturę nagrody w firmie. Dużą rolę przypisuje autoreklamie, pokazuje: zobaczcie, zrobiłem to i to.

Natomiast kobiety pracują często intensywnie, ale bez nagrody. Robią dużo, a potem wychodzi mężczyzna i o tym opowiada, to reguła. Przy czym on ma poczucie, że coś wykonał, a ona, że ciągle zrobiła nie dość dużo.

Dzisiaj coraz powszechniejsze są formy pracy nieetatowej. Może to jest dla mężczyzn ratunek? Bo nie zmusza ich do ścigania się o nagrody.

No nie do końca. Bo jeżeli mężczyzna jest bardziej skupiony na pracy, a jest, i jeżeli zostanie freelancerem, to będzie znikał całkowicie. Kobieta próbuje być w porządku wobec różnych bytów, które rządzą się inną logiką. Nawet jeśli udaje się jej być w porządku wobec wszystkich, to cały czas ma poczucie, że tak nie jest.

On się tym nie przejmuje aż tak. Tego, co najczęściej nie rozumie w kobiecie, to właśnie takiego stanu umysłu, czyli permanentnego niepokoju, poczucia, że niewystarczająco dobrze robi.

To nie wynika z tego, że ona się stara zrobić za dużo, tylko z tego, że nie ma w sobie miejsca, żeby powiedzieć: stop, zrobiłam tyle i wystarczy. Natomiast dla faceta to jest naturalny moment.

Czy możliwy jest work-life balance w męskim wydaniu?

Z tym bywa trudno. Jeśli praca ma charakter bardziej odtwórczy, łatwiej wyznaczyć jej granice. Powiedzieć sobie: tyle daję, na tym kończę. Inaczej jest w przypadku pracy, która wiąże się z ambicją, prestiżem i rywalizacją. W takich sytuacjach to, co nazywane jest work-life balance, bywa raczej zmianą formy aktywności niż realnym odpoczynkiem. Aktywności pozazawodowe, jak sport, sauna, podróże, często pozostają wpisane w ten sam porządek kontroli i sprawczości: pokazują, że ktoś może sobie pozwolić na wybór, nadmiar, zatrzymanie. Nie zawsze chodzi więc o regenerację, lecz o podtrzymanie poczucia pozycji i panowania nad własnym życiem. To oczywiście nie dotyczy wszystkich mężczyzn, ale u wielu właśnie tak wygląda relacja między pracą a tym, co ma ją równoważyć.

Czyli mężczyzna jest w beznadziejnej sytuacji, bo nigdy się nie relaksuje!

Raczej w takiej, w której relaks bywa warunkowy.

Dla wielu mężczyzn moment odprężenia pojawia się wtedy, gdy czują, że „wygrali”. Osiągnęli cel, zajęli swoje miejsce, domknęli wysiłek. Jeśli tego poczucia nie ma, trudno im się zatrzymać. Wymagałoby to innej hierarchii wartości.

Takiej, w której celem jest po prostu dobre życie, a nie nieustanne potwierdzanie pozycji. Są mężczyźni, którzy tak funkcjonują: pracują tyle, ile chcą, a potem mają przestrzeń na gry, sport czy odpoczynek. Problem w tym, że idea work-life balance zakłada zdolność do samohamowania, a ta nie jest dana automatycznie. Wielu mężczyzn potrzebuje zewnętrznych ram, żeby móc się zatrzymać. Bez nich albo wchodzą w nieustanną rywalizację, albo w jej przeciwieństwo: wycofanie i rezygnację z wymagań wobec siebie.

Różnica między kobietami a mężczyznami często ujawnia się właśnie tu. Dla wielu kobiet kluczowe jest bycie „w porządku” w relacji i podtrzymywanie więzi. Dla wielu mężczyzn punktem odniesienia pozostaje pozycja i poczucie, że mają do zaoferowania coś, co uzasadnia ich miejsce w relacji.

Jak mężczyzna radzi sobie ze stresem?

Różnie. Dla części mężczyzn stres jest stałym elementem funkcjonowania. Ci, którzy bardzo silnie identyfikują się z sukcesem i skutecznością, rzadko doświadczają trwałego poczucia bezpieczeństwa. Częściej są w stanie ciągłego napięcia, które z jednej strony męczy, a z drugiej porządkuje ich życie.

Paweł Droździak – psycholog, pracuje z dorosłymi mającymi trudności w kontroli zachowań impulsywnych i będącymi w kryzysie życiowym. Współautor publikacji „Blisko, nie za blisko” i autor książki „Zdrada. (Nie)wierna towarzyszka związków”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE