Agnieszka Radomska - Pogawędka na kamerce czy kawa w realu? Neuronaukowcy są pewni, że spotkanie twarzą w twarz zmienia pracę mózgu
00:00
12:28
Nasze mózgi nie lubią działać w pojedynkę. Są zaprojektowane do łączenia się z innymi mózgami. Tylko co to dokładnie znaczy? Naukowcy badający zjawisko synchronizacji nie mają wątpliwości, że w tym procesie międzymózgowej komunikacji ekrany zmieniają o wiele więcej, niż nam się wydawało.
Są takie spotkania, rozmowy, interakcje, przy których czujemy idealną wymianę z drugim człowiekiem, rodzaj nieuchwytnego porozumienia. Mówimy nawet potocznie, że „nadajemy na tej samej fali”. Okazuje się, że to nie do końca kolokwialne określenie. Istnieje bowiem dokładnie już zbadane zjawisko synchronizacji międzymózgowej, w którym rytmy neuronowe rozmówców dopasowują się do siebie podczas interakcji twarzą w twarz. Badania metodą hiperskaningu, który pozwala dokonywać pomiaru wielu mózgów jednocześnie, potwierdzają, że gdy ludzie się rozumieją, widać to wyraźnie w aktywności ośrodków nerwowych. Metaanaliza 13 badań obejmujących 890 osób wykazała istotną synchronizację międzymózgową podczas współpracy, szczególnie w korze przedczołowej oraz obszarach skroniowo-ciemieniowych. To nie znaczy, że dwa mózgi zaczynają działać identycznie, a raczej, że aktywność jednej osoby zaczyna być przewidywalnie powiązana w czasie z aktywnością drugiej. Zgranie się, łączność, porozumienie ‒ tak można opisać to zjawisko, którego doświadczamy częściej, niż sobie uświadamiamy.
Umysły gatunków społecznych, a do takich należymy, są zdumiewająco rezonujące! Przykładowo w salach lekcyjnych, gdzie uczniowie angażują się w interakcję z nauczycielem, ich wzorce przetwarzania informacji w mózgu zaczynają być zbieżne z wzorcami tego nauczyciela – a lepsza synchronizacja sprzyja efektywniejszej nauce. Fale neuronowe w określonych obszarach mózgu osób słuchających występu muzycznego pokrywają się z falami u wykonawcy – a im większa synchronizacja, tym większa przyjemność z koncertu i wspólnego doświadczania muzyki. Wiadomo także, że ludzie tworzący pary wykazują wyższy stopień synchronizacji mózgów niż ci niebędący w związku romantycznym, podobnie jak bliscy przyjaciele w porównaniu z dalszymi znajomymi.
Plusy tej unikalnej zdolności można mnożyć. Kiedy mózgi się synchronizują, słuchacz może przewidzieć, co zamierza powiedzieć rozmówca. Chyba każdy w bliskiej relacji miał doświadczenie porozumienia nawet bez słów ‒ wystarczy specyficzna okoliczność, jakieś zdarzenie, by nawet za sprawą wymiany spojrzeń już wiedzieć, co myśli druga osoba. To kwestia przewidywania czyjejś reakcji ‒ gdy potrafimy z dużym prawdopodobieństwem ją przewidzieć, mózg ma mniej pracy i nie musi całej sytuacji analizować od zera. Ta pętla sprawia, że komunikacja wydaje się bezwysiłkowa, a więc sprawniejsza i przyjemniejsza. Jeżeli dwie osoby mają wspólny cel ‒ np. razem rozwiązują problem, grają muzykę, tańczą, podają sobie przedmiot albo wykonują zadanie ‒ ich mózgi muszą uwzględniać nie tylko własne działania, ale również działania partnera. Dlatego synchronizacja może pełnić funkcję mechanizmu koordynacji. Dzięki niej stajemy się też bardziej kreatywni ‒ tak zwane „burze mózgów” w czasie spotkań zawodowych to nic innego jak wykorzystywanie właśnie tego zjawiska w celu znalezienia optymalnego rozwiązania jakiegoś problemu, bo co dwie głowy, to nie jedna. Synchronizacja sprzyja także zachowaniom prospołecznym, wzmacniając empatię i być może właśnie dzięki niej w ogóle jesteśmy w stanie funkcjonować we wspólnocie, współpracować ze sobą, działać razem w jednym celu i się wspierać. To taki „biologiczny klej” w procesie socjalizacji człowieka.
Synchronizacja nie jest jednak wyłącznie poznawcza, podlegają jej także nasze reakcje emocjonalne i fizjologiczne. Dlatego z drugą osobą możemy stopniowo „wejść w ten sam stan”, co oczywiście nie zawsze nam służy. Możemy bowiem wzajemnie wzmacniać nie tylko odczuwanie spokoju czy przyjemności, ale także pobudzenia i stresu, bo to mechanizm koordynacji, a nie automatycznie dobrego samopoczucia. Istotą tego procesu jest to, że synchronizacja pozwala stworzyć coś, czego pojedynczy mózg nie ma. Nową jakość. Podczas nawet drobnej interakcji powstaje wspólny model sytuacji, którego żadna osoba nie posiada całkowicie samodzielnie. Ta dynamiczna zależność polega na tym, że w pewnym sensie mózg zaczyna uwzględniać drugiego człowieka jako element własnego systemu przewidywania. Właśnie dlatego doświadczeni muzycy mogą improwizować bez wcześniejszego omawiania każdego kolejnego ruchu. Nie przekazują sobie świadomie wszystkich informacji, ale ich układy nerwowe ciągle przewidują siebie nawzajem i korygują się na podstawie informacji zwrotnej. W przyjaźni, w pracy, w relacji romantycznej działa podobny mechanizm. Oczywiście komunikacja byłaby nadal możliwa bez synchronizacji, ale jej jakość i skuteczność pozostawiałyby wiele do życzenia.
Czytaj także: Stres z drugiej ręki ‒ jak się nim zarażamy i co z tym zrobić?
Dawno niewidziana przyjaciółka dzwoni do ciebie na kamerce. Widzisz ją i słyszysz wyraźnie, śmiejecie się, gadacie, wymieniacie refleksje ‒ nie ma zakłóceń, wszystko działa, jak trzeba. Na pierwszy rzut oka to akt komunikacji bez zarzutu. A teraz wyobraź sobie, że już zawsze rozmawiacie tylko w ten sposób. Czujesz dyskomfort? Nie bez powodu. To wyobrażenie jest wizją jakoś niepełnego kontaktu. Niby wszystko w porządku, a jednak czegoś brak. Tylko czego konkretnie? To nie rozmowa przez telefon, więc nie chodzi o brak wizji. Nie chodzi też tylko o to, że nie możecie razem potańczyć czy pospacerować. Chodzi właśnie o stopień synchronizacji, która w warunkach online nie wygląda tak samo jak podczas spotkania twarzą w twarz ‒ fizycznej obecności drugiego człowieka nie jest w stanie podrobić żadna kamera, nawet jeśli ten sposób komunikacji jest wygodny i dziś już w wielu sytuacjach nieunikniony.
Słowa klucze to: kontakt wzrokowy, który jest najbardziej podstawową formą informacji niewerbalnej w komunikacji, a jego roli w spotkaniach między ludźmi nie sposób przecenić. Im więcej mamy podczas spotkania informacji niewerbalnych, tym większa synchronizacja w obszarach skroniowych mózgu, a więc większe poczucie bliskości, porozumienia, tego, co nazywamy czasem „przelotem”. No ale przecież na kamerkach też się widzimy, więc w czym rzecz? Jak to zwykle bywa ‒ diabeł tkwi w szczegółach. Badania wykazały, że synchronizacja międzymózgowa (dla dociekliwych: w obrębie kory asocjacyjnej czuciowo-somatycznej) jest większa przy realnym kontakcie twarzą w twarz w porównaniu do spotkania online. W komunikacji za pośrednictwem ekranu i kamery trudniejsze jest bowiem wykrywanie tzw. dynamicznych sygnałów społecznych, takich jak mikroruchy twarzy, a to właśnie ich wyłapywanie, bezwiedne i nie do końca podlegające kontroli, ma ogromny wpływ na przebieg komunikacji między ludźmi.
Czytaj także: Tak w mig rozpoznasz osobę o skłonnościach manipulacyjnych i antyspołecznych. Wystarczy rzut oka
Tylko nam się wydaje, że patrząc komuś w twarz przy kawiarnianym stoliku, widzimy dokładnie to samo, co zobaczylibyśmy na ekranie telefonu, gdyby ta osoba zadzwoniła do nas na kamerce. Tak naprawdę to inny obraz, choć różnice są subtelne i trudne do zarejestrowania. Badacze przekonują, że uczestnicząc w spotkaniach online, skupiamy wzrok raczej na oczach partnera, rzadko patrzymy wprost do kamerki. Ten detal okazuje się mieć wręcz krytyczne znaczenie, bo zupełnie zmienia obraz. Jeśli dodamy do tego fakt, że z interakcjami online nieodłącznie powiązane są opóźnienia, choćby niewielkie, to mamy sytuację niespójności, a więc wyraźne zakłócenie w stosunku do komunikacji czasie rzeczywistym. Naturalny przepływ ważnych w komunikacji sygnałów jest zakłócony, tracimy więc możliwość obserwowania naturalnej reakcji rozmówcy ze wszystkimi jej subtelnymi przejawami, choć nam się wydaje, że nie ma żadnej różnicy.
Ten fenomen badali neuronaukowcy z Yale, a wynikami podzielili się w 2023 r. W badaniu 28 osób jednocześnie rejestrowano aktywność mózgów rozmówców, porównując rozmowę na żywo z rozmową przez Zoom. Okazało się, że podczas kontaktu w realu nie tylko silniej angażowały się obszary mózgu odpowiedzialne za uwagę i przetwarzanie bodźców społecznych, ale także wyraźnie wzrastała synchronizacja aktywności obu mózgów. Uczestnicy dłużej utrzymywali spojrzenie, mieli większe źrenice i bardziej stabilne ruchy oczu. Wyniki sugerują więc, że ekran przekazuje nam twarz drugiej osoby, ale nie odtwarza w pełni całego bogactwa sygnałów, do których mózg ma dostęp dopiero podczas fizycznej obecności drugiego człowieka ‒ a to właśnie te dodatkowe informacje pomagają dwóm mózgom „zestroić się” ze sobą. Nie można wprawdzie powiedzieć, że tego typu platformy w ogóle zestrojenie uniemożliwiają, ale z pewnością synchronizacja jest silniejsza podczas kontaktu na żywo.
Jest i druga kwestia związana z komunikacją online, która sprawia, że prawdziwy, fizyczny kontakt nadal w tej konkurencji wygrywa. Kontakt twarzą w twarz daje nam również przewagę w obszarze emocji. Badania z 2024 r., porównujące rozmowy bezpośrednie i prowadzone przez wideokonferencję, pokazały, że w realnym kontakcie ludzie wykazują większą empatię i silniejsze reakcje fizjologiczne związane z emocjonalnym zaangażowaniem. Kiedy druga osoba jest przy nas fizycznie obecna, łatwiej nam nie tylko zauważyć jej stan emocjonalny, ale też dostroić do niego własną reakcję. Inne badania potwierdziły z kolei, że ludzie są generalnie bardziej ekspresyjni mimicznie podczas kontaktu twarzą w twarz niż w komunikacji komputerowej. Choć efekt ten nie jest identyczny u wszystkich ‒ zależy m.in. od osobowości i wieku ‒ to można przyjąć, że patrząc na czyjąś twarz przy kawiarnianym stoliku, zobaczymy więcej, niż kontaktując się z tą samą osobą na kamerce, bo po prostu rozmówca będzie skłonny więcej nam pokazać...
Czytaj także: „Subtitle face” ‒ gdy twoja twarz wyraża więcej, niż byś chciała
Ekran nie odcina nas całkiem od emocji drugiego człowieka. Komunikując się w ten sposób, nadal potrafimy je rozpoznawać, wyrażać i wzajemnie na siebie wpływać. Radość, smutek i złość mogą być przekazywane między rozmówcami również online, w ten sposób też się nimi „zarażamy”. Ale kontakt twarzą w twarz uruchamia o wiele bogatszy proces społecznego dostrajania. Na żywo nawet nie tyle „lepiej widzimy” emocje, co raczej dostajemy więcej informacji, na podstawie których możemy je odczytać i na nie zareagować. Nie uwolnimy się od komunikatorów, nie każde spotkanie online uda nam się zastąpić takim w realnej, a nie cyfrowej przestrzeni. Jednak zamienianie spaceru, wspólnej kawy czy zwyczajnego posiedzenia razem z kimś, kto jest nam bliski, na meeta tylko dlatego, że tak jest szybciej, to nadal kiepski pomysł.
Wykorzystane źródła: https://www.nature.com/articles/s41598-024-84602-x; https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11698844/; https://yaledailynews.com/articles/yale-researchers-discover-gaps-between-in-person-and-online-facial-processing-in-the-brain