1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wideo
  4. >
  5. „Kryzys często odbywa się w ciszy”. Co naprawdę pomaga w wychodzeniu z życiowego dołka? | „Kryzys wieku każdego” odc. 1

„Kryzys często odbywa się w ciszy”. Co naprawdę pomaga w wychodzeniu z życiowego dołka? | „Kryzys wieku każdego” odc. 1

„Kryzys nie zawsze przychodzi wtedy, kiedy wszystko się wali” - mówią w premierowym odcinku nowego podcastu Zwierciadła „Kryzys wieku każdego” prof. Robert Kowalczyk, seksuolog i prof. Katarzyna Waszyńska, psycholożka. Czy rzeczywiście każdy impas musi oznaczać, że coś w naszym życiu poszło nie tak? A może właśnie wtedy, gdy dotychczasowe sposoby radzenia sobie przestają działać, pojawia się szansa na zbudowanie siebie na nowo? O tym, czym naprawdę jest kryzys, jak odróżnić go od zwykłych trudności i dlaczego lęk tak często udaje intuicję rozmawia Ewa Podsiadły-Natorska.

W potocznym języku kryzys brzmi jak alarm. Kojarzy się z czymś, co trzeba jak najszybciej naprawić, przetrwać albo z czegoś się wydostać. Tymczasem psychologiczne rozumienie kryzysu jest znacznie szersze. Może pojawić się w odpowiedzi na wydarzenie zewnętrzne – chorobę, utratę pracy, rozpad związku – ale równie dobrze może być efektem przemiany, która dokonuje się w nas.

Jak zauważa terapeuta i seksuolog kliniczny, prof. Robert Kowalczyk, kryzys pojawia się w momencie, gdy dotychczasowe sposoby radzenia sobie z rzeczywistością przestają wystarczać. Nie musi więc oznaczać katastrofy. Czasem jest sygnałem, że znaleźliśmy się w nowym miejscu, ale jeszcze nie mamy odpowiednich narzędzi, żeby się w nim odnaleźć.

Z podobnej perspektywy patrzy na kryzys prof. Katarzyna Waszyńska. Przypomina, że przełomowe wydarzenia są tylko jedną z jego odsłon. Kryzys może pojawić się także w okresach przejścia – między jednym etapem życia a drugim. Przykładem jest dojrzewanie, ale takich momentów mamy znacznie więcej: wejście w dorosłość, rodzicielstwo, zmiana pracy, rozstanie, menopauza czy późniejsza refleksja nad tym, co właściwie chcemy zrobić z kolejnymi dekadami życia.

W takich momentach pojawiają się niepewność, lęk i poczucie utraty kontroli. Jednocześnie właśnie zatrzymanie może stać się okazją do przyjrzenia się własnej historii i sprawdzenia, czy nadal chcemy żyć według dotychczasowego scenariusza.

„Mam wszystko, ale nie wiem, po co mi to”

Kryzys nie zawsze łatwo rozpoznać, bo człowiek może długo funkcjonować pozornie bez zarzutu. Pracować, wychowywać dzieci, rozwijać karierę, mieć udany związek i stabilność finansową. A jednak pewnego dnia pojawia się pytanie, którego wcześniej nie było: czy ja właściwie jestem szczęśliwy?

Prof. Katarzyna Waszyńska przywołuje przykład 48-letniego pacjenta, który zgłosił się po pomoc, choć z zewnątrz jego życie wyglądało jak spełnienie marzeń. Miał rodzinę i majątek, a mimo to nie potrafił odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania dotyczące sensu własnego życia, tożsamości i szczęścia. Taki stan może być przykładem kryzysu egzystencjalnego – niewidocznego dla otoczenia, ale bardzo realnego dla osoby, która go doświadcza.

W gabinetach specjalistów pojawiają się też osoby przeżywające kryzys tożsamości, wątpliwości dotyczące własnej seksualności czy poczucie utknięcia w pracy, która nie daje satysfakcji. Kryzys może dotyczyć również związku. Co ciekawe, coraz częściej pary nie czekają, aż sytuacja stanie się naprawdę trudna. Zgłaszają się po pomoc wcześniej, z intencją poprawienia jakości relacji.

To ważna zmiana w myśleniu o terapii. Nie trzeba doprowadzić związku do ściany, żeby zacząć nad nim pracować.

Nie każda trudność jest kryzysem

W epoce, w której psychologia stała się częścią codziennego języka, łatwo nadać trudnym doświadczeniom konkretną etykietę. Mówimy o wypaleniu, traumie, kryzysie, lęku. Nazwanie problemu może przynieść ulgę, ale nie zawsze pomaga.

Prof. Katarzyna Waszyńska zwraca uwagę, że nie każda sytuacja problemowa jest sytuacją kryzysową. Prof. Robert Kowalczyk dodaje, że dla osoby szukającej pomocy sama diagnoza nie zawsze jest najważniejsza. W jego ocenie ma ona służyć przede wszystkim terapeucie, który dzięki niej może dobrać odpowiednie narzędzia.

Współczesna kultura psychologiczna ma zresztą swoją pułapkę. Skoro potrafimy nazwać niemal każdy stan, zaczynamy czasem traktować nazwę jak wyjaśnienie. Tymczasem określenie czegoś mianem „kryzysu” nie rozwiązuje problemu. Co więcej, może dodatkowo obciążyć osobę, która już czuje się zagubiona.

Znacznie ważniejsze jest pytanie: czego w tej sytuacji potrzebuję i jakich sposobów radzenia sobie jeszcze nie znam?

Kiedy lęk udaje intuicję

Jednym z najbardziej podstępnych elementów kryzysu jest lęk. Potrafi być tak przekonujący, że zaczynamy traktować go jak wiedzę o przyszłości. „Czuję, że coś złego się wydarzy” – ile razy taka myśl została uznana za przeczucie, choć w rzeczywistości była efektem napięcia?

Prof. Katarzyna Waszyńska zauważa, że wiele osób myli lęk z przewidywaniem przyszłości. Na jego podstawie tworzymy czarne scenariusze, które najczęściej się nie sprawdzają. Prof. Robert Kowalczyk spotyka osoby przekonane, że mają szczególną „intuicję do niedobrych wydarzeń”. Za takim przekonaniem często stoi jednak emocja – właśnie lęk.

W kryzysie szczególnie łatwo uwierzyć, że skoro coś czujemy, musi to być prawdą. Tymczasem emocja jest informacją, ale niekoniecznie instrukcją obsługi rzeczywistości. Może powiedzieć nam, że coś jest dla nas ważne, że przekroczone zostały nasze granice albo że potrzebujemy zmiany. Nie mówi jednak automatycznie, co powinniśmy zrobić.

Emocja jest sygnałem, nie rozkazem

Jedną z najważniejszych umiejętności w przechodzeniu przez kryzys może być właśnie rozdzielenie emocji od działania. Prof. Robert Kowalczyk podkreśla, że przeżywanie trudnych emocji pozwala zobaczyć, jak funkcjonujemy. Samo natychmiastowe zagłuszanie ich kolejnym działaniem nie zawsze jest rozwiązaniem.

Mechanizm jest dobrze znany: kiedy pojawia się napięcie, chcemy jak najszybciej coś zrobić. Pracujemy więcej, sprzątamy, ćwiczymy, scrollujemy telefon, sięgamy po alkohol albo szukamy seksu, zakupów czy innych bodźców, które na chwilę pozwolą odsunąć nieprzyjemne doświadczenie. Problem zaczyna się wtedy, gdy strategia przestaje być chwilowym sposobem poradzenia sobie, a staje się utrwalonym mechanizmem.

W kryzysie ryzyko takiego „znieczulania” rośnie. Prof. Katarzyna Waszyńska zwraca uwagę, że alkohol, narkotyki czy seks mogą zostać wykorzystane jako sposób na regulowanie natłoku trudnych emocji. Jeśli taki sposób radzenia sobie zaczyna się utrwalać, zamiast pomagać w rozwiązaniu problemu, może stać się kolejnym.

Dlatego prof. Kowalczyk proponuje prostą, ale ważną zmianę perspektywy: emocje nie determinują naszego działania. Są sygnałem, który możemy odczytać.

Można wyobrazić to sobie jak kontrolkę paliwa w samochodzie. Kiedy się zapala, nie wyskakujemy z auta w panice. Zatrzymujemy się, sprawdzamy sytuację i planujemy tankowanie. Podobnie warto potraktować własne emocje: zauważyć je, zrozumieć i dopiero wtedy zdecydować, co dalej.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email