1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Ta technika pozwala błyskawicznie opanować stres. Korzystają z niej... snajperzy!

Ta technika pozwala błyskawicznie opanować stres. Korzystają z niej... snajperzy!

W ramach eksperymentu naukowego w wirtualnej grze w strzelanie gracze musieli podejmować kluczowe decyzje dotyczące zagrożenia. Okazało się, że im większa była skala ich zamrożenia - co stwierdzano na podstawie pomiarów tętna graczy - tym lepsze osiągali wyniki i podejmowali szybsze decyzje (Fot. Svitlana Hulko/Getty Images)
W ramach eksperymentu naukowego w wirtualnej grze w strzelanie gracze musieli podejmować kluczowe decyzje dotyczące zagrożenia. Okazało się, że im większa była skala ich zamrożenia - co stwierdzano na podstawie pomiarów tętna graczy - tym lepsze osiągali wyniki i podejmowali szybsze decyzje (Fot. Svitlana Hulko/Getty Images)
Nasz układ nerwowy jest tak zaprojektowany, by umożliwić nam instynktowną reakcję na niebezpieczeństwa czyhające w otoczeniu, dzięki czemu możemy zrobić to, co konieczne, aby przetrwać. Zagrożenie, którym dziś już rzadko bywa biegnący wprost na nas tygrys szablozębny, ale często bywa nim poranny mail od szefa albo nieuchronnie zbliżający się deadline, uruchamia nasz wewnętrzny alarm. Mózg i ciało zaczynają reagować, zanim zdążymy się zorientować. Walka, ucieczka albo... zamrożenie - to trzy strategie, jakie mamy do dyspozycji podczas silnego stresu. O ile dwie pierwsze wydają się dość sensowne i skuteczne w obliczu zagrożenia, trzecia budzi uzasadnioną wątpliwość. Bo niby jak zastygnięcie w bezruchu ma nam w czymkolwiek pomóc? Otóż może, o ile dobrze je wykorzystamy.

Walcz, uciekaj albo... nie rób nic

Reakcja na stres zaczyna się w mózgu. Gdy wychwytujemy z otoczenia za pomocą zmysłów sygnały zwiastujące niebezpieczeństwo, te informacje trafiają natychmiast do ciała migdałowatego, obszaru mózgu odpowiedzialnego za przetwarzanie emocji. Stąd sygnał alarmowy błyskawicznie trafia do podwzgórza, które komunikuje się z resztą ciała przez autonomiczny układ nerwowy, kontrolujący mimowolne funkcje organizmu, jak oddychanie, ciśnienie krwi, bicie serca oraz rozszerzanie lub zwężanie naczyń krwionośnych. Autonomiczny układ nerwowy składa się z dwóch części: układu współczulnego i układu przywspółczulnego. Układ współczulny działa jak pedał gazu w samochodzie. Wyzwala reakcję walki lub ucieczki, dostarczając organizmowi zastrzyk energii, aby mógł zareagować na postrzegane zagrożenie. Układ przywspółczulny z kolei można porównać do hamulca. Odpowiada on za reakcję „odpoczynku i trawienia”, która uspokaja organizm po ustąpieniu zagrożenia. Wszystko to wydaje się logiczne. Walczymy lub uciekamy, by się chronić, a następnie wracamy do stanu sprzed zagrożenia, a organizm ma szansę się zregenerować po wysiłku.

Czytaj także: Zastyganie, ucieczka, ochrona – jak reagujemy na stres?

Wiadomo jednak, że wiele zwierząt reaguje na bodźce zagrażające, takie jak atak drapieżnika, nie walką czy ucieczką, a zamieraniem w bezruchu. Ta reakcja zamrożenia prawdopodobnie wynika z dominacji układu przywspółczulnego nad aktywnością układu współczulnego i również koncentruje się na przetrwaniu, ale to nieco inna strategia. Bezruch pomaga się ukryć, pozostać niezauważonym, przeczekać, dopóki niebezpieczeństwo nie minie. W stanie zamrożenia tętno i ciśnienie krwi zwalniają. Można mieć wrażenie, że wydarzenia wokół dzieją się w zwolnionym tempie. Jesteś w tej sytuacji, a jakby cię nie było. Nie działasz, ale także nie uciekasz. Trwasz w zawieszeniu, co na pierwszy rzut oka wydaje się skrajnie nieproduktywne. Jednak zdaniem prof. Karin Roelofs, neurobiolożki i psycholożki klinicznej, która na Uniwersytecie Radboud w Holandii prowadzi badania nad typ typem reakcji u ludzi, zastyganie w bezruchu może być dla nas korzystne, ponieważ wzmacnia czujność obserwacji, a tym samym pomaga w podejmowaniu właściwych działań. Warunek jest jeden - nie może trwać zbyt długo.

Przepływ awaryjny

„Wyobraź sobie, że stoisz w swoim biurze, nagle wchodzi mężczyzna i atakuje cię nożem. Co byś zrobił? W 2007 roku holenderska policjantka została poważnie ranna w takim właśnie ataku z bronią w ręku w komisariacie policji w Amsterdamie. Podczas ataku zamarła na chwilę, a potem postanowiła strzelić. Sprawca zginął na miejscu, ale zaatakowana doznała obrażeń. Późniejsze analizy tego szokującego zdarzenia pokazały, że gdyby policjantka zamarła nieco dłuższą chwilę, rannych mogłoby zostać więcej osób. Z drugiej strony, gdyby zdecydowała się strzelić natychmiast po zauważeniu uzbrojonego mężczyzny, być może nie zostałaby tak poważnie ranna” - ta historia jest wstępem do jednego z artykułów naukowych prof. Roelofs poświęconych reakcji zamierania w bezruchu. Jej badania pokazały, że w sytuacji zagrożenia i konieczności szybkiego podejmowania decyzji, stan chwilowego zamrożenia i powstrzymania się od działania pozwala nam zyskać więcej informacji. Dzięki temu, że zwiększa się wówczas nasza percepcja i lepiej wyłapujemy z otoczenia istotne informacje, możemy lepiej przygotować się do działania, a lepsze przygotowanie zwiększa prawdopodobieństwo podjęcia trafniejszej decyzji.

Ten stan chwilowego zawieszenia to coś w rodzaju awaryjnego przepływu. Zwiększa się czujność, ale nie dochodzi do reakcji panicznych, które tak często w obliczu stresu popychają nas do gwałtownych i szkodliwych reakcji. Dzięki temu, że w reakcji zamrożenia stery przejmuje układ przywspółczulny, zyskujemy tę krótką chwilę spokoju, bezcenną dla przygotowania się do sensownego działania. Choć większości z nas na hasło „zamrożenie” wyświetla się w głowie obrazek decyzyjnego paraliżu, w którym ktoś, kto powinien natychmiast działać, stoi jak wryty i nie robi kompletnie nic, zdaniem badaczki nie do końca tak jest. Te minuty, a czasem sekundy pozornej bierności to jej zdaniem w wielu sytuacjach genialnie zainwestowany czas - poświęcony zbieraniu kluczowych informacji o zaistniałej sytuacji po to, by wyjść z niej obronną ręką. Zamrożenie w obliczu zagrożenia możemy więc wykorzystać na swoją korzyść, a nawet więcej - nauczyć się tego, wytrenować bezruch po to, by lepiej radzić sobie ze stresem.

Czytaj także: 5 praktyk, które pomogą ekspresowo osiągnąć wewnętrzny spokój

Tylko spokojnie

W swoich badaniach prof. Roelofs opisuje dwa skrajnie różne przykłady ludzi, którzy umiejętność korzystania z zastygnięcia w bezruchu opanowali do perfekcji. Pierwszą z nich zna każdy, kto choć raz spacerował starówką w większym mieście. Można tam spotkać ulicznych artystów, którzy przez wiele godzin trwają w kompletnym bezruchu, przebrani za fikcyjne postaci, jak klown. Próżno doszukiwać się w ich postawie choćby mikroruchu, drgnięcia powieki. Ich zastygnięcie, za które gapie płacą datkami „do kapelusza”, bywa o tyle imponujące, co zupełnie nienaturalne. Ciało boli nas od samego patrzenia. Bo ile można tak trwać?!

Drugi przykład niedoścignionych mistrzów w zastyganiu to snajperzy. Zawodowi strzelcy wojskowi potrafią pozostawać nieruchomi, jednocześnie podejmując kluczowe decyzje dotyczące celności i momentu oddania strzału w sytuacji zagrożenia życia. Ta umiejętność pozostawania w kompletnym bezruchu jest gwarancją sukcesu w chwili, gdy przechodzą oni do działania, a więc oddają strzał. W badaniach naukowych wykazano, że z zastygnięciem w bezruchu związana jest bradykardia, czyli spowolnienie akcji serca poniżej 60 uderzeń na minutę, powiązane w tej sytuacji z głębokim skupieniem, ekstremalnym spokojem i intensywną koncentracją. Roelofs odtworzyła te warunki w eksperymentalnej wirtualnej grze w strzelanie, podczas której gracze musieli podejmować kluczowe decyzje dotyczące zagrożenia. Okazało się, że im większa była skala ich zamrożenia - co stwierdzano na podstawie pomiarów tętna graczy - tym lepsze osiągali wyniki i podejmowali szybsze decyzje. Nie jest więc tak, że chwilowe zamrożenia spowalnia proces podjęcia decyzji, a dokładnie odwrotnie! Ta chwila jasności umysłu, którą zyskujemy, zastygając w bezruchu, wręcz poprawia szybkość reakcji.

Czytaj także: Jesteś w kropce i nie wiesz, jaką podjąć decyzję? Tych 6 prostych sposobów pozwoli ci szybciej dokonać wyboru

Jak te obserwacje mają się do naszego codziennego życia, zważywszy na fakt, że znakomita większość z nas nie zarabia na życie, nieruchomiejąc na wiele godzin ku uciesze turystów czy uprawiając zawodowo strzelectwo? Zasada, zgodnie z którą w wyniku chwilowego znieruchomienia, czyli niedziałania, ostatecznie podejmujemy lepsze decyzje, nie tyczy się jedynie sytuacji ekstremalnych, a także tych codziennych, jak choćby reakcja na stresującego maila. Badania pokazują bowiem, że reakcja zamrożenia może być pomocna w wielu innych okolicznościach, ponieważ jest wyzwalana nie tylko przez zagrożenie fizyczne, ale także w sytuacjach społecznych. Może ją wywołać nawet czyjaś rozgniewana mina i właśnie ten moment, w którym w reakcji na podobny grymas początkowo odruchowo nieruchomiejemy, może być dla nas korzystna.

Prof. Roelofs zachęca nawet, by ćwiczyć ten stan poprzez techniki oddechowe. Najprostszą jest odwrotność hiperwentylacji, przyspieszonego oddechu, który zdarza się w czasie ataku paniki. Polega na spowolnieniu oddechu przy jednoczesnym skupieniu się na dłuższym wydychaniu powietrza. Jeśli uda się utrzymać ten rytm, tętno zacznie spadać i zwiększy się aktywność układu przywspółczulnego. Mózg zyska czas i optymalne warunki do podjęcia najlepszej możliwej decyzji. To nie musi być przecież od razu celny strzał, a po prostu przemyślana, w miarę spokojna i racjonalna decyzja. Opanowana reakcja, która bez tego chwilowego zwolnienia mogłaby nie być możliwa. Bo reakcja zamrożenia to nic innego jak odzyskiwanie kontroli, które można trenować.

Istotne jest jednak to, by po krótkim zawieszeniu jednak przejść do działania i zareagować. Zamrożenie można bowiem wykorzystać na swoją korzyść w sytuacji stresowej tylko wtedy, gdy jest ono wstępem do podjęcia decyzji, a nie strategią obronną samą w sobie. Długotrwała lub powtarzająca się ekspozycja na sytuacje zagrażające życiu – zwłaszcza w dzieciństwie – może utrwalić reakcję zastygnięcia w bezruchu jako domyślny tryb działania. Reakcja zastygnięcia w bezruchu jest częstsza u osób doświadczających silnego strachu w reakcji na określone czynniki stresogenne. W dzieciństwie zdolność do samoobrony jest ograniczona i w dużej mierze zależna od opiekuna. W przypadku narażenia na traumę lub stres, układy fizjologiczne organizmu – takie jak wydzielanie hormonów i sygnalizacja neuronalna – aktywują się, aby przygotować się do przetrwania. Dlatego jeśli ktoś regularnie czuje się zagrożony lub niechroniony przez rodziców lub opiekunów, może mieć skłonność do takiej reakcji jako osoba dorosła. Ludzie, którzy często reagowali zamrożeniem w dzieciństwie, mogą rozwinąć skłonność do dysocjacji, lęku lub napadów paniki, a nawet zespołu stresu pourazowego. W takiej sytuacji nie może być już mowy o wykorzystaniu tego naturalnego mechanizmu na swoją korzyść. To sytuacja, która wymaga fachowego terapeutycznego wsparcia.

Wykorzystane źródła: https://www.sciencefocus.com/wellbeing/simple-habit-elite-snipers-stress-freeze; https://royalsocietypublishing.org/rstb/article/372/1718/20160206/23227/Freeze-for-action-neurobiological-mechanisms-in; https://www.nature.com/articles/s41598-019-40917-8; https://cadenzacenter.com/the-freeze-response-when-numbness-becomes-a-way-of-life-trauma-responses-part-3/

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE