1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Stres z drugiej ręki ‒ jak się nim zarażamy i co z tym zrobić?

Stres z drugiej ręki ‒ jak się nim zarażamy i co z tym zrobić?

Czasem potrzeba niewiele, by pod wpływem cudzego stresu poczuć ścisk żołądka i ogólny wewnętrzny dygot. Zarażanie się emocjami jest nam ewolucyjnie niezbędne, ale w wielu sytuacjach ten mechanizm wcale nam nie pomaga, a zaczyna szkodzić (Fot. George Marks/Getty Images)
Czasem potrzeba niewiele, by pod wpływem cudzego stresu poczuć ścisk żołądka i ogólny wewnętrzny dygot. Zarażanie się emocjami jest nam ewolucyjnie niezbędne, ale w wielu sytuacjach ten mechanizm wcale nam nie pomaga, a zaczyna szkodzić (Fot. George Marks/Getty Images)
Na pewno znasz to uczucie. Niby napięta sytuacja nie dotyczy cię bezpośrednio, a jednak czujesz wyraźnie, także w ciele, że cudzy stres promieniuje na ciebie. Jak to możliwe, że jest tak zaraźliwy i co można zrobić, by złagodzić skutki tej cichej epidemii?

Wyobraź sobie, że zupełnie zdrowa przychodzisz do pracy, a tam koleżanka kicha i prycha zza monitora ‒ ewidentnie ma grypę albo inne świństwo. W takiej sytuacji w znakomitej większości przypadków grzecznie acz stanowczo prosi się taką osobę, by w tempie błyskawicy oddaliła się w kierunku domu, bo inaczej wszystkich pozaraża! Półżartem można powiedzieć, że podobne rozwiązanie idealnie sprawdziłoby się w przypadku osoby, którą właśnie zjada stres, bo on też, prawie jak wirus, przenosi się z człowieka na człowieka. Całkiem dosłownie jest zaraźliwy i nie jest to wcale metafora, a fakt potwierdzony naukowo.

Kortyzolowa infekcja

To zrozumiałe, że odczuwamy stres, gdy dzieje się coś niepokojącego, co bezpośrednio nas dotyczy. Organizm uruchamia wówczas reakcję walcz lub uciekaj, byśmy mieli szansę się chronić. Okazuje się jednak, że tą reakcją można się zarazić, jedynie obserwując osobę doświadczającą stresu. Naukowcy z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Chicagowskiego zaobserwowali tę fizjologiczną reakcję stresową w jednym z eksperymentów. Stworzyli zestaw filmów stymulacyjnych, w których osoby mówiły do kamery, będąc pod wpływem minimalnego stresu, wysokiego stresu lub w trakcie rekonwalescencji po stresie. Następnie zrekrutowali drugą grupę uczestników, których zadaniem było jedynie bierne oglądanie tych filmów. Wszyscy uczestnicy byli monitorowani za pomocą elektrokardiogramu ‒ naukowcy chcieli porównać aktywność serca obserwatorów i mówców. Dodatkowo za pomocą specjalnego kwestionariusza mierzono także poziom tzw. empatii dyspozycyjnej, czyli empatii rozumianej jako stabilna cecha osobowości, w grupie widzów, by sprawdzić, czy jej poziom ma związek z wystąpieniem reakcji stresowej w odpowiedzi na oglądany materiał. Okazało się, że w zależności od oglądanego filmu obserwatorzy doświadczali zróżnicowanych zmian w aktywności serca, które zależały od poziomu stresu mówcy. Dodatkowo sprawdzano także poziom kortyzolu w ślinie ‒ wysoki u mówców przekładał się na wysoki u obserwatorów. Samo oglądanie wystarczyło, by odpaliła się fizjologiczna reakcja stresowa! Dodatkowo zaobserwowano, że wszelkich zmian fizjologicznych związanych z reakcją na stres dużo szybciej doświadczają osoby o wysokiej empatii dyspozycyjnej.

Czytaj także: Empatia to nie współczucie. Zamiast pomagać, często szkodzi

Ciekawe było to, że obserwatorzy nie zawsze reagowali identycznie jak mówcy. U osób obserwujących nagrania, na których kogoś bronił się przed oskarżeniem o oszustwo, co nie wymagało żadnego działania ze strony obserwatora, obserwowano spowolnienie akcji serca, mimo że u bohatera nagrania serce biło bardzo szybko. Ta rozbieżność wskazywała na częstą reakcję na stres nazywaną zamrożeniem. Występuje ona na ogół w sytuacjach, gdy nie jest konieczna żadna szybka reakcja behawioralna lub w okresach gromadzenia informacji koniecznych do podjęcia działania. Choć niepozorna, bo zamrożenia nie widać tak wyraźnie jak pobudzenia ‒ nadal jednak oznacza stres, w tym wypadku ‒ wtórny.

Czytaj także: Zastyganie, ucieczka, ochrona – jak reagujemy na stres?

Kwestia przetrwania?

W przypadku grypy sprawa jest prosta. Drogą kropelkową wirus przedostaje się z jednego organizmu do drugiego i tam się namnaża, wywołując objawy, co jakoś można sobie wyobrazić. Ale stres? Jak ten cudzy przenosi się na nas? Którędy? Odpowiedź kryje się w mechanizmach ewolucyjnych ‒ nie bez powodu jesteśmy niezwykle podatni na wpływ zachowań społecznych, czyli na wszystko to, co robią ludzie wokół nas i co się z nimi dzieje. W tym szaleństwie jest metoda, bo właśnie ten mechanizm może nas chronić. Cudzy stres jest dla nas ostrzeżeniem. Przetwarzamy różnorodne sygnały społeczne podczas interakcji z innymi. Pozwala nam to ocenić samopoczucie ludzi, którzy nas otaczają, ale jednocześnie zyskujemy w ten sposób możliwość wykrywania potencjalnych zagrożeń w środowisku. Jeśli koleżanka wykazuje oznaki stresu, a ty potrafisz je zauważyć, możesz w wyciągnąć wnioski, że to, co wpływa na nią, ma wpływ także na ciebie, ale ty masz minimalną przewagę ‒ jeszcze możesz się uchronić. To wyczuwanie stresu u innych jest pozostałością po naszej historii ewolucyjnej. Wychwytujemy sygnały stresu od siebie nawzajem i jesteśmy od siebie zależni nawet na poziomie fizjologicznym, bo to może dać nam szansę na uniknięcie jego najgorszych konsekwencji.

To, że stres jest dynamicznym zjawiskiem sieciowym, bo rozwija się i rozprzestrzenia w środowisku społecznym, ma szereg konsekwencji. Mina Westman i Arnold B. Bakker opublikowali serię badań dotyczących tzw. „przenikania się” napięcia psychologicznego w związkach i małych grupach. Odkryli, że gdy w związkach małżeńskich jeden z partnerów jest pod dużą presją i doświadcza stresu w pracy, może przenosić te uczucia do domu, co z kolei prowadzi do wzrostu stresu odczuwanego przez drugiego partnera. Koło stresu się kręci, mechanizm się napędza. Dodatkowo badacze zaobserwowali również, że poziom wypalenia zawodowego wśród współpracowników w zespole często zbiega się lub współewoluuje w czasie ‒ a to już bardzo wymierny efekt między innymi tej kortyzolowej epidemii. O ile bowiem w warunkach dzikiej dżungli dobrze byłoby zarażać się stresem tych, którzy uciekają przed tygrysem szablozębnym, i dzięki temu zyskać cenne sekundy na reakcję, o tyle już zarażanie się stresem od koleżanki z biura, która właśnie dostała nieprzyjemnego maila od klienta, to nie jest coś, czego sobie życzymy i co jakkolwiek nam służy. A jednak to się dzieje. Co ciekawe, są tacy, którzy zarażają nas stresem celowo, tak jakby kichali nam w nos grypą z premedytacją.

I nie puszczę cię, dopóki się nie zarazisz!

Nieżyjący już francuski filozof Gilles Deleuze twierdził, że wszystkie ciała są nieustannie dotknięte przez swoje doświadczenia. Generują one „namiętności” w innych ciałach, ale nie robią tego świadomie czy dobrowolnie, to się po prostu dzieje i nie podlega niczyjej kontroli. Te namiętności mogą być radosne i wtedy powodują wzrost czyjejś zdolności do działania, albo smutne, a wówczas tę zdolność do działania obniżają. Stres zdaniem filozofa jest jedną ze smutnych namiętności, którą się zarażamy w myśl szczególnej logiki: jeśli coś lub ktoś wywołuje u mnie smutek, mój smutek odbija się na istotach wokół mnie, które muszą poświęcić część swojej energii, aby walczyć z moim stanem cierpienia, który je obciąża. Innymi słowy, dźwigamy cudzy stres, a to czyni nas niezdolnymi do podjęcia aktywności, która dawałaby nam radość. „Chorzy, zarówno na duszy, jak i na ciele, nie puszczą nas, niczym wampiry, dopóki nie zakomunikują nam swojej neurozy i udręki” – pisze Deleuze. I rozwija: „neuroza nabiera wówczas swojej najpotężniejszej, zaraźliwej mocy: nie puszczę cię, dopóki nie dołączysz do mnie w tym stanie”.

Czytaj także: Wampir energetyczny – jak go rozpoznać i nie pozwolić mu niszczyć twojej energii?

Ratunek w równowadze

Jak zatem przerwać błędne koło smutnych namiętności, czyli ‒ mówiąc mniej filozoficznie ‒ nie ugiąć się pod naporem patogenów stresu rozsiewanych przez wiecznie rozdrażnionych, skoro to tak zaraźliwe? Pilnować równowagi i szukać takich źródeł wsparcia społecznego, które zamiast wysysać energię i zarażać nas stresem, będą ładować nam baterie i aplikować spokój. To wcale nie jest aż tak oczywiste, bo badania pokazują, że osoby zestresowane mają tendencję do zwracania się w kierunku ludzi w podobnym stanie, co z kolei poziom stresu oczywiście podnosi i działa na zasadzie „wiódł ślepy kulawego”. Dobrze więc tę tendencję odwracać i po narażeniu się na stres, na przykład w pracy, szukać kontaktów z takimi ludźmi, którzy działają na nas kojąco. Chodzi o to, by ogólny bilans emocji wyszedł na twoją korzyść.

Barbara Fredrickson, przedstawicielka nurtu psychologii pozytywnej, stworzyła nawet tzw. „współczynnik pozytywności” (positivity ratio), konieczny jej zdaniem dla psychicznego dobrostanu: chodziło o to, by na każdą przykrą emocję przypadały trzy pozytywne, których źródła trzeba znaleźć, by utrzymać dobrostan. I choć sama proporcja 3:1 jako „magiczna liczba” dla dobrostanu została podważona naukowo jako nieuzasadniona, w samej idei przewagi przyjemnych emocji nad przykrymi jest ogromny sens w kontekście budowania odporności na stres. Po kontakcie z kimś, kto zaraził cię swoim napięciem, zwyczajna kawa z osobą spokojną, zrównoważoną, pogodną, bardziej odporną na wszelkie burze wokół zadziała niczym łagodzący balsam. Ale choć taki lek wydawałby się intuicyjny, bo przecież logicznie byłoby sięgać po dobry i wspierający kontakt tuż po narażeniu się na stres, często mamy odwrotny odruch ‒ izolacji. Badanie przeprowadzone pod kierownictwem Meghan Meyer, dyrektorki Dartmouth Social Neuroscience Lab, opublikowane w 2021 r. czasopiśmie „Emotion” wykazało, że wyższy poziom stresu w danym dniu może zwiastować spadek interakcji społecznych dnia następnego. Okazuje się, że ktoś, kto doświadczył większego stresu, może unikać towarzystwa ludzi nawet przez dwa dni po stresującym zdarzeniu. Zjawisko to znane jest jako „unikanie społeczne wywołane stresem” i bardzo dobrze przebadane w środowisku zwierząt, a coraz lepiej także u ludzi. To w pewnym sensie paradoks: oto wycofujemy się z otoczenia dokładnie w momencie, gdy najbardziej potrzebujemy wsparcia! Może więc, nawet ciut na siłę, warto umówić się na tę „łagodzącą kawę” z kimś ci życzliwym po stresującym dniu nawet (a właściwie zwłaszcza) wtedy, gdy miałabyś ochotę zwinąć się samotnie w kłębek pod kocem?

Wykorzystane źródła: https://www.psychologytoday.com/us/blog/stress-on-the-brain/202309/how-stress-is-contagious; https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5522461/; https://www.philonomist.com/en/article/why-stress-contagious; https://psyche.co/ideas/why-some-people-are-at-higher-risk-of-stress-contagion; https://home.dartmouth.edu/news/2021/10/tough-day-stress-can-predict-social-interaction

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE