Edyta Zbąska - Robisz zdjęcia niemal wszystkiego? Psychologowie ostrzegają: zamiast wspomnień zostanie ci tylko galeria
00:00
07:12
Odkąd smartfon stał się przedłużeniem naszego Ja, robienie zdjęć jest nieodłącznym elementem codzienności. Uwieczniamy śmieszne miny psa, spotkania z przyjaciółmi, osiągnięcia dzieci... Wydaje nam się, że dzięki temu lepiej zapamiętamy to, co wydarzyło się w naszym życiu. Jednak czy na pewno? Okazuje się, że robienie dużej ilości zdjęć wcale nie poprawia naszej pamięci, a czasem wręcz sprawia, że nie przeżywamy naszego życia w pełni. Dlaczego tak się dzieje i jak robić fotografie, by pomagały życiu, a nie je zastępowały?
„Zrób zdjęcie, będzie pamiątka!” - myślimy zawsze, kiedy spotykamy się z kimś bliskim albo dzieje się coś ważnego. Wydaje nam się, że to, co nie jest uwiecznione, zniknie na zawsze. Okazuje się jednak, że właśnie zrobienie zdjęcia może sprawić, że spotkanie zniknie z naszych wspomnień szybciej, niż byśmy chcieli. Badania psychologiczne pokazują, że fotografowanie pewnych doświadczeń może paradoksalnie osłabiać naszą późniejszą pamięć o nich. Zjawisko to nazwano photo-taking impairment effect, czyli efektem pogorszenia pamięci związanego z robieniem zdjęć. Co ciekawe, podobny mechanizm zaobserwowano także w przypadku… robienia screenshotów. Okazuje się, że zescreenowaną informację pamiętamy dużo gorzej niż taką, którą zapisaliśmy własnoręcznie.
Jeszcze kilka pokoleń temu fotografia była czymś absolutnie wyjątkowym - jeszcze nasi pradziadkowie zachowali się tylko na jednym, może dwóch zdjęciach wykonanych na ważnej uroczystości, w pięknych ubraniach. Dziś właściwie nie istnieją żadne ograniczenia. Możemy zrobić jedno zdjęcie, dziesięć albo sto, a potem już nigdy na żadne z nich nie spojrzeć.
Okazuje się, że właśnie ta łatwość może zmieniać sposób, w jaki zapamiętujemy rzeczywistość.
W jednym z najbardziej znanych eksperymentów dr Linda Henkel z Fairfield University, która zajmuje się badaniem pamięci, zabrała uczestników na wycieczkę po muzeum. Część eksponatów mieli po prostu oglądać, a część fotografować. Późniejszy test pamięci pokazał, że osoby, które robiły zdjęcia całych obiektów, pamiętały mniej eksponatów, mniej szczegółów i gorzej przypominały sobie ich lokalizację niż osoby, które tylko je oglądały.
To dość przewrotny wniosek: robimy zdjęcie właśnie po to, żeby nic nam nie umknęło, a mimo to możemy zapamiętać mniej.
Czytaj także: Nie zmieniasz zdjęcia profilowego od lat? Psycholog tłumaczy, co to oznacza
Jednym z możliwych wyjaśnień tego efektu jest zjawisko odciążenia poznawczego, czyli cognitive offloading. Chodzi o sytuację, w której część informacji powierzamy zewnętrznemu „magazynowi” - na przykład telefonowi, co sprawia, że nasz mózg zrzuca z siebie odpowiedzialność kodowania danej informacji.
Nie oznacza to, że świadomie myślimy: „Nie muszę tego zapamiętać, bo zrobiłam temu zdjęcie”. Badania sugerują raczej, że cała czynność fotografowania może wiązać się z mniejszym zaangażowaniem pamięci, ponieważ to jej poświęcamy swoją energię, a końcowa informacja zostaje zapisana również poza naszym umysłem.
Kiedy więc robimy zdjęcie, nasza uwaga przestaje być skupiona wyłącznie na tym, co się dzieje - a zaczyna być skupiona na robieniu zdjęcia.
Zaczynamy myśleć o odpowiednim kadrze, szukamy najlepszego oświetlenia, sprawdzamy korzystny kąt. Nagle nie tylko przeżywamy daną chwilę, ale też próbujemy ją wyprodukować jako obraz. Oznacza to, że nie wkładamy całej naszej uwagi w zapamiętywanie - i dlatego jest ono słabsze.
Czytaj także: „Zdjęcie liścia w social mediach jest dziś ważniejsze niż sam liść”. O powrocie do dzikości w uderzającym manifeście pisze architekt Tomasz Pniewski
Do tego efektu dokłada się też największy paradoks współczesnej fotografii, czyli tzw. cyfrowa amnezja. Polega ona na tym, że wykonujemy tak wiele zdjęć, że przestają być dla naszej pamięci wsparciem, a stają się jedynym źródłem wspomnień. Okazuje się, że robienie dużej ilości fotografii sprawia, że pamiętamy już tylko to, z czego mamy cyfrowy ślad. Z czasem twój mózg przestaje pamiętać rzeczywiste emocje, zapachy czy atmosferę tamtego dnia, a zaczyna pamiętać wyłącznie dwuwymiarowy kadr, który wyświetla się na ekranie telefonu.
Okazuje się też, że strata jest podwójna, bo wielu z nas robi dużo zdjęć, do których później nigdy nie wraca - więc nie ma ani śladu pamięciowego, ani nie ma okazji do odświeżenia go, bo nie przegląda fotografii.
To co teraz? Robić zdjęcia, nie robić ich wcale? Oczywiście, że robić, ale zabierzmy się za to z głową. Fotografia jest ważną częścią współczesnego życia i potrafi zachować rzeczy, które bez niej mogłyby bezpowrotnie zniknąć - warto jednak pamiętać o proporcjach, które pomagają nam pozostać w rzeczywistym momencie. Oto kilka wskazówek:
Najpierw przeżyj, potem sfotografuj. Zanim wyciągniesz telefon, daj sobie chwilę na zwykłe patrzenie. Zauważ miejsce, ludzi, dźwięki, zapachy. Pozwól sobie przez moment niczego nie dokumentować.
Fotografuj wybiórczo. Zamiast robić kilkanaście różnych ujęć tej samej rzeczy, spróbuj skupić się na jednym detalu, który cię zaciekawił. Niech na zdjęciu znajdzie się coś, co naprawdę chcesz zachować.
Zatrzymuj się przy szczególe. Świadome szukanie jednego konkretnego kadru może wymagać większego zaangażowania niż automatyczne fotografowanie wszystkiego dookoła.
Wracaj do zdjęć. Fotografia najlepiej sprawdza się jako punkt zaczepienia dla wspomnień wtedy, gdy faktycznie z niej korzystamy - oglądamy ją ponownie, opowiadamy sobie, co działo się tego dnia, przywołujemy emocje i szczegóły.
Warto pamiętać, że najważniejsze nie jest posiadanie zdjęcia każdej chwili, ale by każdy moment w naszym życiu naprawdę chłonąć i poczuć się w nim obecnym. Bo chociaż telefon zachowa pewien obraz, to nie przeżyje go za nas.
Jest więc wielka mądrość w słowach Włóczykija z Muminków, absolutnego króla minimalizmu, który powiedział:
„Wszystko staje się trudne, kiedy się chce posiadać różne rzeczy, nosić je ze sobą i mieć je na własność. A ja tylko patrzę na nie, a odchodząc, staram się zachować je w pamięci”.