Patrycja Fijałkowska - Nauczyciel buddyzmu wskazuje 2 proste sposoby na ukojenie lęku i frustracji. W końce przestaniesz być ich „więźniem”
00:00
04:48
Nie trzeba być buddystą, żeby czerpać z nauk buddyzmu – przekonuje Noah Rasheta, autor książek i gospodarz popularnego podcastu „Secular Buddhism”. Rasheta udowadnia, że liczące tysiące lat nauki mają zaskakująco praktyczne zastosowanie we współczesnym życiu.
Zdaniem Rashety jednym z najlepszych sposobów radzenia sobie z lękiem jest obserwowanie swoich emocji i reakcji ciała. Wyjaśnia: „Pierwszym krokiem nie jest próba poczucia się inaczej, ale zauważenie tego, co właśnie czujesz”.
„Wyobraź sobie, że jedziesz autostradą i coś wyprowadza cię z równowagi. Czujesz złość, ale w pewnym momencie uświadamiasz sobie: »Jestem zły«. Wtedy zadaj sobie pytanie: czy ta część mnie, która dostrzega tę złość – mój wewnętrzny obserwator – również ją odczuwa?”.
„Jeśli uczciwie zadasz sobie to pytanie, zauważysz, że twój wewnętrzny obserwator nie odczuwa złości, a jedynie dostrzega, że ona się pojawiła. Ten dystans jest niezwykle ważny.” Dlaczego?
Sama trudna emocja jest naturalna i często nie mamy wpływu na to, że się pojawia. Dodatkowe cierpienie zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy się nakręcać, czyli rozpamiętywać sytuację, tworzyć czarne scenariusze i bez końca analizować to, co się wydarzyło.
Praktyka ta przypomina technikę psychologiczną określaną jako affect labeling, czyli nazywanie własnych emocji. Polega ona na opisaniu tego, co właśnie czujemy, i świadomym nazwaniu tego stanu. Kiedy niejasne, trudne do uchwycenia emocje zamieniamy w coś konkretnego, łatwiej jest nam nimi zarządzać, zrozumieć je i przetworzyć.
Drugą polecaną przez Rashetę jest poszerzenie perspektywy w trudnym momencie. Kiedy czujesz napięcie, zadaj sobie jedno proste pytanie: „Co jeszcze tutaj jest?”
„Jeśli stoisz na czerwonym świetle i akurat spóźniasz się do pracy, prawdopodobnie czujesz irytację i to jest w porządku. Ale co jeszcze tutaj jest? Dzięki ciekawości możesz zauważyć: »Cóż, przynajmniej siedzę w samochodzie, a nie jadę rowerem« albo »Przynajmniej mam pracę, do której mogę się spóźnić«. Obie rzeczy mogą być prawdziwe jednocześnie: nadal możesz być zirytowany tym, że utknąłeś na czerwonym świetle, a jednocześnie odczuwać wdzięczność za to, że siedzisz w samochodzie”.
Podkreśla,, że nie jest to zwykłe „pozytywne myślenie”. Wyjaśnia: „To coś innego niż pozytywne myślenie, ponieważ nie próbujesz zastąpić irytacji wdzięcznością. Pozytywne myślenie może lekceważyć prawdziwe trudności, natomiast tutaj chodzi o dodawanie, a nie odejmowanie”.
Nie chodzi więc o wymazanie trudnego uczucia ani przekonywanie siebie, że wszystko jest w porządku. „Nie próbujesz poczuć się lepiej. Próbujesz stać się lepszy w odczuwaniu”.
Zdaniem Rashety warto wykorzystywać te sposoby na co dzień. Dzięki temu z czasem staną się naturalną reakcją, która „uratuje cię” przed załamaniem, kiedy nadejdą poważne życiowe trudności.
Na koniec Rasheta dzieli się jeszcze jednym przemyśleniem: „Przez lata podchodziłem do życia tak, jakby było partią szachów: skomplikowaną, ale możliwą do rozwiązania. Wierzyłem, że jeśli tylko znajdę odpowiedniego nauczyciela, przeczytam właściwą książkę albo będę medytował wystarczająco intensywnie i długo, uda mi się wszystko rozgryźć”.
„Ale życie nie jest jak szachy. Życie jest jak Tetris i po prostu nie wiesz, jaki kształt pojawi się za chwilę.(...) Kiedy wreszcie to do mnie dotarło, nie poczułem rezygnacji – poczułem ulgę”.
Nie da się przygotować na wszystko, co może nas spotkać. Możemy jednak pracować nad tym, jak reagujemy w trudnych chwilach.
Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji z wykwalifikowanym specjalistą. W przypadku problemów emocjonalnych, psychicznych lub trudności w codziennym funkcjonowaniu zalecamy kontakt z psychologiem, terapeutą lub lekarzem.
Artykuł napisany z wykorzystaniem: Tod Perry, „The »Secular Buddhist« shares 2 practices to soothe everyday anxiety and aggravation”, upworthy.com [dostęp 06.09.2026].