To jak bycie w podwójnym związku. Czy taki układ ma szansę się udać? A jeśli tak, to na jakich warunkach? O wspólnym życiu i wspólnej pracy oraz wadach i zaletach tego układu pisze psychoterapeutka.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 12/2024.
Pary prowadzące razem firmę rzadko przychodzą do mojego gabinetu akurat w tej sprawie. Najczęściej pojawia się jedno z nich (zwykle kobieta), a problem dotyczy dziecka, zdrady, choroby… Jednak bardzo szybko okazuje się, że tłem trudności jest wspólna firma.
Basia pojawiła się u mnie z silnymi zawrotami głowy. Bywało, że przez kilka dni nie mogła podnieść się z łóżka. Po badaniach, w których nie było niczego niepokojącego, lekarz zalecił wizytę u psychiatry i terapię. „Wszystko na mojej głowie” i „Jestem skołowana” – te dwa zdania Basia powtarzała najczęściej.
Dopiero po kilku tygodniach poznałam historię jej związku. Tuż po maturze wyjechali do pracy do Londynu. Tomek był szefem całego przedsięwzięcia – szukał dla nich kolejnych mieszkań, coraz lepszych prac, ustalał, ile pieniędzy mogą przeznaczyć na życie, a ile na oszczędności. Po kilku latach wrócili do Polski i wzięli ślub. Chcieli otworzyć swój biznes, ale ojciec Tomka miał nieźle prosperującą drukarnię. Zaproponował im pracę.
Dopóki ojciec zarządzał firmą, Tomek i Basia byli partnerami w jego biznesie, każde miało swoje obowiązki, nie wchodzili sobie w drogę. Basia doceniała świetne relacje z teściem, który doceniał jej umiejętności organizacyjne i zarządzanie personelem. Drukarnia powoli się rozrastała, ojciec Tomka otworzył kolejny biznes, tym razem w branży reklamowej, a drukarnię zostawił dzieciom. Tomek jak zwykle chciał rządzić. Basi nawet to pasowało, bo urodził się ich kolejny syn i była bardzo zajęta domem, a poza tym wiedziała, że mąż jest typem dyktatora i już się do tego przyzwyczaiła.
Jednak różnice w stylu ich codziennego funkcjonowania coraz bardziej wpływały na pracę. Ona – ranny ptaszek – po odwiezieniu dzieci do przedszkola jechała do firmy. Tomek pracował do późnej nocy, wstawał około południa, wpadał do drukarni i zmieniał wszystkie ustalenia Basi. To on był tu szefem i nieważne było, że ludzie od rana czekali na dyspozycje, podczas gdy szef smacznie spał, a szefowa od rana była z nimi.
W końcu pracownicy zaczęli się buntować, a oni coraz częściej kłócić. Basia w końcu znalazła sobie nowe zatrudnienie. Tomek najpierw się obraził, a potem coraz częściej prosił ją o drobne „przysługi” na rzecz dawnej pracy, twierdząc, że to głównie on utrzymuje rodzinę. W międzyczasie ojciec mężczyzny odszedł na emeryturę i coraz mniej zajmował się agencją reklamową. Z synem od zawsze trudno było mu się dogadać, więc prosił o pomoc Basię. Tomkowi wcale się to nie podobało, liczył, że ojciec przepisze na niego również agencję i wtedy będzie mógł rządzić twardą ręką w obydwu firmach.
Właśnie o sposób zarządzania najczęściej kłócił się z żoną. Chciał, żeby jego decyzje były najważniejsze, i nie miał zamiaru z nikim się dogadywać w żadnej sprawie. Pracownicy skarżyli się Basi, że z szefem trudno wytrzymać, wielu z nich w końcu rezygnowało z pracy. Basia miała wrażenie, że to taki popis siły i władzy przed ojcem, z którym Tomek nigdy nie miał dobrej relacji. To wtedy po raz pierwszy poczuła zawroty głowy.
Na szczęście, choć w firmie kłócili się, w domu starali się żyć w zgodzie. Byli jednomyślni w sprawie inwestowania pieniędzy: najpierw kupili większe mieszkanie, potem działkę na Mazurach, aż w końcu dom w Hiszpanii. Lubili razem spędzać czas, obydwoje żeglowali, jeździli na nartach. To umacniało ich związek. Zaprosiłam ich na jedną wspólną sesję i zapytałam, czy możliwe jest prawne podzielenie się firmami (ojciec Tomka nie żył już od kilku miesięcy).
Tomek został właścicielem drukarni, Basia przejęła agencję reklamową (tak zadecydował Tomek, a Basi to pasowało). Ustalili, że będą sobie nawzajem pomagać: Basia miała się zająć rekrutacją pracowników i księgowością w obydwu firmach, Tomek decydował o rozwoju firm (budżet, inwestycje, nowi klienci). Tomek złagodniał (nie musiał już rywalizować z ojcem), Basia przestała cierpieć na zawroty głowy.
Podział obowiązków i odpowiedzialności we wspólnym prowadzeniu firmy to podstawa. Ale do tego potrzeba wzajemnego szacunku, zaufania, chęci współpracy zamiast rywalizacji, co gwarantuje jedynie silna więź. Dlatego tak ważne jest pielęgnowanie przede wszystkim ról męża i żony, kobiety i mężczyzny, a dopiero w dalszej kolejności właścicieli wspólnego biznesu.
Ania poprosiła mnie o pomoc, kiedy ich najstarszy syn zaczął kłócić się z ojcem, a ona znalazła się między nimi. – Nie rozumiem, jak można własne dziecko traktować w taki sposób – mówiła. Syn zatrudnił się w rodzinnej firmie, a surowy ojciec wyznawał zasadę robienia kariery „od pucybuta do milionera”, co młodemu nie za bardzo się podobało.
Ania i Witek po studiach pracowali w firmie doradczej. Ich znajomość właściwie zaczęła się od rywalizacji zawodowej – kto zdobędzie więcej klientów. Potem pojawiła się miłość. Kiedy po kilku latach firma została kupiona przez zachodni koncern, postanowili odejść i założyć coś swojego. Okazało się, że Ania jest w ciąży. To był pierwszy poważny kryzys w ich relacji. Witek uważał, że to nie jest dobry czas na dziecko, Ania tłumaczyła, że dla niej rola matki jest najważniejsza.
Wiele razy mieli poważne rozmowy na ten temat. Witek zarzucał żonie brak ambicji, narzekał, że zostawiła go na początku tworzenia firmy, że przecież razem podjęli decyzję o jej otwarciu, ale Ania była nieugięta. Po pierwszym urodziły się kolejne dzieci (bliźnięta), kobieta zajęła się urządzaniem domu i ogrodu. Podsunęła pomysł, żeby mąż przyjął do firmy ich dobrego kolegę ze studiów. To był strzał w dziesiątkę. Nie obrażała się, kiedy miał jej za złe, że woli pieluchy i zupki od zdobywania kolejnych poważnych klientów.
– Wiedziałam, że nie zrozumie, że nie chcę już być bizneswoman, że mogę pomagać mu w prowadzeniu interesów, będąc w domu – mówiła. Cierpliwie znosiła jego humory, każdego dnia czekała z gorącym obiadem. Tłumaczyła, że dla dobra rodziny i biznesu ważne jest, żeby każde z nich zajmowało się tym, co kocha i co najlepiej mu wychodzi. Kiedy mąż dzielił się z nią opowieściami z firmy, czasami podsunęła mu jakiś pomysł, bardziej kobiecy niż biznesowy. Gdy w domu gościli jakiegoś poważnego kontrahenta, Witek puszył się jak paw, kiedy gość zachwycał się domem i ogrodem, wychwalał pod niebiosa kuchnię Ani i szczęśliwe dzieciaki.
– Cieszyło mnie to, bo Witek chyba zaczął doceniać mój wkład w rodzinny biznes; i ten w firmie, i ten w domu – przyznała. Problem pojawił się, kiedy jej dwaj ukochani mężczyźni (syn i mąż) zaczęli ze sobą walczyć. Kiedy zapytałam ją, czy Witek jest dobrym ojcem, odpowiedziała twierdząco. Z uśmiechem zaczęła opowiadać, jak wstawał w nocy do dzieci i spieszył się z pracy, żeby zdążyć na kąpiel. Jak upierał się, żeby chodzić na wywiadówki do bliźniaków, pamiętał o ważniejszych klasówkach, czasami padał ze zmęczenia nad zadaniami z matematyki córki.
– Skoro jest dobrym ojcem, to zaufaj, że jako surowy szef na pewno nie zrobi krzywdy waszemu synowi – zaproponowałam jej. Ania potrzebowała czasu, żeby uwierzyć, że mężczyźni dogadają się bez jej pomocy. Kiedy jeden skarży się na drugiego, cierpliwie wysłuchuje w milczeniu, a potem zaprasza na szarlotkę. Dom, rodzina to także praca, o którą należy dbać. Bez tego biznes rzadko się udaje. W wielu rodzinnych firmach, kiedy na świat przychodzą dzieci, kobieta więcej energii wkłada w zajmowanie się domem albo przynajmniej w dobrą organizację funkcjonowania rodziny. Jeśli mąż to zaakceptuje i doceni, prędzej czy później zrozumie, że ta ciepła, karmiąca, kobieca energia wspaniale zasila jego męską, sprawczą energię przydatną w zarządzaniu firmą.
Monika pojawiła się w moim gabinecie, kiedy odkryła, że mąż ma romans. A on podczas wspólnej sesji wykrzyczał, że nie jest taki jak jej ojciec, którym matka całe życie dyrygowała, i że odchodzi i z firmy, i z małżeństwa. Matka Moniki założyła firmę architektury krajobrazu tuż przed pięćdziesiątką.
Mąż naukowiec nigdy jej nie pomagał. Za to bardzo podziwiał żonę i z czułością zajmował się domem: sprzątał, gotował, wychowywał córkę. Monika oczywiście skończyła architekturę krajobrazu (nie było innej opcji), już na drugim roku zaczęła pomagać matce w prowadzeniu biznesu. W firmie poznała Rafała – człowieka od IT. Przez wiele lat obydwoje byli pracownikami matki, która zarządzała biznesem twardą ręką. Oni w tym czasie budowali swoją relację, zajmowali się dwójką dzieci, kupili piękny dom pod miastem.
Matka wypłacała im bardzo wysokie pensje, ale nie pozwalała podejmować żadnych decyzji związanych z firmą. To bardziej przeszkadzało Monice, która uważała, że zarządzanie matki jest przestarzałe, że stracili przez to wielu cennych pracowników. Rafał robił w pracy to, co do niego należało, a w wolnym czasie realizował swoje pasje. Często tłumaczył żonie, że to firma matki i że z nią nikt nie wygra, szkoda nerwów.
Kiedy, z racji wieku i choroby, matka nie była już w stanie zarządzać, powiedziała, że przepisze firmę na córkę, pod warunkiem że ta ustanowi rozdzielność majątkową z mężem. Monika spełniła żądanie matki, poinformowała o tym męża, nie pytając go o zdanie.
– Wydawało mi się, że robię to dla nas, dla rodziny. Przecież matka mogła sprzedać firmę, a pieniądze przeznaczyć na cele charytatywne – opowiadała. Kilka miesięcy później dowiedziała się o zdradzie męża. Podczas kolejnej sesji Monika przyznała, że nie jest w stanie zmusić męża do pozostania w małżeństwie, ale bardzo zależy jej, żeby nie odchodził z firmy. Zaproponowała mu, żeby został jej wspólnikiem.
Matka nie przyjeżdżała już do pracy, mieli wolną rękę. Wspólnie przeprowadzili wiele poważnych zmian, rozdzielili kompetencje. Powoli zaczęli się też dogadywać w sprawie odbudowania związku. Co uratowało ich relację? Zdaniem Moniki Rafał jako idealny wspólnik zyskał w jej oczach również jako mężczyzna.
– Zaczęłam go doceniać jako faceta, poczułam się przy nim bezpieczna i w pracy, i w domu – podkreślała. Rafał stwierdził, że dowartościował go fakt, że żona mu zaufała i zawodowo, i życiowo. Kochający się ludzie potrafią zranić jedno drugie do żywego; kiedy nie są na siebie uważni, nie słuchają się nawzajem, nie wybierają siebie nawet kosztem innych relacji. Wspólny biznes i wspólne życie to podwójna ilość okazji do zadawania ran. Dlatego warto od czasu do czasu wspólnie aktualizować priorytety, stawiać pytania: czy nadal miłość jest dla nas najważniejsza, czy może firma, pieniądze, inni ludzie?
Szansę na sukces w życiu i pracy mają partnerzy, którzy:
- doceniają podobieństwa, które ich łączą we wspólnym celu, ale też różnice, które pokazują wiele możliwości w kwestii inwestycji czy zarządzania budżetem;
- potrafią się nawzajem słuchać, są plastyczni w myśleniu i działaniu, mają zaufanie do partnera, nawet kiedy różnią się zdaniami;
- są dojrzali i mądrzy życiowo – co nie oznacza, że zawsze jest idealnie, często bywa bardzo ciężko, ale oni akceptują problemy biznesowe i codzienne wyzwania typowe dla przeciętnej rodziny;
- doceniają bliskość, jaką razem stworzyli – ramię w ramię, krok w krok, razem budują i tworzą coś ważnego dla obydwojga, dla rodziny;
- starają się zrozumieć jedno drugie, potrafią iść na kompromisy;
- są dla siebie oparciem;
- czasami jedno wspiera w pracy, a drugie w domu – różne są oblicza tego wspierania, ważne, że zawsze mogą na siebie liczyć;
- starają się nie obwiniać wzajemnie, nawet jeśli decyzja podjęta przez partnera przynosi straty;
- rozumieją i akceptują to, że sprawy życia osobistego i zawodowego istnieją równolegle i wpływają jedne na drugie;
- dbają o odpoczynek, wakacje, pasje;
- zachowują równowagę pomiędzy razem a osobno – w życiu i w pracy;
- potrafią szukać wsparcia na zewnątrz, kiedy mają wspólny problem i nie są w stanie pomóc sobie samodzielnie;
- starają się na bieżąco aktualizować zasady współpracy w domu i w firmie – poza pracą dbają o siebie w rolach męża/żony, ojca/matki, kobiety/mężczyzny, w firmie w rolach współwłaścicieli, współpracowników;
- ustalają, czy ważne jest dla obydwojga, żeby zasady funkcjonowania w firmie i kompetencje były prawnie ustalone;
- razem decydują, czy chcą oddzielać pracę od życia domowego i w jakim stopniu – zdarza się, że ludzie, którzy kochają swoją pracę, nie widzą potrzeby oddzielania jej od reszty życia, bo praca jest ich pasją, realizacją marzeń i najważniejszym zasobem ich relacji.
Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet; terapiavia.com