Martyna Harland - Chcesz, żeby ktoś zmienił zdanie? Nie dokładaj kolejnych argumentów. Ekspertka wyjaśnia, co działa skuteczniej
00:00
15:59
Jak prowadzić rozmowę, by przekonać kogoś do swoich racji? Czy lepiej odwoływać się do faktów, czy do emocji? Co najbardziej powstrzymuje przed zmianą zdania? O regułach skutecznej komunikacji w grupie na przykładzie legendarnego dramatu „Dwunastu gniewnych ludzi” mówi psychoterapeutka Agnieszka Rynowiecka.
- „Dwunastu gniewnych ludzi” to nie tylko klasyk kina, lecz także fascynujące studium komunikacji w grupie. Co sprawia, że jeden przysięgły stopniowo skłania pozostałych do zakwestionowania własnych sądów?
- Dlaczego pytania bywają skuteczniejsze od przedstawiania kolejnych argumentów? Na przykładzie przysięgłego numer 8 ekspertka pokazuje, jak unikać konfrontacji, wzbudzać wątpliwości i otwierać innych na zmianę zdania.
- „Największą przeszkodą w zmianie zdania nie jest brak argumentów, tylko lęk” – tłumaczy Agnieszka Rynowiecka, psychoterapeutka. Wyjaśnia też, jak projekcje i silne emocje wpływają na nasze przekonania i decyzje.
- Co zrobić, kiedy rozmowa dociera do martwego punktu? Czasem najskuteczniejsze okazują się cisza, przerwa i obniżenie napięcia. Bo – jak pokazuje „Dwunastu gniewnych ludzi” – nikogo nie możemy zmusić do zmiany poglądów. Musi dojść do niej sam.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 05/2026.
Martyna Harland: Kultowy film „Dwunastu gniewnych ludzi” Sidneya Lumeta to – prócz wielu innych obecnych w nim wątków – także doskonały przykład zmiennej dynamiki komunikacji w grupie.
Agnieszka Rynowiecka: Często pokazuję ten film jako przykład świetnie rozegranej komunikacji. Widzimy tu 12 przysięgłych, którzy mają wydać wyrok w procesie o morderstwo, jeden z nich, numer 8, ma wątpliwości dotyczące winy oskarżonego. To grupa ludzi pochodzących z różnych środowisk, nieznających swoich imion. Najciekawsza jest właśnie postać numer 8, przysięgły, który od początku prowadzi skuteczną komunikację z grupą i pokazuje zdrowy sposób rozmowy. W rezultacie udaje mu się przekonać 11 mężczyzn do tego, że oskarżony jest niewinny.
W jaki sposób?
Od początku prowadzi komunikację spokojnie, unika konfrontacji, mimo że w grupie jest kilka osób uparcie broniących swojej racji. W pierwszym momencie próbuje jedynie wzbudzić wątpliwości, zadając pytania, dopiero później zaczyna mówić głośniej. Poddaje w wątpliwość twierdzenia innych przysięgłych, ale także sam wątpi w swoje przekonania i dzięki temu otwiera proces komunikacji. Stosuje technikę nogi w drzwiach, a to sprawia, że inni go słuchają. Czyli nie wygłasza tez, nie mówi z pewnością, tylko zadaje pytania.
A jak wygląda dynamika tej grupy?
Żeby grupa się w ogóle stworzyła, potrzeba trochę czasu. Bruce Tuckman, amerykański psycholog, który opracował najbardziej chyba znaną teorię rozwoju grupy, opisywał cztery fazy rozwoju: formowanie, konflikt, normowanie i współpracę. W filmie widzimy je wszystkie w przyspieszeniu. Na początku jest faza szybkiego formowania opinii – większość chce jak najszybciej zakończyć sprawę. Potem pojawia się konflikt, gdy numer 8 zgłasza wątpliwość. To właśnie moment napięcia uruchamia prawdziwe myślenie w zespole. Dopiero później grupa zaczyna wspólnie analizować fakty.
Czy przysięgły numer 8 naprawdę chce dojść do prawdy, czy może to, co robi, jest tylko sprytnym trikiem mistrza manipulacji?
Trudno mi na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Myślę że ten mężczyzna jest dobrym strategiem, jednak nie mogę wprost stwierdzić, że ma swój scenariusz, który konsekwentnie realizuje. To oznaczałoby, że działa w sposób wyrachowany, a to nie do końca zgadza się nam z tym, że stoi po stronie dobra i prawdy. Wolę więc myśleć, że chce dojść do prawdy i ochronić niewinną osobę, nie zaś, że jest to eksperyment, który ma udowodnić, że umie wpłynąć na innych.
Ten bohater stosuje strategiczne prowokacje – to na przykład moment, w którym wywołuje w jednym z przysięgłych tak silną złość, że tamten krzyczy: „zabiję cię!”.
To pozwala ujawnić błąd atrybucji, czyli sytuację, w której ignorujemy kontekst emocjonalny, a słowa traktujemy jako jednoznaczne – w tym przypadku: jeśli ktoś powiedział „zabiję cię”, to znaczy, że chce zabić. Jednak czy nigdy nikt nie powiedział tego na głos, ot tak sobie, nie chcąc przecież popełnić morderstwa?
Dzięki temu zaczyna się dyskusja. Używając języka psychoterapii, powiedziałabym, że przysięgły numer 8 doprowadził do pojawienia się tak zwanego objawu na sesji, czyli sytuacji, gdy pacjent podczas psychoterapii ujawnia objawy. To bardzo cenne.
Co to znaczy? Jak wygląda taki objaw na sesji?
Ja to nazywam ogniem na sesji. To moment, w którym emocja, z którą ktoś przyszedł na terapię, pojawia się tu i teraz w relacji z terapeutą. Na przykład pacjent zaczyna mówić, że psychoterapeuci go irytują, albo wprost złości się na mnie, nazywa mnie głupią gęsią.
Brzmi to ostro, ale ta złość nie pojawia się przypadkiem. To właśnie emocja, z którą dana osoba ma trudność na co dzień i zamiast opowiadać o niej, zaczyna ją przeżywać. Dzięki temu możemy zobaczyć ją „na żywo”. Zadaniem terapeuty jest wytrzymać tę emocję i pomóc ją zrozumieć.
Co ciekawe, czasem mogą to uruchomić naprawdę drobne rzeczy – zmiana miejsca, inny ton głosu, poczucie bycia niezrozumianym. Nie trzeba niczego specjalnie prowokować. To raczej naturalny moment w relacji terapeutycznej i często bywa bardzo diagnostyczny, bo pokazuje, jak […]
I że pod jej wpływem podejmuje decyzje?
Ludzie podejmują decyzje na dwa sposoby. Jedni reagują przede wszystkim na argumenty i fakty, inni bardziej na emocjonalny sens sytuacji. Opisywał to między innymi psycholog Daniel Kahneman, który mówił o dwóch trybach myślenia: szybkim, intuicyjnym i emocjonalnym oraz wolniejszym, bardziej analitycznym. W „Dwunastu gniewnych ludziach” widać to wyraźnie. Część przysięgłych zaczyna zmieniać zdanie dopiero wtedy, gdy numer 8 pokazuje konkretne szczegóły – na przykład analizuje, ile czasu potrzeba komuś na dojście do drzwi. To działa na osoby nastawione na fakty. Ale są też tacy, których przekonuje coś zupełnie innego: moment, w którym widać emocjonalne tło ich opinii.
Dlatego przysięgły numer 8 pracuje jednocześnie na dwóch poziomach. Z jednej strony rozbiera dowody na części, z drugiej – pozwala pozostałym zobaczyć, jakie emocje stoją za ich przekonaniami. I dopiero kiedy te dwie rzeczy się spotykają – fakty i emocje – zaczyna się prawdziwa zmiana zdania.
Największy opór wobec zmiany zdania ma przysięgły, który reaguje najbardziej emocjonalnie. Jego stanowisko nie wynika jednak z dowodów, tylko z osobistego lęku i złości związanej z relacjami w rodzinie.
Tak, widzimy to w scenie, gdy wysypują mu się kartki z portfela, a pomiędzy nimi dostrzegamy zdjęcie z synem. Jego diagnoza o winie opierała się na projekcjach, nie faktach. Największą przeszkodą w zmianie zdania nie jest brak argumentów, tylko lęk. Kiedy czujemy się zagrożeni, wizerunkowo czy emocjonalnie, mózg zaczyna bronić swojego stanowiska, a nie analizować.
Czym się różnią projekcje od przekonań?
Projekcja to częsty mechanizm obronny polegający na przypisywaniu innym własnych emocji i doświadczeń. A przekonanie przysięgłego, który był najbardziej pewny winy oskarżonego, opierało się właśnie na tym – on tak naprawdę nie osądza chłopaka z procesu, tylko swojego syna, z którym jest skonfliktowany. I właśnie ten człowiek, który nosi tu w sobie największy opór, przechodzi największą przemianę.
W pewnym momencie w procesie grupowym pojawia się impas. Co robi przysięgły numer 8, żeby z niego wyjść?
Robi przerwę, żeby wszystkie emocje opadły, a sam patrzy na deszcz. W pokoju jest duszno, wszyscy się pocą, ten impas to moment ciszy przed burzą. Psycholog Morton Deutsch, badając konflikty w grupach, zauważył ciekawy moment poprzedzający przełom w rozmowie. Często pojawia się krótka cisza – napięcie nie znika, ale grupa zaczyna przetwarzać to, co właśnie zostało powiedziane. I właśnie wtedy najczęściej dochodzi do zmiany stanowiska.
Badania neurobiologów Josepha LeDoux, Elizabeth Phelps oraz Antonia Damasia pokazują, że w lęku czy złości aktywizuje się ciało migdałowate, co wywołuje w nas chęć walki lub ucieczki. Wtedy trudniej korzystać z kory przedczołowej, czyli tej części mózgu, która odpowiada za analizę i refleksję.
Dlatego w dobrej rozmowie tak ważne jest obniżenie napięcia – dopiero kiedy emocje opadną, ludzie są w stanie zmienić zdanie i w ogóle rozmawiać. Dopóki emocje są silne, bardziej się bronimy, niż myślimy.
Jaki jest jeszcze sposób wyjścia z impasu? W filmie dopiero w tym momencie pojawia się kluczowa scena, która dostarcza informacji na temat istotnych szczegółów w sprawie będącej przedmiotem debaty ławy przysięgłych.
Impas w rozmowie pojawia się wtedy, gdy emocje są już tak wysokie, że ludzie przestają się słuchać, a zaczynają tylko bronić swoich pozycji. W psychologii grupy mówi się, że wtedy rozmowa przechodzi z trybu myślenia w tryb walki. Przysięgły numer 8 robi kilka ważnych rzeczy: zwalnia tempo rozmowy, zmienia jej poziom (na przykład rekonstruuje fakty), wprowadza nowe perspektywy – może to być drobny element, który nagle otwiera nowy sposób myślenia o sprawie.
A wreszcie ósemka robi coś najważniejszego: pozwala ludziom zachować twarz dzięki temu, że pomieszcza i rozładowuje emocje. Potrafi uważnie regulować emocje, żeby nie wpłynęły na fakty. To bardzo cenna umiejętność, ale też niezwykle obciążająca.
Kiedy myślę o martwym punkcie, to widzę moich pacjentów z terapii par. Taki martwy punkt najczęściej pojawia się w sytuacjach przemocowych lub gdy obie strony tańczą znany sobie taniec i kręcą się w kółko. Wtedy nie da się kontynuować, nie robiąc przerwy czy nie rozładowując napięcia choćby ruchem. Trzeba też martwy punkt zauważyć, co wcale nie jest łatwe. Spotykam w swoim gabinecie pary, które nieustannie kłócą się na ten sam temat i nie potrafią tego dostrzec. Jeden blokuje, drugi nakręca, i tak w kółko. Wtedy ja, jako terapeutka, próbuję w tym pomóc, podobnie jak robi to przysięgły numer 8. Dzięki temu ludzie potrafią nazwać to, co czują, a często są to duże napięcie i lęk. Jednak rozbroić je można, tylko jeśli strony współpracują. Wtedy warto zastosować technikę wprowadzenia neutralnego hasła na nazwanie tego stanu, na przykład słowo „Titanic”, które można rzucić, gdy ktoś dostrzeże martwy punkt.
Przysięgły numer 8 to całkiem niezły terapeuta. Po pierwsze, umiejętnie zadaje pytania, a po drugie, doskonale wie, że nie da się zmienić czyjegoś zdania. Tylko ten ktoś sam może to zrobić.
Tak, człowiek sam musi dojść do pewnych wniosków.
Oczywiście możemy kogoś zastraszyć, ale nie zmieni on wówczas poglądów, może jedynie się z nami zgodzić z lęku. Przysięgły numer 8 ma w sobie pokorę. Bez niej dialog zamienia się często w walkę.
Wyznaje standard myślenia oparty o zasadę „ponad rozsądną wątpliwość”, który nie nakazuje zmiany poglądu, ale podnosi standard dowodu. Dzięki temu przysięgli w filmie nie muszą przyznawać się do błędu. Wystarczy, że powiedzą: nie mam już takiej pewności. To pozwala im zachować twarz. I właśnie to wykorzystuje przysięgły numer 8, który tworzy przestrzeń, żeby inni sami mogli zmienić zdanie. To kluczowe, bo w sytuacji publicznej ludzie rzadko zmieniają zdanie, jeśli czują się upokorzeni.
W jaki sposób można ten film wykorzystać w kontekście dobrej komunikacji?
Ten film przede wszystkim pokazuje, że jeśli chce my z kimś dyskutować, to trzeba się nastawić na pewną niewiadomą. Rozmowa zaczyna się tam, gdzie człowiek ma odwagę powiedzieć: mogę się mylić. A kończy, gdy ktoś broni swojej racji i przestaje dociekać prawdy.
„Dwunastu gniewnych ludzi” to świetny przykład dobrej komunikacji. Na drugim biegunie możemy po stawić film „Historia małżeńska” Noaha Baumbacha, w którym mamy jedną z najbardziej realistycznych scen kłótni w kinie. Bohaterowie niby rozmawiają, ale w rzeczywistości każdy walczy o rację. Zamiast ciekawości pojawia się interpretowanie intencji drugiej osoby, wypominanie przeszłości i podnoszenie głosu.
A co by było, gdyby w tę grupę przysięgłych wkroczyła kobieta, na przykład bohaterka grana przez Sharon Stone w „Nagim instynkcie”?
W grupach mieszanych częściej pojawia się większa uważność na relacje i emocje, co potrafi obniżać poziom konfrontacji. Jednak kobieta taka jak bohaterka „Nagiego instynktu” nie przydałaby się tej grupie, bo obecność takiej figury sprawia, że mózg zaczyna działać bardziej w trybie imponowania niż analizowania. W psychologii ewolucyjnej mówi się, że w takich sytuacjach mężczyźni częściej podejmują ryzykowne lub demonstracyjne decyzje.
W jednorodnych grupach męskich częściej zaś pojawia się rywalizacja o status i dominację. W filmie widać to wyraźnie – część przysięgłych reaguje złością, podnosi głos, próbuje narzucić swoją rację. Przysięgły numer 8 robi coś przeciwnego: nie wchodzi w walkę o dominację, lecz zmienia reguły rozmowy.
Zamiast walczyć o pozycję lidera, zaczyna organizować proces myślenia. Reguluje emocje grupy, jest spokojny, nie reaguje agresją na agresję i właśnie te cechy sprawiają, że zaczyna być słuchany. Największy wpływ mają często nie ci, którzy najgłośniej mówią, ale ci, którzy potrafią zachować spokój wobec presji tłumu.
Agnieszka Rynowiecka, psycholożka, certyfikowana psychoterapeutka Sekcji Naukowej Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oraz superwizorka aplikantka tegoż towarzystwa. Od 2007 roku pracuje zawodowo w Szpitalu Nowowiejskim w Warszawie, od 2021 roku współtworzy platformę Terappo.