fbpx

Noszone blisko serca

Noszone blisko serca
123rf.com

Chustomania to więcej niż moda – to filozofia. Chęć bycia bliżej siebie i bliżej natury przenosi się na codzienne dobre praktyki i ekowychowanie.
Narodziny dziecka zmieniają człowieka. Szuka się wtedy pomysłu na siebie, odkrywa nieznane pokłady potrzeb – żeby żyć głębiej, mądrzej, bardziej refleksyjnie. To dobry czas, żeby odnaleźć swój styl życia, pomyśleć nad tym, jak by się chciało wychować dziecko, jaką rodzinę zbudować. Nic dziwnego, że większość rodziców przechodzi wtedy okres całkowitego przewartościowania i bardzo często zwraca się ku bardziej ekologicznemu podejściu do świata. Jednym z jego przejawów jest obserwowane ostatnio zjawisko noszenia dzieci w bawełnianych, kolorowych chustach. Czy to tymczasowy trend, czy może coś więcej?

Chusta łączy
Iwona, mama półtorarocznej Gabrysi: „Wszystko zaczęło się, gdy jeszcze byłam w ciąży. Mimowolnie wyłapywałam wzrokiem młode mamy, patrzyłam, jak wyglądają, jak się zachowują. Niestety, w większości były smutne, bez przekonania pchały wózek i jednocześnie relacjonowały przez komórkę dane techniczne w rodzaju: co dziecko dziś zjadło, kiedy się załatwiło, ile spało. Byłam przerażona, że też się do nich upodobnię. I wtedy – niczym objawienie – na osiedlu pojawiła się dziewczyna okutana w kolorową chustę. Szczęście od niej aż biło. Wtulone w mamę dziecko zerkało na boki. Wtedy postanowiłam, że muszę mieć taką chustę i być taką mamą”.
Standardowa chusta ma 5 metrów długości i 70 centymetrów szerokości. Najczęściej wykonana jest z bawełny z domieszką bambusa, tkana ściegiem diagonalnym, czyli skośno-krzyżowym, dla uzyskania maksymalnej elastyczności materiału. Jej koszt to 150–250 zł. Występuje w niewiarygodnie bogatej kolorystyce. Najfajniejsze jest to, że może jej używać cała rodzina, a dziecko z niej nie wyrasta. Można w niej nosić malucha w rozmaitych pozycjach, osłaniać go przed słońcem i deszczem, można z niej zrobić hamak, namiot i pled. Nie jest więc – wbrew obiegowym opiniom – jedynie „nosidłem na lato”. Co więcej, niektórzy twierdzą, że chusta to cała wręcz życiowa filozofia.

Magda, mama dziewięciomiesięcznego Jasia: „Nie da się nosić dziecka w chuście i wyrzucać szkło tam, gdzie obierki po ziemniakach, albo używać wyłącznie pampersów. Ja widzę w tym sprzeczność. Dzięki chuście jestem bliżej natury”.

Trudno powiedzieć, czy to potrzeba proekologicznego życia zwraca rodziców w kierunku chusty, czy wprost przeciwnie – chustomania powoduje, że trend bycia bliżej natury przechodzi na codzienne zachowania. Faktem jest, że zwolennicy chust w – nomen omen – naturalny sposób zaczynają segregować śmieci, używać wyłącznie tetrowych pieluch, wymieniać się z innymi rodzicami dziecięcymi ubrankami czy zabawkami.

Wojtek, tata trzyletniego Maćka i półrocznego Dominika: „Moja mama zostawiła tetrowe pieluchy po mnie. Kiedy nam je dawała, byłem bardzo wzruszony. Magiczny moment. Sztafeta pokoleniowa. Nie oceniam ludzi, którzy z potrzeby używają tylko pieluch jednorazowych. My po prostu traktujemy nasze dzieci i ich ciała tak, jak byśmy sami chcieli być traktowani”.

Maja, bezdzietna: „Moja siostra jest chustomamą. Używa teraz głównie tetry, prawie nie kupuje jednorazowych pieluch, nie toleruje plastikowych zabawek, żadnego mleka w proszku. Może to dziwnie brzmi, ale odkąd chusta przekroczyła próg jej domu, wszystko się zmieniło”.

Noś dziecko!
To najważniejszy punkt filozofii życiowej „chustorodziców”. Noś i nie słuchaj, że je rozpieścisz, będzie marudzić i nie da ci żyć. Dzieci grymaszą, bo są za mało przytulane, dopominają się kontaktu z opiekunami. Czy myślałaś kiedyś o tym, co widzi twoje dziecko, gdy leży w łóżeczku lub w wózku? Bogate postrzeganie świata z perspektywy pozawózkowej to nie jedyny powód przemawiający za używaniem chusty.

NOWA MODA MA SAME PLUSY:

1. Budujesz więź poprzez bliskość, wymianę zapachów. Wiązanie chusty, opatulanie nią siebie i dziecka – to wymaga czasu i umiejętności, ale nigdy nie będzie to czas stracony, a raczej wykorzystany do maksimum.

2. Wyrabiasz prawidłową postawę malucha oraz ustawienie jego stawów biodrowych. Nie leży na płaskim podłożu, wykształca się w nim więc odpowiednia krzywizna ciała, a jego nóżki są prawidłowo odwiedzione.

3. Masz wolne ręce, więc możesz zająć się, czym tylko chcesz, iść dokąd chcesz, wszelkie bariery przestają być problemem.

4. Odprężasz się. Gdy masz dziecko tak blisko siebie, odczuwasz dumę, radość, uspokajasz się. Ono też jest spokojniejsze.

5. Wykonujesz dziecku naturalny masaż. Nieważne, czy spacerujesz, czy siedzisz i robisz na drutach, jego mięśnie są cały czas stymulowane twoimi ruchami oddechowymi, nawet gdy samo się nie porusza.

6. Utrzymujesz odpowiednią temperaturę ciała malucha. W takiej bliskości mniej marznie i się nie przegrzewa (sama natychmiast czujesz, gdy robi się wam za ciepło).

7. Dziecko noszone twarzą do ciebie może samo dawkować sobie ilość bodźców. Nie narazisz go na hiperstymulację (czyli nadmiar wrażeń), wystarczy, że wtuli się w ciebie i już jest odcięte od świata.

8. Poza wszystkim – wspaniale to wygląda! Co więcej – zarażasz swoim podejściem do życia innych rodziców.

W centrum zainteresowania
Chusta to aż pięć metrów bawełny. Trzeba się nauczyć ją wiązać, obsługiwać i przekonać do niej. Jest symbolem jasno określonej filozofii życia. Skupia innych „zachustowanych” rodziców, ale i spojrzenia przechodniów. Jednych napawa to dumą, innych – trochę krępuje. Magda, „chustomama”: „Chusta jest jak polityka – dzieli ludzi, bo niesamowicie polaryzuje poglądy. Niektórzy uśmiechają się do mnie i dają wyraźne sygnały sympatii, jestem zaczepiana i pytana, gdzie ją kupiłam, czy to wygodne, bezpieczne, a czasem czuję wręcz namacalną wrogość. W każdym razie ludzie czują się upoważnieni do wypowiadania swojej opinii”.

Michał, tata rocznej Zosi: „Facet niosący dziecko w chuście – polecam! Nikt mnie nie omija spojrzeniem, a kobiety patrzą na mnie zachwycone i czasem dosłownie słyszę ich myśli: »Dlaczego mój mąż tak nie może?«. Czuję się ambasadorem tej idei. Oboje z żoną staramy się jak najczęściej nosić córkę w chuście, odwiedzać miejsca, gdzie są inni ludzie, i w ten sposób propagujemy ekowychowanie”.

Najpierw pożycz
Ci, którzy korzystają z dobrodziejstw chusty, chwalą, że to wyjątkowe doświadczenie, niemal metafizyczne. Chustomania nie jest jednak dla wszystkich. Nie każde dziecko i nie każda mama czy tata „pasują” do chusty. Czasem dziecko nie chce być tak noszone. Płacze, wyrywa się, protestuje. Być może jest mu za ciepło albo jego pierwszy kontakt z chustą był obarczony lękiem lub nerwami i dziecko protestuje. Niektóre matki obawiają się, że chusta się niechcący rozwiąże albo będzie wzbudzała powszechne zainteresowanie, a nie każda kobieta umie i chce się z tym zmierzyć. Dlatego, zanim dokonasz ostatecznego zakupu, najlepiej pożycz chustę (w internecie znajdziesz bez trudu adresy wypożyczalni).

Magda: „Ostatnio znów jakaś kobieta zaczepiła mnie na ulicy i zagadnęła, co to daje mojemu dziecku. A mnie nagle odebrało mowę. Już trzecie dziecko nosimy w chuście i, prawdę mówiąc, myślałam raczej o korzyściach dla mnie samej. Jestem chustomamą, bo to lubię”.

Trening czyni mistrzynię

  • Wypożycz chustę. Zawiąż ją i ćwicz – na początku z lalką lub chustą – spacery w domu.
  • Kładź często dziecko do chusty, okrywaj się nią, używaj jak koca. W ten sposób oboje się do niej przyzwyczaicie.
  • Naucz się ją dobrze wiązać, żeby wyeliminować ze swojego ciała i głowy lęk, że dziecko wypadnie – zdenerwowana przekażesz napięcie emocjonalne dziecku i będzie ono protestować na sam widok chusty.
  • Poproś, żeby ktoś zrobił ci zdjęcie. Zobacz, jak cudownie wygląda rodzic z dzieckiem w chuście.
  • Zacznij używać chusty najpierw w domu. Większość maluszków po włożeniu do chusty natychmiast zasypia, śpi spokojnie i dłużej niż w łóżeczku.
  • Przekonaj się, że można nosić dziecko w chuście i jednocześnie spacerować, prasować, sprzątać, czytać, a nawet się gimnastykować.