1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak zatrzymać myśli depresyjne, zanim rozwinie się choroba? Psycholog tłumaczy, jak działa autokorekta myślenia

Jak zatrzymać myśli depresyjne, zanim rozwinie się choroba? Psycholog tłumaczy, jak działa autokorekta myślenia

Fot. Maria Korniejewa via Getty Images
Fot. Maria Korniejewa via Getty Images

Odsłuchaj artykuł

Agnieszka Radomska - Jak zatrzymać myśli depresyjne, zanim rozwinie się choroba? Psycholog tłumaczy, jak działa autokorekta myślenia

00:00
15s
0,5 x
15s
Kiedy w naszym umyśle pojawiają się dysfunkcjonalne przekonania, wzorce poznawcze, schematy oraz negatywne myśli automatyczne charakterystyczne dla myślenia depresyjnego, możemy spróbować dokonać tak zwanej autokorekty. Na czym ona polega?

Spis treści:

  1. Depresja zaczyna się w myślach: poznawczy model Aarona Becka
  2. Dlaczego wierzymy w swoje ograniczenia i jak uczyć się je podważać?
  3. „Jest mi źle”: co naprawdę kryje się za tą myślą?
  4. „Świat jest zły i niesprawiedliwy”: jak pracować z takim przekonaniem?
  5. Czym naprawdę jest „zmarnowany czas”?
  6. Technika odwracania uwagi: skuteczny sposób na natrętne myśli
  7. Na czym polega technika biegłości i przyjemności?
  8. Autoterapia depresji: bezpieczne granice stosowania autokorekty

  • Depresja, według modelu Aarona Becka, zaczyna się od zniekształconych procesów poznawczych i negatywnych myśli o sobie i świecie.
  • Psycholog Ryszard Stach wyjaśnia, że zanim pojawią się objawy choroby, można zastosować autokorektę myślenia – metodę weryfikowania i kwestionowania automatycznych, pesymistycznych przekonań.
  • Kluczowe techniki to identyfikacja i analiza negatywnych myśli, sprawdzanie ich zgodności z rzeczywistością, relatywizacja ocen, rozpraszanie uwagi oraz świadome stymulowanie układu nagrody.
  • Autokorekta ma pomóc w samopoznaniu i odzyskaniu adekwatnej samooceny, ale nie zastępuje profesjonalnej terapii.
  • Jeśli mimo prób nie następuje poprawa, Stach podkreśla konieczność jak najszybszej konsultacji ze specjalistą.

Wywiad pochodzi z magazynu „Sens”02/2025.

Depresja zaczyna się w myślach: poznawczy model Aarona Becka

W poznawczym modelu depresji amerykańskiego psychiatry Aarona T. Becka, stworzonym w latach 60. ubiegłego wieku, depresja pojawia się jako wynik deformacji procesów poznawczych, szczególnie myślenia. Zaburzenia myślenia – o sobie i o świecie – pojawiają się, jeszcze zanim depresja rozwinie się do pełnoobjawowej postaci. Psycholog Ryszard Stach, współautor książki „Czy to już depresja? Zrozum siebie, zmień myślenie i zacznij się bronić”, przekonuje, że każdy, kto zauważa u siebie skłonność do myślenia depresyjnego, może spróbować dokonać tak zwanej autokorekty.

Ważne jest to, że dysfunkcyjne przekonania i na swój własny temat, i na temat rzeczywistości są powiązane, a nawet wspierane przez negatywne myśli automatyczne. Właśnie dlatego wszelkie oddziaływania terapeutyczne powinny służyć eliminacji i jednych, i drugich. Rozmawiamy o tym, jakie konkretne techniki pomagają wprowadzać zmiany w myśleniu tak, by w porę odebrać rozwijającej się chorobie jej podstawowy oręż.

Agnieszka Radomska: Jedną z technik, której pozwalają wprowadzać autokorektę w myśleniu depresyjnym, jest eliminowanie negatywnych myśli automatycznych. Czym one są?

Prof. Ryszard Stach: Zanim odpowiem, krótko wyjaśnię, dlaczego w ogóle zajmujemy się tymi myślami. Najbardziej ogólnym celem terapii klasycznej, ale także opisanej w książce „Czy to już depresja?” autoterapii, jest wyeliminowanie depresyjnej triady poznawczej. Na tę zaś składają się: negatywne, nieprawdziwe przekonania na temat własnej osoby; tendencja do postrzegania, oceniania i interpretowania zdarzeń i kontaktów międzyludzkich jako negatywnych; i wreszcie – negatywne ocena i przewidywanie przyszłości. W procesie zmiany tego typu myślenia szczególnie ważne jest osadzenie samooceny w realności. Trzeba nauczyć się oceniać siebie adekwatnie, zgodnie z tym, jak naprawdę jest – nie zgodnie z tym, co ja o sobie myślę czy co myśli o mnie Iksiński, tylko zgodnie rzeczywistością.

Tu jednak potykamy się o problem filozoficzny, dotyczący natury poznania. Tak naprawdę wcale nie poznajemy świata takim, jakim on jest, poznajemy jedynie obrazy tego świata w naszym umyśle, a to jest istotna różnica. Właśnie dlatego błędy w myśleniu, które jest wytworem umysłu, mają tak ogromne znaczenie dla procesu poznawczego, w tym dla samopoznania.

Negatywne myśli automatyczne, o które pani pyta, są po prostu deformacją poznawczą, która – co bardzo ważne – bezpośrednio poprzedza objawy depresji.

Taka myśl pojawia się w świadomości osoby jako reakcja umysłu na rozmaite sytuacje z życia codziennego. Jej prawdziwość uznaje się automatycznie, bez jakiejkolwiek weryfikacji, wychodząc z założenia, że „skoro jest moja, to musi być prawdziwa”; jest negatywna, bo mówimy o myślach, które są deprecjonujące, utrzymują w poczuciu bezradności i bezsilności.

Dlaczego wierzymy w swoje ograniczenia i jak uczyć się je podważać?

Często chyba dotyczą niemocy... Weźmy na warsztat pierwszą z brzegu: „Niczego w życiu nie osiągnęłam”.

Taka myśl jest automatyczna, bo pani jej nie sprawdziła. Pierwsza rzecz, jaką należy zrobić, gdy podobna myśl się pojawia, to w ogóle ją zidentyfikować, rozpoznać, że jest to negatywna myśl automatyczna, a potem sprawdzić, czy i na ile ona jest zgodna z rzeczywistością. Nie wchodząc zbyt głęboko w pani życie, zakładam, że skończyła pani studia – a to jest osiągnięcie. Wiem, że ma pani trzy psy, które są szczęśliwe i zadbane – mamy kolejne osiągnięcie.

Werykowanie myśli polega na jej badaniu, którego w autokorekcie dokonuje uczestnik-badacz. W tym konkretnym przykładzie musiałaby pani jednak najpierw określić, co znaczy według pani „coś osiągnąć”, czyli dokonać analizy znaczeń. Jakkolwiek przewrotnie to zabrzmi, w myśli automatycznej znaczenie nie ma znaczenia. Ta myśl się pojawia, a my jej wierzymy bez analizy. By tę analizę wykonać, trzeba zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest treścią owej myśli. Można mówić o kilku rodzajach osiągnięć, więc w tej analizie mogłaby pani wyodrębnić osiągnięcia w życiu zawodowym, emocjonalnym, rodzinnym czy społecznym. Ta technika daje ogromne możliwości – jestem przekonany, że ich lista byłaby długa.

W książce pada też inny przykład – pacjenta, który twierdzi, że nie umie robić zakupów. Za taką myślą może iść przekonanie o swojej życiowej niezaradności. Jak się zmierzyć z taką myślą: „ja tego nie potrafię”?

Tę technikę można wykorzystać i w tym przypadku. Na czynność, jaką jest zrobienie zakupów, składa się seria mniejszych czynności. Dobrze więc odpowiedzieć sobie na kilka pytań dotyczących czynności składowych – właśnie po to, by podważyć prawdziwość tej myśli automatycznej – na przykład takich:

Czy umiesz zapisać na kartce, jakich produktów potrzebujesz? Czy umiesz założyć buty, wyjść z domu i zamknąć za sobą drzwi? Czy znasz drogę do sklepu? Czy potrafisz zapłacić za produkty w sklepie? Okazuje się, że ktoś, kto twierdził, że nie umie robić zakupów, potrafi wykonać każdą z tych czynności z osobna, a więc de facto myśl ta jest nieprawdziwa!

Bardzo cennym w moim odczuciu fragmentem tej techniki jest sprawdzanie konsekwencji przyjęcia takiej myśli za prawdziwą – czyli sprawdzenie, jaką ona spełnia funkcję, co może z niej wynikać. Wracając do pani przykładu – jeżeli pani uwierzy, że nigdy w życiu nie osiągnęła niczego, to przy niskiej samoocenie najpewniej dojdzie pani do wniosku, że już nigdy niczego pani nie osiągnie, bo jest pani nieudacznicą. W konsekwencji tych dwóch składowych jest spore prawdopodobieństwo, że usiądzie pani w fotelu i zacznie płakać. Nie weźmie pani do ręki książki, żeby poczytać i poszerzyć swoją wiedzę, nie spróbuje pani działać, by cokolwiek zmienić. Jest to skutek negatywny, a jeśli konsekwencja jakiejś myśli jest negatywna, to znaczy, że trzeba się jej przyjrzeć, bo przecież nikt nie chce negatywności w swoim życiu, prawda? I to jest twardy argument za tym, by podobne myśli kwestionować i następnie eliminować – ich nieopłacalność.

„Jest mi źle”: co naprawdę kryje się za tą myślą?

Czasem w głowie może pojawić się myśl typu: „jest mi bardzo źle”, ale na pytanie dlaczego, jaki jest konkretny powód, trudno odpowiedzieć – po prostu „źle mi i już”. Co można zrobić, by sobie pomóc w takiej chwili?

Wrócę do analizy znaczeń, bo w tym momencie zastosowałbym technikę: „co to znaczy, że jest mi źle?”. Przyznam, że jest to nieco bałamutna technika, ale za to skuteczna – chodzi o to, by spróbować znaleźć odpowiedź na to pytanie, odnosząc siebie do innych ludzi. Siedzę w fotelu, w ciepłym pokoju, najedzony i jest mi źle? Mogę wyobrazić sobie, że ponad 40 tys. młodych ludzi zginęło pod Waterloo. Oni to dopiero mieli źle, a ja się czuję fatalnie, bo jakaś Nowakowa na mnie krzywo spojrzała... Jest mi źle, bo zgubiłem 100 złotych? Przykra sprawa, ale przecież powodzianie stracili domy i całe majątki.

Broniąc się przed tym poczuciem, mogę próbować odnieść je do tego, jak jest innym, zrelatywizować je. Nie czynię siebie alfą i omegą, tylko próbuję porównać do innego człowieka.

Funkcjonujemy przecież w dużym stopniu dzięki temu, że dokonujemy porównań społecznych, więc spróbujmy te porównania społeczne uczynić narzędziem do zobiektywizowania własnych odczuć.

Wtedy być może pojawi się coś, co w moim odczuciu jest już sukcesem terapeutycznym – poczucie, które można by opisać zdaniem: „No teraz to już nie wiem...” („Może faktycznie nie jest mi wcale aż tak źle?”; „Może jednak umiem zrobić te zakupy?”; „Może rzeczywiście sporo w życiu osiągnąłem?”). Gdy taka wątpliwość się pojawi, to jest ona doskonałym początkiem do zmiany – i tę myśl należy zapamiętać, trzymać ją w umyśle i wykorzystywać przy kolejnych wydarzeniach życiowych – wyrobić sobie taki nawyk weryfikacji, wychodząc od tej cennej wątpliwości.

„Świat jest zły i niesprawiedliwy”: jak pracować z takim przekonaniem?

Weryfikacja negatywnych myśli automatycznych nie jest łatwa, ale chyba jeszcze trudniejszym procesem jest modyfikacja dysfunkcyjnych przekonań dotyczących świata i rzeczywistości. No bo co mogę zrobić z myślą, która brzmi: „Świat jest zły i niesprawiedliwy”?

Zacząłbym od tego, jak pani rozumie sprawiedliwość. Okazuje się, że posługujemy się często różnymi definicjami wielu pojęć, w tym sprawiedliwości. Czy zatem sprawiedliwie byłoby, gdyby każdy zawsze miał wszystkiego po równo? Skoro koleżanka z pracy dostała 2 tys. złotych premii, pani powinna dostać tyle samo, bo inaczej będzie niesprawiedliwie? Być może, ale jest i taka opcja, w której koleżance przyznano wyższą premię, bo bardziej się starała czy ma lepsze wyniki. Już po tej krótkiej analizie widzimy, że równy podział nie jest jedyną definicją sprawiedliwości.

No tak, są przecież możliwe definicje: „każdemu według jego potrzeb” czy „każdemu według jego pracy”.

Chociażby. By z przekonaniem o niesprawiedliwości świata się zmierzyć, trzeba dookreślić samą definicję. Zadać sobie kilka pytań – oprócz tego, co ta sprawiedliwość oznacza, zapytać: Jakie konkretne fakty z pani życia, przykłady, przemawiają za tym, że świat jest niesprawiedliwy? Czy jest niesprawiedliwy zawsze, czy tylko czasem? W jakich sytuacjach doświadczyła pani tej niesprawiedliwości, a w jakich dostała pani to, na co zasłużyła, a więc została potraktowana sprawiedliwe?

Można zastosować technikę procentowości: zadać pytanie, w ilu mniej więcej procentach świat jest niesprawiedliwy. Być może w odpowiedzi padnie nie 100, ale choćby 70 proc.? Wobec tego w 30 proc. świat sprawiedliwy jednak jest, a więc już jest do czego się przyczepić. Jeśli dowodem na tę rzekomą niesprawiedliwość miałoby być na przykład twierdzenie, że „jedni są biedni, a inni bogaci”, to trzeba by je podrążyć. Być może ci bogaci są bardziej pracowici i ich bogactwo wynika z zaangażowania czy poświęcenia. Wówczas niesprawiedliwość ich stanu posiadania już zostaje poddana w wątpliwość, a ta, jak powiedziałem, jest cenna.

Odwołujemy się też często do systemu wartości, w którym dla jednych bardziej istotne jest „być”, a dla innych „mieć”. Może więc ci majętni preferują „mieć”, a ci biedniejsi raczej „być”. Bo jeśli rozmawiamy o wartościach, można postawić pytanie: z punktu widzenia jakich wartości życie jest niesprawiedliwe?

Kolejna rzecz: jedni mają pieniądze, inni niesamowitą inteligencję, jeszcze inni talenty, końskie zdrowie czy urodę – ten, kto jest bogaty, może nie mieć pozostałych atrybutów, więc pojawia się kolejna wątpliwość co do tego, czy przytoczone przez panią twierdzenie jest prawdziwe. Pokazuję tylko kilka możliwych sposobów rozkładania tego przekonania na czynniki pierwsze po to, by ostatecznie jego prawdziwość zakwestionować. W trakcie takiej analizy może pani dojść do cennej refleksji, o której już mówiłem – „teraz to już nie wiem” – a w kolejnym etapie być może nawet do wniosku: „z tą sprawiedliwością to jednak różnie bywa”. To już byłby ten wspomniany, choćby niewielki sukces terapeutyczny.

Czym naprawdę jest „zmarnowany czas”?

Czy w podobny sposób można poradzić sobie z przekonaniem, w którym dominuje poczucie winy? Choćby takim: „zmarnowałam najlepsze lata swojego życia”?

Trzeba by doprecyzować, co właściwie miałoby znaczyć to „zmarnowanie” właśnie z punktu widzenia wyznawanych przez panią wartości – bo przecież dla kogoś wychowanie dzieci może być stratą czasu, a dla innych życiową misją. Można zastosować też technikę polecaną zwłaszcza w przypadkach bezpodstawnego obwiniania się, czyli technikę reatrybucji – rozłożenia odpowiedzialności.

Sporo osób, nie tylko tych ze skłonnością do myślenia depresyjnego, wykazuje tendencję do przypisywania sobie wyłącznej odpowiedzialności za niepomyślne wydarzenia czy niekorzystny przebieg wypadków. Każdą sytuację tego typu wiążą z własnym brakiem kompetencji, lenistwem, słabością. Tymczasem jedna z ważniejszych reguł funkcjonowania świata mówi o czymś zgoła odwrotnym – o wieloprzyczynowości znakomitej większości zdarzeń.

Zatem obarczanie wyłącznie siebie za jakieś życiowe niepowodzenie jest zwykle niezgodne z rzeczywistym przebiegiem zdarzeń.

W tym konkretnym przypadku należałoby więc się zastanowić, jaka mogłaby być inna przyczyna tego, że ma pani poczucie o zmarnowanej większości życia. Co, prócz pani samej i podjętych przez panią decyzji, mogło się do tego przyczynić? Co mogło na to wpłynąć? Ja stosuję tę technikę w stosunku do siebie. Mam mianowicie taki, niewielki wprawdzie, ale jednak kłopot czy może raczej niedogodność – nie jestem najlepszy w konwersacjach w języku angielskim. Niby go znam, potrafię czytać ze zrozumieniem, ale gdy dochodzi do rozmowy, język mi się trochę łamie, nie mam płynności i swobody.

Mógłbym obwinić siebie, na przykład lenistwo czy to, że niewystarczająco przykładałem się do nauki, ale mogę tę sytuację wytłumaczyć również tym, że być może mam pewien niezależny od mojej woli defekt, który sprawia, że nie mam słuchu poligloty, a więc i tej płynności konwersacyjnej. Jest i taka przyczyna, że w czasach mojej młodości, a więc i edukacji, nie było zbyt wielu okazji do wyjazdów zagranicznych, a więc uczenia się języka w praktyce, używania go. Jest więc co najmniej kilka innych możliwych przyczyn, które kwestionują założenie, że moja niedoskonała angielszczyzna jest wyłącznie moją winą – bo to nie musi być cała prawda.

Technika odwracania uwagi: skuteczny sposób na natrętne myśli

Oprócz technik poznawczych w książce padają wskazówki, które można wykorzystać, gdy pojawią się myśli depresyjne – jedną z nich jest technika odwracania czy też rozpraszania uwagi. Na czym ona polega?

Wobec życiowych trudności, zwłaszcza tych, które się piętrzą, nie tylko u osoby ze skłonnością do myślenia depresyjnego, może pojawić się tendencja do uporczywego przemyśliwania. To „międlenie” czy też „przeżuwanie” w kółko tych samych myśli fachowo nazywamy ruminacją. Człowiek z taką tendencją na przykład na okrągło zamęcza się myślami o tym, że świat jest niesprawiedliwy, albo analizuje bez końca, czego nie potrafi robić. To się nasila wraz ze stopniem zaawansowania stanu depresyjnego. Gdy ktoś zauważy u siebie ten rodzaj natrętnych myśli i stwierdzi, że niemal bez przerwy go one zajmują, może spróbować swoją uwagę przekierować na coś innego – przedmiot, obiekt czy sytuację z najbliższego otoczenia, przykładowo: dokładnie opisać obraz, który wisi ścianie; jadąc tramwajem, uważnie przyjrzeć się pasażerce siedzącej naprzeciwko i próbować zauważyć każdy detal jej stroju, wyglądu, mimiki – opisać ją w myślach, a jeszcze lepiej w notesie.

W proponowanej przez nas metodzie autokorekty pisanie jest bardzo ważne, bo jest rodzajem rekompensaty za brak terapeuty w tym procesie, jednak i w klasycznej formie terapii odgrywa ono bardzo ważną rolę. To wynika z tego, co w psychologii nazywamy poznaniem wielozmysłowym. Kiedy o czymś myślę i mówię, a jeszcze to zapiszę, mogę nie tylko usłyszeć własne myśli, ale dodatkowo je zobaczyć, a to podnosi skuteczność działań terapeutycznych.

Na czym polega technika biegłości i przyjemności?

A jak działa kolejna wymieniona w książce metoda – biegłości i przyjemności – i dlaczego jest pomocna?

Tę technikę można zastosować wtedy, gdy pojawiają się trudności z rozpoczęciem działania, gdy ktoś znajduje się w stanie: „nic mi się nie chce, nie mam siły/ ochoty na nic”, który wprawdzie zdarza się każdemu, ale osobom z tendencją do myślenia depresyjnego może towarzyszyć szczególnie często. Chodzi o to, by pobudzić do działania mózgowy układ nagrody, który u tych osób nie funkcjonuje sprawnie, a u pacjentów z ciężką depresją właściwie przestaje działać – znika nawet zainteresowanie stricte biologicznym substratem nagrody – seksem i jedzeniem.

Bo układ nagrody pierwotnie, ewolucyjnie, został stworzony właśnie do tego, by nas motywować do jedzenia i uprawiania seksu – jest to ważne, bo ktoś, kto traci zainteresowanie tymi aktywnościami, również powinien poobserwować siebie, dlatego że ten zanik zainteresowania może być objawem czającej się depresji.

Są rozmaite formy stymulowania układu nagrody – jedni sięgają po czekoladę, co faktycznie działa, bo już po kilku kostkach w jądrze półleżącym w mózgu zaczyna intensywnie uwalniać się dopamina odpowiedzialna za uczucie zadowolenia; inni kupują coś ładnego, piją aromatyczną herbatę albo idą pobiegać. Dobrze zrobić sobie swoją własną listę działań, które wiążą się z odczuwaniem przyjemności. W telegraficznym skrócie – napisz sobie, co jest dla ciebie przyjemne, i rób to, żeby się nagradzać, żeby stymulować swój mózgowy układ nagrody.

W metodzie biegłości i przyjemności chodzi jednak o coś jeszcze prócz nagrody – o to, by wobec piętrzących się obowiązków i rzeczy do zrobienia najpierw zabrać się za te, które da się wykonać stosunkowo sprawnie, bez większego wysiłku – dzięki biegłości. Jeśli ktoś ma do odgruzowania całe mieszkanie i to go przytłacza, może zacząć od czynności jednocześnie najłatwiejszej i przyjemnej, na przykład uporządkowania książek, jeśli ich przeglądanie wiąże się z miłymi wspomnieniami, a dodatkowo umie to robić i niewiele go to kosztuje. To ma sens, bo ktoś, kto odczuwa niemoc, ma poczucie, że cały dzień snuje się z kąta w kąt, marnuje czas, to na koniec dnia ta bezczynność może stanowić argument pozornie potwierdzający jakieś dysfunkcyjne przekonanie na swój temat, choćby takie: „Całymi dniami nic pożytecznego nie robię, bo do niczego się nie nadaję”.

Autoterapia depresji: bezpieczne granice stosowania autokorekty

A jeśli ktoś zastosuje wszystkie te techniki, a jego samopoczucie się nie poprawi?

Autokorekta nie jest metodą, której zadaniem jest zastąpić farmakoterapię albo klasyczną formę terapii depresji – w książce wyraźnie to podkreślamy. Jeśli ktoś próbuje wymienionych technik, ale nie zauważa żadnej poprawy, a nawet obserwuje pogorszenie samopoczucia, jest to wyraźny sygnał, że należy jak najszybciej zgłosić się do specjalisty.

Warto sprawdzić, czy autoterapia w przypadku danej osoby jest możliwa i skuteczna, ale zawsze stosować miarę skuteczności, obserwować siebie.

Autokorekta jest metodą bezpieczną i może być skuteczna, bo umożliwia samopoznanie, a coraz częściej psychologowie dochodzą do wniosku, że ludzie dużo wiedzą o świecie, natomiast mało o sobie – tymczasem właśnie samoświadomość jest kluczem do terapeutycznego sukcesu. Jednocześnie jednak nawet ta metoda może szkodzić, jeśli ktoś wykorzystuje ją na zasadzie uporczywej terapii, co w medycynie oznacza próbę kontynuowania leczenia za wszelką cenę, mimo braku poprawy i perspektyw na wyzdrowienie. Jeśli ktoś trzymałby się kurczowo naszej metody i próbował w nieskończoność opisanych w niej technik bez rezultatu, zamiast udać się do specjalisty – mógłby sobie bardzo zaszkodzić. To nie jest metoda uniwersalna, bo takich metod w psychologii i psychiatrii po prostu nie ma.

Ryszard Stach – emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, psycholog z Instytutu Psychologii Stosowanej UJ. Zajmował się psychoterapią poznawczą depresji w Psychiatrycznym Oddziale Dziennym w Krakowie, opracowywał teoretycznie różne problemy związane z depresją.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE