Patrycja Fijałkowska - „Nie zasługuję na miłość”. Dlaczego niektórzy wierzą, że nikt ich nigdy nie pokocha? 5 powodów
00:00
10:11
Dlaczego jedni bez większego problemu przyjmują miłość i troskę, a inni są przekonani, że na nic dobrego nie zasługują? Różnica rzadko wynika z tego, kim naprawdę są. Znacznie częściej jest wynikiem doświadczeń z przeszłości, które stopniowo zbudowały w ich głowie fałszywy obraz własnej wartości. To on powoduje, że odrzucają sami siebie, sabotują dobre relacje, panicznie boją się odrzucenia i zostają z ludźmi, którzy ich krzywdzą.
Depresja nie zawsze wygląda jak w wielu filmach. Chorzy nie muszą wcale leżeć w ciemnym pokoju, godzinami płakać i całkowicie wycofać się z życia. Wiele osób z depresją chodzi do pracy, opiekuje się rodziną, spotyka ze znajomymi, śmieje się i podróżuje. Na zewnątrz funkcjonują „normalnie”, ale w środku zmagają się z bardzo trudnymi emocjami i myślami. Jedną z nich jest wiara, że nie zasługują na miłość.
Depresja wpływa bowiem nie tylko na nastrój, ale także na sposób widzenia rzeczywistości. Psychologowie nazywają to zniekształceniem poznawczym.
Chorzy filtrują świat przez pryzmat negatywnych przekonań, które traktują jako niepodważalne fakty. Tracą umiejętność dostrzegania własnych zalet, odczuwania wdzięczności czy przyjmowania komplementów. Nie potrafią obiektywnie ocenić swoich doświadczeń, bo każde tylko potwierdza ich bezwartościowość. Ten zniekształcony sposób widzenia rzeczywistości jest klasycznym objawem choroby, w której leczeniu powinien brać udział zarówno psychoterapeuta, jak i psychiatra. Bliscy mogą jedynie okazywać choremu wsparcie i akceptację, aby czuł, że nie jest sam.
Osoby z zaburzeniem osobowości borderline charakteryzuje bardzo niestabilny obraz samych siebie. Jednego dnia uważają, że są piękne, inteligentne i pożądane, by następnego uznać się za kompletnie bezwartościowe. Do upadku na samo dno smutku i rozpaczy może doprowadzić je popełnienie małego błędu, otrzymanie krytycznej uwagi czy uczucie bycia odrzuconym.
Kiedy zalewa je uczucie bezwartościowości, nie rozumieją, że to chwilowy stan emocjonalny, ale uznaję je za obiektywną prawdę o sobie. A skoro są bezwartościowe, łatwo dochodzą do wniosku, że nie zasługują również na miłość.
Bardzo często pojawia się w tej części słowo „uczucie”, ale opisując to zaburzenie, trudno go nie nadużywać. Rzeczywistość osób z borderline jest bowiem złożona ze skrajnych emocji, które uznają za niezaprzeczalne fakty.
Lękowy styl przywiązania kształtuje się, kiedy dziecko doświadcza nieprzewidywalności w relacji z opiekunami. Czasem dostaje bliskość i ciepło, a czasem spotyka się z chłodem, niedostępnością, a nawet złością. Ta sinusoida emocji sprawia, że maluch zaczyna żyć w ciągłym napięciu i przyswaja sobie dwa niezdrowe przekonania. Po pierwsze, wierzy, że miłość może zniknąć w każdej chwili. Po drugie – że trzeba sobie na nią zasłużyć.
W rezultacie wyrasta na dorosłego, który nie czuje się bezpiecznie w żadnej relacji i stale wypatruje sygnałów odrzucenia. Potrzebuje, by partner nieustannie zapewniał go o swoich uczuciach, nadmiernie analizuje każde jego zachowanie i nie potrafi w pełni odprężyć się w związku.
Taki schemat myślenia i zachowania może bardzo utrudniać budowanie zdrowych i szczęśliwych relacji – zarówno partnerskich, jak i przyjacielskich. Dlaczego? Osoba z lękowym stylem przywiązania często reaguje nie na to, co naprawdę robi druga strona, lecz na irracjonalny lęk. A ten potrafi podpowiadać najczarniejsze scenariusze, wyolbrzymiać drobne problemy i nadinterpretować niedopowiedzenia. Jej partner czy przyjaciel musi więc regularnie odpowiadać na zarzuty, znosić wybuchy silnych emocji i rozwiewać jej obawy.
Na dodatek osoby z lękowym stylem przywiązania często wybierają sobie za obiekt westchnień osoby z unikającym stylem przywiązania, a to sprawdzony przepis na porażkę.
Im bardziej jedna strona szuka bliskości i zapewnień o miłości, tym bardziej druga pragnie dystansu i wycofuje się z relacji, co tylko napędza błędne koło frustracji i lęku.
Dlaczego akurat te dwa typy osób tak często się przyciągają? Paradoksalnie dlatego, że ich style przywiązania wzajemnie się aktywują. Osoba z lękowym stylem przywiązania odbiera dystans partnera jako wyzwanie i jeszcze mocniej zabiega o jego uwagę. Podświadomie wierzy, że jeśli uda się jej sprawić, że „wybranek” ją pokocha, w końcu otrzyma potwierdzenie, że jest wartościowa i zasługuje na miłość. Ponieważ jednak partner z unikającym stylem przywiązania nie jest w stanie zaspokoić tej potrzeby, relacja często kończy się wielkim rozczarowaniem. To z kolei tylko utwierdza osobę z lękowym stylem przywiązania w przekonaniu, że nikt nigdy jej nie pokocha. To doskonały przykład błędnego koła.
Przemoc emocjonalna w domu rodzinnym, w związku, a nawet w „przyjaźni” sprawia, że ofiary stopniowo tracą poczucie własnej wartości. Trudno przecież czuć się ze sobą dobrze, gdy regularnie słyszymy zdania takie jak: „Nikt cię nie pokocha”, „Jesteś głupia”, „Jesteś przewrażliwiona” czy „Nikt inny z tobą nie wytrzyma”.
Na dodatek sprawcy przemocy emocjonalnej są często doskonałymi manipulatorami. Po mistrzowsku stosują techniki takie jak gaslighting czy hoovering. Ta pierwsza polega na wmawianiu ofierze, że przesadza, źle pamięta wydarzenia lub wszystko sobie wyobraża.
Druga opiera się na naprzemiennym okazywaniu czułości i odrzucenia. Kiedy manipulator czuje, że ofiara zaczyna się mu wymykać i dostrzegać swoją sytuację, nagle zmienia się z „potwora” w idealnego partnera czy przyjaciela. Kupuje kwiaty, przygotowuje kolację, zabiera na wycieczkę lub okazuje wsparcie.
W rezultacie ofiara zaczyna wątpić we własną ocenę sytuacji, a nawet czuje się winna, że mogła posądzać sprawcę o złe intencje. Jednocześnie podświadomie uczy się, że na dobre traktowanie trzeba zasłużyć. Rośnie w niej przekonanie, że jeśli tylko będzie „lepsza”, bardziej wyrozumiała lub bardziej posłuszna, druga strona w końcu pokaże swoje dobre oblicze. Niestety, taka poprawa zazwyczaj okazuje się jedynie krótkotrwałym elementem cyklu przemocy.
Uwaga! Im dłużej jesteśmy poddawani przemocy emocjonalnej, tym głębsze szkody może ona wyrządzić w naszej psychice. Dlatego tak ważne jest, aby nie bagatelizować pierwszych sygnałów manipulacji i jak najszybciej poszukać wsparcia u zaufanych osób lub specjalisty.
Trauma zmienia sposób, w jaki postrzegamy siebie. Szczególnie mocno „wyniszcza” osoby, które doznały jej w dzieciństwie, bo buduje w skłonność do brania niemal całej winy na siebie. Kształtuje u nich przekonanie: „Gdybym była lepsza, mądrzejsza albo grzeczniejsza, to by się nie wydarzyło”.
Choć z perspektywy dorosłego taki sposób myślenia wydaje się nieracjonalny, dla dziecka jest próbą odzyskania poczucia kontroli nad chaotycznym i niebezpiecznym światem. Znacznie łatwiej uwierzyć, że „to moja wina”, niż zaakceptować fakt, że osoby, od których całkowicie zależy, mogą je krzywdzić.
Niestety, takie przekonania często nie znikają wraz z wiekiem. W dorosłym życiu mogą przerodzić się w głęboką wiarę, że nie zasługujemy na miłość, szacunek czy szczęście. To z kolei sprawia, że łatwiej godzimy się na złe traktowanie i znacznie trudniej uwierzyć nam, że zasługujemy na zdrową, pełną szacunku relację.
Niskie poczucie własnej wartości jest wspólnym elementem czterech wcześniej opisanych przyczyn oraz niezliczonej liczby innych, których nie sposób omówić w jednym artykule. Osoba, która nie wierzy, że jest wartościowa, skupia się przede wszystkim na swoich wadach, a sukcesy bagatelizuje lub przypisuje szczęściu. Ma tendencję do porównywania się z innymi na swoją niekorzyść i często uważa, że wszyscy wokół są od niej mądrzejsi, atrakcyjniejsi lub bardziej kompetentni.
Z trudem przyjmuje komplementy, ponieważ nie pasują one do obrazu samej siebie, który nosi w głowie. Swoją wartość uzależnia od osiągnięć, wyglądu, opinii innych lub bycia „wystarczająco dobrą”.
Towarzyszy jej również silny lęk przed odrzuceniem. W efekcie może zostawać w niezdrowych relacjach, bo uważa, że nie zasługuje na nic lepszego, a także nadmiernie przepraszać i brać na siebie winę nawet za sytuacje, na które nie miała wpływu.
To wszystko sprawia, że przekonanie „nie zasługuję na miłość” wydaje się jej nie smutną myślą, lecz obiektywnym faktem.
Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji z wykwalifikowanym specjalistą. W przypadku problemów emocjonalnych, psychicznych lub trudności w codziennym funkcjonowaniu zalecamy kontakt z psychologiem, terapeutą lub lekarzem.
Artykuł napisany z wykorzystaniem: Amy Marschall, "Am I Unlovable?" Psychologists Reveal”, verywellmind.com [dostęp 22.07.2026].