1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. „To nie był konflikt między wami”. 3 historie rodzeństwa, które pokazują, jak role z dzieciństwa zatruwają dorosłe relacje

„To nie był konflikt między wami”. 3 historie rodzeństwa, które pokazują, jak role z dzieciństwa zatruwają dorosłe relacje

(Fot. Connect Images/Getty Images)
(Fot. Connect Images/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Ewa Klepacka-Gryz - „To nie był konflikt między wami”. 3 historie rodzeństwa, które pokazują, jak role z dzieciństwa zatruwają dorosłe relacje

00:00 19:10
15s
0,5 x
15s
Często przy opiece nad starzejącymi się rodzicami albo przy podziale spadku pomiędzy rodzeństwem pojawiają się spory, które są echem emocji z dzieciństwa: zazdrości, poczucia niesprawiedliwości, walki o uwagę rodziców. Dlaczego dorośli ludzie znowu wchodzą w dawne role – zastanawia się terapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Spis treści:

  1. „Ustąp, bo jesteś starsza”. Historia Kasi i Stefka
  2. Kiedy bliskość zamienia się we współzależność. Historia Magdy i Karoliny
  3. „Bracia chcą dla ciebie dobrze”. Historia Anety

Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 05/2026

Konflikty w dziecięcym pokoiku zwykle nie kończą się wraz z separacją od rodziny pochodzenia, a raniące zdania rodziców w stylu: „Ustąp mu, jesteś starsza”, „Czy nie możesz być taka jak twoja siostra?” albo „Na ciebie nie można liczyć”, nie mają terminu ważności.

Są jak bolesna zadra w sercu i ożywają w relacji z tym lepszym/mądrzejszym/piękniejszym/urodzonym do sukcesu dzieckiem – twoim bratem czy siostrą. Jednak to „lepsze/mądrzejsze/piękniejsze/urodzone do sukcesu” też nie ma lekko. Każde ma do odegrania swoją rolę, przyznaną przez rodziców często jeszcze przed narodzeniem. Z tymi rolami wędrujemy w świat i nawet jeśli w dorosłym życiu mamy nad nimi kontrolę, niejedna osoba – kiedy tylko przekracza próg domu rodzinnego – natychmiast odgrywa dawno ustalony scenariusz.

„Ustąp, bo jesteś starsza”. Historia Kasi i Stefka

Kasia poprosiła mnie o pomoc z powodu dolegliwości psychosomatycznych. Kiedy pytam, czy była u lekarza i czy robiła badania, odpowiada, że nie ma czasu, bo matka wymaga opieki. – Czy jesteś jedynaczką? – Mam młodszego braciszka – uśmiecha się z przekąsem. – Dużo młodszego? – Cztery lata, ale dla matki on zawsze będzie chłopczykiem, którego nie wolno denerwować. – To chyba niesprawiedliwe? – kiedy zadaję to pytanie, Kasia blednie, zakrywa usta dłonią i wybiega do łazienki.

Po powrocie tłumaczy, że zrobiło jej się niedobrze. Przypomniała sobie, że Stefek (brat) zawsze wymiotował, zwłaszcza jak coś przeskrobał, a matka wtedy umierała ze strachu. Przytulała go, przynosiła ciepłą herbatkę, pozwalała nie iść do szkoły, kupowała jakąś zabawkę.

– A kiedy ty byłaś chora? – Nie byłam. Albo przynajmniej jej nie mówiłam, bo wrzeszczała, że pewnie w szkole mam klasówkę i symuluję chorobę. – To bardzo niesprawiedliwe – stwierdzam i dodaję: – Może zrobić ci herbaty? Wydaje się, że Kasia nie słyszy mojego pytania, myślami jest w przeszłości. – A może on tylko udawał taką sierotę, bo nikt nie chciał się z nim bawić... Ale odkąd matka jest chora, to potrafi zadbać o swoje, na okrągło mówi mi o sprawiedliwości: ja ostatnio byłem z nią u lekarza, to teraz twoja kolej.

– Dlaczego to cię tak złości? – Bo on dostał od matki wszystko, a ja prawie nic, a teraz obydwoje oczekują, że to ja się będę nią zajmować. – Obydwoje? – Matka powtarza, że opieka nad rodzicami to obowiązek córki. A przecież to jego dziećmi ona się zajmowała, a nie moimi. Kiedy prosiłam, żeby przyjechała do mojej córki, mówiła, że Stefek poprosił ją pierwszy. – Próbowałaś o tym rozmawiać z bratem? – Żeby wypożyczył mi matkę? – ironizuje. – Bałaś się, że ci odmówi? – Przez całe życie słyszałam: ustąp mu, bo on jest młodszy, chory, słabszy, ma złą żonę, ciężej pracuje. – Ustępowałaś? – Nadal ustępuję. Kiedy on pisze SMS-a późno w nocy, że jednak jutro nie może zawieźć matki do lekarza, a potem wyłącza telefon, to ja odwołuję wszystkie swoje plany i jadę z nią. Ustępuję im obojgu.

Kasia nie widziała wyjścia z tej sytuacji. Twierdziła, że matka jest chora i ktoś musi się nią zajmować. Całą złość kierowała w stronę brata, ale nie potrafiła z nim o tym porozmawiać. Jej ciało się buntowało, każdy wyjazd do matki odchorowywała: bóle brzucha, napięcie mięśni, bezsenność, migreny.

– Noc przed spotkaniem z mamą mam z głowy, po prostu nie śpię do rana. Potem jestem zmęczona i wyżywam się na niej. I szlag mnie trafia, kiedy jej synuś dzwoni kilka razy w ciągu dnia, żeby zapytać, czy wszystko w porządku. – Myślisz, że ci nie ufa? – To też, ale przede wszystkim chce pokazać, że nawet kiedy go przy niej nie ma fizycznie, to się o nią troszczy. – Czy kiedykolwiek powiedziałaś mu, jak się z tym wszystkim czujesz? – Kiedy to robiłam, ona rzucała mi się do gardła, więc przestałam – odpowiada zrezygnowana. – Ale to było w dzieciństwie. Stefek nie jest już młodszym braciszkiem, który potrzebuje opieki mamusi – zauważam.

Na kolejnej sesji Kasia opowiedziała o kłótniach w dziecięcym pokoiku, w trakcie których matka wpadała i nie pytając, o co poszło, natychmiast atakowała córkę: „Bądź mądrzejsza, on jest od ciebie młodszy”. Rola „tej starszej, która ustępuje” utrwaliła się w niej na całe życie. W roli głównego winowajcy, przez którego czuła się gorsza, mniej kochana, porzucona, niesprawiedliwie traktowana, obsadziła brata. To przekonanie było tak silne, że nie pozwoliło jej się nawet do niego zbliżyć. Wściekłość i poczucie niesprawiedliwości narastające od dzieciństwa i ukrywane przed bliskimi wywoływały coraz silniejsze objawy w ciele.

Wielokrotnie proponowałam, żeby na sesje zaprosiła brata. Nigdy nie wyraziła na to zgody. Podobnie jak inni pacjenci, którzy przychodzili do mnie z konfliktami z dziecięcych pokoików. Być może przeczuwali, że głównym „winowajcą” nie jest wcale rodzeństwo, ale dziecięca lojalność, która nawet w dorosłym życiu nie pozwala im obwiniać rodziców. Pomoc niespodziewanie nadeszła ze strony żony brata. Kobiety, które nigdy nie utrzymywały bliższych relacji, przypadkowo spotkały się, gdy matka Kasi trafiła do szpitala.

– Inga zaproponowała, żebyśmy zeszły do bufetu na kawę. Opowiedziała mi o swoich kłótniach z siostrą, które zakończyły się dopiero po śmierci rodziców. I o tym, że ich matka zawsze cierpiała z tego powodu. Poprosiła mnie, żebym porozmawiała z bratem. „Nie zróbcie tego samego błędu. Stefkowi też nigdy nie było łatwo z waszą matką”.

Podczas rozmowy z bratową Kasia po raz pierwszy poczuła się wysłuchana bez oceniania. Zamiast rywalizować, kobiety zawiązały sojusz. – Pomyślałam, że skoro wybrała mojego brata, to nie może być on taki najgorszy. Dowiedziałam się, że Stefek był zazdrosny o moje superrelacje z ojcem, to ja byłam jego „pierworodnym synem”. Może dlatego tak silnie związany był z matką – zastanawiała się na głos.

Kolejnych kilka sesji poświęciłyśmy na analizę relacyjnej kalki z dzieciństwa. Kasia zaczęła rozumieć, że to matka podsycała ich konflikt, nadal umacniając role, w których obsadziła ich w dzieciństwie: dobrego syna i złej córki. Kluczowym mechanizmem był komunikat matki: „ustąp, bo jesteś starsza”, który utrwalił w Kasi przekonanie, że już zawsze będzie mniej ważna, że ceną za akceptację i miłość matki jest konieczność poświęcenia się, że prawdopodobnie nie dostanie od matki tego, czego nie dostała w dzieciństwie. Ale nie była już z tym i w tym sama, brat też nie dostał zbyt korzystnej roli w tym spektaklu. Kiedyś powiedział wprost, że ilekroć matka kazała siostrze ustąpić, czuł, że Kasia ma ochotę go zabić.

Na zakończenie ostatniej sesji powiedziałam: „To nie był konflikt między wami – dziećmi. To był brak dojrzałego dorosłego, który potrafiłby ten konflikt pomieścić”.

Kiedy bliskość zamienia się we współzależność. Historia Magdy i Karoliny

– Obiecaj mi, że kiedy ona (Karolina) zadzwoni, nie przyjmiesz jej na terapię – to było pierwsze zdanie, które usłyszałam od Magdy.

Karolina urodziła się, kiedy Magda miała półtora roku, matka tak to sobie celowo zaplanowała. Powtarzała, że dziewczynki są jak bliźniaczki i zawsze będą dla siebie najlepszymi przyjaciółkami. Sama w młodości straciła ukochaną starszą siostrę, którą po śmierci idealizowała. Często mówiła, że jest sama, a córki mają siebie i powinny to doceniać.

Magda i Karolina były jak ogień i woda; różniły się temperamentem, potrzebami, fizycznie również nie były do siebie podobne. Od najwcześniejszego dzieciństwa walczyły ze sobą jak najgorsi wrogowie. – Naprawdę dziwię się, że nie zrobiłyśmy sobie krzywdy. Kiedy znów wylądowałyśmy na pogotowiu: ja z rozharataną wargą, a Karola z podejrzeniem złamania ręki, lekarz zagroził, że następnym razem powiadomi policję. Matka płakała i powtarzała, że mamy tylko siebie i powinnyśmy się kochać. Ojciec już wtedy z nami nie mieszkał.

Matka kompletnie nie reagowała na to, że dziewczynki chcą odróżniać się jedna od drugiej. Jeszcze w podstawówce identycznie je ubierała, na rodzinnych imprezach domagała się, żeby inni zauważali, jak bardzo są do siebie podobne. Zawsze jeździły razem na kolonie. Mężów też poznały na tej samej imprezie, a potem jedna po drugiej zaszły w ciążę.

W dorosłym życiu ich relacja nadal jest bardzo intensywna, pełna nierozwiązywalnych konfliktów. Dominują żarliwe kłótnie, okresy zerwania kontaktu i powroty, bo żyć ze sobą nie potrafią, ale bez siebie również. – Kiedy spotykamy się razem z naszymi rodzinami, nasi mężowie często pytają, czy my się już kłócimy, czy po prostu rozmawiamy o czymś ekscytującym – mówi Magda.

Matka nadal kupuje im identyczne prezenty, co nakręca konflikty, na przykład ostatnio przypadkiem założyły identyczne sukienki otrzymane od matki. – Ponieważ kolacja była w domu Karoliny, powiedziałam, że albo się przebierze, albo my natychmiast wychodzimy. – Czy myślisz, że zachowanie matki ma jakiś związek ze stratą siostry? – Ciekawe, która z nas ma jej zastąpić siostrę? – pyta z żalem Magda. – Myślę, że obydwie zostałyście obsadzone w roli jej zastępczyń.

Relacje rodzeństwa są szczególne, ponieważ zawierają trzy warstwy: historię dzieciństwa, role nadane przez rodziców i projekcje psychiczne, takie jakie cień, zazdrość, idealizacja. To sprawia, że rodzeństwo jest jakby zaczarowane, uwięzione w relacji pełnej ambiwalencji.

Relacja Magdy i Karoliny była projekcją relacji matki z jej zmarłą siostrą, co zaburzyło proces separacji – indywiduacji. Pojawiły się trudności w budowaniu własnej tożsamości, pomieszanie miłości ze złością, a czasami nawet nienawiścią, i w konsekwencji ogromne poczucie winy oraz chroniczne napięcie w relacji. Konflikty rodzeństwa często są emocjonalne, ponieważ dotykają poczucia wartości i miejsca w rodzinie. Kiedy zapytałam Magdę, co jest dla niej najtrudniejsze, odpowiedziała: „Czasami nie mogę na nią patrzeć, ale bez niej nie wiem, kim jestem. Od zawsze byłam siostrą Karoliny”.

Relacja sióstr oprócz funkcji tożsamościowej dotyka również lojalności wobec matki: zerwanie jej byłoby symboliczną zdradą. W ujęciu systemowym to klasyczna diada symboliczno-konfliktowa: nadmiarowa bliskość i współzależność, brak zdrowych granic i powtarzający się cykl: napięcie – konflikt – zerwanie – tęsknota – powrót – napięcie.

Celem terapii nie była zmiana relacji, w którą były uwikłane obydwie siostry, ale zmiana psychologicznej pozycji Magdy w rodzinnym systemie. Ustaliłyśmy, że nie rozmawiamy o Karolinie, skoro jej tu nie ma. To nie było wcale łatwe, czasami samej Magdzie trudno było oddzielić opinie, przekonania, emocje swoje od tego, co myśli i czuje siostra. Na jednej z sesji zwróciłam jej uwagę, że czasami zmienia ton głosu, być może wtedy nieświadomie mówi głosem siostry. Magda wiele razy z niepokojem pytała mnie, czy po terapii nie przestanie kontaktować się z siostrą albo czy nie przestanie jej kochać. Poradziłam, by sprawdziła, czy to lęk jej, czy może ich mamy.

– Ostatnio Karola powiedziała mi, że bardzo się zmieniłam. – Nie chcesz się zmienić? – Trochę się tego boję. – W dorosłości nawet najbardziej kochające się siostry nie odczuwają potrzeby życia w tak silnej symbiozie. Każda z was się zmienia, ale kiedy jesteście razem, stary scenariusz wrzuca was w role sióstr bliźniaczek, zgodnie z projekcją matki. A przecież wy nie jesteście bliźniaczkami, a nawet gdybyście były, to każda z was jest odrębną, niezależną osobą. Nie przechodząc naturalnego procesu separacji od siostry, nie uchronisz matki przed bolesną stratą. To się już stało.

Kiedy pracuję z osobami w konflikcie z rodzeństwem, rzadko udaje mi się włączać elementy pracy z ciałem. Porywa mnie regres pacjenta do roli dziecka odtwarzającego konflikt z dziecięcego pokoiku i wchodzę w rolę rodzica, który tłumaczy świat. Magda potrzebowała wielu sesji, żeby zrozumieć i uwierzyć, że nie musi tracić relacji z siostrą, bardziej chodziło o odzyskanie autonomii.

Zakończyła terapię, obiecując urealnić całkiem nowe przekonanie: „Nie muszę przestać być jej siostrą. Wystarczy, że przestanę być jej drugą połową”.

„Bracia chcą dla ciebie dobrze”. Historia Anety

Aneta urodziła się, kiedy jej dwaj bracia byli już nastolatkami. Kiedy poszła do pierwszej klasy podstawówki, zmarł ich ojciec. Chłopcy weszli w rolę „mężczyzn domu” i ojca dla małej siostrzyczki. Jak twierdzi Aneta, byli bardzo kontrolujący: krytykowali każdego jej chłopaka, wybór studiów, nową pracę. Matka wspierała autorytet synów, właściwie z każdym problemem odsyłała Anetę do braci. W rezultacie w wieku 40 lat Agnieszka była sama, nie miała partnera ani dzieci, a gdy matka zaczęła chorować, przeprowadziła się do niej. Po śmierci matki okazało się, że bracia planują przejęcie majątku rodziców, siostrze zaproponowali niewielką pensję zamiast równoprawnego udziału.

– Zabolało mnie to, ale przecież nie pójdę z nimi do sądu, to moja jedyna rodzina – przyznała na sesji.

Kiedy Aneta opowiadała mi swoją historię, uświadomiłam sobie, że jest kolejną pacjentką, której brat wszedł w rolę zastępczego ojca. Zwykle dotyczyło to rodzin z dużą różnicą wieku pomiędzy starszym bratem i młodszą siostrą, gdzie ojciec był nieobecny fizycznie lub emocjonalnie. Kobiety te trochę czuły się tak, jakby nie miały ani brata, ani ojca – inaczej kocha się rodziców, inaczej rodzeństwo.

Matki w tych rodzinach zwykle czuły się bezradne, synów obsadzały w roli dorosłych mężczyzn, a córkom nieświadomie nie pozwalały dorosnąć. W zgodzie z rodzinną lojalnością córki nie zakładały swoich rodzin, a kiedy przyszła pora, zajmowały się starzejącymi się matkami. Po śmierci matek przez braci były „cofane” do roli siostrzyczek zdanych na łaskę starszych braci.

Wiedziałam, że problem Anety jest bardzo trudny; od dziecka była przyzwyczajona, że bracia należą do świata dorosłych, nigdy nie było między nimi równorzędnej relacji. Rzadko była zapraszana do rodzinnych narad, a o wspólnych decyzjach dowiadywała się po fakcie. Nigdy nie pokłóciła się z żadnym z braci, w ich relacji nie było na to przestrzeni.

– Powiedziałaś, że decyzja braci cię zabolała. Przyszłaś, żeby opowiedzieć mi o swoim bólu? – Chyba tak.

Konflikty pomiędzy rodzeństwem podczas terapii często potrzebują jedynie wysłuchania, bo w dzieciństwie rodzice nie dawali na to przestrzeni.

– Czy mamie mogłaś powiedzieć, kiedy coś cię dręczyło? – próbuję się dowiedzieć. – Mogłam, ale ona o wszystkim mówiła chłopakom. – Co jest teraz dla ciebie najtrudniejsze? Uważasz, że to decyzja dotycząca zarządzania majątkiem rodziców jest niesprawiedliwa? – Nie chodzi mi wcale o pieniądze – protestuje. – A o co? – Czuję się nieważna. – Nieważna dla rodziny? – Tak, znowu nikt nie spytał mnie o zdanie. – Jak to jest być niepytaną o zdanie w rodzinie? – Tak jakby mnie nie było.

Rodzina Anety funkcjonowała jak system patriarchalny bez ojca. Bracia mieli władzę i decyzyjność, matka była centrum emocjonalnym, a siostra tkwiła w roli wiecznie małej dziewczynki: zależnej i potrzebującej opieki. Miałam pomysł, żeby poprzez pracę z ciałem pomóc jej doświadczyć siebie jako dorosłej osoby. Jednak intuicja podpowiadała mi, że tu potrzeba czegoś mocniejszego, konkretnego symbolu władzy. Zapytałam Anetę, co by się stało, gdyby jednak poważyła decyzję braci i weszła na drogę sądową.

– Słyszę, kiedy mówisz, że nie chodzi ci o pieniądze, ale czuję, że potrzebujesz, żeby stanęła w twojej obronie jakaś poważna instytucja, co będzie dowodem na to, że jesteś dorosła, masz prawo decydować o sobie i dochodzić swoich spraw. – A co jeśli stracę braci? – Ty nigdy nie miałaś braci, miałaś zastępczych ojców. Być może kiedy bracia zauważą w tobie dorosłą osobę, zrozumieją, że nie jesteś ich córką, tylko siostrą. Siostrą, która ma takie samo prawo jak oni, by decydować o majątku rodziców, a przede wszystkim o swoim życiu.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, psychoterapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE