Ciągłe wysłuchiwanie cudzych skarg i zażaleń potrafi być męczące, zwłaszcza gdy rozmówca nie szuka rozwiązania, tylko kolejnego powodu do frustracji. Istnieje jednak sposób, by poprowadzić taką rozmowę inaczej.
Każdy z nas czasem zamienia się w pana marudę, niszczyciela dobrej zabawy. Niby wiemy, że jojczenie na wszystko i wszystkich zupełnie nam nie służy, a i tak chodzimy z nosem spuszczonym na kwintę. Dlaczego warto wyzbyć się nawyku narzekania? Badania naukowców z Uniwersytetu Stanforda dowiodły, że skarżenie się i zrzędzenie przy każdej możliwej okazji niszczy nasze mózgi. A dokładniej – podnosi poziom kortyzolu, który ma toksyczne działanie na hipokamp, czyli obszaru odpowiadający za pamięć, koncentrację i podejmowanie decyzji. Co więcej, im częściej marudzimy, tym mocniejsze będą połączenia neuronowe obłupujące ten proces. Innymi słowy – jest to zwyczaj nie tylko szkodliwy, ale także „samoutrwalający się”. Najlepiej więc szukać innych sposobów radzenia sobie z trudnymi emocjami i sytuacjami.
Czytaj także: Jak zerwać z nawykiem narzekania? Ta szokująco prosta sztuczka sprawi, że odechce ci się marudzić – i to już w minutę
Niestety, choć możemy pracować nad własną skłonnością do narzekania, nie mamy wpływu na to, jak zachowują się inni. A, jak podkreśla trenerka komunikacji i mediatorka Ewa Mażul, ciągłe słuchanie cudzych utyskiwań również może odbijać się na naszym zdrowiu. Pozostaje więc pytanie, jak się zachować, gdy mamy do czynienia z kimś, komu zebrało się na przesadne lamentowanie? Prostą 3-krokową metodą podzielił się w mediach społecznościowych amerykański ekspert komunikacji Jefferson Fisher.
Krok 1. Pozwól „narzekaczowi” mówić
Skoro ciągłe narzekanie może być dla nas obciążające, czy nie powinniśmy po prostu przerwać rozmówcy w pół zdania? Teoretycznie brzmi to logicznie, ale jeśli zależy nam na drugiej osobie i chcemy utrzymać z nią dobrą relację, ekspert radzi, by na chwilę ugryźć się w język. Jak objaśnia, jedna trudna sytuacja, którą ktoś się z nami dzieli, może być zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Pod powierzchnią mogą kryć się dziesiątki innych tematów, które z różnych względów do tej pory pozostały niewypowiedziane. Zamiast więc stanowczo ucinać rozmowę, od razu krytykować postawę rozmówcy czy przekonywać go, że przesadza, warto pozwolić mu się wygadać. Oczywiście nie znaczy to, że musimy zgadzać się ze wszystkim, co usłyszymy. Chodzi po prostu o to, by pozwolić drugiej osobie dojść do sedna i postawić kropkę, zanim sami przejmiemy głos.
Krok 2. Zachęć go, by mówił dalej
Prosty komunikat, taki jak „Mów dalej” czy „Powiedz mi więcej” może sprawić, że druga osoba poczuje się naprawdę wysłuchana i zauważona. W ten sposób tworzysz rozmówcy przestrzeń do wyrzucenia z siebie emocji. Zamiast bez zastanowienia walczyć z każdym kolejnym argumentem i rozkładać jego słowa na czynniki pierwsze, dajesz mu pole do wypowiedzi. Tak, by naprawdę zrozumieć jego punkt widzenia. Dlaczego czuje się pokrzywdzony? Co tak naprawdę jest źródłem jego niezadowolenia? Czasem odpowiedzi na te pytania kryją się znacznie głębiej, niż mogłoby się wydawać.
Czytaj także: Sztuka słuchania – jedyna droga do autentycznych relacji
Krok 3. Skieruj rozmowę w stronę rozwiązania
Dopiero na tym etapie przychodzi czas, by skupić się na rozwiązaniu problemu. Nie bierz jednak na swoje barki odpowiedzialności za życie rozmówcy. Zamiast natychmiast podsuwać mu gotowe rozwiązania, lepiej zadać pytania, które skłonią go do samodzielnego poszukania wyjścia z sytuacji. Tak, by pokazać, że samo mówienie o kłopotach i kolejnych kłodach rzucanych pod nogi przez los nie wystarczy. W pewnym momencie trzeba zastanowić się, co można realnie z tym zrobić. Jakie pytania mogą być pomocne?
– „Masz już jakiś pomysł, jak można sobie z tym poradzić?”
– „Jak chciałbyś to rozwiązać?”
– „Co twoim zdaniem można z tym zrobić?”
– „Jak zwykle postępujesz w takich sytuacjach?”
– „Jak próbowałeś sobie z tym poradzić do tej pory?”
Rzecz jasna metodę tę należy stosować raczej od święta, a nie na co dzień. Nie musisz za każdym razem cierpliwie wysłuchiwać całej litanii skarg ani pozwalać komuś bez końca wylewać na nas swoich frustracji. Ta metoda ma sens przede wszystkim wtedy, gdy chcemy spokojnie przeprowadzić rozmowę i dotrzeć do tego, co naprawdę jest problemem. Nie oznacza jednak, że musimy od razu podsuwać drugiej osobie gotowe odpowiedzi. Kiedy ktoś przychodzi do nas z trudną sytuacją, łatwo wpaść w pułapkę natychmiastowego doradzania. Podpowiadamy, tłumaczymy, szukamy wyjścia i przekonujemy, że wszystko się ułoży. Fisher proponuje, by tym razem zrobić inaczej: najpierw pozwolić rozmówcy powiedzieć wszystko, co ma do powiedzenia, a potem skierować jego uwagę na to, na co sam ma wpływ, pytając: „Co zamierzasz z tym zrobić?”.
To drobna zmiana, ale pozwala zachować równowagę między empatią a stawianiem granic. Możemy uważnie słuchać i traktować czyjeś emocje poważnie, nie próbując jednocześnie przejmować kontroli nad jego sytuacją i dźwigać całego emocjonalnego ciężaru.
Artykuł opracowany na podstawie: Emily Shiffer, „Communication expert shares 3-step method to perfectly respond to complainers”, upworthy.com [dostęp: 15.08.2026]