Tysiące lat patriarchatu sprawiły, że sztuka tworzona była i jest w konkretny sposób, i może całkiem (nie) przypadkiem często stanowi narzędzie degradujące kobiety.
Tekst pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 08/2024.
Jedną z teorii, która tłumaczy, w jaki sposób odbieramy dzieła i jak są budowane, jest teoria male gaze. Męskie spojrzenie to model postrzegania polegający na tworzeniu sztuki wyłącznie pod męskiego widza – dla jego przyjemności i w taki sposób, by mógł z łatwością identyfikować się z bohaterem.
W ramach male gaze męskie postaci posuwają akcję dzieła sztuki do przodu, a kobiece są czystą dekoracją – pozostają bierne wobec wydarzeń. Kobiety są swoim ciałem – obiektem pożądania i obserwacji, a powiedzieć, że muzea są pełne male gaze, to jak nic nie powiedzieć...
Wystarczy spojrzeć na obraz Guercina „Zuzanna i starcy”. Płótno czytelnie podzielone jest na dwie strefy: jasną, gdzie kobieta, siedzi na marmurowym podeście i łapie w dłonie wodę z fontanny, i ciemną, gdzie podgląda ją dwóch mężczyzn stojących w cieniu drzewa – jeden z nich teatralnie odwraca się do widza.
Zuzanna była damą z Babilonu. Jej mąż Joakim posiadał dom, w którym porad udzielali dwaj sędziowie. Kiedy kończyli pracę, Zuzanna miała w zwyczaju wychodzić do ogrodu. Pewnego upalnego dnia na przechadzce powiedziała służącym, żeby zostawiły ją samą, bo chciała się wykąpać. Sędziowie, którzy od dłuższego czasu regularnie ją podglądali, tym razem także ukryli się pod drzewem.
Obmyślili podstęp, dzięki któremu mogliby ją zgwałcić – zaszantażowali, że jeśli nie zgodzi się na seks, oskarżą ją o cudzołóstwo z rzekomym kochankiem. Zuzanna odmówiła układu i następnego dnia została zgodnie z prawem skazana na śmierć. Uniknęła wyroku – wstawił się za nią prorok Daniel.
W sztuce motyw ten był nader chętnie pokazywany, niestety nie po to, żeby potępić molestowanie, ale dlatego, że dzięki kąpiącej się Zuzannie artyści mogli bezkarnie pokazywać nagą kobietę... Przez tysiące lat akt, z uwagi na kwestie obyczajowe, musiał być bowiem związany z konkretną literacką lub historyczną postacią. Ale co istotne, jednocześnie nie był zwykłą nagością, czyli brakiem ubrań – był widokiem!
I tu wracamy do naszego Guercina. Jeden ze starców patrzy na widza, wyciąga palec wskazujący w górę i ostrzega, bynajmniej nie przed przemocą seksualną. Pokazuje czytelnie: „Bądź cicho, bo spłoszysz dziewczynę!”. Tak wciąga nas, widzów, w tę sytuację. Stajemy się jednymi z podglądaczy! Widz domniemanie jest więc mężczyzną i to do niego skierowany jest ten obraz. Mężczyzna prawdopodobnie go zamówił, mężczyzna będzie na niego patrzył, a raczej na nią, bo przecież chodzi o „gołą babę”!
Dzięki takim i podobnym rozwiązaniom większość dzieł o „miłosnej” tematyce (umówmy się – to zwykle są gwałty) odbieramy tak, by podziwiać ładne panie, a nie z nimi współodczuwać. To nie one są bohaterami, ale oprawcy i widz! Widzka, patrząc na dzieło, zmuszona jest wyprzeć się swojej kobiecości, w tym empatii wobec molestowanej dziewczyny, i wejść w buty widza.
Czyli przyjąć męskie spojrzenie. Jako kobiety wychowane w systemie patriarchalnym jesteśmy tak do niego przyzwyczajone, że wręcz same na siebie w ten sposób patrzymy. Zamiast być bohaterkami opowieści, stale poddajemy się okrutnej samoobserwacji.
Na szczęście w przypadku tego motywu kobiecego spojrzenia (female gaze) na Zuzannę dostarcza nam obraz Artemisii Gentileschi. Barokowa malarka sama była przetrwanką gwałtu, a zaczepki i molestowanie były jej codziennością. W obrazie jej autorstwa Zuzanna zajmuje większość płótna. Zyskuje też konkretną, wyrazistą minę – widzimy jak odwraca się od napastujących ją mężczyzn. Kontrast jej nagiego ciała i ubranych sędziów, tego, jak są blisko, potęguje grozę sceny. Nie mamy wątpliwości – oni zaraz coś jej zrobią, jako widzki (i widzowie) boimy się razem z nią.
Artemisia Gentileschi „Zuzanna i starcy” (ok. 1610) (Fot. Bridgemanart.com/Photopower)
Dzięki takim scenom Artemisię można uznać za protagonistkę ruchu #MeToo! (Co dobitnie wyraziła Kathleen Gilje, tworząc instalację przypominającą rentgen obrazu Gentileschi, który w pracach konserwatorskich pokazuje przemalowane warstwy dzieł. W wizji współczesnej artystki Zuzanna Artemisii pierwotnie krzyczała i trzymała w ręku nóż, co nawiązuje do traumatycznych wydarzeń z życia malarki).
Zrozumienie, jak nasza kultura i odbiór dzieł związane są z męskim spojrzeniem, jak silnie kształtuje ono sztukę i wpływa na nasze myślenie o sobie – może pomóc nam uwolnić się od stałej, obsesyjnej samoobserwacji.
Pozwoli nam i naszym ciałom po prostu być. Sprawi, że my – a potem nasze córki i wnuczki – nie będziemy już uważały atrakcyjności za najsilniejszą walutę. Potrzeba nam więcej female gaze – bohaterek z krwi i kości. Halo, czy o tak wiele prosimy?!
Sonia Kisza jest historyczką sztuki, autorką książki „Histeria sztuki. Niemy krzyk obrazów” oraz twórczynią satyrycznego profilu na Instagramie @histeria.sztuki.