Bandycki Tost inspirowany jest ulubioną kanapką guru wszystkich foodies – Anthony’ego Bourdaina. Don Ponton, Omerta i Donna też brzmią znajomo. Te dania swoje nazwy zaczerpnęły z klasyki kina – genialnego „Ojca Chrzestnego” Francisa Forda Coppoli. Warszawska restauracja Włoski Strajk w piątki, soboty i niedziele serwuje Bandyckie Śniadania – inne niż wszystkie. Konkretne, sycące, trochę bezczelnie i bardzo... włoskie.
Są śniadania, które po prostu trzeba zjeść. I są takie, które stają się małym rytuałem. Bandyckie Śniadania powstały z myślą o tych, którzy od pierwszego posiłku dnia oczekują czegoś więcej niż kolejnego awokado na grzance. Pomysł na nie dojrzewał od dawna. Ich twórcy sami lubią dobrze zaprojektowane śniadaniowe adresy i dokładnie wiedzieli, czego szukają na mapie Warszawy. Zamiast kopiować popularne rozwiązania, postawili więc na własny język – zarówno kulinarny, jak i wizualny.
Za kartę odpowiada szef kuchni Michał Wierzba, który stworzył sześć pełnych, wyrazistych propozycji. Każda ma charakter, a ich wspólnym mianownikiem są włoskie produkty i swobodne podejście do klasyki.
W menu znalazły się m.in. prawdziwe włoskie wędliny i sery, focaccia, ricotta oraz oliwa. Nie zabrakło też inspiracji popkulturą. Bandycki Tost z mortadellą Bologna i serem provolone powstał z myślą o kultowej kanapce, którą uwielbiał Anthony Bourdain. Z kolei nazwy takie jak Omerta, Donna czy Don Ponton czerpią ze słownika włoskiej mafii i oczywiście z klimatu „Ojca Chrzestnego”.
To jednak nie tylko zabawa nazwami. Każde danie ma być przede wszystkim porządne, sycące i inne niż wszystko, co można znaleźć w kolejnej śniadaniowej kawiarni. Co ważne – składniki bandyckich śniadań pochodzą od lokalnych producentów i wytwórców, którzy gwarantują najwyższą jakość. I tak focaccia pochodzi ze Zbożnej, chleb na zakwasie z piekarni Baken, przelew robiony jest z kawy z palarni Trigger, a serwowana matcha jest od Happa To Mame.
Jedną z ciekawszych pozycji jest Włoski Leń. To delikatne obłoczki z ricotty, którym towarzyszą sezonowe dodatki. W sezonie letnim serwowane były z kremem jagodowym i świeżymi jagodami. To propozycja dla tych, którzy lubią śniadania słodkie, ale nieoczywiste.
Bandycki Talerzyk zdecydowanie przyciąga uwagę już samą formą. Śniadanie trafia na dwupiętrową mini etażerkę, tworząc niewielką włoską ucztę. Znajdziemy na niej Mortadellę Bologna, Prosciutto San Daniele, Salami Milano, ricottę, karmelizowany Taleggio, focaccię, dżem jeżynowy i jajko na miękko. Jest prosto, obficie i bardzo po włosku. A przede wszystkim – jest co zjeść.
Miłośnicy bardziej wytrawnych śniadań powinni zwrócić uwagę na Omertę. Tutaj burrata zostaje hojnie nadziana bazyliowym pesto i podana z jajkiem na miękko. Całość trafia na peperonatę, a danie wykańczają różnego rodzaju pestki i ziarna.
Jest kolorowo, kremowo i konkretnie. Czyli dokładnie tak, jak powinno wyglądać śniadanie, które ma dać energię na resztę dnia.
Karta napojów również została potraktowana serio. Do jedzenia można zamówić przelew z palarni Trigger albo jeden z autorskich cold brew na bazie białej herbaty: jaśminowo-morelowy lub lawendowo-fiołkowy.
Jest też Apricot Matcha Tonic z musem z pieczonych moreli przygotowywanym na miejscu. A dla tych, którzy lubią mniej oczywiste kawowe połączenia, przygotowano Melograno Espresso, czyli espresso z sokiem z... granatu. Brzmi nietypowo, ale właśnie o tę odrobinę kulinarnego szaleństwa tutaj chodzi.
Jedzenie to jednak tylko część doświadczenia. Za wnętrze odpowiada studio Metraż, które stworzyło przestrzeń łączącą kilka pozornie odległych inspiracji.
Jest tu dużo ciemnego drewna, jasnego i różowego kamienia, biała cegła oraz chromowane elementy. Całość uzupełniają świeże kompozycje kwiatowe autorstwa Alicji z Kwiatostan Umysłu.
Najbardziej charakterystycznym elementem jest morelowa wanna na wino ustawiona w centrum restauracji. Trudno się nią nie zachwycić – podobnie jak całym wnętrzem, które balansuje pomiędzy włoskim klimatem a estetyką vintage.
Bandyckie Śniadania mają więc ambicję być czymś więcej niż kolejną pozycją w warszawskim śniadaniowym przewodniku. Są stworzone dla tych, którzy lubią dobrze zjeść, ale równie mocno cenią atmosferę i pomysł. Bez nadęcia, za to z charakterem.
Bo czasem naprawdę warto wyjść z domu tylko po to, żeby zjeść dobre śniadanie. Zwłaszcza jeśli jest trochę włoskie, trochę bezczelne i zdecydowanie po swojemu.
Włoski Strajk Italian Sharing, ul. Marszałkowska 140, Warszawa