Nie musi być twoim partnerem – może być znajomym z pracy, bratem, a nawet ojcem. Bo radykalna prawica i ewangeliści manosfery łowią swoje ofiary bardzo szeroko. Najłatwiej jednak łapią się w ich sieci młodzi mężczyźni o niskiej samoocenie, pozbawieni zdrowych męskich autorytetów i czujący się zagubieni w świecie, w którym tradycyjne role płciowe ulegają gwałtownym przeobrażeniom. Ich kryzys to gratka dla środowisk skrajnej prawicy, które wykorzystując lęk i dezorientację współczesnych mężczyzn, oferują im uproszczony, a zarazem kuszący obraz świata – bez „kolorowych”, z silnym przywództwem białych mężczyzn i kobietami zagonionymi do kuchni. Ofiara „łyka” tę piękną wizję i… staje się chudem.
Słowo „chud” początkowo używane było przez lewicowych internautów skupionych wokół takich portali jak 4chan, Twitter czy Reddit. W swoim najbardziej podstawowym sensie jest określeniem mężczyzn o poglądach alt-rightowych – czyli skrajnie prawicowych. Ruchy alt-right zyskały popularność w Stanach Zjednoczonych po 2010 roku, a ich celem było zastąpienie tradycyjnego konserwatyzmu bardziej radykalną ideologią głoszącą nacjonalizm, antysemityzm, antywokeizm i białą supremację. Do jej popularyzatorów należą m.in. Richard B. Spencer, Steve Bannon czy Nick Fuentes. Środowiska alt-right sympatyzują także z konserwatywnymi komentatorami far right i MAGA takimi jak Tucker Carlson, Ben Shapiro, Matt Walsh, Candace Owens czy nieżyjący już Charlie Kirk. To oni od lat kształtowali i nadal kształtują poglądy prawicowych mężczyzn. Ich odpowiednikami w Polsce są przede wszystkim populistyczni politycy skrajnej prawicy, np. Krzysztof Bosak, Sławomir Mentzen czy Grzegorz Braun.
Określenie „chud” od początku podszyte było ironią i pogardą, którą lewicowcy wyrażali wobec skrajnych prawicowców. Sama jego geneza wiele mówi o stosunku użytkowników tego słowa do środowisk alt-right. Twórców terminu zainspirował horror „C.H.U.D.” z 1984 roku, którego tytuł odnosi się do grupy humanoidalnych, ludożerczych potworów, które niegdyś same były ludźmi, lecz zmutowały pod wpływem promieniotwórczych odpadów. Zestawienie filmowych monstrów z mężczyznami, których poglądy „zmutowały” pod wpływem słuchania far rightowych mówców i polityków, jest tu bardzo świadomym zabiegiem.
Nietrudno więc zgadnąć, że w internetowych konwersacjach określanie kogoś chudem stanowi największą obelgę. Według przeciwników konserwatywnej prawicy jest to osoba głupia, zmanipulowana, irytująca, zacietrzewiona i głosząca swoje poglądy z niemal religijną obsesją. Jej wizualnym reprezentantem jest postać z mema Chudjak – nieatrakcyjny facet w okularach z grymasem niezadowolenia na twarzy. Według popularnego tiktokera @Etymologynerd mężczyźni określani mianem chudów odbierani są jako „right ring losers who live in their mother’s basements” – prawicowe przegrywy, które mieszkają w piwnicach u swoich matek. Ma to podkreślać ich inne negatywne cechy, takie jak życiowa niesamodzielność, samotność, brak zainteresowań, brak relacji romantycznych i uzależnienie od matki (do którego jeszcze dojdziemy w dalszej części artykułu).
Dla osób, które znają pojęcia takie jak red pill czy incel, termin chud może budzić znajome skojarzenia. Pojęcia te mają wiele punktów wspólnych i odnoszą się tak naprawdę do jednego typu mężczyzny: konserwatysty i zwolennika skrajnie prawicowych ugrupowań politycznych, mającego bardzo sprecyzowane poglądy na role mężczyzn i kobiet w społeczeństwie. W przypadku chuda nacisk kładziony jest bardziej na jego poglądy polityczne, choć na tej płaszczyźnie nie różni się zbytnio od redpillowców, którzy ze względu na swoją nienawiść do kobiet także skłaniają się ku silnie prawicowym partiom głoszącym „tradycyjne wartości rodzinne”. Ogółem wszystkie te terminy opisują internetowe subkultury, które pod wieloma względami się na siebie nakładają. Termin chud można uznać za najbardziej pojemny, ponieważ określa mężczyznę, który swoją frustrację wyładowuje nie tylko na kobietach, ale i na imigrantach, ludziach o odmiennym kolorze skóry, środowiskach LGBT, lewicowych politykach i wszystkich innych grupach, które odpowiedzialne są za tak zwany „upadek Zachodu”.
Ponadto, badacze tych środowisk (czasem określa się je mianem manosfery) zwracają uwagę na te same pętle algorytmiczne, w którą wpadają zarówno incele, jak i chudzi czy przegrywy. Mężczyznom korzystającym z mediów społecznościowych bardzo łatwo dziś wkroczyć na ścieżkę wyznaczaną przez algorytmy rekomendacji, które prowadzą do stopniowej radykalizacji ich poglądów. Ścieżka ta często wygląda następująco:
- samotny nastolatek lub młody mężczyzna, który ma wewnętrzne problemy, jest niezadowolony z siebie, nie potrafi znaleźć porozumienia z rodzicami i rówieśnikami, otwiera TikToka,
- następnie natyka się na treści „przegrywowe” – teorie o roli wysokiego wzrostu czy bogactwa w zdobywaniu kobiet i osiąganiu życiowego sukcesu,
- całkowicie zanurza się w świecie treści red pill – teorii, według których za złą sytuację życiową mężczyzn odpowiadają wyłącznie kobiety i ich równouprawnienie; słucha influencerów będących guru wszystkich red pillowców (np. Andrew Tate), którzy demonizują i poniżają kobiety oraz głoszą prymat mężczyzn wykorzystujących je;
- obok contentu red pill mężczyzna coraz częściej dostaje w rekomendacjach radykalnie prawicowe treści głoszące konieczność powrotu do tradycyjnych ról społecznych, wskrzeszenia wartości katolickich i narodowych czy przepędzania „obcych” – Żydów, Ukraińców, „kolorowych” itd.
Kultura algorytmiczna, która zamyka ludzi w bańkach określonych poglądów, to nie jedyny winowajca rosnących nastrojów antydemokratycznych i antyfeministycznych wśród mężczyzn. Przyczyna tego stanu rzeczy tkwi znacznie głębiej, ale żeby ją odkryć, trzeba spróbować powstrzymać się od jednoznacznych ocen. Bo choć znaczenie słowa „chud” zbudowane jest na pogardzie i uprzedzeniach, to do analizy zjawiska chudów czy przegrywów nie można podchodzić z pozycji kogoś „lepszego”. To w końcu niczym nie różni się od paternalistycznej postawy, którą mężczyźni przez wieki wykazywali wobec kobiet. Poza tym, mężczyźni ulegający narracji o „szurniętych feministkach”, które „nienawidzą mężczyzn” doskonale wyczuwają pogardliwy, wyższościowy ton swoich krytyków i krytyczek, przez co jeszcze bardziej umacniają się w swoich toksycznych przekonaniach.
Jeśli ktoś naprawdę chce dotrzeć do źródeł zjawisk typu manosfera czy redpill, nie może sprowadzać tej kwestii do prostej konstatacji, że „głupi faceci dali się zmanipulować prawicowym politykom i manosferze”. To nie mniej dziecinny pogląd, niż „głupie baby dały się omotać lewakom”. Protekcjonalne traktowanie drugiej strony nie prowadzi do niczego poza zaognieniem sporu i pogłębieniem wzajemnych uprzedzeń.
Aby zrozumieć chudów, inceli i redpilowców, musimy wykazać się większą empatią, a przede wszystkim zajrzeć pod powierzchnię ich radykalnych poglądów, które są tylko przykrywką dla głębszego problemu dotykającego samego rdzenia współczesnej kultury. Przyczyny gniewu i radykalizacji mężczyzn leżą bowiem w splocie czynników kulturowych i środowiskowych, które są o wiele bardziej złożone i de facto niezależne od nich. Współczesna psychologia i socjologia dają kilka możliwych wyjaśnień tego zjawiska.
Nadopiekuńczość matki i wyuczona bezradność – psychologowie od dawna zwracają uwagę, że nadopiekuńcze wychowanie może utrudniać rozwój samodzielności, odporności psychicznej i poczucia sprawczości. Mężczyzna wychowany w przekonaniu, że świat jest zbyt trudny lub niebezpieczny, częściej doświadcza lęku przed porażką, unika odpowiedzialności i gorzej radzi sobie z odrzuceniem czy krytyką. Gdy zderza się z wymaganiami dorosłego życia, np. koniecznością budowania relacji, znalezienia pracy czy usamodzielnienia się, może odczuwać frustrację i szukać prostych wyjaśnień swoich niepowodzeń. Manosfera chętnie je dostarcza, przekonując, że winę ponoszą kobiety, feminizm lub „zepsuty system”, a nie złożona kombinacja czynników osobistych i społecznych.
Brak zdrowych męskich wzorców do naśladowania – wielu badaczy wskazuje, że współczesnym chłopcom coraz trudniej znaleźć pozytywne modele męskości. Nie chodzi wyłącznie o nieobecność ojca, lecz także o brak dorosłych mężczyzn, którzy pokazywaliby, jak budować zdrowe relacje, radzić sobie z emocjami, przeżywać porażki czy brać odpowiedzialność za własne życie. Tę lukę coraz częściej wypełniają internetowi influencerzy. Problem polega na tym, że algorytmy promują twórców wzbudzających silne emocje, a więc również tych, którzy oferują skrajne, uproszczone odpowiedzi. Dla zagubionego nastolatka Andrew Tate czy inny guru manosfery może stać się pierwszym mężczyzną, który mówi pewnym głosem: „wiem, dlaczego cierpisz i wiem, jak odzyskać kontrolę nad swoim życiem”.
Szybko zmieniające się wzorce relacji damsko-męskich, które powodują dezorientację, zagubienie i lęk – jeszcze kilkadziesiąt lat temu role kobiet i mężczyzn były znacznie bardziej przewidywalne. Dziś kobiety są lepiej wykształcone, bardziej niezależne finansowo i mają znacznie większą swobodę wyboru partnera oraz stylu życia. Dla większości społeczeństwa jest to naturalny efekt postępu społecznego, jednak część mężczyzn odbiera te zmiany jako utratę dotychczasowej pozycji i jasnych reguł gry. W sytuacji niepewności szczególnie atrakcyjne stają się ideologie obiecujące „powrót do porządku”, tradycyjnych ról płciowych i prostych zasad określających, kim powinien być mężczyzna, a kim kobieta.
Wyższe wymagania kobiet wobec mężczyzn – badania pokazują, że wraz z rosnącą niezależnością ekonomiczną kobiet zmieniły się także ich oczekiwania wobec partnerów. Coraz większe znaczenie mają dojrzałość emocjonalna, umiejętność komunikacji, odpowiedzialność czy zaangażowanie w życie rodzinne. Dla mężczyzn, którzy nie czują się przygotowani do sprostania tym wymaganiom lub wielokrotnie doświadczyli odrzucenia, może to być źródłem poczucia porażki i obniżonej samooceny. Manosfera wykorzystuje te emocje, przekonując, że problem nie leży w konieczności rozwoju własnych kompetencji, lecz w rzekomo „zepsutych” kobietach, feminizmie czy niesprawiedliwym systemie społecznym.
Przyczyny radykalizacji mężczyzn nie są więc tak proste, jak chcieliby tego przeciwnicy chudów i inceli o poglądach lewicowych. U samego swojego rdzenia są pochodną gwałtownych przemian społecznych i głębokiego kryzysu męskości w świecie, w którym kobiety po raz pierwszy w historii odzyskują głos zabierany im od wieków. Zamiast ośmieszać i zawstydzać mężczyzn, którym trudno odnaleźć się w tak szybko zmieniającej się rzeczywistości, dużo lepiej byłoby zastanowić się, jakie kroki warto podjąć, aby przemodelować stary, niepasujący do dzisiejszych czasów stereotyp męskości. Radykalizacja naszych znajomych, partnerów czy braci to nic innego jak desperacka próba reanimacji archetypu macho, który istniał dzięki dominacji, sile, agresji i kontroli – a na te w dzisiejszym świecie nie ma już miejsca. Trzeba przedstawić alternatywny wzorzec męskości korzystniejszy zarówno dla kobiet, jak i dla samych mężczyzn, w którym empatia i wrażliwość na potrzeby innych nie są słabością, lecz pozytywem. Nie da się tego zrobić poprzez napiętnowanie skrajnie prawicowych środowisk albo ograniczając się wyłącznie do walki z internetową propagandą. To, co jest dziś najbardziej mężczyznom potrzebne, to wzmacnianie ich poczucia sprawczości, tworzenie pozytywnych wzorców, uczenie kompetencji emocjonalnych i budowanie przestrzeni, w której młodzi mężczyźni mogą rozmawiać o swoich trudnościach bez wstydu i bez obawy przed ośmieszeniem.