Agnieszka Radomska - „Bo ona zawsze, a ja nigdy!”. Skąd się bierze zazdrość między rodzeństwem?
00:00
21:10
Więź, jaka łączy rodzeństwo, jest wyjątkowa – właściwie niemożliwa do odtworzenia w innych relacjach międzyludzkich. To nie oznacza jednak, że jest łatwa. Przeciwnie – właśnie w rodzeństwie często dochodzi do tarć, przepychanek, rywalizacji niemal o wszystko. Pojawiająca się zazdrość jest naturalna, ale gdy zaczyna eskalować, staje się źródłem stresu i napięć.
Mieszanka wybuchowa – tak pewnie wiele z nas mogłoby opisać relacje z braćmi czy siostrami – i te zapamiętane z dziecięcego pokoiku, i te z dorosłego już życia. Miłość przeplata się tu rywalizacją i porównywaniem, bezgraniczne oddanie ze złością i poczuciem niesprawiedliwości, a świadomość podobieństwa bywa raz błogosławieństwem, innym razem – przekleństwem. Jest coś głęboko prawdziwego w przewrotnych słowach norweskiej pisarki Margit Sandemo: „Człowiek w ogóle nie powinien mieć rodzeństwa, bo ono odgaduje jego myśli”. Tak się jednak składa, że aż 80 procent ludzi na świecie rodzeństwo jednak ma, a wielu - bardzo to sobie ceni. Bo relacja z bratem czy siostrą może być jedną z najpiękniejszych i najmocniejszych, o ile nie zniszczy jej nadmierna zazdrość i rywalizacja, a często wręcz zawiść. Skąd się właściwie bierze w nas skłonność do porównywania się z bratem czy siostrą już w dzieciństwie, która czasem nie mija, a wręcz nasila się w dorosłym życiu?
Według zajmującej się tematem zazdrości dr Jennifer Bevan z Uniwersytetu Chapmana, relacje między rodzeństwem od samego początku kształtowane są przez rywalizację o uznanie lub uwagę rodzica. Proces ten rozpoczyna się w dzieciństwie i może trwać z różnym nasileniem aż do dorosłości. Dzieci mają tendencję do definiowania siebie w odniesieniu do rodzeństwa. Niezależnie od tego, czy chodzi o osiągnięcia w nauce, uwagę rodziców, talenty, wygląd fizyczny, ładniejszy prezent pod choinką czy większy (minimalnie, ale jednak) kawałek parówki na talerzu – porównania są często nieuniknione. Teoria porównań społecznych Leona Festingera sugeruje, że ludzie generalnie oceniają swoją wartość, zdolności i przekonania, porównując się z innymi. To pomaga mierzyć postępy osobiste i redukować niepewność w sytuacjach, gdy brakuje jasnych i obiektywnych standardów. Badania pokazują, że nawet 12 procent naszych codziennych myśli wiąże się z jakąś formą porównywania. Ta tendencja jest szczególnie silna wśród rodzeństwa ze względu na bliskość i wspólne środowisko społeczne. – Ludzie są wewnętrznie motywowani, aby oceniać siebie na podstawie tego, jak wypadają na tle innych osób, a w szczególności tych, które postrzegają jako podobne do siebie. Dlatego rodzeństwo jest doskonałym obiektem tego typu porównań, bo przecież pochodzi z tego samego gniazda rodzinnego, ma podobną historię i tło socjalizacyjne – tłumaczy prof. Katarzyna Walęcka-Matyja z Uniwersytetu Łódzkiego w rozmowie z Izabelą Nowakowską-Teofilak.
Dzieci rywalizują ze sobą przede wszystkim o uwagę, czas i zasoby rodziny. Kiedy widzą, że rodzeństwo dostaje więcej pochwał, więcej swobody, a nawet więcej miłości, są zaniepokojone. Czują coś, czego czuć wcale nie chcą, a co jednak nie chce zniknąć – zazdrość. Nie dotyczy ona zwykle tylko tego, co mają brat czy siostra – raczej tego, czego im samym może zabraknąć. Gra toczy się o bardzo wysoką stawkę, bo dla małego człowieka miłość rodziców, każde ich spojrzenie, każdy okruch uwagi, zainteresowania, uznanie z ich strony jest najcenniejszym zasobem – to dowód, że dziecko jest ważne. Gdy rodzeństwo dostaje więcej, dziecko czuje się niezauważone, a w ślad za tym niewystarczająco dobre, by na uwagę zasłużyć. Zazdrość nie bierze się więc zwykle z niechęci czy nienawiści do rodzeństwa, ale z lęku przed byciem mniej kochanym. W psychologii to zjawisko nazywane jest postrzeganą nierównością uwagi. Co ciekawe, badania sugerują, że faworyzowanie jednego dziecka przez rodziców wcale nie jest zjawiskiem incydentalnym, a zaskakująco powszechnym – występuje w około 65 proc. rodzin! Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Cornell obejmowało wywiady z 275 matkami w wieku 60-70 lat i ich 671 dziećmi. Spośród uczestniczek aż 70 proc. matek potrafiło wskazać dziecko, z którym czuły się mocniej związane. Z kolei tylko 15 proc. przebadanych dzieci uważało, że matki traktują je tak samo jak rodzeństwo. Jednak nawet jeśli rodzice starają się traktować dzieci jednakowo, rodzeństwo często interpretuje ich zachowanie i decyzje jako faworyzowanie ze względu na wyjątkowe potrzeby emocjonalne czy etap rozwoju.
Dzieci są zaprogramowane do poszukiwania więzi, bezpieczeństwa i znaczenia. Kiedy czują, że ich miejsce w rodzinie jest zagrożone, zaczynają walczyć o miłość i uwagę rodziców. Nawet tak banalne sytuacje jak to, kto wypije kakao w niebieskim kubku, a kto w zielonym, kto zdecyduje, jaka bajka zostanie przeczytana na dobranoc czy które z rodzeństwa ma posprzątać po obiedzie (bo rzecz jasna żadne się do tego nie pali), mogą przypominać walkę o przetrwanie. Fakt, że jest to nieco pierwotny mechanizm, znajduje potwierdzenie w nowych badaniach na zwierzętach. Okazuje się, że zazdrość między rodzeństwem w żadnej mierze nie jest cechą wyłącznie ludzką. Wiele gatunków zwierząt rywalizuje o uwagę matki, a i same mamy miewają swoich faworytów wśród potomstwa.
Biolożka i ekolożka Axelle Delaunay, która kierowała badaniami młodych pawianów w Namibii, obserwując ich zachowanie, dostrzegła uderzające podobieństwa między zachowaniem zazdrosnych pawianów a zachowaniami dzieci. Pawiany żyją w grupach rządzonych przez samice, dlatego zespół naukowców przyglądał się przede wszystkim matkom pielęgnującym swoje młode albo odpoczywającym. Pielęgnacja u tego gatunku polega na usuwaniu owadów i brudu z sierści i delikatnym głaskaniu jej. Naukowcy zwracali szczególną uwagę na te momenty, w których matka przerywała pielęgnację młodego pod wpływem zachowania rodzeństwa. Zazdrosne maluchy gryzły, klepały, płakały, a czasem nawet odciągały rodzeństwo, udając zaproszenie do zabawy, by czym prędzej zająć jego miejsce w ramionach matki. Co ciekawe, młode pawiany częściej przerywały matce, gdy ta zajmowała się pielęgnacją ich rodzeństwa, niż gdy po prostu odpoczywała. Okazało się też, że samice pawianów mają również „ulubione dzieci”, które pielęgnują nieproporcjonalnie częściej niż inne, a więc faworyzują. Naukowcy odkryli, że pawiany obierają sobie za cel właśnie to uprzywilejowane młode, a to kolejny dowód, że powoduje nimi zwykła zazdrość. Dobra wiadomość dla zmęczonych rywalizacją maluchów pawianich mam była taka, że zazdrość zanikła, gdy pawiany podrosły. U ludzi upływ czasu też czasem sporo zmienia. Bywa, że z dziecięcej zazdrości o rodzeństwo wyrastamy, ale niestety zdarza się i tak, że nierozwiązane konflikty z braćmi i siostrami ciągną się za nami przez lata...
Czytaj także: Dorosłe rodzeństwo przełyka dawne żale, czyli jak uzdrowić relacje w rodzinie
Choć dynamiki relacji między braćmi i siostrami nie da się sprowadzić tylko do takich czynników jak wiek, kolejność urodzenia, płeć czy liczba osób w rodzinie – cała ta konstelacja rodzinna odgrywa bardzo istotną rolę w rozwoju rywalizacji między rodzeństwem. Innymi słowy, nie w każdej rodzinie ryzyko zazdrości między dziećmi jest takie samo.
Najsilniejszej zazdrości można spodziewać się zwykle we wczesnym dzieciństwie, szczególnie około 2.-4. roku życia. Jeśli młodsze dziecko pojawia się w momencie, gdy starsze nadal silnie potrzebuje wyłącznej uwagi rodziców, jego narodziny mogą być przeżywane jako utrata uprzywilejowanej pozycji: starsze dziecko musi nagle dzielić z kimś uwagę i uczucia rodziców. W psychoanalitycznej terminologii bywa to ujmowane jako kompleks Romulusa – zazdrość starszego rodzeństwa wobec młodszego jako wynik „zdetronizowania” w rodzinnej hierarchii. Odwrotny mechanizm opisuje kompleks Remusa: młodsze dziecko może doświadczać starszego jako rywala, który jest bardziej kompetentny, uprzywilejowany lub odnosi większe sukcesy, co sprzyja poczuciu pozostawania w jego cieniu i potrzebie ciągłego dorównywania mu albo wręcz przewyższania go. Dzieci w średnim wieku (te kolokwialnie nazywane „środkowymi”) mogą z kolei czuć się odizolowane lub wykluczone, postrzegając starsze rodzeństwo jako uprzywilejowane, a młodsze jako wymagające uwagi.
Czytaj także: „Syndrom najstarszej córki” robi furorę w Internecie. Czym wyróżnia się najstarsze rodzeństwo?
– Dzieci, między którymi jest rok różnicy, przez całe życie są na zbliżonym poziomie rozwoju i ich relacja jest w pełni egalitarna, bo są to partnerzy na równym poziomie. Jeśli różnica wynosi od dwóch do pięciu lat, to już zarysowują się wątki związane z dominacją, bo jedna osoba w tym rodzeństwie ma jednak status mocniejszej, zebrała więcej doświadczeń, dysponuje większą siłą, sprytem, czyli może być uznawana za autorytet. Niemniej te relacje zazwyczaj są jeszcze zażyłe i ambiwalentne, bo rodzeństwo łączy bogactwo zainteresowań. Ale kiedy mówimy już o dużej różnicy wieku, między siedem a dziesięć lat, nie ma mowy o żadnym egalitaryzmie, bo między rodzeństwem jest wręcz pokoleniowa przepaść. Jedna osoba może już być opiekunem, a druga czasami na zawsze pozostaje dzieckiem, bo te schematy relacyjne cechuje tendencja do samoutrwalania się – mówi prof. Katarzyna Walęcka-Matyja.
Szczególnie często dzieci postrzegają siebie jako rywali, jeśli urodziły się w odstępie od dwóch do czterech czy pięciu lat i dodatkowo mają wspólne talenty i hobby. Badania wykazały, że spośród trzech par rodzeństwa, pary siostra/siostra są ze sobą najbardziej zżyte, a pary brat/brat – najbardziej rywalizujące. Siostry są zwykle bardzo zaangażowane w podtrzymywanie relacji i dzielenie się intymnymi uczuciami, ale też przywiązują większą wagę do dynamiki relacji, komunikacji i postrzeganej równości rodzicielskiej, przez co są wrażliwe nawet na subtelne różnice w otrzymywanych pochwałach i uwadze. Bracia natomiast są zwykle bardziej konfliktowi. Ich wspólne dzieciństwo jest mocniej nacechowane rywalizacją, która nierzadko w zaostrzonej formie przenosi się na dorosłe życie. Częściej niż siostry angażują się w otwarte, fizyczne konfrontacje, podczas gdy siostry częściej doświadczają zniuansowanych konfliktów emocjonalnych lub relacyjnych.
Choć różnic w relacjach ze względu na płeć rodzeństwa jest sporo, jedno się nie zmienia – dynamika tych relacji wynika ostatecznie z tych samych podstawowych źródeł: rywalizacji o zasoby rodzicielskie, odmiennych indywidualnych osiągnięć oraz ról pełnionych w dzieciństwie. Według Judy Dunn, nieżyjącej już wybitnej brytyjskiej psycholożki i wykładowczyni specjalizującej się w psychologii rozwoju społecznego, która prowadziła pionierskie badania nad rodzeństwem w Anglii i Stanach Zjednoczonych, „dzieci są o wiele bardziej rozwinięte społecznie, niż kiedykolwiek sobie wyobrażaliśmy. Już mała 15- czy 17-miesięczna dziewczynka obserwuje niczym jastrząb, co dzieje się między jej matką a starszym rodzeństwem. Im większa różnica w matczynej miłości i uwadze, tym większa wrogość i konflikty między rodzeństwem”.
„W naszej rodzinie to siostra zawsze była tą lepszą” – pewnie wiele z nas podpisałoby się pod takim stwierdzeniem. Choć rodzice najczęściej zaprzeczają, faworyzowanie przez nich jednego z dzieci jest niestety częste, choć nie zawsze świadome. – Faworyzacja to bardzo powszechne zjawisko. Nie mówi się o tym głośno, bo przecież według norm społecznych, moralnych i etycznych rodzice powinni kochać tak samo wszystkie swoje dzieci, ale prawda jest taka, że zazwyczaj jest im bliżej do tego potomka, w którym najbardziej widzą samych siebie. Może to być na przykład dziecko, które urodziło się w tej samej kolejności co rodzic – zauważa prof. Katarzyna Walęcka-Matyja.
Czytaj także: Czy rodzice kochają dzieci po równo? Badania ujawniły prawdę, którą woleliby ukryć
Według badań opublikowanych przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, rodzice są bardziej skłonni do przyznawania „nagrody ulubionego dziecka” córkom i dzieciom, które są ugodowe i sumienne. Naukowcy przeprowadzili metaanalizę 30 recenzowanych artykułów naukowych i rozpraw doktorskich oraz 14 baz danych, obejmujących łącznie 19 469 uczestników. Badali, w jaki sposób kolejność urodzenia, płeć, temperament i cechy osobowości (ekstrawersja, ugodowość, otwartość, sumienność i neurotyczność) były powiązane z faworyzowaniem rodziców. Początkowo naukowcy zakładali, że matki będą faworyzować córki, a ojcowie synów. Jednak badanie wykazało, że zarówno matki, jak i ojcowie częściej faworyzowali córki. Spośród ocenianych cech osobowości, dzieci sumienne – czyli odpowiedzialne i dobrze zorganizowane – wydawały się traktowane bardziej przychylnie, być może dlatego, że rodzice uważają takie dzieci za łatwiejsze w wychowaniu. Jeśli chodzi o kolejność urodzenia dzieci, rodzice częściej dawali starszemu rodzeństwu większą autonomię, ale generalnie wiek dziecka, a także płeć rodzica odgrywały raczej minimalną rolę.
Faworyzowanie jest zjawiskiem bardzo złożonym i może mieć różny stopień nasilenia – od niewielkiej dysproporcji w ilości pochwał czy uwagi, po skrajną nierówność w traktowaniu, która może mieć poważne konsekwencje nie tylko dla relacji między rodzeństwem, ale także dla rozwoju i zdrowia psychicznego dzieci już w dorosłym życiu. Najbardziej toksyczną dynamiką rodzicielską jest sytuacja, w której rodzice decydują o tym, które z dzieci wygra, a które przegra niemal w każdym przypadku rywalizacji, wybierając „złote dziecko”, czyli zwycięzcę, i „kozła ofiarnego”, czyli przegranego. Złote, czyli faworyzowane dziecko często przypomina rodzicowi jego samego, a tym samym jest obdarzane większym uczuciem i zyskuje przywileje. „Kozioł ofiarny” często jest z kolei obwiniany za problemy rodzinne, bo kwestionuje lub lekceważy autorytet rodzica, za co otrzymuje karę. Nagroda wędruje w ręce tego, które najbardziej stara się zasłużyć na miłość i uznanie rodzica. Rodzeństwo wychowywane w takim środowisku nie tylko nie buduje więzi między sobą, ale często ma poważne trudności w nawiązywaniu relacji z innymi. Badania pokazują, że dzieci narażone na rywalizację między rodzeństwem i na postrzegane faworyzowanie rodziców są też bardziej obciążone ryzykiem rozwoju depresji, zaburzeń lękowych i trudności z regulacją emocji w dorosłym życiu.
Zazdrość nie jest emocją, którą trzeba za wszelką cenę tłumić czy starać się ignorować – od tego nie zniknie. To uczucie jest potrzebne i może pełnić ważną rolę w rozwoju dziecka, motywować je, pomagać w realizowaniu celów i dążeniu do osiągnięć. Bardziej niż o unikanie chodzi o właściwe zarządzanie zazdrością, bo pozostawiona samej sobie między dziećmi nie tylko wygeneruje narastające napięcie, ale może mieć fatalny wpływ na ich psychikę. Ważne jest, by po pierwsze obserwować to, co dzieje się między dziećmi, czy sobie radzą z rozwiązywaniem konfliktów, a po drugie być wyczulonym, by w porę dostrzec, że zazdrość zaczyna utrudniać budowanie więzi i ma negatywny wpływ generalnie na relacje w rodzinie. Najważniejsze zaś, to przyjrzeć się... sobie w roli rodzica. Nie po to, by się skrytykować i obwinić za wszystko, bardziej po to, by zupełnie nieświadomie – właśnie przez faworyzowanie jednego dziecka – nie dolewać dolewamy oliwy do ognia i nie tworzyć wyjątkowo żyznej gleby pod konflikty na tle zazdrości.
Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na porównywanie. Zdania typu: „Patrz jak siostra ładnie zjadła, a ty jak zawsze ślęczysz nad talerzem” czy „Dlaczego nie możesz być jak twoja siostra? Ona jest zawsze przygotowana do szkoły i lekcje ma odrobione na czas” – to paliwo dla rywalizacji. Zamiast tego postaraj się doceniać mocne strony każdego dziecka. Bo może i grzebie się przy jedzeniu czy ociąga z lekcjami, ale za to jak pięknie maluje! Ważne, by chwalić dzieci za ich szczególne talenty, nie porównując ich ze sobą jak w zestawieniach w Excelu. Bardzo trudno nie faworyzować tego dziecka, z którym ma się lepszy kontakt mentalny, które jest nam bliższe, ale trzeba się starać niwelować różnice w traktowaniu za wszelką cenę. Warto popracować nad poprawą relacji z tym „dalszym” dzieckiem, odkrywać je, wspierać – także odpowiednią formą terapii, jeśli jest taka potrzeba.
Gdy już dochodzi do konfliktów na tle zazdrości, zadaniem rodzica jest mądrze nimi zarządzić. Nazwij emocję, nie dziecko. W czasie sporu unikaj określania jednego dziecka jako „złego” lub nazywania go „agresorem”. Zamiast tego opowiedz o tym, co widzisz. „Widzę dwoje zdenerwowanych dzieci, bardzo chcą bawić się tą samą zabawką. Zastanówmy się razem, co możemy z tym zrobić” – taki komunikat potwierdza ich uczucia, a ty nie opowiadasz się po żadnej ze stron. Gdy rodzic nie wchodzi w rolę sojusznika, dzieci zwykle są bardziej skłonne szukać rozwiązania.
Czytaj także: Skandynawska koncepcja rodziny – wszyscy jesteśmy jednakowo ważni, i rodzice, i dzieci
Ważne jest respektowanie granic każdego dziecka w rodzeństwie. Każdy człowiek, a więc także dziecko, potrzebuje przestrzeni, fizycznej i emocjonalnej, która będzie tylko jego. Upewnij się, że każde z rodzeństwa ma prawo własności do pewnych przedmiotów lub obszarów, którymi nie musi się dzielić. Wymuszanie dzielenia się („Daj się teraz pobawić Asi swoim samochodzikiem, skoro cię prosi!”) często rodzi urazę, podczas gdy dobrowolne dzielenie się zachęca do hojności. Ponieważ zazdrość i rywalizacja w dużej mierze wynikają z konkurowania o uwagę rodziców, antidotum jest poświęcanie uwagi obojgu rodzeństwa – także z osobna, nie zawsze razem. Wystarczy nawet 15 minut dziennie twojego nieprzerwanego czasu z każdym z rodzeństwa poświęconego na to, na co dziecko ma ochotę. Bez przerywania, w skupieniu, z zaangażowaniem, tak, jakby poza tymi puzzlami na kwadrans świat przestał istnieć...
Wykorzystane źródła: https://www.ebsco.com/research-starters/psychology/sibling-rivalry; https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC7399693/; https://www.bbc.co.uk/newsround/articles/cd6zvy9gzp2o; https://www.psychologytoday.com/us/articles/199301/adult-sibling-rivalry; https://www.apa.org/news/press/releases/2025/01/parental-favoritism