Robert Choiński - Wszyscy nucą „Małgośkę”, ale mało kto wie, o kim naprawdę jest ten hit. Przyjaciółka Osieckiej po latach wyjawiła prawdę
00:00
08:51
„To był maj, pachniała Saska Kępa...” – wystarczy kilka słów, żeby większość z nas zaczęła nucić ten jeden z największych polskich przebojów. „Małgośka” Maryli Rodowicz od ponad 50 lat jest piosenką, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Opowiada o tęsknocie, rozstaniu i kobiecie, która zobaczyła ukochanego z inną. Przez lata wiele osób zastanawiało się jednak, kim naprawdę była tytułowa Małgośka.
Agnieszka Osiecka nigdy nie powiedziała wprost, kogo miała na myśli, pisząc „Małgośkę”. Po latach jej bliska przyjaciółka Hanna Bakuła podzieliła się jednak własną teorią. Jej zdaniem Małgośka mogła mieć więcej wspólnego z samą Osiecką, niż wcześniej sądziliśmy.
Historia jednego z największych przebojów Maryli Rodowicz zaczęła się od słów Agnieszki Osieckiej. Poetka napisała pierwszą wersję tekstu do muzyki Mateusza Święcickiego. Kompozytor uznał jednak, że słowa są zbyt poważne jak na tę melodię. Tekst trafił więc do szuflady. Tam mógł pozostać na zawsze, gdyby nie spotkanie Osieckiej z Marylą Rodowicz i Katarzyną Gärtner. Latem 1972 roku panie spotkały się w kawiarni sopockiego Grand Hotelu. Rodowicz wspomniała wówczas, że potrzebuje nowych piosenek. Według wspomnień Osieckiej to właśnie Maryla miała później odnaleźć tekst, który poetka wcześniej schowała.
– Maryla zaczęła myszkować, jak miała w zwyczaju. Wiedziała, że gorsze rzeczy trzymam na wierzchu, a lepsze mam schowane. I tak myszkując, znalazła słowa „Małgośki”, zachwyciła się nimi – wspominała Osiecka w rozmowie z Magdą Umer.
Tekst trzeba było jednak dopasować do nowej muzyki. Katarzyna Gärtner miała już w głowie pewien motyw, który zapamiętała ze spacerów po Saskiej Kępie. Była to melodia wygrywana tam przez miejscowego kataryniarza. To właśnie ona stała się jedną z inspiracji do stworzenia muzyki do „Małgośki”. Nie była jednak jedyną. Na sposób komponowania Gärtner wpłynął również jej pobyt w Londynie, gdzie zetknęła się z brytyjską muzyką popularną. Jak sama wspominała, nauczyła się tam konstruowania krótkich, wartkich utworów.
Osiecka skracała więc kolejne wersy, żeby lepiej mieściły się w rytmie. Jedna z najbardziej charakterystycznych linijek również zmieniła się właśnie wtedy. Początkowo brzmiała: „To był maj, pachniała Saska Kępa, szalonymi, zielonymi bzami”. Ostatecznie zostało znane wszystkim: „To był maj, pachniała Saska Kępa, szalonym, zielonym bzem”.
Dziś trudno wyobrazić sobie „Małgośkę” bez charakterystycznego, lekko zachrypniętego głosu Maryli Rodowicz. Tymczasem właśnie nad sposobem wykonania utworu artystki musiały sporo pracować. Katarzyna Gärtner miała bardzo konkretną wizję. Zależało jej nie tylko na energicznym charakterze piosenki, lecz także na charakterystycznej gitarowej przygrywce rozpoczynającej utwór. Dla Rodowicz nie było to łatwe zadanie.
– Piorunującego wrażenia na mnie nie zrobiła, a w dodatku Kasia uparła się, żeby utwór rozpoczynać taką dosyć skomplikowaną przygrywką. Jak się okazało genialną. Tyle że ja aż tak biegła w grze nie byłam i łamałam sobie palce, żeby się wyrobić – wspominała później piosenkarka.
Gärtner chciała również, by Rodowicz nadała piosence zadziorności. Podpowiedziała jej, żeby śpiewała w stylu Micka Jaggera i wydobyła ze swojego głosu charakterystyczną chrypkę. To właśnie te elementy sprawiły, że „Małgośka” nie była kolejną sentymentalną piosenką o nieszczęśliwej miłości. Dostała energię, pazur i własny, natychmiast rozpoznawalny charakter.
Maryla Rodowicz (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Kiedy utwór trafił już do studia Polskiego Radia przy ulicy Myśliwieckiej, nic nie zapowiadało, że jego historia jeszcze bardziej się skomplikuje. Premiera „Małgośki” odbyła się w sierpniu 1973 roku podczas festiwalu w Sopocie. Rodowicz pojawiła się na scenie w efektownej, długiej sukni bez pleców zaprojektowanej przez Rafała Olbińskiego. Na kreacji wyszyto tytuł piosenki, czerwone serce i oko, z którego spływały łzy. Piosenkarka wjechała na scenę Opery Leśnej Fiatem 126.
Problemem okazali się towarzyszący jej muzycy. Czesi, których Rodowicz poznała podczas pobytu w Czechosłowacji, zaczęli podczas występu gubić rytm i zachowywać się tak, jakby nie traktowali koncertu poważnie. Nie był to jednak przypadek. Muzycy chcieli w ten sposób zemścić się na Rodowicz za jej rozstanie z ich przyjacielem, Františkiem Janečkiem. Próbowali zepsuć jej występ na jednym z najważniejszych festiwali w kraju. Nie udało się. Publiczność zareagowała entuzjastycznie, a Rodowicz zdobyła Grand Prix festiwalu. „Małgośka” zaczęła żyć własnym życiem.
Właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część tej historii. Tekst opowiada o kobiecie, która po rozstaniu widzi dawnego ukochanego z inną. Jest w nim zazdrość, żal, wspomnienie wspólnej przeszłości i próba pogodzenia się z tym, że ktoś, kogo kochała, wybrał inną kobietę. „Małgośka” brzmi jak bardzo osobiste wyznanie. Nic więc dziwnego, że od lat pojawiały się pytania, czy Osiecka inspirowała się prawdziwą historią.
Sama autorka nigdy jednak nie powiedziała wprost, o kim pisała. Pewnie dlatego ta opowieść tak mocno działa na wyobraźnię. Nie ma jednej oficjalnej odpowiedzi, która zamykałaby całą historię. Jest za to pewna teoria osoby, która znała Osiecką bardzo dobrze.
Agnieszka Osiecka (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Hanna Bakuła była bliską przyjaciółką Agnieszki Osieckiej. Ich relacja, jak sama opowiadała, nie przypominała typowej przyjaźni dwóch kobiet. Łączyła je przede wszystkim rozmowa, ale też ogromna różnica charakterów. – Nasza przyjaźń nie miała w sobie nic z typowej znajomości dwóch kobiet. Nigdy się sobie nie zwierzałyśmy, no bo i po co? – mówiła Bakuła podczas spotkania w Rybniku w 2022 roku.
Podkreślała, że Osiecka była osobą zupełnie wyjątkową. Nie przejmowała się tym, jak wygląda ani co inni sądzą o tym, co pisze. Liczyło się dla niej przede wszystkim tworzenie. – Była niezwykłą osobą. Była kosmitką – mówiła o niej Bakuła. To właśnie ona po latach powiedziała coś, co rzuca na „Małgośkę” zupełnie nowe światło. Według Bakuły tytułowa bohaterka nie była wymyśloną postacią.
– To piosenka autobiograficzna, bo Agnieszka zawsze prosiła o miłość. Jak Małgośka – stwierdziła.
To mocne słowa. Zwłaszcza że wypowiadała je osoba, która znała Osiecką przez lata. Czy Osiecka naprawdę napisała „Małgośkę” o sobie? Tego nie da się dziś rozstrzygnąć. Bakuła przedstawiła swoją interpretację, ale sama Osiecka nigdy nie potwierdziła, że „Małgośka” jest jej autobiograficzną historią. Dlatego trudno mówić o pewniku. Można jednak spojrzeć na tekst inaczej, niekoniecznie jako zapis jednego konkretnego wydarzenia, lecz jako historię emocji, które Osiecka dobrze znała i potrafiła zamienić w kilka prostych, niezwykle celnych obrazów.
„Małgośka” została wydana na singlu w marcu 1973 roku i bardzo szybko stała się jednym z największych przebojów w historii polskiej muzyki rozrywkowej. W kolejnych dekadach doczekała się wielu nowych wersji i interpretacji. Rodowicz nagrywała ją ponownie m.in. w 1991 roku oraz w 1998 roku w rockowej aranżacji. W 2000 roku wykonała ją w duecie z Heleną Vondráčkovą. Swoją wersję w 2021 roku z myślą o Męskim Graniu przygotował także Vito Bambino, zamieniając „Małgośkę” na „Mateusza”.
Piosenka wciąż wraca również w wykonaniu samej Rodowicz. W 2025 roku artystka nagrała nową wersję z Lanberry. Tym razem utwór zabrzmiał wolniej i bardziej nostalgicznie. Rodowicz początkowo zaśpiewała go po swojemu, z dużą mocą, ale producenci poprosili ją o bardziej subtelne wykonanie.