Beata Pawłowicz - Dlaczego pokolenie Z miewa problemy z pracą? Wojciech Eichelberger: „Nawet niewielki dyskomfort wydaje się im nie do zniesienia”
00:00
14:07
Szybko znajdują potrzebne informacje, operują jednocześnie na wielu danych, ale nie przyjmują krytyki i nie wytrzymują frustracji. Czy pokolenie Z może te przeszkody pokonać?
- Wojciech Eichelberger przygląda się pokoleniu Z i zastanawia się, jak dorastanie w świecie internetu, mediów społecznościowych i konsumpcji wpłynęło na jego stosunek do pracy i samodzielności.
- „Można nawet powiedzieć, że uzależnili się oni od bezproblemowego, komfortowego życia, bo nawet niewielki dyskomfort wydaje się im nie do zniesienia” – mówi psycholog.
- Eichelberger zwraca też uwagę na wpływ świata cyfrowego i mediów społecznościowych na relacje oraz poczucie własnej wartości młodych.
- Czy zetki rzeczywiście nie chcą pracować, czy raczej szukają pracy na innych zasadach niż wcześniejsze pokolenia? Ekspert mówi o oczekiwaniach młodych wobec pracodawców, potrzebie autonomii i współpracy oraz o tym, co może pomóc pokoleniu Z odnaleźć się w dorosłym życiu.
Wywiad pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 06/2026.
Beata Pawłowicz: Najmłodsi na rynku pracy należą do pokolenia Z, urodzili się po 1995 roku, a więc w świecie internetu i social mediów. Nazywani są pokoleniem internetowym, pokoleniem C (ang. connect, communicate, change, czyli: łącz, komunikuj, zmieniaj). Pozornie są lepiej przygotowani do pracy w świecie AI niż poprzednicy, dlaczego więc zatrudnienia szukają średnio dwa lata?
Wojciech Eichelberger: Zetkom do podjęcia pracy po prostu się nie spieszy. Nie spieszy się im też do organizowania sobie dorosłego życia, choć już powinni być samodzielni. Mieszkają z rodzicami, czyli „gniazdują” najdłużej, jak się da. Zmieniają za to pracodawców najczęściej ze wszystkich postkomunistycznych pokoleń. Z punktu widzenia psychologii i rytmu statystycznego życia 25 lat to najwyższy czas na samodzielność.
Skąd ta niechęć do zdobycia niezależności ekonomicznej?
Jednym z powodów jest agresywny i systemowy marketing konsumpcyjny, który w połączeniu z obsesyjną pogonią za komfortem zatrzymuje psychiczny rozwój na poziomie rozkapryszonego dziecka. Młodzi ludzie, którzy urodzili się i dorastali w świecie cyfrowym, są najbardziej podatni na ten dehumanizujący i kłamliwy przekaz wszechobecnych reklam, że ich dobrostan zależy wyłącznie od posiadania wielu rzeczy i połykania sztucznie wytworzonych substancji.
Wmawia się im także i to, że szczęście, samorealizację i samoocenę można sobie kupić. Nie muszą więc niczego się uczyć, niczego w sobie rozwijać ani wzmacniać, nie muszą zawracać sobie głowy pytaniami o sens, o wartości, o godność. I właśnie te podprogowo szeptane do ucha młodych ludzi przekazy dewastują ich poczucie autonomii.
Praca nad sobą, wytrwałość nie mają dla nich sensu?
Tak, zwłaszcza że wychowani w erze nadkonsumpcji, myślą, że każda frustracja, dyskomfort, niewygoda powinny być stłumione w zarodku dzięki zakupieniu jakiejś rzeczy czy wprowadzeniu do organizmu jakiejś substancji. To sprawia, że niezbędna w dorosłym życiu odporność na frustrację, smutek, lęk, krytykę, na wysiłek samodoskonalenia i na zmęczenie jest wśród młodych znikoma. Można nawet powiedzieć, że uzależnili się oni od bezproblemowego, komfortowego życia, bo nawet niewielki dyskomfort wydaje się im nie do zniesienia.
Każda praca wymaga odporności na dyskomfort i frustrację?
Brak odporności na frustrację, krytykę i długotrwały wysiłek świadczą niezbicie o emocjonalnej i psychicznej niedojrzałości. Coraz częściej skala tej niedojrzałości zasługuje na termin „infantylizm”. Staje się on zjawiskiem powszechnym, powiązanym z poziomem zasobności społeczeństw zafiksowanych na bezpieczeństwie i komforcie.
Ukuto nawet ostatnio paradoksalny termin comfort crisis, czyli kryzys spowodowany komfortem. Opisuje on też ten szczególny syndrom deficytu rozwojowego, który utrudnia młodym zmierzenie się z wyzwaniami związanymi z systematyczną pracą i pokonywaniem trudności.
Kłopot zetek z pracą wynika stąd, że praca nie jest dla dzieci?
Zarówno praca, jak i rodzicielstwo. Jeśli przyjmiemy, że frustracja, ból i niewygoda same w sobie są złe, to już pierwszego dnia w pracy poczujemy się mobbingowani. Wtedy też każdą korygującą nasze zachowania uwagę potraktujemy jako przemoc. A jeśli nie potrafimy przyjmować wymagań ani krytycznych uwag i nie dostrzegamy sensu w znoszeniu dyskomfortu czy w wysiłku – niewiele zdołamy się nauczyć. Nie zdołamy także kształtować swojego charakteru i nabywać miękkich kompetencji.
Co więcej, skoro osoby niedojrzałe, infantylne nauczyły się myśleć, że jakość, bezpieczeństwo i komfort nie zależą od nich, lecz od rzeczy, które posiadają, nie dostrzegą sensu w uczeniu się, przyjmowaniu krytyki ani w radzeniu sobie z frustracją.
Przecież łatwo mogą ich uniknąć, zmieniając pracę, partnera, partnerkę, a w razie zagrożenia schować się pod opiekuńcze skrzydła rodziców. Oczywiście bywa też tak, że czasami trzeba zmienić pracę, ale nie jest to jedyne dostępne dla dorosłego człowieka rozwiązanie.
Z badań wynika, że zaletę zetek, czyli zdolność do błyskawicznego znajdowania danych, przysłania brak zdolności do logicznego myślenia i skupienia.
Takie opinie są powszechne i, niestety, w znacznej mierze prawdziwe. Należy do nich też niezdolność do brania odpowiedzialności za umowy, jakie się zawarło. Podobnie jak z pracy, tak samo łatwo zetki rezygnują z bliskich relacji, gdy te się komplikują i wymagają od nich wykonania wewnętrznego wysiłku. Powodem jest nie tylko niska odporność na trudności, ale także niezdolność do odraczania nagrody.
Zetki nie wiedzą, że za trud i dyskomfort mogą zyskać coś bardzo cennego: bliskość ludzi, na których mogą liczyć.
Podobnie nie rozumieją starożytnej sentencji Per aspera ad astra, czyli, że do gwiazd dochodzi się poprzez trudy i ciernie. Mają więc silną skłonność do traktowania przedmiotowo pracy, a nierzadko także ludzi – na zasadzie: jak „coś” źle działa, odsyłamy z reklamacją do sprzedawcy lub wyrzucamy do śmieci.
Oj, samotność to chyba będzie najpoważniejszy problem zetek.
Konsumpcyjną postawę wzmacnia także wzorzec sukcesu promowany przez media, czyli: odnosisz sukces nie dlatego, że coś umiesz, ale dlatego, że jesteś znany. A jesteś znany, bo szybko i sprawnie puszczasz rolki, podcasty i streamingi ze swojego prywatnego życia, a potem zarabiasz na reklamach i z influencerki. Ci, którzy dali się w to wkręcić, często niewiele potrafią poza mizdrzeniem się do kamery w smartfonie, a gdy z jakiegoś powodu stracą swoje mniej lub bardziej imponujące zasięgi, to okazuje się, że nie wiedzą, kim są, czują się bezwartościowi, a życie traci dla nich sens. No i mamy epidemię depresji wśród młodych.
Jak dadzą radę, jeśli zabraknie sieci czy prądu?
Chwilowe awarie sieci już teraz wprowadzają większość z nas w panikę, bo nagle stajemy się zagubionymi, bezradnymi dziećmi. Takie wartości i pojęcia jak niezależność, samodzielność, wolność, autonomia nie są dziś modne. Przestajemy cenić dojrzałość, dorosłość, odpowiedzialność, sumienie, honor, przyzwoitość, godność. A wszystkie te wartości są przecież niezastępowalnymi drogowskazami na drodze pełnej realizacji ludzkiego potencjału i rzeczywistego bezpieczeństwa.
Nie wolno nam jednak zapomnieć, że stan dzieci i młodzieży jest krzywym zwierciadłem odbijającym w przerażającym powiększeniu wszystkie patologie świata kreowanego przez dorosłych.
Zetki nie wiedzą, jaką cenę płacą za swój komfort?
Najgroźniejszą psychologiczną konsekwencją systemowej infantylizacji jest powszechny brak stabilnego poczucia wartości, które można zbudować wyłącznie na relacjach z realnymi ludźmi, na rzeczywistych wewnętrznych kompetencjach i zasobach. Zetki nie mają ugruntowanego poczucia wartości, bo budują je prawie wyłącznie na ruchomych piaskach serduszek, uniesionych w górę kciuków i komentarzy na TikToku. Większość czasu i energii poświęcają utrzymywaniu wysokiej pozycji w rankingach popularności. A wtedy każdy błąd czy porażka bardzo boli, bo chwieje fasadowym wizerunkiem kogoś, kim nie są. Trudno im znaleźć pracę też dlatego, że ma ona im pomagać w utrwalaniu tego wizerunku, a na pewno go nie kwestionować.
Pracy, która nie stawia żadnych wymagań i tylko nas wspiera, w realnym świecie nie ma?
Pięknego przykładu na to, na czym polega sens pracy, dostarczył film „Perfect Days”. Bohaterem jest mężczyzna, którego zajęcie polega na czyszczeniu miejskich toalet. Hirayama żyje skromnie, ale godnie i pięknie. Cieszy się szacunkiem innych, bo wykonuje swoje obowiązki perfekcyjnie – pracując uważnie i radośnie. Nie czuje się tą pracą upokorzony. Jest ona po prostu naturalną częścią jego godnego życia. Trzeba jednak zauważyć, że praca Hirayamy jest pracą autorską, niemalże sztuką. Co więcej, nie ma on nad sobą szefa, który by go sztorcował i recenzował. Sam sobie wyznacza standardy. Myślę, że w takiej samodzielnej pracy zetki mogłyby się najprędzej odnaleźć.
Zetki nie chcą pracować w przemyśle, a co dopiero przy dbaniu o czystość toalet!
Te prace są dla nich nieprzyjemne, zbyt męczące. Zwalniają się, bo jest za ciężko. Potrafią też rzucić pracę z powodu wyjazdu na narty. Zwolnić się, bo „szefowa jest nieprzyjemna”. Film Wima Wendersa pomaga nam dostrzec przepaść między urodzonymi w erze analogowej i w cyfrowej. Ta przepaść, jak się okazuje, jest widoczna nawet na poziomie neurologicznym.
Wielogodzinne używanie urządzeń z ekranami powoduje zmiany w strukturze neurologicznej mózgu, których konsekwencjami jest m.in. zanik zdolności do nawiązywania więzi, co ma wpływ nie tylko na życie społeczne i intymne, ale także na ścieżkę zawodową.
Praca to przecież często gra drużynowa, o jej jakości decydują więzi i atmosfera w zespole. A z tym młodzi radzą sobie coraz gorzej.
W tym pokoleniu dominuje jedynactwo, a media społecznościowe nie uczą nawiązywania i podtrzymywania związków i relacji. Naturalność i szybkość zetek w posługiwaniu się cyfrową technologią też paradoksalnie utrudnia im nawiązywanie relacji, bo sprzyja lekceważącej postawie wobec autorytetów czy mistrzów w danych profesjach. Lekceważenie autorytetów, a nawet pogarda wobec nauczycieli kształtuje się już w szkołach, bo uczniowie konfrontują nauczycieli z błyskawicznie wydobywanymi z sieci informacjami na temat zagadnień wykładanych na lekcjach.
Chcą też od razu dużo zarabiać, bo widzą w mediach rówieśników, którzy bez trudu zdobyli miliony.
Wierząc w bajki, które zamieniają się w prawdę tylko dla nielicznych, stają się bierni i roszczeniowi. Przebierają w ofertach, szukając dla siebie pracy idealnej, która spełni ich dziecięce potrzeby: będzie przyjemna, bezpieczna, będzie dawać poczucie bycia docenianymi i zadbanymi. Problem tkwi w tym, że takich rzeczy można się dopominać tylko od rodziców i nie dłużej niż do czwartego roku życia. Dorosłe potrzeby, jakie zaspokaja praca, to: ekonomiczne bezpieczeństwo i autonomia, czyli samodzielne życie.
Praca jednocześnie uczy współdziałania, współodpowiedzialności za firmę, lojalności wobec współpracowników i pracodawcy, wytrwałości, systematyczności, obowiązkowości i koncentracji. Praca daje poczucie sensu, przydatności i solidarności społecznej, bo pracując, płacimy podatki i możemy robić zakupy.
Współczuję zetkom. Co może im pomóc?
Rozwiązaniem, także dla części starszych pokoleń, jest zaprzestanie daremnego poszukiwania wartości i sensu na zewnątrz. Ograniczenie konsumpcji na rzecz współdziałania w imię wspólnych, ogólnych celów. Wyjście z uzależnienia od smartfonów i mediów społecznościowych. Słowem pokolenie Z musi zniwelować negatywny wpływ wielopokoleniowego błędu w systemie edukacji szkolnej i społecznej, polegającego na braku kształtowania empatii, zespołowości, prospołeczności, autonomii, szacunku, komunikacji, odporności i zdolności do budowania trwałych relacji.
Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca Instytutu Psychoimmunologii (ipsi.pl) oraz portalu PositiveLife (positivelife.pl).