Zagrożenia Questu: Pycha, czyli cień pokory

Św. Bernard z Clairvaux uznał, że pycha i pokora są jak szczeble drabiny. Grzech pychy prowadzi nas w dół, a cnota pokory pozwala się wspinać.
Psychologia mówi coś podobnego. Uczymy się i rozwijamy dzięki pokorze, pycha nam w tym przeszkadza – mówi Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta, współautor programu rozwoju wewnętrznego Quest .

– Pycha kiedyś uważana była za jeden z grzechów głównych. Ale dziś grzech to chyba tylko rzadkie słowo.
– Mało tego, pycha staje się ceniona i modna, szerzy się wręcz epidemicznie. Popkultura, popmoralność, poppolityka i popreligijność kreują swoich coraz liczniejszych pysznych idoli. Przestajemy dostrzegać, że pycha to niebezpieczny przeciwnik. Uniemożliwia nam rozwój, uczenie się i podążanie ku celom, o których ledwie odważamy się marzyć. Rodzi w nas iluzoryczne poczucie mądrości, mocy i przenikliwości. Każe kategorycznie innych osądzać, obdarzać nienawiścią i pogardą. Wtedy zamiast inwestować czas i energię we własny rozwój, zaprzęgamy je do gorączkowej obrony iluzji naszej wszechwiedzy i doskonałości. Nasze coraz bardziej nadęte ego potrzebuje mieć rację i lubi spoczywać na laurach. Tymczasem wynikające z pokory wątpliwości, niepokój i potrzeba poszukiwań utrudniają proces samopotwierdzania się ego.

reklama

Pycha nie ustępuje łatwo i jest podstępna. Potrafi udawać skromność, ubóstwo, poczucie krzywdy, sprawiedliwości, a także duchowość, szlachetność i miłość. Większość z nas dąży nieświadomie do tego, aby swojej pysze nadać jakiś szlachetny kamuflaż i poddać się złudzeniu, że dotarliśmy do końca drogi.

– Może po to, żeby wreszcie odetchnąć.
– I poznęcać się nad innymi. Szczególnie gdy pycha przybiera formę ideologii czy doktryny religijnej, staje się zabójcza. Rodzi konflikty, wojny, cierpienie i nienawiść. Gdy opęta nas, łatwo i radośnie w poczuciu moralnej słuszności upokarzamy i niszczymy innych. Jeśli trzeba, ogniem i mieczem zmusimy „innowierców” do przyjęcia naszej wizji dobra i prawdy, które błędnie uznajemy za ostateczne objawienie. Wtedy w skali rodziny, narodu, a nawet globu wprowadzamy przymus dobra, dokonując nieświadomej dekonstrukcji istoty wiary i przekonań, którym chcemy służyć.

– Oskarżano pychę o to, że rodzi inne grzechy, np. chciwość. Dziś powiedzielibyśmy raczej: sukces finansowy.
– Pycha ma dużo wspólnego z chciwością. Kiedy jesteśmy pyszni, to w naszych własnych oczach jesteśmy też wywyższeni. I tylko krok dzieli nas od uznania, że należy nam się więcej niż innym. Chciwość i pycha idą ręka w rękę. Czasami trudno je odróżnić. Gdy los boleśnie nas doświadcza, łatwo obrażamy się na świat, sobie przyznajemy rolę i rację ofiary, i brniemy w moralną pychę, która zarazem jest chciwością współczucia i wsparcia. Pychę udającą pokorę opisuje anegdota o mnichach przechadzających się po ogrodzie. W pewnej chwili stary mówi do młodego: „wiesz, na świecie nie ma drugiego tak skromnego jak ja”.

– Dziś nie mówi się o pysze. Ale dużo mówi się o tym, jak ważne dla sukcesu jest poczucie wartości i wiara w siebie. Czy one nie są niebezpiecznie blisko pychy?
– Pycha rodzi się tam, gdzie brakuje ugruntowanego poczucia własnej wartości. Aby wyleczyć się z pychy i zaszczepić przeciwko niej, musimy odkryć swoją immanentną, podstawową wartość, którą dzielimy ze wszystkim, co żyje. W przeciwnym razie będziemy zadręczać siebie i innych. Pycha tyrana, nie zważając na ofiary, będzie nam kazała nieść światu obowiązujące dobro, a pycha żebraka – zadręczać siebie pracą i poświęceniem po to, aby zadowolić innych i zapewnić sobie ich przychylność.

– Czyli zamiast pychy potrzebna nam duma.
– Nie duma, lecz godność. Duma jest przejawem pychy. By odzyskać poczucie godności, musimy zrozumieć, że niezależnie od tego, co nas spotkało i spotka ze strony innych – naszej immanentnej wartości nikt nam nie zabierze. Musimy zobaczyć i poczuć, że nasi prześladowcy robili nam krzywdę, bo sami czuli się niegodni. Byli ofiarami, które szukały ofiar i brnęły w pychę, by poprawić sobie samopoczucie.

– Czy pycha zawsze bierze się z niskiego poczucia wartości?
– Skrajna pycha jest zawsze sposobem kompensowania raniącego doświadczenia upokorzenia. Dobrym przykładem jest pycha Hitlera, który był okrutnie traktowanym dzieckiem. Swoją chorą pychą i pogardą udało mu się zarazić miliony poniżonych klęską wojenną Niemców. To, co stało się dalej, jest wstrząsającym i koszmarnym dowodem tego, że leczenie się z upokorzenia pychą wyzwala w otoczeniu pogardę i nienawiść, a to sprowadza na nas nowe, druzgocące cierpienie. Tak więc jedynym wyjściem z traumy upokorzenia jest odzyskanie prawdziwej ponadosobowej godności.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »