1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Sztuka
  4. >
  5. Problematyczna historia „niewinnych” białych sukienek. Sonia Kisza: „Nośmy je z dumą, ale niech będzie w tym świadomość!”

Problematyczna historia „niewinnych” białych sukienek. Sonia Kisza: „Nośmy je z dumą, ale niech będzie w tym świadomość!”

„Portret damy jako westalki\
„Portret damy jako westalki" autorstwa Angeliki Kauffmann (ok. 1787). (Fot. Heritage Art/BE&W)

Odsłuchaj artykuł

Sonia Kisza - Problematyczna historia „niewinnych” białych sukienek. Sonia Kisza: „Nośmy je z dumą, ale niech będzie w tym świadomość!”

00:00 05:56
15s
0,5 x
15s
Kończący się okres weselny, wcześniejszy okres komunijny oznaczają zawsze szał na białe sukienki. Zresztą biały towarzyszy nam już od stycznia jako Kolor Roku 2026 według Pantone. Brzmi niewinnie? No nie wiem…

Artykuł pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 06/2026.

Myślami przenoszę się do 2010 roku – wtedy niemal każda dziewczyna, którą znałam (w tym ja) marzyła o sesji zdjęciowej w białej sukience wśród łanów zbóż. Wiecie – czerwona szminka, warkocz, biel i natura. Białe sukienki miały bohaterki kultowego „Pikniku pod Wiszącą Skałą”. Nosiły je też dziewczyny z „Przekleństw niewinności” Sofii Coppoli.

Czego tu nie lubić, pomyślicie. Historia białych sukienek wcale nie jest taka jednoznacznie dobra. Powiedziałabym nawet, że jest problematyczna. Dziś skupimy się na Imperium Romanum i białych szatach westalek – rzymskich kapłanek w świątyni Westy, bogini domowego ogniska. Na obrazie szwajcarskiej malarki Angeliki Kauffmann widzimy modelkę, która inscenizuje składanie ofiary. Ma na sobie antykizującą suknię, choć włosy jak najbardziej w stylu jej współczesnym, XVIII-wiecznym. Temat był idealnym przedstawieniem w czasach zachłyśniętego antykiem oświecenia, lubującego się zresztą w podobnych ideałach co Rzymianie – kobiecej cnotliwości. Można powiedzieć, że portret w takiej scenerii to oświeceniowe zdjęcie w rzepaku.

Westalki: niewolnice z przywilejami

Westalki oddawane były na służbę w wieku kilku lat, a do „normalnego życia” wracały po 30 latach. Najważniejszym punktem ich działalności było ciągłe utrzymanie płonącego ognia.

O westalkach można myśleć jako o kobietach, które miały pewną wolność, przywileje prawne i społeczne, czym generalnie nie mogły się szczycić Rzymianki – te były niemal całkowicie zależne od ojcowskiej, a potem mężowskiej władzy. Za tymi przywilejami i idealizacją szło jednak coś niepokojącego – bycie obiektem obsesyjnej kontroli.

Dziewczyny i kobiety w świątyni Westy miały absolutny zakaz wszelkich kontaktów seksualnych. Ich dziewictwo było sankcjonowane prawem. Westalki ucieleśniały boskość – ich ciała były więc dobrem publicznym, tożsamym z ciałem państwa. Dziewictwo westalek miało być nienaruszone jak granice Rzymu. Seks kapłanek był jednoznaczny ze zdradą stanu.

Za niedopilnowanie ognia groziła im chłosta – zgaszony ogień Westy był postrzegany jako fatalny omen dla Imperium lub sygnał, że któraś z dziewcząt złamała prawo celibatu. A za to z kolei groziła westalce kara dużo surowsza niż chłosta… Było to zakopanie żywcem. Procesy na westalkach, które chętnie opisywano w literaturze, prawdopodobnie były – na szczęście – rzadkim zjawiskiem. Wiązały się raczej z kryzysami politycznymi i paniką religijną, w której westalki były po prostu kozłem ofiarnym, podobnie jak w nowożytności czarownice. W historii jest dosłownie parę opisów takich procesów.

Czemu zakopanie żywcem? Była to swojego rodzaju rytualna ofiara dla ziemi, równoznaczna z unicestwieniem, wymazaniem. Westalka, która współżyła, była traktowana nie tylko jako osoba winna, ale też jako zjawisko nienaturalne, jako potworzyca, która zaburzyła porządek świata i zakłóciła boskie reguły. Podobnie traktowano hermafrodytów i zdeformowane niemowlaki… Współżyjąca westalka była monstrum – jej obecność zagrażała pax deorum (przychylności bóstw dla państwa rzymskiego).

Nie muszę dodawać, ale dla porządku napiszę, że takie zasady nie obowiązywały kapłanów – nawet tych najwyższych. W większości kultur patriarchalnych nawet jeśli ograniczano prawa kobiet, to w religijnych misteriach miały one przestrzeń do ekspresji osobistej. W Rzymie zabrano im tę możliwość. Stworzono mechanizm kontroli, wymuszając ideał kobiecości jako niewinnej, milczącej i skromnej.

Białe sukienki: pozorna niewinność i bunt w sercu, błysk w spojrzeniu

Moda na białe sukienki wraca raz na jakiś czas. Odświeżyła ją w XVIII wieku Maria Antonina – pasowała do sielankowej symulacji, którą stworzono w Wersalu. Biel podchwyciło potem oświecenie – pasowała do nowej kobiecości. Stała się też wyznacznikiem statusu – szczególnie po tym, jak nauczono się traktować sztucznymi barwnikami tkaniny, i nasycone barwy weszły do mainstreamu. Biel i białe suknie zostały przejęte przez elity XIX wieku szczególnie w epoce wiktoriańskiej dzięki królowej Wiktorii i jej sukni ślubnej.

Z tą całą wiedzą chciałoby się widzieć w modelce Kauffmann buntowniczkę, która gasi ogień z pokerową twarzą, patrząc wprost na widza. Niestety, nie było to raczej prawdą, ale może być naszą prawdą! Nośmy z dumą białe sukienki, ale niech będzie w tym świadomość! Dodajmy do tej pozornej niewinności bunt w sercu, cięty język i błysk w spojrzeniu. Żeby nie było, że zgadzamy się na tę obleśną, upupiającą kulturę, tylko z dumą odzyskujemy to, co nam zabrano.

Sonia Kisza jest historyczką sztuki, autorką książki „Histeria sztuki. Niemy krzyk obrazów” oraz twórczynią satyrycznego profilu na Instagramie @histeria.sztuki.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE