1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. Masz dość nieporozumień w relacjach z innymi ludźmi? Naucz się rozpoznawać gry psychologiczne i przerwij ten schemat

Masz dość nieporozumień w relacjach z innymi ludźmi? Naucz się rozpoznawać gry psychologiczne i przerwij ten schemat

(Fot. Arthur Elgort/Condé Nast via Getty Images)
(Fot. Arthur Elgort/Condé Nast via Getty Images)
Wszystkim nam zdarzają się nieporozumienia z innymi ludźmi. Jeśli podejdziemy do nich z otwartością i wykorzystamy jako okazję do wyjaśniania problemu, który za nimi stoi, może to być kolejna cegiełka w budowaniu dobrej relacji. Co jednak, gdy przegadany już wielokrotnie temat powraca? Wzorcom, które powielamy, bo chodzi o coś innego, niż mówimy na głos – przygląda się trener komunikacji Zbigniew Rećko.

Spis treści:

  1. Czym są gry psychologiczne w relacjach i dlaczego w nie gramy?
  2. Powtarzalne konflikty w relacjach: skąd bierze się „zaklęty krąg”?
  3. Nieświadome mechanizmy w relacjach: jak wybieramy partnerów do gry?
  4. Jak skończyć z grami psychologicznymi i powalczyć o bliskość?

Fragment książki „Moc relacji”, Zbigniew Rećko, Wydawnictwo Mando. Skróty, tytuł, śródtytuły i lead pochodzą od redakcji.

Doświadczanie różnic, niejasność intencji i nawet gwałtowne konflikty są częścią naszego współistnienia i wcale nie muszą trwale zaburzać harmonii i obniżać ogólnej satysfakcji z relacji. Niektóre nieporozumienia, będące wynikiem spotkań i rozmów, są jednak tak częste, że uważny obserwator dostrzeże w nich powtarzalny wzorzec.

To właśnie on pokazuje, że wchodzimy ponownie w sytuacje, które kończą się jakimś rodzajem zmieszania i przykrego zaskoczenia. Nie ma szansy na zgodę, bo uczestnicy nie stwarzają sobie przestrzeni na prawdziwe zrozumienie. Dzieje się tak, bo gra odbywa się na poziomie psychologicznym, nieświadomym. W warstwie wypowiadanych słów nie zawsze widać jego początki, ale ukryty poziom psychologiczny determinuje rozgrywkę.

„Dlaczego mi się to znowu przydarza? To było do przewidzenia”. Finalne myśli odsłaniają właśnie mechanizm rotacji i zaklętego kręgu. Pokazują, że podobne historie istnieją i powracają w naszym życiu, jakby w magiczny i niewyjaśniony sposób.

Czym są gry psychologiczne w relacjach i dlaczego w nie gramy?

W grze nie chodzi o zrozumienie. Rzecz toczy się o stawkę emocjonalną. Im mocniej grają gracze, tym większe pogubienie. Na poziomie społecznym i jawnym ktoś na przykład może mówić, że potrzebuje pomocy. Nawet prosi o nią wprost. Ale jednocześnie w warstwie nieświadomej wcale tej pomocy nie chce przyjąć.

Wręcz zrobi wszystko, aby ją odrzucić i utwierdzić się w przekonaniu na swój temat. I druga strona odpowie pomocą, ale oferując ją, wpadnie w pułapkę, ponieważ zostanie ona odrzucona. Ucierpi na tym możliwość zbliżenia i nawiązania autentycznego kontaktu. Dzieje się tak, gdyż na poziomie słów możemy mówić wprost, o co nam chodzi. Nie jesteśmy jednak uczciwi wprost sami ze sobą, że tej pomocy naprawdę nie chcemy.

Ten brak uczciwości zaszyty jest w warstwie niejawnej i staje się nieświadomą potrzebą, która skazuje drugą stronę na sferę domysłów. Druga strona odgaduje je nieświadomie z płaszczyzny pozasłownej lub odkodowuje znaczenie słów poza tym, o czym mówią wprost. Dodaje swoje filtry.

Ktoś mówi, że coś jest trudne i natychmiast, bez rozumienia sytuacji, ktoś drugi oferuje pomoc. Odgrywa się monodram, a odbiorca odczytuje ukryty komunikat i obie strony wikłają się w spektakl z dramatycznym zakończeniem. Najczęściej też nie rozpoznaje się swego wpływu na końcowy rezultat, przerzucając winę na partnera w wymianie. Czynią tak dwie strony, przez co odpowiedzialność zostaje sierotą.

Wplątujemy się w takie układy w relacjach z bardzo ważnych motywów psychologicznych i dla korzyści emocjonalnych. To nic, że negatywnych.

Gra jest nieudolną próbą nawiązywania relacji. Nie sprawdza się w jej budowaniu, ale rotacyjny mechanizm i brak rozpoznania o konstruktywnych sposobach na bliskość powodują, że podejmuje się kolejne nieskuteczne próby.

Powtarzalne konflikty w relacjach: skąd bierze się „zaklęty krąg”?

Ludzie grają często z tymi, na których im zależy, uznali ich za ważne osoby w życiu. I w ten sposób domagają się docenienia, akceptacji, miłości. A równocześnie nie dostrzegają możliwości zadbania o to w inny sposób. Nie potrafią dostrzec, że mogliby otwarcie poprosić o to, czego im potrzeba. Często po prostu nie wiedzą tego, bo nie zatrzymują się na swoich potrzebach, nie identyfikują ich i nie nazywają.

Innym znów razem mogliby powiedzieć, co jest dla nich ważne, mając tego świadomość – tylko że nie potrafią o tym mówić, bo powstrzymują ich własne ograniczone wyobrażenia tego, co mogą, co wypada, jakim trzeba być. Pojawiają się lęk i ryzyko odtrącenia, które zostawia pytanie: „co wtedy, gdy ktoś nie zrozumie i odepchnie?”.

Obserwacja wzorca zachowań pomaga zauważyć powtarzalność w czasie. Możemy poznać, że udzielamy się w jakiejś ulubionej roli w grze, gdy odczuwamy powtarzające się nieprzyjemne emocje. Finał gry powoduje uczucia zmieszania, zakłopotania, zagubienia i splątania. Uczucie może być trwalsze, utrzymywać się, a nasze myśli wciąż będą wracać do zdarzenia, uruchamiając przeżycie na nowo. Trudno jest nazwać i rozpoznać ich źródło i początek.

Często trudno nazwać, o co w nich chodzi. Przeżywa się emocje związane z wyższością lub upokorzeniem. Czasem naprzemiennie. Pomimo nieprzyjemnych uczuć niczego się nie zmienia. Tkwi się jakby w matrycy.

Zrzuca się odpowiedzialność na innych, na swoją nieporadność, niesprawiedliwy świat, koleje losu i porządek rzeczy, na polityków, szkoły, firmy i szeroko pojęty system, myśląc, że przecież nie ma się wpływu na to, jacy są ludzie.

Taka bierność i oczekiwanie, że to inni powinni się zmienić, bo wina jest po ich stronie, a my nie możemy, bo utykamy, wciskając się w rolę tych, którym i tak się nie uda, powodują, że gracze są równocześnie przegrani. Wszyscy tracą okazję na bliższą relację. Możliwość nawiązania bliskiej i prawdziwej więzi, w której jest miejsce na jawność, szczerość i poczucie zrozumienia.

Nieświadome mechanizmy w relacjach: jak wybieramy partnerów do gry?

Ludzie potrzebują wypełnić czymś czas spotkania ze sobą. Kiedy się poznajemy, wymieniamy intensywne znaki rozpoznania i stajemy się wyczuleni na słowa, gesty i inne sygnały, które pozwalają nam poczuć, czy to spotkanie nam jakoś służy. Najczęściej warstwa słów ogranicza się do powierzchownego gadania o wszystkim i o niczym. Nikt na początku nie inwestuje w intymność. To ważny moment w budowaniu relacji. Właśnie wtedy, przy takiej wymianie, szukamy sobie nieświadomie partnerów do gierek. Włącza się intuicyjny mechanizm, który pozwala rozeznać się, czy ktoś będzie nadawał się do odegrania roli pasującej do naszej historii.

To fascynujące, jak ludzie trafnie i bez słów potrafią się odnaleźć w pasujących do gry rolach. Wyczuwają niewerbalne sygnały i zauważają zdawkowe nawet słowa. Szuka się na przykład potwierdzeń, wciągając kogoś w dostarczanie zapewnień: „Chyba nie bardzo mi pasuje ta sukienka” – to stwierdzenie jest jak zaczepka mająca skutkować uzyskaniem komplementu. Jakże często podobne zdania inicjują rozmowy.

Albo pada pytanie: „A co sądzisz o ostatniej decyzji zarządu”? A przecież wcale nie chodzi o jej analizę, tylko o sprawdzenie, kto chętnie podchwyci krytykę. Albo jeszcze inaczej: charakterystyczne omijanie kogoś wzrokiem – niby zdawkowe, ale paradoksalnie ostentacyjne. Żeby zobaczyć, kto odpowie wzmożoną uwagą i zaintryguje się skrywaną niedostępnością. Czy może dostrzeże, że ten dystans to zaproszenie do uznania nas za kogoś ważnego. Początkowa ekscytacja z nowych spotkań ustępuje, a niezaspokojony głód bycia zauważonym skłania nas do zdobywania uwagi, która byłaby sycąca. Uruchamiała silne uczucia.

Partnerzy w grach znają jej ukryty motyw. Jego celem jest zdobycie silnego znaku potwierdzającego, że jedna z osób została zauważona. W grach żaden ze znaków nie zaspokaja głodu.

Jak skończyć z grami psychologicznymi i powalczyć o bliskość?

Kiedy się pozna, czym są gry psychologiczne, dostrzeże się ich przykre skutki i odkryje, jak są powszechne w życiu, łatwo poczuć się przytłoczonym nieracjonalnością tego, co ludzie robią sobie nawzajem w takich wymianach. Wygląda to absurdalnie.

Wchodzimy jak ćmy w relacje, które kończą się rozczarowaniem i pogubieniem. Obiecujemy sobie, że już nigdy więcej, próbujemy zrozumieć, co się stało, a potem znowu przeżywamy znane i przykre uczucia.

Chętnie deklarujemy wtedy, że my nie ponosimy za to odpowiedzialności. Za to często obciążamy nią drugą stronę. Trudna perspektywa zachęca do odrzucenia swojego wpływu i udziału. Jak tu przyjąć, że przyczyniam się w jakiś sposób do takiej destrukcji w relacji?

Spójrzmy na grę z poziomu ludzkiej natury. Z fundamentalnej potrzeby bycia blisko kogoś w relacji. Spojrzenie na gry z tej perspektywy to dostrzeżenie człowieka, który gra o taką stawkę. O uwagę. O dowód, że jest ważny, dostrzegany i akceptowany. O zaspokojenie głodu. Ludzie zrobią wszystko, żeby go zaspokoić. Wikłają się więc w niejasne gry, bo nie umieją zadbać o sytość wprost. Nie potrafią mówić i prosić. Często też nie wiedzą, o co poprosić, bo podejrzewają, że czują, ale nie bardzo wiedzą co. I nie umieją nazwać, co mogłoby im pomóc.

Świadomość własnych predyspozycji do wchodzenia w gry, ich inicjowania lub przyjmowania zaproszeń jest podstawą budowania strategii ich opuszczania.

Uważność i rozpoznanie fortelu, który jak swoisty haczyk ma nas złowić, byśmy odegrali rolę w grze, mogą pomóc odciąć dalszy jej przebieg. Haczykami mogą być na przykład plotki, przechwałki, wytrzymywanie i strapienie. Chęć bycia miłym, uczynnym, ważnym. Wszystko, co uruchomi sekwencję wymian i rozwój gry do kolejnych etapów, w których pojawiają się kupony.

Na każdym etapie rozgrywki, nawet pomimo jej zakończenia i wypłaty w postaci przykrych uczuć zmieszania i zagubienia, możemy postawić na autentyczność i przejść do budowania bliskości. Zamieniając pozycję, możemy powiedzieć: „Właśnie sobie uświadomiłem, że ponownie przeżywam trudne emocje w rozmowie. Mam poczucie, że zakończymy tę rozmowę czymś przykrym. Bardzo chcę tego uniknąć teraz i w przyszłości. Boję się, bo zależy mi na harmonijnych relacjach z tobą”.

Albo: „Nasza rozmowa kończy się podobnie jak ostatnio. To przykre. Mam wrażenie, że znowu wywierałem presję i doprowadziłem do tego smutnego końca. Zależy mi na tym, żebyśmy mogli się porozumieć i unikali takich przykrych zakończeń”. Może się to wydawać nienaturalnym odsłonięciem siebie. Ale w tym wypadku nie ma innej drogi. Można ewentualnie modyfikować wyznanie, aby było bardziej „nasze”. Trzeba jednak wyrwać się z wzorca. To nowe i otwarte nazwanie tego, co się dzieje i czego potrzebujemy po swojej stronie, jest zdjęciem maski, porzuceniem roli w scenariuszu.

Zbigniew Rećko, trener komunikacji, szkoleniowiec coach. Pracuje z ludźmi w organizacjach i pokazuje, jak mogą się dogadywać, szanując i zauważając siebie i innych z dorosłą wrażliwością.

(Fot. Materiały prasowe) (Fot. Materiały prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE