1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Papusza – romska poetka natury, pamięci i wolności. 6 niezwykłych wierszy, które poruszają do dziś

Papusza – romska poetka natury, pamięci i wolności. 6 niezwykłych wierszy, które poruszają do dziś

Papusza (Fot. Marek Skorupski/Forum)
Papusza (Fot. Marek Skorupski/Forum)

Odsłuchaj artykuł

Agata Mostowska - Papusza – romska poetka natury, pamięci i wolności. 6 niezwykłych wierszy, które poruszają do dziś

00:00 11:44
15s
0,5 x
15s
Las, rzeka, ogień, droga, wolność. Właśnie z tych obrazów Papusza – jedna z najbardziej niezwykłych romskich poetek – tkała swoją poezję. Przypominamy sześć jej poruszających wierszy, w których zachwyt nad naturą przeplata się z melancholią, a wspomnienie dawnego życia – z bólem jego utraty.

Spis treści:

  1. Kim była Papusza (1908–1987)?
  2. O czym pisała Papusza?
  3. Wiersze Papuszy – 6 wyjątkowych utworów

Kim była Papusza (1908–1987)?

Papusza, właściwie Bronisława Wajs, była jedną z pierwszych szerzej znanych romskich poetek w Polsce. Pochodziła z grupy Polska Roma i tworzyła w języku romskim. Była zresztą jedną z niewielu romskich kobiet swojego pokolenia, które samodzielnie nauczyły się czytać i pisać. Przydomek Papusza, czyli „lalka”, dostała jeszcze w taborze, gdzie zachwycano się jej urodą.

Jej życie zmieniło się w 1949 roku, kiedy poznała Jerzego Ficowskiego. Młody badacz kultury Romów usłyszał o Papuszy od członków jej taboru i szybko odkrył, że ma przed sobą niezwykły talent. Zachwycił się jej pieśniami i namówił ją, by spisywała swoje utwory. Później tłumaczył jej poezję na język polski i przyczynił się do jej publikacji. Teksty Papuszy zainteresowały także Juliana Tuwima, który pomógł doprowadzić do ich wydania. W 1950 roku jej twórczość pojawiła się w miesięczniku „Problemy”, a rok później poetka oficjalnie zadebiutowała w „Nowej Kulturze”.

Dla Papuszy literacka sława okazała się jednak początkiem bardzo bolesnego rozdziału. Część społeczności romskiej oskarżyła ją o ujawnienie jej tajemnic, szczególnie po publikacji książki Ficowskiego „Cyganie polscy” w 1953 roku, zawierającej między innymi informacje o romskich obyczajach, wierzeniach i języku. Poetka doświadczyła ostracyzmu, gróźb i odrzucenia, a w późniejszych latach jej stan psychiczny znacznie się pogorszył. Papusza była wielokrotnie leczona psychiatrycznie i hospitalizowana.

Czytaj także: Zuzanna Ginczanka i jej najpiękniejsze wiersze: o miłości, kobiecej niezależności i sile

O czym pisała Papusza?

A jednak poza romską społecznością jej nazwisko zyskiwało coraz większe znaczenie. Jej wiersze tłumaczono na kolejne języki, a od 1962 roku należała do Związku Literatów Polskich. Dziś Papusza pozostaje jedną z najważniejszych postaci polskiej literatury romskiej. Wprowadziła do niej bowiem osobisty, zakorzeniony w romskim doświadczeniu głos kobiety, która znała życie taboru od środka i potrafiła opowiedzieć o nim bez idealizowania.

Pisała o świecie, który przeminął, o życiu w drodze, tęsknocie za utraconą wolnością i pamięci, której nie sposób wymazać. Jednak szczególne miejsce w jej poezji zajmowała natura. Las, rzeka, ogień, ptaki czy droga nie są u Papuszy jedynie pięknym tłem. To jej dom, powiernicy i symbole świata, który powoli znikał. Dlatego w jej wierszach zachwyt nad przyrodą często sąsiaduje ze smutkiem, a wspomnienie szczęśliwego życia – ze świadomością jego utraty.

Jej poezja zachwyca prostotą, ale ta prostota ma niezwykłą siłę. Papusza nie potrzebowała skomplikowanych metafor, by mówić o wykorzenieniu, samotności, przemijaniu czy tęsknocie. Jej słowa są jak pieśni – brzmią naturalnie, czasem niemal dziecięco, a jednak kryją doświadczenie kobiety, która straciła swój świat. Wybraliśmy sześć wierszy Papuszy, które szczególnie mocno pokazują jej niezwykłą wrażliwość – na naturę, wolność, przemijanie i ludzkie cierpienie.

Wiersze Papuszy – 6 wyjątkowych utworów

„Pieśń cygańska z Papuszy głowy ułożona”
(gili romani Papuszakre szerestyr utchody)

W lesie wyrosłam jak złoty krzak,
w cygańskim namiocie zrodzona,
do borowika podobna.
Jak własne serce kocham ogień.
Wiatry wielkie i małe
wykołysały Cyganeczkę
i w świat pognały ją daleko…

Deszcze łzy mi obmywały,
słońce, mój ojciec cygański, złoty,
ogrzewało mnie
i pięknie opaliło mi serce.

Z modrego zdroju nie czerpałam sił,
tylko przemyłam oczy…
Niedźwiedź po lasach się włóczy
jak srebrny księżyc,
wilk boi się ognia,
nie ugryzie Cyganów.

Cyganeczka daleko wędruje po lesie,
rży cygański koń,
budzi obcych,
raduje cygańskie serce.
Wiewiórka na cygańskiej budzie
orzechy gryzie.

Oj, jak pięknie żyć,
słyszeć to wszystko!
Oj, jak pięknie
widzieć to wszystko!

Oj, jak pięknie
czarne jagody zbierać
jak cygańskie łzy!
Oj, jak pięknie żyć,
na Wielkanoc słuchać pieśni ptaków!

[…]

Oj, jak pięknie spoglądać w niebo,
niebieskości jego różne w sercu ciułać!
Oj, jak pięknie
czarne oczy, smagłą twarz całować!

Oj, jak pięknie szumi nam las –
to on mi śpiewa piosenki.
Oj, jak pięknie odpływają rzeki,
to one mi serce cieszą.
Jak pięknie wpatrzeć się w toń rzeki
i powiedzieć jej wszystko.

Bo nikt mnie nie zrozumie,
tylko lasy i wody.
To, co tu opowiadam,
wszystko, wszystko już dawno minęło
i wszystko, wszystko ze sobą wzięło –
i moje lata młode.

„Lesie, ojcze mój”
(weszo, dadoro miro)

Lesie, ojcze mój,
czarny ojcze,
ty mnie wychowałeś,
ty mnie porzuciłeś.
Liście twoje drżą
i ja drżę jak one,
ty śpiewasz i ja śpiewam,
śmiejesz się i ja się śmieję.
Ty nie zapomniałeś
i ja cię pamiętam.
O, Boże, dokąd iść?
Co robić, skąd brać
bajki i pieśni?
Do lasu nie chodzę,
rzeki nie spotykam.
Lesie, ojcze mój,
czarny ojcze!

„Już moja noga nie postanie, gdzie niegdyś jeździli Cyganie”
(me na dźawa pre do droma, karik tradenys charga Roma)

Ach, ludzie, chcielibyście poznać nasze życie,
prawdziwe o Cyganach wieści?
Ja wiem, że mi nie uwierzycie,
ale proszę – wysłuchajcie pieśni
i wierzcie, żem w niej ani słowa nie skłamała.

Śpiewam, jak kiedyś z dziećmi matka biedowała.
Nie pójdę już do czarnych lasów,
wierzcie mi – niechaj zginę! –
gdzie wędrowali kiedyś Cyganie.
Bo ta droga – przeklęta!
Tam rosły biedne Cyganięta.
Gdzie ja bywałam – nie powiem.
Tam rosłam, tam się urodziłam.
Na stare lata
rozumu się nauczyłam.

Już moja noga nie postanie
tam, kędy ciemną nocą jeździli Cyganie.
Przysłuchiwały się dzieci – to dla nich
ptaki zmarłych śpiewały nocami.

[…]

Dziwne było nasze życie – wiedzcie o tym.
Ale Cygan nie zamieniłby się z chłopem.
Tyle lat w czarnym lesie
przeżyli Cyganie przecie,
drogami, drożynami jeździli po świecie,
Kare konie, siwe konie kopytami
na kamieniach naszym pieśniom wtórowały.
Dzieci nasze bose ślady zostawiały.
I choć biedy nam dojadły,
to szczęśliwiśmy bywali,
jak te ptaki pośród liści,
pod zielonym słońcem maja.
Och, to dawne życie nasze, wędrowanie!
Jedzie tabor, wozów wiele, w nich Cyganie!
A u wozów skrzypią koła,
psy szczekają, rżenie koni słychać w lesie,
las to wszystko z wiatrem niesie.
Ludzie domy zamykają,
z daleka nas odpędzają.
Dzieci nasze proszą chleba…
Gdzie indziej nam jechać trzeba.
Pojedziemy dalej do wsi,
tam będziemy chleba prosić.

[…]


Ni na lewo, ni na prawo
małej dróżki nie ma nawet.
Gdzież pojedzie biedny Cygan,
co go obcy człowiek ściga?…
Tak żył kiedyś Cygan ubogi.
Przeklęte są tamte drogi!
Nie wrócę już na te drogi.
Ja, która kocham las i pieśni leśne,
i wszystko, co żyje i rośnie.

„Gdzie jest moja spódnica ze wszystkich kwiatów świata”
(kaj sy miri podźi)

Panie, gdzie jest moja spódnica,
ta czerwona i biała,
ze wszystkich kwiatów świata?
Kto mi ją podarł na strzępy?
Gdzie ona jest, powiedzcie!
Mój Boże, taka śliczna była,
jakże mam ją zapomnieć?

Moje białe, czerwone i zielony lasy,
moje czarne wieczory,
godziny północne
już nic nie pamiętają
i nie wiedzą wcale,
gdzie chłopka jakaś,
a może Cyganka,
chodzi w mojej spódnicy,
śmieje się i śpiewa!

Panie, jak ja ją szyłam!
Jak ją układałam!
Daleko w górach, dolinach przystaję,
tu i tam się rozglądam:
gdzie jest moja spódnica
czerwona, biała, czarna,
ze wszystkich kwiatów świata?

I zawołałam: – co się stało?
Chcecie gdzieś zgubić suknię moją?
Jest ona jeszcze,
choć już bardzo stara.
Dawno ją szyłam sobie,
aż raz z rąk mi wypadła,
kiedy sen mnie zmorzył.
Alem się obudziła i wróżę ci, panie,
że ją znajdę jeszcze.

„Przychodzę do was”
(me jawjom ki tume)

Nie przyszłam do was, byście jeść mi dali.
Przychodzę, byście chcieli mi uwierzyć.
Nie przyszłam do was po wasze pieniążki.
Przychodzę, byście rozdali je wszystkim.
Przychodzę do was z podartych namiotów,
wiatr je poszarpał i zabrała woda.
Proszę was wszystkich, proszę starych ludzi
i małe dzieci, i piękne dziewczyny,
zbudujcie domy srebrne jak namioty,
co w lesie stoją pobielane mrozem!
Nie przyszłam do was po wasze pieniążki.
Przychodzę, byście wszystkich przyjąć chcieli,
żebyście czarnej nocy nie czynili,
w biały dzień.

„Piosenka”
(gilori)

Po wielu latach,
a może już niedługo, wcześniej,
twe ręce moją pieśń odnajdą.
Skąd wzięła się?
Czy w dzień, czy we śnie?
I wspomnisz, i pomyślisz o mnie –
czy bajką było to,
czy prawdą?
I o moich piosenkach
i wszystkim
zapomnisz.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE