Najchętniej namawialibyśmy cię, żebyś w długi weekend wyłączyła wszystkie urządzenia i spędziła jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu. Jednak dobrze wiemy, że majówka to ten moment, kiedy wreszcie można nadrobić serialowe zaległości bez wyrzutów sumienia. Jeśli szukasz tytułów, od których warto zacząć – oto one: od tych przyspieszających tętno po te, które przyciągają klimatem i humorem. Tylko uprzedzamy: na jednym odcinku się nie skończy.
Zaczynamy od ultrawciągającej propozycji dla fanów kryminalnych zagadek i gorących ekranowych romansów. Serial „56 dni” rozpali twoją wyobraźnię i zmrozi ci krew w żyłach jednocześnie. Jego bohaterami są Oliver i Ciara, którzy po przypadkowym spotkaniu w supermarkecie rozpoczynają intensywny związek. Gdy 56 dni później na jaw wychodzi brutalne morderstwo, śledztwo zagłębia się w burzliwą historię ich relacji, ujawniając mroczne tajemnice. W rolach głównych wystąpili Dove Cameron i Avan Jogia.
Serial, dostępny na Prime Video, ma tylko osiem odcinków i jest tak uzależniający, że będziesz chciała obejrzeć wszystkie za jednym razem. To kryminalny thriller w najlepszym wydaniu – trzyma w napięciu, zapewnia dreszczyk emocji i serwuje satysfakcjonujące zwroty akcji. Koniecznie dodaj na listę „do obejrzenia”.
„The Pitt” to jeden z tych tytułów, dla których warto zacząć subskrybować HBO Max. Jak pisaliśmy na łamach portalu, to jeden z lepszych seriali medycznych ostatnich lat, który poraża realizmem i wciąga od pierwszej sceny. Jeśli więc szukasz produkcji będącej godnym następcą „Ostrego dyżuru” – oto ona.
Jeden sezon (serial liczy na ten moment dwa, trzeci jest w planach) to zapis 15-godzinnego dyżuru na oddziale ratunkowym w Pittsburghu, gdzie każdy odcinek odpowiada jednej godzinie. Obserwujemy więc pełen dramatów i walki o pacjentów dzień z życia pracowników medycznych. „Bardzo dobrze napisany, świetnie zagrany i niezwykle intensywny serial. Bardzo przyjemnie się go oglądało” – piszą widzowie, a my się pod tym podpisujemy.
Czytaj także: Uwaga: te miniseriale z HBO Max grożą zarwaniem nocy. 9 hitów, które wciągają bez reszty
Jeśli do tej pory nie zostałaś wciągnięta do świata Emily Cooper, jeszcze nie jest za późno, żeby to zmienić. Emily to ambitna menedżerka z Chicago, która dostaje pracę marzeń w Paryżu. Od tego momentu jej życie wypełniają porywające przygody i zaskakujące wyzwania – zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej.
„Emily w Paryżu” to serial, przy którym – jak pisał Dariusz Janiszewski – może i nie dowiadujemy się niczego ważnego, ale za to błyskawicznie poprawia nam się humor. A do tego nasycamy oczy pięknem europejskich miast (zwłaszcza w kolejnych sezonach) i przeżywamy romanse głównej bohaterki, jakbyśmy sami w nich uczestniczyli. To guilty pleasure w najlepszym wydaniu.
Serial liczy pięć sezonów (szósty został niedawno potwierdzony), więc idealnie nadaje się do binge-watchingu. Kolejne odcinki wchodzą tak gładko jak ulubione czekoladki – powtarzasz sobie „jeszcze tylko jedna”, lecz dobrze wiesz, że na tym się nie skończy. Wszystkie sezony znajdziesz na Netflixie.
„Splot” to najnowszy tytuł na naszej liście – choć pierwotnie premierę miał mieć już siedem lat temu. Tak się jednak nie stało i dopiero niedawno trafił na Netflixa, od razu plasując się na szczycie najpopularniejszych produkcji. To serial, który wciąga nie przez akcję, lecz przez klimat i emocje – jest tak otulający, że ciężko się od niego oderwać.
„Słyszysz to? To puls, bicie serca, wibracje. A co, gdybyśmy byli częścią czegoś większego? Co gdyby przypadkowe spotkanie, mogło wszystko zmienić?” – pyta narrator serialu, który można opisać jako spokojny, przyjemny, wzruszający i skłaniający do refleksji. Albo jeszcze prościej: serial z duszą. Opowiada on o czwórce nieznajomych, których łączą dwie rzeczy – wszyscy mieszkają w Nowym Jorku i każdy doświadcza jakiejś straty. Po tym, jak próbują się odnaleźć w nowej rzeczywistości, ich losy zaczynają się ze sobą splatać.
Produkcja składa się z jednego ośmioodcinkowego sezonu, więc będzie idealną propozycją na majówkę. To dobra odskocznia od codzienności. I nie bój się tego, że porusza niełatwe tematy – na koniec zostawi cię z przyjemnym uczuciem ciepła w sercu.
Długi weekend majowy to też świetna okazja, by nadrobić serial komediodramatyczny Netflixa „Cztery pory roku” – zwłaszcza że już 28 maja na platformę trafi jego drugi sezon. Pierwszy składa się z ośmiu odcinków i skupia na szóstce starych znajomych, których wieloletnia przyjaźń zostaje poddana próbie, gdy jedna z par postanawia się rozwieść. Przez jeden rok towarzyszymy przyjaciołom podczas czterech wakacyjnych wyjazdów i przyglądamy zmieniającej się dynamice grupy.
Opis może brzmi mało ekscytująco, ale musisz uwierzyć nam na słowo, że to warta obejrzenia produkcja – lekka, pogodna, ale i refleksyjna – która stawia przede wszystkim na humor i ciepłe emocje. To wszystko w towarzystwie wakacyjnego klimatu i luksusowych kurortów. „Cztery pory roku” to „comfort watch”, który aż się prosi o „jeszcze jeden odcinek”. Twórcy opisali go jako „zabawny i wzruszający list miłosny do wieloletnich małżeństw i starych przyjaźni”. W rolach głównych wystąpili: Tina Fey, Will Forte, Steve Carell, Kerri Kenney-Silver, Colman Domingo i Marco Calvani.