Patrycja Klikowska - Widzisz w chmurach twarze? Leonardo da Vinci miał tak samo. Naukowcy tłumaczą, co to oznacza
00:00
06:02
Dla jednych chmura jest tylko chmurą. Inni dostrzegają w niej twarze, zwierzęta, przedmioty, a nawet całe sceny. Podobne obrazy odnajdują również w plamach na ścianach, słojach drewna czy przypadkowym układzie przedmiotów. Badacze mózgu René Müri i Nicole Göbel wyjaśniają, co może kryć się za tą skłonnością.
Czy zdarzyło ci się spojrzeć na chmury i zobaczyć w nich psa, smoka albo znajomą twarz? A może układ okien na fasadzie przypomina ci zdziwioną minę, plama na ścianie mapę nieistniejącego kraju? To powszechne zjawisko ma swoją nazwę. Jest nią pareidolia, czyli skłonność do dostrzegania rozpoznawalnych kształtów i obrazów w przypadkowych wzorach.
Neuropsycholog René Müri oraz badaczka neuronauki kreatywności Nicole Göbel przekonują, że pareidolia może mieć związek z twórczym myśleniem.
Co ciekawe pareidolia nie ogranicza się tylko do wzroku. Czasami pojawia się również wtedy, gdy w przypadkowych dźwiękach rozpoznajemy słowa, głosy lub fragment melodii.
Pojęcie pareidolii wprowadził w XIX wieku niemiecki psychiatra Karl Ludwig Kahlbaum. Opisywał ją jako skutek niedoskonałego postrzegania i „złudzenie osądu”.
Przez kolejne lata zjawisko postrzegano negatywnie – łączono je między innymi z psychozą lub demencją. Dzisiaj wiemy, że samo dostrzeganie twarzy w chmurach jest czymś zupełnie normalnym. Osoba doświadczająca pareidolii rozumie bowiem, że widziany obraz nie istnieje naprawdę, lecz został dopowiedziany przez jej umysł.
Na pareidolię zupełnie inaczej patrzył Leonardo da Vinci. Radził artystom, aby przyglądali się poplamionym ścianom i kamieniom. Sam odnajdywał w nich krajobrazy, rzeki, góry, postacie, stroje, wyrazy twarzy oraz sceny bitewne.
Przypadkowy wzór nie był dla niego błędem ani zniekształceniem rzeczywistości, ale początkiem nowego pomysłu.
W XIX wieku podobny sposób myślenia przyczynił się do rozwoju kleksografii, czyli tworzenia obrazów z plam atramentu. Eksperymentowali z nią między innymi Victor Hugo i George Sand. Hugo składał kartki, rozlewał tusz, a nawet odwracał pióro i używał jego końcówki jak pędzla. Niemiecki poeta i lekarz Justinus Kerner tworzył natomiast z kleksów fantastyczne postacie, które uzupełniał krótkimi wierszami.
W tym samym wieku plamami atramentowymi zainteresowała się również psychologia. Francuski psycholog Alfred Binet zaproponował, aby wykorzystywać je do badania „mimowolnej wyobraźni”.
Pomysł rozwinął polski psychiatra Szymon Hens, który w 1917 roku opublikował pracę poświęconą obrazom dostrzeganym w kleksach przez zdrowych dorosłych i pacjentów psychiatrycznych.
W tej samej klinice pracował Hermann Rorschach. Najprawdopodobniej znał publikację Hensa, a następnie rozwinął jego pomysł. Kilka lat później stworzył słynny test oparty na interpretowaniu atramentowych plam, choć jego wiarygodność i trafność do dziś są kwestionowane.
Müri, Göbel oraz pozostali członkowie zespołu postanowili sprawdzić, czy można zmierzyć związek między pareidolią a kreatywnością. Do badania zaprosili 50 zdrowych osób.
Uczestnicy oglądali na tabletach zdjęcia przedstawiające chmury, skały i inne naturalne powierzchnie, a następnie zaznaczali wszystkie kształty, które udało im się w nich dostrzec.
Uczestnicy wykonali również klasyczne zadania sprawdzające twórcze myślenie. Wymyślali nietypowe zastosowania codziennych przedmiotów, takich jak cegła czy spinacz, oraz podawali jak najwięcej słów związanych z określonym pojęciem.
Wyniki pokazały, że osoby, które lepiej radziły sobie w tradycyjnych testach kreatywności, tworzyły również więcej pareidolii, a ich skojarzenia były bardziej oryginalne. Badani szczególnie zainteresowani sztuką i muzyką częściej dostrzegali natomiast nieoczywiste obrazy.
Naukowcy zaznaczają, że w powstawaniu pareidolii prawdopodobnie uczestniczą procesy związane z kreatywnością. Zjawisko mogłoby nawet zostać wykorzystane do opracowania prostszych testów twórczego myślenia, przeznaczonych m.in. dla seniorów i pacjentów neurologicznych.
Nie oznacza to oczywiście, że każda osoba widząca twarz w gniazdku elektrycznym jest ukrytym geniuszem. Badanie objęło niewielką grupę i dotyczyło tylko wybranych wymiarów kreatywności. Pokazuje jednak, że pareidolia może być czymś więcej niż zabawną pomyłką wzroku.
Gdy rozpoznajemy twarz w przypadkowym wzorze, aktywuje się obszar mózgu reagujący również na widok prawdziwych twarzy. Dzieje się to w ciągu około 170 milisekund. Szybkość tej reakcji wskazuje, że nie wymyślamy świadomie obrazu, lecz przez moment naprawdę go dostrzegamy.
Mózg nie rejestruje rzeczywistości jak kamera. Bez przerwy ją interpretuje, uzupełnia i porządkuje, korzystając z wcześniejszych doświadczeń. Dlatego dwie osoby mogą spojrzeć na tę samą chmurę i zobaczyć w niej coś zupełnie innego.
Następnym razem, gdy na niebie pojawi się smok, a kawałek kory zacznie przypominać zamyśloną twarz, nie poprawiaj od razu własnego wzroku. Właśnie obserwujesz swoją kreatywność w akcji,
Artykuł napisany z wykorzystaniem: René Müri, Nicole Göbel, „See faces in the clouds? It might be a sign of your creativity”, psyche.co [dostęp 18.09.2026].